sobota, 3 grudnia 2016

Rozdział 21



22. Na pomoc Narnii


Siedzieli w zamyśleni, czekając na pomoc. Byli zdenerwowani tym wszystkim. Cyntia i Damien trzymali Edmunda, by ten w złości nie wyważył drzwi. Piotr dyskutował o przebiegu bitwy ze swoją siostrą, Zuzanną, Rilianem i Avalon. Natomiast Łucja bawiła się świetnie, podrywając Reyosa i Armina, czym doprowadzała Savannah i Florence do szaleństwa. Ta pierwsza nie dawała tego po sobie poznać, ale ta druga robiła wszystko by pokazać młodszej Pevensie, że Armin jest jej.
Wtem drzwi pomieszczenia otworzyły się wolno. Wężo–człowiek wprowadził do pokoju młodą, ładną dziewczynę o jasnych włosach i wskazał na Reyosa, po czym powiedział:
– Poczekaj tu z nimi, Miro. Zaraz przyjdę – rzekł i popatrzył na córkę.
– Słodki jest – odparła dziewczyna, na co wężo–człowiek uśmiechnął się.
– Wiedziałem, że ci się spodoba. – Wyszedł i zamykał za sobą wolno drzwi.
Gdy Reyos zorientował się co się stało popatrzył na Savannah, potem na Mirę, a na końcu w stronę zamykających się drzwi.
– Czekaj! – krzyknął chłopak, ale drzwi już się zamknęły. – Ja nie lubię blondynek! I ma za długie włosy! Ja się nie zgadzam! Wolę wysokie i ogóle to wygląda na miła, a ja nie lubię miłych! Nawet imię ma nie taki! Lubię imienia na literę „S”! Savannah, Sevilla... Coś takiego, a nie jakaś Mira! Sava, Flore, Armin! Pomóżcie! No ej! Ja nie chcę mieć takiej żony... Ja nie chcę mieć z nią dzieci...
– Haha! Zabawny jesteś! Będziemy mieć dwóch synów! Mam już nawet wymyślone imiona – powiedziała radośnie Mira, podchodząc do Reyosa.
– Nie! Ja będę miał córkę i na pewno nie z tobą! I będzie miała na imię Sevilla, ale będę mówił na nią Sevi – mruknął i odwrócił twarz w stronę Savannah. – Zabierz mnie od tej wariatki... – szepnął.
– Eh... Niby sam się w to pakowałeś, ale znaj moją dobroć – odparła, również szepcząc, a potem popatrzyła na Mirę, która przyjaźnie uśmiechała się do Łucji. Młodsza Pevensie piorunowała ją wzrokiem.
– Posłuchajcie – powiedział Rilian. – Mamy wam do przekazania kilka rzeczy. Ja ma powiedzieć, czy któreś w was chce zabrać głos? Piotr? Avalon? Zuza?
– Skoro zacząłeś już mówić, kończ. Śmiało – odparł Piotr.
– Dziękuję. A więc, zdecydowaliśmy, że Florence, Savannah, Reyos i Mira pojadą wraz z Damienem i Cyntią. Z tego co nam powiedziałaś, Cyntio, wynika, że raczej nikogo tam nie będzie. Oznacza to, że jest to miejsce bezpieczniejsze niż pole bitwy. Do tego, mając tak świetnego stratega i krętacza – wskazał Reyosa – nic się wam nie stanie. Ale mam jeszcze jedno pytanie, umiecie choć trochę walczyć? Pytam na wszelki wypadek.
– Armin trochę nas uczył – odparła Florence. – Jesteśmy zdolni się ochronić, albo chociaż zyskać więcej czasu.
– Wspaniale! Damy wam broń, Lennox będzie musiał się poddać. Ale przechodząc dalej, wraz z naszymi sojusznikami wtargniemy do wioski, tam powinna być czarownica. Nie wiemy jak ją zabić i pewnie do tego potrzebna będzie moc Aslana, ale przynajmniej osłabimy jej siły. To i tak dużo znaczy. – Zwrócił się w stronę Cyntii i Damiena. – Gdy już odbijecie Ines, przywieziecie wszystkich w bezpieczne miejsce, o którym mówili. Potem wspomożecie nas w bitwie. Musimy niepostrzeżenie okrążyć wojska, a potem ruszy do ataku. Taki przynajmniej mamy plan. Gdy wasza dwójka będzie już na miejscu, wspomagajcie łuczników. – Rilian wskazał na Avalon i Zuzannę. – To chyba wszystko co musicie na razie wiedzieć. Wszystko jasne?
– Jak słońce – odparli zgodnie Damien i Cyntia. W tym samym momencie w drzwiach pojawił się znajomy wężo–człowiek.
– Ruszamy – odparł z zadowoloną miną.

Dostali konie i broń. Cyntia prowadziła ich przez las. Byli już prawie na miejscu, choć dziewczyna miała ochotę zawrócić. W myślach uważała, że zabranie ze sobą Reyosa, Savannah, Florence i Miry nie było dobrym pomysłem, a tym bardziej danie im broni. Wątpiła w ich umiejętności walki. Zarówno ona jak i Damien chciała by jednak te wątpliwości były jedynie wymysłem.
Gdy rudowłosa zauważyła znajomy głaz, w którym wyryta była mała literka „l”, wyciągnęła rękę by nakazać zatrzymanie koni swoim towarzyszom.
Zwierzęta zahamowały nagle. Cyntia zeskoczyła ze swojego jako pierwsza. Miała pewną postawę, wyciągnęła swój miecz i odwróciła się do towarzyszy. W oczach jawiła się iskra odwagi, a na jej twarzy widniał uśmiech zwycięstwa.
– Za mną marsz! Uważajcie na siebie! – odparła i ruszyła przodem.
– Nie muszę się martwić, mój narzeczony mnie obroni! – powiedziała radośnie Mira. Savannah ścięła ją wzrokiem i wcisnęła się między nią za Reyosa.
Cyntia weszła na polanę jako pierwsza. Nie zauważyła nic niepokojącego. Był tam Lennox wraz z Ines. Najwyraźniej dziewczynie nic nie było. Rozmawiali. Jasnowłosa coś mu tłumaczyła, ale Cyntia nie słuchała tego. Patrzyła na Lennoxa i pytała samą siebie, czemu mu zaufała. Nie był zły. Denerwujący, owszem, ale nie zły. Kiedy tak na niego patrzyła wydawał się być smutny. Ines uśmiechała się delikatnie i gładziła go po ramieniu.
Wkrótce u jej boku znalazła się reszta.
– Lennox – powiedziała głośno. Chłopak aż podskoczył ze zdziwienia.
– Cyntia? Nie powinno cię tu być – powiedział Lennox, wstając. Ukradkiem wytarł oczy z łez, a przynajmniej wydawało mu się, że było to niezauważalne, ale Cyntia dokładnie to widziała.
– Dzięki, że o mnie też pamiętasz – mruknął Damien, którego Lennox wciąż ignorował.
– Ja... Rozmawiałem z Ines... – Lennox zwiesił głowę, a następnie upadł na kolana. – Byłem głupcem... Ja...
– Dalej jesteś głupcem – odparła Cyntia, kucając obok niego. – Ale jeżeli chcesz nas przeprosić, to wstań i walcz po naszej stronie.
– Tak jest. Jak sobie życzysz, królowo – odparł z uśmiechem, a potem podniósł wzrok na innych. – O! Damien! Cześć... A tamci to kto? – Wskazał na nowe twarze, stojące za Cyntią i Damienem.
– To długa historia, nie ma na to czasu, ale mimo wszystko... – Cyntia objęła mocno Lennoxa. – Nie wiem co powiedziała ci Ines, ale cieszę się, że zmądrzałeś.
– Nie chcę wam przeszkadzać, ale czas goni – powiedziała Ines. – Niedługo musi spełnić się zarówno moje, jak i wasze przeznaczenie. – Wypowiadając ostatnie słowa, popatrzyła z uśmiechem na Damiena. – Nie ja tobie przeznaczona, dobrze o tym wiesz, dlatego nie roń łez po mej śmierci.
– Śmierci? Dobrze się składa. – Wszyscy odwrócili głowy. Łucja stała oparta o drzewo. W dłoni trzymała nóż.
– Szłaś za nami cały ten czas?! – zdziwił się Damien, powoli sięgając po miecz.
– No tak, nie zauważyliście? – spytała Mira, jakby myślała, że wszystko jest w porządku. Jednak dziewczyna nie znała Łucji Pevensie i jej zazdrości.
– W każdym razie, nie mamy teraz na to czasu. Wsiadamy na konie i ruszamy w stronę pola bitwy. Nie będę marnował cennych sekund na kłótnie – zarządził Archenlandczyk. Nie miał już ochoty nawet patrzeć na młodszą Pevensie. Po prostu ją wyminął i wsiadł na swojego konia. Nie czekając zarządził, by wszyscy kierowali się za Reyosem, który prowadzić ich miał do bezpiecznego miejsca.

Bitwa już dawno trwała. Wokół walało się wiele ciał. Zdawać się mogło, że plan, który obmyślili działa. Otoczyli wojska Czarownicy, mają przewagę.
Edmund kątem oka wypatrywał Liliany w tłumie. wiedział dobrze, że tu będzie, ale spodziewał się najgorszego. Czuł to w kościach. Jego ciało przeszywały dreszcze, to był zły znak. Chciał zobaczyć ją całą i zdrową. Było to nierozsądne z jego strony. Kilka razy prawie straciłby rękę, ale na jego szczęście, Ava go pilnowała. Archenlandka wiedziała, albo przynajmniej starała się dawać takie wrażenie, co dzieje się w jego głowie. A był tam zamęt. Uporczywie chciał znaleźć Lilianę, ale nie był zbyt dobry w robieniu dwóch rzeczy na raz.
Przedarł się przez tłum i nagle stanął jak wryty. Nie, nie mógł uwierzyć. Nie chciał wierzyć w to co widzi. Padł na kolana.
– Li – Lily... – wyjąkał. Łzy zaczęły tworzyć stróżki na jego policzkach. Wyciągnął rękę by dotknąć dłoni dziewczyny. Była zimna.
– Nie... Nie możesz... Lily... Liliana. – Zalał się łzami. Ava zaniepokoiła zachowaniem chłopaka, dopiero gdy się przyjrzała, zrozumiała wszystko. Chciałaby zasłonić oczy i usiąść gdzieś w kącie, ale teraz nie mogła tego zrobić. Przebiła się przez wrogów i podbiegła do Edmunda.
– Edek! Wstawaj! Tu jest niebezpiecznie! – krzyczała, co raz strzelając z łuku w stronę wrogów.
– Ale... Liliana... Ona... Ja muszę tu zostać... – powiedział, wycierając łzy. – To moja wina... To wszystko moja wina...
– To już jej nie pomoże. Proszę, Edmund, ona chciałaby żebyś walczył. Jestem tego pewna.
Edmund, proszę!

Savannah wskazała na ogromne drzewo w środku lasu.
– To tutaj! Opuszczony dom karłów – powiedziała. – A! – krzyknęła, chwytając mocniej Reyosa. – Robisz to specjalnie. Następnym razem ja prowadzę!
– Ale przyznaj, że lubisz się do mnie przytulać – odparł z ironicznym uśmiechem chłopak.
– Mogłabyś przestać podrywać mi narzeczonego? – spytała Mira.
– Moglibyście się wszyscy przymknąć i iść do naszej bezpiecznej kryjówki? – mruknęła Florence, która z pomocą Damiena schodziła z konia.
– Cyntia, Lennox, wy już idźcie, poradzę sobie – zapewnił Damien. Rudowłosa i Lennox kiwnęli zgodnie głowami i ruszyli w stronę pola bitwy.
Damien podprowadził ich do drzewa. W pobliżu nie zauważył nikogo. Florence, Savannah, Mira, Ines i Reyos weszli do środka. Archenlandczyk szczelnie zamknął drzwi i postanowił zasłonić je gałęziami. Gdy już skończył wrócił do konia, a właściwie do miejsca gdzie powinien być, jednak go tam nie zastał. Rozejrzał się dookoła. Po chwili usłyszał szelest. Wyciągnął miecz, a zaraz zza krzaków wybiegł koń z jeźdźcem na grzbiecie. Damien potknął się i przewrócił. Po chwili zobaczył dłoń wyciągniętą w jego stronę.
– Wybacz, nie chciałem cię przestraszyć – powiedział chłopak, lekko się rumieniąc. Damien z lekkim wahaniem przyjął jego pomoc.
– Nie szkodzi, kim tak właściwie jesteś? – spytał Archenlandczyk.
– Ja? Tylko podróżnikiem, który zatrzymał się u pewnej rodziny. Nazywam się Regin – odparł z uśmiechem. – A ty? Jesteś rycerzem?
– Można tak powiedzieć, ale wybacz, nie mam czasu na pogawędki. Muszę jechać. Em... Miło było poznać! – powiedział Damien, wskakując na konia.
– Powodzenia, dzielny rycerzu!
– Dzięki. Chyba.
KONIEC

Hejka!

Chciałam napisać tylko "Ej! Zrobiłam małą ankietkę!". Z jednej strony bardzo chciałabym napisać trzecią część, ale pozostałe chciałabym równie bardzo i nie mogę się zdecydować XD. W sumie to trzecia część mogłaby istnieć jako samodzielna historia, tylko zmienić nazwy krain, imiona rodziców bohaterów i gotowe! XD
Możecie sobie zagłosować.

Dobra, jednak będzie po prostu trzecia cześć, bo właśnie przed chwilą zostałam geniuszem i cesarzową zła, więc no... Tajemniczość.
Dzięki.
Zjaweła




Snapeł Zjaweły: Gabryszardaaaa
 


1 komentarz:

  1. Przybywam, przybywam, aby fangirlować. Ostrzegam, że ten komentarz będzie pełen emocji i nie będę się rozpisywać. Emocje to więcej, niż tysiąc słów xD
    "– Nie! Ja będę miał córkę i na pewno nie z tobą! I będzie miała na imię Sevilla, ale będę mówił na nią Sevi – mruknął i odwrócił twarz w stronę Savannah. – Zabierz mnie od tej wariatki... – szepnął." - awwwwwwww <33333
    Lennoś ja wiedziałam, że jesteś dobry... A poza tym, Cyntia coś do niego czuje. Czekam na ich kiss, bo wtedy Cyntox oficjalnie zaistnieje ^^
    "Nie ja tobie przeznaczona, dobrze o tym wiesz, dlatego nie roń łez po mej śmierci." - Ha ha.. hahahahahaashahhahahahahahahha xDDDDDDDDD
    "– Śmierci? Dobrze się składa. – Wszyscy odwrócili głowy. Łucja stała oparta o drzewo. W dłoni trzymała nóż." Już myślałam, że rzuci się na Ines xDD Rozśmieszyło mnie to xDD
    Ale, ale... skąd tam martwa Liliana, skoro już raz umarła? xD Lily, kombinowałaś coś z budką telefoniczną? xD
    AAAAA!!!!!!!! REGIN, REGIŚ <33333333333
    Jaram się <33333

    Skończyłam. Ten komentarz jest beznadziejny, wiem. Nie umiem pisać komentarzy xD
    Chciałam coś jeszcze napisać. O, już wiem. Zdecydowanie za mało Piotreła w tym rozdziale. Popraw się w przyszłych xD
    Czekam na kjut kapl i wszelkie lof stori, budkę telefoniczną, wspomnienia... (ciekawostka: ostatnio trafiłam na takie opko w necie, gdzie facet opowiadał swojej dziewczynie o swojej byłej i ich dziecku xDD Zaczęłam się śmiać xD) Nieważne.
    JA CHCĘ 3 CZĘŚĆ! Bo już się nakręciłam xD
    Weny i czasu, Zjaweło <33
    Bells



    OdpowiedzUsuń

.
.
.
.
.
.
template by oreuis