piątek, 7 października 2016

Rozdział 19


19. Więźniowie

Jean zapierał się kopytami, jakby wyczuwał niebezpieczeństwo. Ale Liliana nie dawała za wygraną. Do czasu aż koń postanowił ją zrzucić z grzbietu.
Dziewczyna uderzyła pośladkami o twardą, ubitą ziemię. Przeklęła pod nosem.


– Jak chcesz, Jean. Nie będę cię namawiała. Wezmę tylko swój miecz i dam ci spokój. Sama tam pójdę. – Wspięła się na palcach, by sięgnąć torby, przewieszonej przez konia, gdy nagle poczuła smak piasku w ustach. Jean przesunął się gdy ta sięgała po miecz. Koń wyglądał jakby go to bawiło.
– To nie jest śmieszne! Oddawaj moją broń głupi ośle!
Jean zmierzył dziewczynę wzrokiem i parsknął. Zaczął uciekać od dziewczyny, która miała ochotę zabić konia gołymi rękami.

Siedzieli w ciszy. Piotr podparł głowę dłonią i wpatrywał się w cegły. Rilian i Damien próbowali rozmawiać z pilnującymi ich strażnikami, ale bez skutku. Edmund siedział, oparty o zimną ścianę i próbował wymyślić coś, co pomogłoby im uciec. Natomiast Armin był zajęty obserwowaniem Reyosa, który robił coś ze swoimi kajdanami. Siedzieli w ciszy, mimo, że w środku każdy z nich miał ochotę wrzeszczeć. Na ich twarzach malowały się setki emocji.
W tym samym czasie, dziewczęta siedziały w kole na miękkich poduszkach i wpatrywały się w siebie. Ich twarze były pozbawione jakiegokolwiek wyrazu. Może prócz nieufności. Łucja widziała w Savannah i Florence potencjalne rywalki o względy Damiena. Zapewne gdyby nie Ava, Cyntia i Zuzanna, już dawno rzuciłaby się na nie.
– Tak właściwie, to kim jesteście? – spytała chłodno młodsza Pevensie, zaciskając pięści na kolanach.
Florence otworzyła usta by udzielić dziewczynie odpowiedzi, jednak uprzedziła ją Savannah, która bez zawahania zaczęła mówić swoim oschłym tonem.
– Ludźmi. Człowieka nigdy nie widziałaś? Przecież sama nim jesteś – mruknęła, poprawiając ciemne włosy.
– Już ją lubię. – Ava uśmiechnęła się pod nosem.
– Sava, przestań – powiedziała Florence, łypiąc groźnie na przyjaciółkę, a następnie zwróciła się w stronę sióstr Pevensie, Avy i Cyntii. – Przepraszam, za nią. Zazwyczaj taka nie jest. Nazywam się Florence, a to Savannah. Nasz przyjaciel zabrał nas z wioski, którą zaatakowano.
– Przyjaciel? Mówisz o tym słodkim blondynku? – spytała Łucja.
– Sava, trzymaj mnie, bo zaraz wybiję jej zęby.
– Ktoś tu jest zazdrosny, co? – mruknęła Ava.
– Skończcie, musimy się stąd jakoś uwolnić. Nie zamierzam czekać aż te pierdoły coś wymyślą! – Zuzanna wstała z miękkiej poduszki i zaczęła chodzić w kółko po pokoju, intensywnie myśląc.
– Wiesz, myślę, że się przeliczasz. Oni nic nie wymyślą, wszystko w naszych rękach – prychnęła Cyntia, podchodząc do okna zapieczętowanego żelaznymi kratami. Zresztą, nawet gdyby ich nie było, nie dałyby rady uciec, nie miały skrzydeł, a przeżycie upadku z jednego z najwyższych pięter było niemożliwe.
Savannah i Florence zaczęły śmiać się cicho i wymieniać porozumiewawcze spojrzenia. Siostry Pevensie, Ava i Cyntia popatrzyły na nie ze zdziwieniem.
– Co was tak bawi? – spytała w końcu Archenlandka.
– To, że nie znacie naszych chłopców – powiedziała Savannah i popatrzyła na Florence, której wzrok pytał o jedno: „naszych chłopców?”.
– W sensie jej chłopaka i naszego przyjaciela – poprawiła się ciemnowłosa.
– Czekajcie, to jest z wami jeszcze jeden uroczy chłopak? – wyrwała się Łucja. Trybiki w jej głowie pracowały na pełnych obrotach. Już próbowała wymyślić plan jak obudzić w Damienie uczucie zazdrości.

Dziewczyna siedziała przykuta do krzesła. Pomieszczenie było zimne i ciemne. Jasnowłosa po raz kolejny została uderzona w policzek przez własną matkę. W końcu czarownicy znudziły się próby przekabacenia dziewczyny na jej stronę. Z hukiem zamknęła za sobą metalowe drzwi. Ines mogła choć na chwilę odetchnąć z ulgą. Dyskusja z matką była nic nie warta. Kobieta kompletnie nie słuchała próśb dziewczyny, nie próbowała załatwiać z nią czegokolwiek dyplomatycznie.
Ines zwiesiła głowę, była wycieńczona. Oczy same się jej zamykały. Jednak długi sen nie był jej pisany. Usłyszała skrzypnięcie metalowych drzwi pomieszczenia. Dziewczyna nie widziała wiele, zaledwie cień męskiej sylwetki, a po chwili poczuła ciepło i luz w kajdanach.
– Matka idzie walczyć. Masz szansę uciec. – Głos Lennoxa był cichy, ale zdecydowany. Rozkuł siostrę i okrył ją kocem. Dziewczyna była zdezorientowana przez moment, ale szybko odzyskała pewność siebie.
– Co ty tu robisz? Jak? Dlaczego? Jednak nie chcesz władzy nad Narnią? – spytała Ines, wstając z krzesła.
– Chodźmy do mojej komnaty, tam ci wszystko wytłumaczę.
– A straże?
– Zajmę się nimi – powiedział. Ines kiwnęła głową i wspólnie ruszyli do komnaty Lennoxa.

Mieli wrażenie, że siedzenie w więzieniu trwa wiecznie. Reyos rozmawiał o czymś z Arminem. Edmund próbował ich podsłuchiwać, ale nie mógł się skupić na ich ledwo słyszalnych głosach. Myślał o Lilianie i o tym co się z nią dzieje. Chciał jak najszybciej się stąd uwolnić.
– Macie może karty? – spytał nagle Reyos, przerywając zadumę współwięźniów.
– Karty? Zadomowiłeś się tu czy co? – spytał Piotr.
– Wiesz, myślę, że chodzi im o coś innego, Piotrze – odparł Rilian ledwo słyszalnym, nawet dla swoich współwięźniów, głosem. – Armin opowiedział mi o tym chłopaku kilka interesujących rzeczy.
– Powiedziałeś królowi, że jestem uzależniony od hazardu i że raz ograłem jego strażników? – spytał ciemnowłosy, patrząc na przyjaciela.
– O tym nie wspominał, ale warto wiedzieć.
– Oh, zapomnij. Może jak stąd wyjdziemy to zagramy o twój majątek?
– Nie licz na to.
– Kurde, było blisko. W każdym razie, macie te karty czy nie?
Wszyscy zgodnie zaprzeczyli. Reyos przeklął pod nosem, po czym rozejrzał się po celi. Nie zauważył w niej nic co mogłoby mu się przydać. Zaczął mruczeć coś pod nosem i chodzić w tę i z powrotem jakby to miało mu w czymś pomóc. W końcu zainteresowali się nim, pilnujący ich, wężo–ludzie. Podeszli do krat i wlepili w niego swoje ślepia.


KONIEC

Eh... Cholera. Cześć. 
Ostatnio nie mam na nic czasu i nawet napisanie dwóch stron zajmuje mi w chuj czasu, bo nie mam weny, bo trzeba się uczyć.  I tak w ogóle to nienawidzę hiszpańskiego. Przecież ja się na ten język nie zapisywałam! Ale nie, trzeba wszystkich humanów wpierdolić na hiszpański, bo "większość" chciała. Ta, jasne... Nadal nie rozumiem chemii. 
Ale przejdę może do mojej klasy, w której osoby nie palące i nie pijące alkoholu można policzyć na palcach jednej ręki, oczywiście ze wliczeniem siebie. Czy to ze mną jest coś nie tak czy z nimi? Chyba obie odpowiedzi są poprawne. No ale na całe szczęście nikt mnie do picia i palenia nie zachęca. I ogółem to osoby z mojej klasy są całkiem spoko, a przynajmniej na razie. 
A z takich lepszych dla mnie informacji to... W czwartek dzień nauczyciela i otrzęsiny. Będziemy występować XD. No i piąteczek będzie wolny <333
Przepraszam za brak ogarniętości w tym czymś, ale musiałam się wyżalić. Wybaczcie. 
Nie wiem kiedy pojawi się następny rozdział, pewnie jak go napisze, a z tym ciężko. Dużo nauki ;_;
To mam nadzieję, że się podobało. 
Komentujcie, proszę. Zmotywujcie biedną mnie do pracy :c
Do następnego!

Zjawa

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

.
.
.
.
.
.
template by oreuis