wtorek, 13 września 2016

Rozdział 18


Zjaweło... Komu dedykujemy rozdział? 
Em... Dorocie Kleinie. Dobrze odmieniłam? 
Mnie się nie pytaj, ja nie jestem na humanie tylko na mat-fizie XD 
Powiedzmy, że dobrze, jak coś to proszę o poprawienie mnie. A więc za co dedykacja? Za to, że chciało Ci się czytać to od początku. Serio, jesteśmy wdzięczne i tak miło na serduchu <3

18. Wężo-ludzie

Niepokój narastał w niej z każdą chwilą, każdym krokiem, każdym wykonanym ciosem. W końcu straciła nad sobą kontrolę. Wpadła w szał i walczyła jak jeszcze nigdy dotąd. Jej ciosy były szybkie i precyzyjne. Po chwili wskoczyła na Jeana, któremu adrenalina również wskoczyła do jego końskiego łba. Liliana po raz pierwszy walczyła na koniu, ale miała prawdziwy talent. Jean tylko jej pomagał.
Liliana walczy, siedząc na koniu. Liliana, nie spadająca z konia. Liliana, koń i brak płaczu czy upadku. Damien nie mógł w to uwierzyć. Patrzył na przyjaciółkę z niedowierzaniem. Zapatrzył się do tego stopnia, że gdyby Armin nie wyskoczył przed niego, blokując cios napastnika i przewracając go, Damien byłby martwy.
Archenlandczyk otrząsnął się i wstał błyskawicznie. Nie było czasu na dziękowanie, ale był wdzięczny jasnowłosemu.
Pozbyli się już większości strażników, których spowijał urok czarownicy. Wsiedli na konie i nie zwracając już uwagi na niedobitków, ruszyli ku swojemu celowi. Ich niepokój rósł z minuty na minutę. Wszystko z nimi w porządku? Żyją? Nie wiedzieli, ale Liliana spodziewała się najgorszego. Damien widząc to, próbował ją pocieszać.
– Wszystko będzie dobrze, zobaczysz? – powiedział.
– Obyś miał rację, bo resztę życia spędzę z tobą i Jeanem. Nie wytrzymałabym z tobą tak długo.
– Mogę zadać pytanie? – rzucił Reyos.
– Już to zrobiłeś – mruknęła Savannah.
– Śmiało – zachęciła go Liliana.
– Nie słuchajcie go, on zawsze zadaje głupie pytania – mruknęła Savannah.
– Sava! – upomnieli ją Florence i Armin. Szatynka odwróciła twarz w ich stronę i wywróciła teatralnie oczami.
– Już mogę? Dziękuję. Zastanawiałem się... Z kim tak właściwie walczymy? Czy mamy jakiś plan? – spytał, ściskając mocniej lejce.
– Słyszeliście kiedyś o Zielonej Czarownicy albo Białej Czarownicy? – spytała Liliana.
– Mama mi o nich opowiadała, ale zawsze myślałem, że to bajki dla niegrzecznych dzieci – mruknął Armin. Jego twarz przybrała smutny wyraz za wspomnienie matki.
– Cóż, to nie były bajki wyssane z palca. Biała Czarownica istniała, a Zielona Czarownica istnieje nadal. Musimy się jej pozbyć.
– A plan? – spytał Reyos.
– Przecież powiedziała jaki jest plan. Pozbyć się czarownicy – mruknął Damien, jakby był to dla niego chleb powszedni.
– Dobra, ale jak zamierzacie się jej pozbyć?
– Zabijając ją mieczem albo strzałą, a co?
– Nie, nic... Nieważne – mruknął, czując przysuwającą się do jego ucha twarz Savannah.
– A myślałam, że to ty jesteś prosty w działaniu – szepnęła.
– Ja też, Sava... Ja też.

Droga była wyboista, porośnięta krzakami, na które Jean patrzył jak kobieta na cenne, błyszczące się przedmioty. Liliana z trudem panowała nad koniem. Musiała to robić, wiedziała, że liczy się każda sekunda. Nie chciała przybyć za późno. Nigdy nie wybaczyłaby sobie śmierci ważnych dla niej osób. Czuła, że byli w niebezpieczeństwie. Przyjaciele, siostra, Edmund... Do tego w wiosce, z której wracał Armin już rozpoczęła się walka. Naprawdę chciała zawrócić i walczyć. Czuła się rozdarta wewnątrz. Westchnęła ciężko i zatrzymała Jeana.
– Koń się zmęczył! Jedźcie beze mnie! Dołączę do was! – krzyknęła.


– Jesteś pewna? – krzyknął Damien, zwalniając.
– Tak, jedź!
Archenlandczyk również westchnął, ale wierzył przyjaciółce, a przynajmniej chciał jej wierzyć. 
„Tylko nie rób nic głupiego, Lily... Błagam, czekaj na nas...” – pomyślał, przyspieszając.

W końcu dotarli do pałacu. Damien szybko zeskoczył z konia i wbiegł do środka Ker–Paravelu. Przed wejściem do salonu, w którym po raz ostatni widzieli się wszyscy razem czekał na niego Lennox. Ciemnowłosy stał oparty o futrynę, uśmiechając się przyjaźnie.
– Lennox! Cieszę się, że cię widzę. Musimy szybko zawiadomić resztę o...
– Resztę? Jaką... Ah... No tak. ICH – parsknął Lennox. Damien patrzył na niego pytająco.
– Coś się stało? Czemu tak dziwnie mówisz? – spytał, próbując ukradkiem sięgnąć miecza.
– Broń ci nie pomoże, głupcze. To ja tu mam teraz władzę. – Z zewnątrz dobiegł dziewczęcy pisk i odgłos wytrąconego z ręki miecza. Zaraz w pałacu pojawiła się grupa dziwnych potworów, które z wyglądu przypominały skrzyżowanie węża z człowiekiem. Trzymali Armina i jego przyjaciół zakutych w łańcuchy.
– Och! Świetnie! Kolejne sztuki na targ niewolników! – rzekł uradowany Lennox i podszedł bliżej, by się im przyjrzeć. W tym czasie Damien spostrzegł, że jego miecz zmienił się w oślizgłego węża.
– Ci dwaj szybko pójdą, a szczególnie ten wyższy. Łucja stwierdziła, że jest przystojny, więc na pewno jakaś szlachcianka z Kalormenu chciałaby go w swojej kolekcji. A ten drugi wygląda na cwaniaka. Uważajcie na niego. Pewnie już obmyśla plan jak uciec. Ale tych dwóch nie chcę się pozbywać. Będę je miał do swojego haremu! – Jego wzrok spoczął dłużej na Savannah. – Och... Szlachcianka! No nieźle! Tak się stoczyć, eh... Ale tytuł szlachecki wciąż obowiązuje – mruknął, odchodząc. Nie bardzo przejął się tym, że nie zauważył Damiena. Po chwili potwory Lennoxa przyprowadziły Archenlandczyka. Chłopak był ledwo przytomny. Miał rany na twarzy, a jego ubranie było pocięte.
– Jego też sprzedamy, ale najpierw zabierzcie panów do lochu, a panie to pokoju pod kluczem– nakazał Lennox, siadając na tronie. – Ja poczekam sobie na moją matkę.
 KONIEC

Ayeeee!

Witajcie!
Kto tęsknił?

Kto jebnął po przeczytaniu o haremie Lennoxa?

Ej! 

Brakowało tylko jeszcze tego żeby Damien powiedział coś w stylu: "Ty chory pojebie"

Od kiedy przeklinasz?

Od zawsze?  

Nie było tematu. Co tam u Was? Jak szkoła? U mnie całkiem spoko, prócz tego, że jestem przeziębiona, ale tak to całkiem ok jest. Mam 19 osób w klasie. Osoby oglądające anime mogę policzyć na palcach jednej ręki. Dobra, na jednym palcu i tą osobą jestem ja XD. Samotność... Trudno. Ale w końcu wzięłam się za Magi. 15 odcinków w 2 dni. Było warto.
U mnie też jest całkiem miło. Mam dużo chłopaków w klasie, ale niestety żaden nie wygląda jak któryś z moich 18 mężów. Mój brat to czyta i mówi, że powie to mojemu chłopakowi. Jeb się, Łukasz! On wie o moich mężach!
Chyba tego nie skomentuję, ale Wy możecie! Zostawiając komentarz w miejscu do tego przeznaczonym! Dajcie mi weny!
To brzmiało jak jakaś reklama kredytu czy coś, ale mnie też możecie zmotywować np. do skończenia tego AMV z SnK! 
To chyba na tyle!
Widzimy się w komentarzach! 


Pozdrawiamy,

Aya i Zjawa
.
.
.
.
.
.
template by oreuis