piątek, 19 sierpnia 2016

Rozdział 17

Ten rozdział dedykujemy Bells czyli ostatniej osobie, która nie ogląda anime. To chyba wystarczy XD.

17. Złe przeczucia

Liliana przeklinała siebie w myślach. Co ją podkusiło, żeby zgłosić się do roboty na koniu? Od czasu, gdy na rozdrożu się rozdzielili spadła dwa razy ze zwierzaka. Wróć, z tego potwora.
Trzeci raz, spadła po raz trzeci. Wstała z ziemi i otrzepała się.
– Słuchaj, zacznijmy współpracować – powiedziała w stronę konia. – Im rzadziej będziesz mnie zrzucał, tym szybciej dotrzemy na miejsce, zrobimy co mamy zrobić i wrócimy. Czy to nie jest dobry pomysł?
Koń prychnął, widocznie niezadowolony. Liliana przygryzła nerwowo dolną wargę. Wdrapała się na zwierzę i pogłaskała je po grzbiecie.
– Może moglibyśmy się zaprzyjaźnić, co? Mów mi Liliana, znaczy... o ile mówisz – powiedziała, ale koń nie odpowiedział. – Dobra, w takim razie nie dowiem się jak ty masz na imię. Mogę ci mówić Jean? Pasuje ci?
Koń prychnął, jakby było mu to obojętne.
– Świetnie! W takim razie ruszaj, Jean! – próbowała brzmieć przekonywująco, ale sama nie wierzyła w swój udawany optymizm. Wiedziała, że koń zrzuci ją przy najbliższej okazji i zwieje. Pomyślałam, że to nawet nie byłoby złe, nie musiałaby już się męczyć. Z drugiej strony, co by było gdyby przybyła za późno? Nie mogła na to pozwolić. Zacisnęła dłonie na lejcach i ruszyła przed siebie. Jej rude kosmyki falowały na wietrze. Chłodne powietrze wypełniało płuca dziewczyny. Wiedziała, że nie może się poddać. Nie w takiej sytuacji. Do tego w jej sercu rodził się niepokój. Czyżby jej siostrze, ukochanemu i przyjaciołom coś zagrażało?

W końcu dotarła i jakież było jej zdziwienie, gdy zorientowała się, że ostatni jej upadek miał miejsce, gdy nadała imię koniowi. Popatrzyła na zwierze z uśmiechem, którego on nie odwzajemniał. Może dlatego, że Jean był koniem? A może dlatego, że był zajęty patrzeniem na nią wzrokiem, który mówił „dieta ci nie zaszkodzi”?
Dziewczyna wyciągnęła zza pasa papier z pieczęcią króla. Nic na nim nie było prócz pieczęci. Nie było czasu na pisanie długich przemówień. Liliana musiała improwizować. Z torby wiszącej na koniu, wyciągnęła róg i dęła w niego, by zwrócić na siebie uwagę.
– Mieszkańcy wsi! Król Rilian wysłał mnie tu by powiadomić was o czyhającym zagrożeniu! Weźcie najpotrzebniejsze rzeczy i uciekajcie stąd! Zróbcie to jeśli wam życie miłe! – krzyknęła. Mieszkańcy wymienili między sobą zdziwione spojrzenia, jednak gdy zobaczyli poważną minę dziewczyny szybko skierowali się do swoich domów, a Liliana mogła wrócić do zamku.

Damien miał wrażenie, że dzieje się coś złego, dlatego starał się jechać jak najszybciej. W wiosce, do której został wysłany nic się nie działo, ale mimo to czuł niepokój. Poczuł się lepiej, gdy zobaczył Lilianę na rozdrożu.
– Ile razy spadłaś? – spytał na powitanie.
– Tylko trzy! Teraz ja i Jean jesteśmy przyjaciółmi! – krzyknęła w odpowiedzi.
– Kim jest Jean?
Dziewczyna z uśmiechem wskazała na konia, który wydawał się mówić „wcale nie jesteśmy przyjaciółmi, po prostu było mi jej żal”.
– A gdzie jest ten mały? – spytał Damien.
– Armin? Masz świadomość, że on jest wyższy od ciebie?
– Nie jest taki znowu wyższy! Poza tym ja nadrabiam urodą!
– Czym?
– Ha ha ha... Bardzo śmieszne. Nawet jeśli nie urodą to talentem!
– Talentem do pakowania się w kłopoty i włamów?
– Armin też to umie! – Liliana i Damien odwrócili wzrok od siebie i popatrzyli w lewo. Obok nich jechały dwa konie. Na jednym jechał chłopak, który swoje ciemne włosy upięte miał w niski kucyk i dziewczyna o kruczoczarnych włosach. Damien zauważył na jej policzku ranę, z której kapała krew. Na drugim koniu jechał Armin, który jedną ręką trzymał lejce, a drugą obejmował siedzącą przed nim dziewczynę.
– Przymknij się Reyos, to nie czas na żarty – upomniał go kolegę jasnowłosy. – W wiosce, w której byłem... Czarownica zaatakowała, sam nic nie mogłem zrobić.
– Mogliśmy ci pomóc – odezwała się dziewczyna o kruczoczarnych włosach.
– Lepiej żebyśmy my się tym zajęli. Zabierz swoich przyjaciół w bezpieczne miejsce, ja i Damien jedziemy do wioski – powiedziała Liliana.
– Nic nie wskóracie. Za dużo ich. Wiem, że dobrze walczycie, ale nawet jak dla was jest ich za dużo. Nawet gdyby cała nasza szóstka walczyła, pomijając fakt, że Savannah, Florence i Reyos nie walczą, to i tak nie dalibyśmy rady.
– Lily, musimy jechać do pałacu i nie próbuj stawiać oporu, mamy przewagę, a poza tym, znam każdy twój ruch – odrzekł Damien, nie odwracając wzroku od drogi.
– Dobra, niech ci będzie, ale jestem pewna, że by się nam udało – mruknęła.
– Nie bądź zawsze taka pewna siebie, kiedyś może cię to zgubić – powiedziała Savannah, wycierając krew z policzka i zupełnie ignorując spływającą po nim łzę.  


Czarownica uśmiechnęła się triumfalnie. Najwyraźniej bardzo bawiły ją zdziwione miny przebywających w pokoju osób. Wręcz promieniała ze szczęścia.
– Och... Wyczuwam, że jadą tu też wasi przyjaciele – powiedziała z perfidnym uśmiechem.
– Liliana – wyszeptał Edmund.
– Damien – wymamrotały Ines i Łucja. Pevensie popatrzyła a jasnowłosą wrogo.
– Oj... Zabiję całą tę szóstkę... Albo nie! Mogą mi się jeszcze przydać – mruknęła czarownica.
– Szóstkę? – spytała Zuzanna, patrząc na kobietę badawczo. – Wyruszyła trójka...
– Ktoś do nich dołączył – powiedziała kobieta lekceważąco.
Zuzanna przeniosła swój wzrok na Riliana. Intuicja jej nie myliła, wiedział coś, ale chyba oboje uznali, że lepiej będzie nic nie mówić czarownicy i Lennoxowi, który wpatrywał się we wściekłą Cyntię.
Ruda uspokoiła się trochę, ale w każdym momencie mogła wybuchnąć i rzucić się na wrogów z mieczem, a wtedy nie byłoby ciekawie. W końcu była siostrą Liliany, jednej z najlepszych szermierzy w Narnii.
– Rilian, Piotr, Edmund... Przytrzymajcie mnie. Czuję, że zaraz się na niego rzucę i wydrapię mu oczy – powiedziała rudowłosa, nie spuszczając  wzroku z zadowolonego Lennoxa.
– Rzucaj się na mnie, kochana – odparł, tym samym jeszcze bardziej irytując dziewczynę.
– Podoba mi się ta twoja dziewczyna, Lennosiu – mruknęła czarownica.
– Mówiłem żebyś mnie tak nie nazywała! – krzyknął, lecz po chwili się uspokoił. – Ale to prawda, jest fantastyczna.
– Od kiedy wy... – zaczął Rilian, ale zamilkł gdy Cyntia łypnęła na niego groźnie.
– Nigdy nie byliśmy... – zaczęła.
– Naprawdę zamierzacie się teraz o to kłócić?! – krzyknęła Zuzanna.
– Czemu nie! – wyrwała się Łucja, wyjmując sztylet zza pasa. – Już dawno miałam coś powiedzieć tej suce. – Wskazała sztyletem na Ines.
– To nie najlepszy moment na twoje wybuchy zazdrości – powiedziała jasnowłosa.
– A czemu nie? I tak umrzesz, kogo obchodzi w jaki sposób! Ona cię zabije, ja... I tak będziesz krwawiła i tak!
– Ach tak? Jesteś pewna?

W tym samym czasie, jadący do pałacu Liliana, Damien i Armin z przyjaciółmi, mieli nie małe kłopoty. Zostali otoczeni. Świetnie, tylko tego im brakowało, wysłanników czarownicy. Nie byli to jednak zwykli służący. Byli pod wpływem jednego z jej uroków. Mieli pusty wzrok. mogli tylko walczyć. Reyos już to sprawdził, gdy chciał rozwiązać sprawę pokojowo i zagrać z nimi w karty, a ci prawie przebili go na wylot. Prawie.
– Czy on jest zawsze tak nieodpowiedzialny i chce grać z uzbrojonymi mężczyznami w karty? – spytała Liliana, z łatwością unikając kolejnego ciosu.
– Tak, zawsze musimy go ratować! – odkrzyknęła Savannah, z trudem odpychając zaklętego mężczyznę.
– I mówisz to akurat ty? – spytał, pomagający jej Reyos.
– To było dawno!
– Ta, a ty dalej mi nie podziękowałaś!
– Dziękuję ci każdego dnia, ratując cię z kłopotów! Pakujesz się w nie lepiej niż Armin!
– Możecie przestać! – wrzasnął Damien, po czym odwrócił swój wzrok w stronę Liliany. – Lily, przestańmy być delikatni.
– Zgadzam się.
Rudowłosa kopnęła przeciwnika wprost na ostrze Damiena, a stojącego obok niej mężczyznę sama nadziała na swój miecz.
– Wy też! Jeśli chcemy się stąd wydostać, musimy utorować sobie drogę! – rozkazał Damien.
– To morderstwo! – krzyknęła Florence, pomagając Arminowi odpychać przeciwników.

– Czasami tak trzeba! Nie zmuszamy cię do tego, twój chłopak da sobie radę – krzyknęła Liliana, odcinając ramię kolejnego mężczyzny. Jednak Florence wzięła głęboki oddech i stanęła do walki. Liliana widząc to, uśmiechnęła się pod nosem. Poczuła lekką nostalgię. Eh... Pamiętne czasy kiedy ona i Edmund walczyli ramię w ramię. Po chwili ponownie ogarnął ją niepokój.

KONIEC

 Hej!
Aye!
Wiem, że znowu dużo dialogów, ale ja tak bardzo lubię pisać dialogi...
Zwal winę na to, że oglądasz za dużo filmów, a w filmach przecież nie ma opisów XD. Genialne, prawda?
Oczywiście, że tak. Nigdy nie wątpiłam w twój geniusz, droga shitty glasses.
Ej! To, że teraz muszę nosić okulary nie jest moją winą! Poza tym, nie powinnaś stosować takich zagrywek, bo ja cię shorty nazywać nie mogę.
Nie przypominaj, za dużo siedzę na filmwebie i się na tym przejechałam, bo teraz będę widziała w Levi’u boga wojny w dresie, a Eren od dziś jest magiem i świętą bronią w jednym ;_;
Chyba nie bardzo rozumiem...
Koleś podkładający głos Levi’owi podkłada głos Yato, a koleś podkładający głos Erenowi podkłada głos Yukine i Lyonowi. Tak w ogóle to dawno nie oglądałam anime, chyba jutro sobie obejrzę tego Steins;Gate albo Magi czy coś. W końcu przymierzam się to obejrzenia tego już jakiś czas, hehe.
Znowu piszemy im o jakichś naszych rzeczach, a nie o tym o czym mamy pisać.
Byłoby nudno gdybyśmy pisały tylko „hej no to, to był rozdział i no mam nadzieję, że się podobał, elo”. Poznają nas i w ogóle... O! I jak już piszę, to napiszę, że nie mogłam się powstrzymać i musiałam użyć bohaterów z one-shota XD. Tak żeby było ciekawiej. O! I jeszcze jedno. Jak ktoś pomyślał, że źle odmieniam „Levi” to nie, bo to imię czyta się „Liwaj” więc jest dobrze XD.
Super. Za dużo już tego pisania. Cóż, mamy nadzieję, że się Wam podobało i, że tak jak ja chcecie zabić Zjawę za zepsucie pary Lennox x Cyntia.
Dobra, to my się później widzimy w komentarzach, a ja tymczasem wracam do słuchania muzyki i wymyślania jakichś podłych planów!
Już wiem czemu nazwałaś się Zjawą.

Pozdrawiamy!
Aya i Zjawa

 

3 komentarze:

  1. W końcu jestem na bieżąco xD Rozdział jest przecudowny z resztą jak wszystkie poprzednie (mój pierwszy kom tutaj xD ) Liczę, że nie zawiesisz bloga i będziesz prowadzić go dalej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Geez, aż spadłam z krzesła (no dobra, nie spadłam).
      Nowa osoba czytająca to coś (serio chciało Ci się przechodzić przez część pierwszą?) to dla mnie naprawdę ogromna radość.
      Bloga nie zamierzam zawieszać, jeżeli już to zakończyć tę historię i przejść do czegoś innego.
      Dziękuję za komentarz ^^
      Zjawa

      Usuń
    2. A chciało uwierz xD Masz niesamowity talent! Z chęcią się czyta każde rozdziały. Nie nudzą i chce się ich więcej :D Także czekam na nexta xD

      Usuń

.
.
.
.
.
.
template by oreuis