sobota, 6 sierpnia 2016

one shot/specjalne opowiadanie


Cześć! 
Wiem, że to znowu nie rozdział, ale mam ku temu powody, które wyjaśnię potem. Przyznaję, że się trochę stresuję przed wstawieniem tego, bo to jednak jakaś nowość, ale liczę, że Wam się spodoba.
Tak w ogóle to rozdział chciałabym zadedykować wszystkim, którzy weszli choć raz na tego bloga. Oczywiście szczególne podziękowania dla komentujących. Wszystkich komentujących. 
P.S. Bohaterowie pojawiający się tutaj nie pojawią się w głównej historii, no chyba, że jako postaci epizodyczne/ileśtamplanowe. 


Stuk. Stuk w szybę okna robił się coraz bardziej natarczywy. Gałąź? Florence szczerze w to wątpiła. Podniosła głowę z poduszki i odgarnęła brązowe kosmyki z twarzy. Usiadła na łóżku i otworzyła okno.
– Cześć Armin – wymamrotała na widok przyjaciela.
– Obudziłem cię? – spytał, wskakując przez okno do pokoju. Dziewczyna pokiwała głową. – Przepraszam... – wyszeptał, odwracając wzrok od twarzy dziewczyny.
– Przestań, gdyby nie ty, spałabym do południa – powiedziała z promiennym uśmiechem i potargała chłopaka po jego jasnych włosach. – A tak właściwie to czemu zawdzięczam twoją wizytę?
– Jak powiem, że się stęskniłem to nie uwierzysz?
– Nie bardzo – powiedziała, wstając. Podeszła do małej, rozpadającej się szafy. Otworzyła ją i zaczęła wybierać ubranie, które było najmniej zniszczone. Armin z uwagą przyglądał się każdemu jej ruchowi. Florence była drobną, niską dziewczyną, o cudownych, dużych, błękitnych oczach, w które mógłby patrzeć godzinami. Bardziej od jej oczu, lubił tylko jej uśmiech, ale nie taki jakim obdarowywała go zawsze, tylko ten prawdziwy. Wiedział co dziewczyna przechodzi, ale nie mógł jej pomóc. Florence była poniżana i bita przez ojca, który został wyrzucony z armii. Był zbyt agresywny. Matka dziewczyny dawno zmarła z powodu ciężkiej choroby i dziewczyna została sama. Oczywiście, kiedy miał okazję, bronił dziewczyny przed ojcem. A jak się poznali? Armin uratował ją przed utonięciem gdy ta miała dwanaście lat, a on trzynaście i od tamtego czasu się zaprzyjaźnili. Wtedy po raz pierwszy i ostatni zobaczył jej prawdziwy uśmiech. Zapamiętał go i wspominał codziennie, przez cały czas ich przyjaźni. Cztery lata czysto przyjacielskiej relacji. Jednak chłopak od jakiegoś roku czuł do niej coś więcej.
– Zaraz przyjdę, tylko się przebiorę – powiedziała i zamknęła za sobą drzwi łazienki. Chłopak w tym czasie położył się na jej łóżku. Było wygodne. Znacznie wygodniejsze niż siano w stodole starego Grega (parszywe dziadzisko, ale nie zamykał stodoły), ławek, ziemi czy gałęzi. Armin nie miał domu, jego zmarli w czasie epidemii grypy, gdy ten miał jedenaście lat. Od tamtego czasu żył na ulicy. Kradł, włamywał się do opustoszałych budynków lub stodół, garaży czy przydomowych składzików.  Nie lubił gdy ludzie się nad nim litowali, dlatego odrzucał wszelką pomoc.
– Masz wygodne łóżko – mruknął, gdy usłyszał skrzypienie drzwi łazienki.
– Naprawdę? Mi śpi się na nim cholernie źle – odparła siadając obok leżącego chłopaka.
– To przez twoje siniaki na plecach – powiedział. Dopiero po tym zrozumiał, że nie tego nie chciał. Florence zwiesiła głowę. – Przepraszam, nie chciałem. Możesz się dziś wyrwać z domu? Król dziś przyjeżdża do wioski.
– Musiałabym spytać ojca, ale znając niego, nie pozwoli mi. Znowu mnie wyzwie od szmat i po... – mówiła, wycierając łzy. Armin usiadł obok niej i podał jej swoją chusteczkę. Coś w nim pękło. Miał już dość patrzenia na zapłakaną dziewczynę, martwiącą się czy ojciec dziś ją pobije czy nie.
– To go nie pytaj. Ucieknij ze mną przez okno – rzekł pewnym tonem. Chwycił ją za nadgarstek i pociągnął za sobą.
– Ale... Armin, ja nie...
– Nie pytam cię o zdanie. Więcej tu nie wrócisz. Jestem pewny, że Savannah i jej rodzice pozwolą ci u nich zamieszkać , a jeśli nie to... to będę chodził po domach i nękał ludzi żeby cię przyjęli pod swój dach i obdarzyli cię ciepłem. Nie zasługujesz na to wszystko co cię do tej pory spotkało i żałuję, że nie zrobiłem tego wcześniej.
– Jesteś wspaniałym przyjacielem – powiedziała, ruszając za nim.
„Ta, przyjacielem... Pewnie gdybym był bogatym szlachcicem albo jakimś księciem to rzuciłaby mi się na szyję i chciała mieć ze mną setkę małych, wrzeszczących w niebogłosy dzieci” – pomyślał.

Szli razem przez wioskę. Armin co chwila zmieniał temat i żartował, byle by Florence zapomniała o jego słowach, które doprowadziły ją do potoku łez. Nagle między nich wbił się chłopak średniego wzrostu. Miał ciemne włosy i oczy, a na twarzy promienny uśmiech.
– Nie przeszkodziłem w randce, prawda? – spytał.
– My i randka? Żartujesz sobie z nas, Reyos? – spytała dziewczyna, szturchając przyjaciela w ramię.
– Ta, ta... Żartuję, yhym...
– Możemy zmienić temat? – spytał Armin, którego policzki zrobiły się czerwone.
– Niech ci będzie, kochasiu. To co tutaj robicie? – mruknął Reyos, patrząc na próbującego opanować rumieńce przyjaciela.
– Spacerujemy i...
– Uciekłam z domu – rzuciła Florence. Wyglądała jakby znowu miała się rozpłakać. Nie potrafiła ukryć wyrzutów sumienia.
Reyos stanął w miejscy i z otępieniem wpatrywał się w przyjaciół.
– To jakiś żart? A może w ukryciu jesteście parą i zamierzacie uciec razem za góry i lasy?
– Na oba pytania odpowiedź brzmi nie. Po prostu nie chciałem by dłużej tam była. Mam dość patrzenia jak płacze i nigdy więcej jej na to nie pozwolę – powiedział Armin, opierając się o ścianę budynku. Jego policzki ponownie zrobiły się czerwone.
W ciszy wymieniali spojrzenia, gdy z daleka nadeszła Savannah, poprawiająca swoje kruczoczarne włosy, sięgające do jej ramion. Gdy znalazła się blisko przyjaciół, obdarowała ich promiennym uśmiechem.
– Witajcie! Stało się coś? Reyos wygląda jakby już kompletnie przestał myśleć – powiedziała, targając ciemne włosy chłopaka.
– Sava, mam ważne pytanie. Czy Florence może u ciebie zamieszkać? – wypalił Armin, nim Florence zdążyła cokolwiek powiedzieć.
– Arminku, w moim domu jest aktualnie wylęgarnia dzieci i nawet dla mnie nie ma tam miejsca – powiedziała, mierząc chłopaka swoimi zielonymi tęczówkami. – Uciekłaś z domu, Flore?
– Armin mnie wyciągnął – odparła dziewczyna.
– Nie zwalaj winy na mnie, dałem ci wybór.
– Nie, nie dałeś.
– Wiesz, mogłaś chociaż skłamać. Znowu to ja wyszedłem na najgorszego – mruknął, mierzwiąc jej włosy.
– Jak ja kocham te ich podchody – szepnęła Savannah do Reyosa. Chłopak przytaknął, po czym westchnął.
– Zamierzamy tutaj tak stać? Bo wiecie, robię się głodny, a nie chciałbym przegapić przyjazdu króla, bo w tym czasie jadłem – powiedział Reyos. Wszyscy wymienili ze sobą spojrzenia. Reyos westchnął i wyciągnął sakiewkę pełną brzęczących monet ze swojej torby. – Udało mi się wczoraj wygrać w karty z Thomasem, więc stawiam wam żarcie z karczmy.
Wszyscy przystali na jego propozycję. W końcu darmowe śniadanie, nie zdarza się zbyt często.

Reyos kopnął drzwi karczmy.
– Panie przodem – ukłonił się, przepuszczając Florence i Savannah przodem. Armin stał i czekał, aż przyjaciel przestanie się wygłupiać. – Nie słyszałeś? Panie przodem.
– Idiota – mruknął Armin, chwytając Reyosa za kołnierz koszuli. Pociągnął go za sobą do stolika, przy którym spoczęły dziewczyny. Zajęły miejsce przy oknie, z dala od ciekawskich oczu. Szczerze, Florence nie wiedziała dlaczego ludzie dziwnie patrzą się na czwórkę nastolatków, przychodzących na posiłek. Nie było to nic nadzwyczajnego. Myślała, że może to ze względu hałasów, które czasem dobiegały z jej domu. Może było to spowodowane piękną Savannah. Była też opcja, że wszyscy przebywający w karczmie byli hazardzistami i przegrali z Reyosem w karty albo byli zwykłymi ludźmi, którzy zostali obrabowani przez Armina i się o tym dowiedzieli. A może wszystko naraz?
Wszyscy, prócz Armina, który nie chciał śniadania za pieniądze przyjaciela, zamówili jajecznicę, którymi po chwili się delektowali. Jasnowłosego stać było jedynie na chleb z masłem. Droższej karczmy nie dało się wybrać? A może to Armin ukradł za małą ilość pieniędzy?
W każdym razie, zjedli wszystko to co zamówili. Zostali jeszcze by porozmawiać o młodym królu, który miał odwiedzić ich wioskę.
– Jak myślicie? Jest przystojny? – spytała Savannah.
– Jest królem i, podobno, niezwyciężonym wojownikiem, a kobiety do niego lgnął. To coś chyba znaczy – odparła Florence.
– Och... Gdyby tak przyjechał na swoim śnieżnobiałym koniu i zabrał mnie ze sobą do zamku...
– To trochę próżne, nie uważasz? Mi tam król do szczęścia nie potrzebny.
– A czy ja mówię, że chcę być jego żoną? Jeżeli okazałby się dupkiem, nie miałby u mnie szans, nawet jeśli to król. Po prostu na tej wiosce jest piekielnie nudno. Nic tylko łazimy między sobą i pracujemy jak woły, a oni? Oni w pałacu mają wszystko! Wygodne łóżka, wykwintne posiłki, bale co tydzień, przystojnych facetów...
– Dzięki, Sava – mruknęli Reyos i Armin.
– Oczywiście prócz was, jedyni przystojni faceci w tej wiosce! Następnym razem dajcie mi skończyć nim się wypowiecie.
– Ciekawe czy mają tam jakieś ładne panie, bo tutaj żadnych nie widzę – powiedział Reyos, patrząc na Savannah. – Oczywiście nie miałem na myśli two...
– Jeszcze jedno słowo, a wybiję ci zęby – zagroził Armin.
Gdy skończyli rozmawiać nastało południe. W karczmie spędzili jakieś dwie godziny. Czym prędzej wybiegli z karczmy by zobaczyć jak król wjeżdża na swoim śnieżnobiałym koniu do ich wioski. Na ich nieszczęście było już pełno ludzi. Szukali jakichś skrzynek lub czegoś innego, na czym mogliby stanąć, ale niczego nie znaleźli. Wszystko było pozajmowane, a przepychanie się przez tłum nie byłoby najlepszym pomysłem. Nawet na gałęziach drzew siedzieli ludzie. Nie tylko dzieci, ale nawet dorośli. Nagle usłyszeli zduszone okrzyki. Przybył. Armin i Savannah stanęli na palcach. Chłopak miał metr osiemdziesiąt wzrostu, a dziewczyna była niższa od niego o zaledwie cztery centymetry , czego nie można było powiedzieć o Reyosie, który ledwo miał metr siedemdziesiąt. Tym bardziej  nie można było powiedzieć tego o Florence, która miał zaledwie metr sześćdziesiąt trzy wzrostu. Armin widząc misterne próby dziewczyny, ukląkł przed nią tyłem.
– Wskakuj, wezmę cię na barana – powiedział z uśmiechem. Dziewczyna nie odpowiedziała. Zapatrzyła się na coś, a raczej na kogoś. Gdy Armin również dostrzegł to co ona, szybko chwycił ją za nadgarstek i pociągnął za sobą.
– A gdzie wy?! – krzyknął Reyos. Po chwili Savannah pokazała mu przed czym uciekli. Ojciec Florence. W dłoni miał siekierę i nie wyglądał na przyjaźnie nastawionego.
– Nie ruszaj się, musimy ich kryć. Choćby nie wiem co. Ten człowiek jest niebezpieczny. Moglibyśmy pójść do jakiegoś strażnika, kiedy nas minie. – Savannah zawsze zachowywała trzeźwe myślenie, bez względu na to jak beznadziejna była sytuacja. Reyos lekko spanikował, ale starał sie zachowywać pozory normalności. Ojciec Florence nie wyglądał na trzeźwego. Zataczał się i obijał o budynki i ludzi. Mężczyzna zmierzał w ich stronę.
– Sava, nie lepiej uciekać? – spytał Reyos, zerkając co jakiś czas w prawo.
– Nie, wydałoby się to podejrzane. Poza tym, koleś ma siekierę.
– Właśnie dlatego chcę uciekać. Nie chcę skończyć swojego życia, będąc pokrojonym na małe kostki.
Savannah uniosła brew i popatrzyła na przyjaciela.
 – Nie dramatyzuj. Jeżeli już to obetnie ci nią głowę, albo wbije ci ją w czaszkę, a krew będzie lała się strumieniami – mruknęła, jakby od niechcenia, jakby jej słowa były czymś zupełnie normalnym.
– Zaczynam się ciebie bać...
– Dzięki.
Reyos odwrócił od niej wzrok i zajął się udawaniem, że wszystko jest w najlepszym, porządku. Kątem oka obserwował mijającego ich ojca Florence. Odetchnął z ulgą, gdy mężczyzna poszedł dalej, nikogo nie zaczepiając. Zaczął się jednak zastanawiać dlaczego ludzie nie zwracają uwagi na pijanego gościa z siekierą. Przecież to ewidentnie śmierdzi morderstwem. Bo chyba nie wybrał się tak na grzyby, prawda?
– Chodź, znajdziemy jakiegoś strażnika. – Savannah złapała go za przedramię i pociągnęła za sobą. Razem ruszyli na poszukiwanie strażnika. Nie było to trudne, teraz było ich pełno. Gorzej było z przedostaniem się przez tłum.

W tym samym czasie kiedy Savannah i Reyos walczyli o przetrwanie w tłumie rozwrzeszczanych ludzi, Armin i Florence wbiegli w las. Dziewczyna dyszała ze zmęczenia. Trudno było nadążyć nad wysokim, młodocianym złodziejem.
– Armin, zwolnij! Nie nadążam! – powiedziała Florence.
– Mogę cię ponieść – zaproponował Armin, podchodząc do dziewczyny z zamiarem podniesienia jej.
– Nie, nie musisz. Nie chcę jeszcze bardziej obciążać. Wiesz, najlepiej gdybyś wrócił do Reyosa i Savannah. Zawsze ratujesz mnie z opresji, a ja zawsze wpędzam cię w kłopoty. Nie chcę już tego tak dalej ciągnąć. Też chciałabym ci kiedyś pomóc, ale ty tego nigdy nie chcesz, więc zerwanie między nami kontaktów powinno być największą przysługą dla ciebie. 
– Nie gadaj głupot – mruknął, przerzucając ją przez ramię.
– Hej! Postaw mnie! Armin!
– Nie wierzgaj, bo cię upuszczę!
– Zawsze musisz być taki uparty?
– I ty to mówisz?
– Możesz mnie już postawić? Nie ucieknę, obiecuję.
Chłopak westchnął, ale w końcu zatrzymał się i postawił dziewczynę, ale wciąż kurczowo ściskał jej rękę.
– Myślę, że możemy odpocząć kilka chwil.

Savannah i Reyos wypadli z tłumu, wprost na stopy strażnika. Mężczyzna nie wyglądał zbyt przyjaźnie. Patrzył na nich wyniosłym wzrokiem. Savannah miała wrażenie, że uważa się za kogoś lepszego. Nie pomógł im nawet wstać, wpatrywał się w nich jakby byli główną atrakcją dla odwiedzających wioskę. Reyos miał wrażenie, że ich starania poszły na próżno, ale nie szkodziło spróbować.
– Przepraszamy, potrzebujemy pomocy, a właściwie nasz przyjaciółka jej potrzebuje – powiedział, gdy tylko stanął na nogi.
– O co chodzi? – spytał strażnik.
– Ojciec naszej przyjaciółki on... To ciężkie...
Savannah postanowiła wyręczyć drżącego Reyosa i szybko opowiedziała o wszystkim strażnikowi. Mężczyzna po usłyszeniu historii nabrał człowieczeństwa w ich oczach.
– Dlaczego nic z tym jeszcze nie zrobiliście?
– Bo... Baliśmy się i obiecaliśmy Flore, że nic nie powiemy. Wiem, jesteśmy nieodpowiedzialni, a strach zbyt nas zahamował. Rozumie pan?
– Rozumiem, panienko. Rozumiem, a teraz zmykajcie poszukać tej dziewczyny. Ja idę po swoich towarzyszy.
Reyos i Savannah jeszcze przez chwilę patrzyli na odchodzącego szybkim krokiem strażnika. Nadal czuli się głupio po rozmowie z nim, ale równocześnie kamienie spadły z ich serc. Poczuli się lepiej, wiedząc, że przyjaciółka będzie już bezpieczna.
W końcu ruszyli przed siebie w poszukiwaniu przyjaciół. Wołali ich tak długo, że gardła zaczęły im wysiadać. Savannah miała wrażenie, że zaraz wypluje płuca, a Reyos czuł, że zaraz odpadną mu nogi.
Kiedy byli u kresu sił, dostrzegli Armina i Florence siedzących na drzewie, na obrzeżach lasu, otaczającego wioskę.
– Goni was? – spytał Armin.
– Ciebie też miło widzieć, Arminku – wysapała Savannah.
– Wszystko w porządku, pozbyliśmy się problemu – powiedział Reyos, padając na kolana.
– Co masz na myśli? – spytała Florence, schodząc z drzewa.
– Powiedzieliśmy o wszystkim strażnikowi z zamku.
– C – co zrobiliście?
– Trzeba to było zrobić już dawno i nie ukrywaj, że nie. A teraz chodź, cieszyć się dniem i nowym, bezpiecznym życiem – powiedziała Savannah, gdy mogła już swobodnie oddychać i podała jej dłoń.
– Wiem, ale bałam się to zrobić... – powiedziała cicho Florence.
– Jak my wszyscy – odparł Armin podchodząc do dziewczyny. – Ale już nie musisz się niczego bać.
– Dziękuję – wyszeptała. – Za wszystko.
Uśmiechnęła się do każdego z nich. Najdłużej zatrzymała się przy Arminie. Chłopak ponownie zobaczył TEN uśmiech. Poczuł się szczęśliwy, że może zobaczyć go ponownie, po tylu latach. Przysunął się bliżej i pocałował dziewczynę w czoło. Reyos już otworzył usta by to skomentować, ale Savannah w porę go powstrzymała.
– Daj im już spokój. Niech jeszcze poudawają, że nic między nimi nie ma, uroczy są jak się tak zachowują – szepnęła. Reyos wywrócił teatralnie oczami.
– To co? Idziemy zobaczyć króla? – spytał Reyos. Wszyscy przystali na jego propozycję i udali się na plac. Po drodze widzieli w oddali ojca Florence prowadzonego przez strażników. Dziewczyna poczuła ulgę na ten widok.
– Armin? – Florence odwróciła się w jego stronę.
– Hę?
– Wygląda na to, że mam wolny pokój w domu, może chciałbyś...
– Nie. – Przerwał jej. – Wiesz, że nie lubię dostawać pomocy. Dam radę, po prostu we mnie uwierz.
– Wierzę, zawsze wierzyłam.

Król Rilian stanął na prowizorycznej drewnianej scenie. Savannah uznała, że wygląda na całkiem przyjaznego, ale wyobrażała go sobie inaczej. Myślała, że nie jest aż tak młody. Spodziewała się gościa po trzydziestce, a nie młodego, dwudziestoletniego faceta, który swoją energią rozniósłby całą armię w pył.
Ludzie zgromadzili się wokół sceny. Król Rilian trzymał w dłoni miecz. Zapowiadało to tylko jedno, pojedynki. Reyos szturchnął Armina w ramię, dając mu do zrozumienia, że jasnowłosy powinien spróbować. Gdy tylko król spytał kto pierwszy chciałby stoczyć z nim pojedynek, Armin został natychmiast wypchnięty do przodu przez swoich przyjaciół. Rilian uśmiechnął się do niego.
– Daj mu miecz – rozkazał swojemu słudze. Armin wyciągnął rękę po broń. Miecz był idealnie wyważony, chłopak obejrzał go dokładnie, po czym wskoczył na scenę.
– Jeżeli po pięciu minutach żadnemu z was nie wypadnie miecz, oznacza to remis. Czas start – powiedział sługa, obracając klepsydrę.
Zaczęło się. Rilian natarł pierwszy. Armin zrobił pokraczny unik, a potem sam spróbował zadać cios, jednak Rilian zręcznie go zablokował. Król okręcił swój miecz, wokół miecza Armina. Broń jasnowłosego chłopaka poszybowała, jednak Armin chwycił ją, gdy ta była tuż nad nim i ponownie zadał cios, który Rilian ledwo zablokował. Król był pewien, że już wygrał walkę, a tymczasem miecze nadal o siebie uderzały, wydając charakterystyczny dźwięk.
– Pięć minut minęło! – krzyknął sługa. – Remis! Walki nie rozstrzygnięto!
Armin oddał miecz i natychmiast pobiegł do przyjaciół.
– Gratulację – powiedziała Florence.
– Meh... Powinieneś go pokonać – mruknął Reyos.
– Oj, Rey... To król, jego nie da się ot tak pokonać – wtrąciła Savannah.
 – I tak dawał fory – mruknął Armin.
– Nieprawda. – Cała czwórka obróciła się w stronę głosu. Przed nimi stał nie kto inny jak Król Rilian we własnej osobie. – Niedawno reaktywowaliśmy przypałacową szkołę dla przyszłych rycerzy, szukamy młodych, uzdolnionych i silnych mężczyzn, dołączysz?
– Ja? Tak po prostu... Tak po prostu mnie Wasza Wysokość pyta? – zdziwił się jasnowłosy.
– Mów mi Rilian.
– Wasza Wysokość, Rilian, tak po prostu mnie o to pyta?
– Um... Tak, masz talent. Nie łatwo ze mną zremisować.
– Ja... Ja nie mogę – powiedział, patrząc kątem oka na niską szatynkę.
– Armin, – odezwała się Florence – to dla ciebie ogromna szansa, idź!
– Ale...
– Zrób to dla mnie, proszę – nalegała.
– A wy? – Armin spojrzał na Savannah i Reyosa.
– My? To Florence cię nie przekonała? Przecież...
– Zamknij się, Rey. – Uciszyła go brunetka, stając mu na stopie. – Flore, ma rację. To dla ciebie szansa. Nie zmarnuj jej. A nami się nie przejmuj. Damy sobie radę i będziemy cię odwiedzać, nawet jeśli jest to zabronione – powiedziała, puszczając oczko w stronę Riliana.
– W takim razie... Zgadzam się – odparł jasnowłosy, uśmiechając się do swoich przyjaciół, którzy byli podekscytowani bardziej od niego.
– To postanowione. Wyślę po ciebie kogoś jutro. W południe będzie czekać na tym placu. Dziś pobaw się jeszcze ze swoimi przyjaciółmi i dziewczyną – powiedział Rilian.
– Ha! Już go lubię! – odparł Reyos z huncwockim uśmiechem.
– To nie jest moja...
– W porządku, nic się nie stało – powiedziała Florence, chwytając chłopaka za dłoń. – Zawsze mogę nią zostać – szepnęła, tak by tylko on mógł to usłyszeć.

Poprzedniego dnia bawili się do upadłego. Cała czwórka nocowała w domu Florence. Nawet Armin nie wybrzydzał. Nie wiadomo było czy coś go nagle nawiedziło czy po prostu był zbyt zmęczony by protestować.
Obudzili się przed południem. Mieli jakąś godzinę na pożegnanie się. Armin był z jednej strony szczęśliwy, że w końcu może przestać kraść, będzie miał dom, a do tego w przyszłości zostanie rycerzem i będzie walczył dla króla, ale z drugiej strony nie chciał opuszczać swojej nowej dziewczyny i przyjaciół.
Ich pożegnanie było ciche i obyło się bez zbędnych ceregieli. Po prostu usiedli w kółku i się do siebie przytulili. Nic wielkiego, ot, grupowy uścisk, ale mimo wszystko, dodawał on niesamowitej energii.
Florence, Savannah i Reyos odprowadzili Armina aż do czekającego na niego strażnika i ponownie wykonali grupowy uścisk. Potem patrzyli na odchodzącego chłopaka, krzycząc do niego jeszcze:
– Bądź ostrożny!
– Nie przynieś nam wstydu!
– Odwiedź nas szybko!
– Obiecuję – powiedział do siebie po nosem, nie odwracając się. Nie chciał się zbytnio wzruszyć i na ich widok zmienić decyzji. Chciał by byli z niego dumni. 

KONIEC

Cześć znowu!
Nie planowałam tego, ale mam kilka powodów:1. nawiedziła mnie wena na coś takiego;
2. potrzebowałam odskoczni od "wszystko dzieje się w zamku";
3. 30 lipca minął pierwszy rok bloga, ja o tym zapomniałam, więc uznałam, że przydałoby się coś specjalnego na tę okazję;
4. jutro jadę do Krakowa na kilka dni i nie wiem czy będę miała internet w laptopie, a nie chciałam zostawiać Was tak z niczym.
To wszystko. Napisałam to w jeden dzień. Jestem przerażona. Jak? Jak mi się udało?! Wena to kapryśny twór, serio. Mam nadzieję, że mnie nie zlinczujecie za to, że to nie rozdział. Możecie zadać mi pytania odnośnie głównej historii, a ja odpowiem na wszystkie (ale postaram się też wszystkiego tak znowu nie zdradzać). Macie jakieś specjalne życzenia co do rozdziałów? Proszę bardzo! Postaram się je spełnić (albo Aya je spełni). Tylko nie z pewną parą, którą lubicie, do Cyntia x Lennoś mam już plany, o których nawet Aya nie wie. Przepraszam Was i dziękuję, wszystkim, którzy czytali wpisy na tym blogu przez ten cały rok, dziękuję za pieprzenie o Edly i trojaczkach (nigdy tego nie zapomnę XD), za czytanie pierwszej części, która była gówniana (nie wiem jak Wam się udało), za komentarze i w ogóle za wszystko.
Do zobaczenia, tym razem w rozdziale 16 (ale już tym prawdziwym)!
Pozdrawiam,
Zjawa

6 komentarzy:

  1. Łooooo!
    Długaśne, ale przez jedne dzień rozumiem, że zaczęłaś pisać to o pierwszej w nocy i skończyłaś przed północą. Hehe, śpisz ty czasami?
    Nie będę długo komentowała, ale...
    Armin? 84 rozdział SnK? Jest już? Czytałaś spoilery i... Nie, nie, NIEEEE! Arminek nie może umrzeć! :'C! Nie zgadzam się! Niech Erwin (który w anime przypomina mi animowaną wersję Capa) umiera! Łeee! Depresja!
    Florence? Popraw to na... Annie (albo Jean, jeszcze nie rozmawiałyśmy o shipach, a z tobą to różnie bywa).
    Savannah... Dlaczego kojarzy mi się z Królem Lwem?
    Reyos? Reyos? Myślę, że zmieni sobie to imię :P (wiesz o co chodzi, prawda?)
    I ty mówisz, że nie umiesz pisać romantyzmów? Serio? Powaliło cię do reszty!
    Shipuję Savę z Reyosem, bo... Zajeżdża mi tu Levihan XD. No wiesz, ona wysoka, on niski... A obsesja na punkcie zamku i króla to taka obsesja na punkcie Tytanów, no nie?
    Widzisz ile odniesień znalazłam? Kto jest mistrzem? Hę? HĘ?!
    Ja, ja jestem mistrzem.
    Nie będę komentowała treści, bo w ogóle jest kjat, są uczucia (emołszyns takie), zarysowani odpowiednio bohaterowie.
    O! Jeszcze o bohaterach popiszę.
    Reyos to taki shiper. Shipował by wszystkich. Kocham go <3. Jest taki jak ja <3
    Savannah to taka bjuti, ale twarda laska z obsesją na punkcie zamku. Hahahahahanjihahaha.
    Florence to taka mała dziewczynka, wesoła i strachliwa. Taki Armin trochę XD. Ale serio no! Ale i tak uważam, że powinnaś nazwać ją Annie (nie wiem jak ty, ale ja... no wiesz). Byłoby Aruani i byłabym szczęśliwa XD.
    Armin to taki nie Armin, ale ma imię jak Armin, ale jest wyższy i bardziej męski niż Armin i tak...
    Jeju! To już rok? Gratuluję! Ale nadal wolałabym wiedzieć co planujesz z Lennosiem i Cyntią. Chyba ich nie zabijesz, no nie..?
    Teraz jestem pewna, że to zrobisz.
    Weny i miłego wypoczynku <333
    *Ponad 140 wyświetleń i tylko mój komentarz? SKANDAL!*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie martw się, śpię czasami.
      No wiem :c Depresja na całego :c
      Aruani 4ever, a Jean... A on będzie mój, bo tak.
      Oglądasz za dużo anime. Wyjdź na dwór, albo posprzątaj pokój. Albo nie, nie sprzątaj.
      Ta, ta... Aya i Reyos... Nowy ship. Pff...
      Ja bym bardziej powiedziała, że Mikasa, ale ok. Jak wolisz.
      Kto powiedział, że ja ich zabiję? Mam lepszy pomysł :)
      Dziękuję <333

      Usuń
  2. Hej!
    Gdy zaczęłam czytać tego one shota w oczy rzuciły mi się dwa wyrazy.
    Armin i One shot.
    Armin z "My candy love" - przyjaciel gej.
    A One shot... Czytałam ostatnio bardzo dziwnego one shota z Kuroshitsuji o parringu Sebastian x Grell. Nie było by w tym nic dziwnego,gdyby Grell nagle okazał się być dziewczyną a akcja przypominała drugie "Boku no Pico".
    Wracając.
    Obejrzałam w końcu Kaichou wa Maid-sama! ( całkiem szybko, byłam przybita Naną, więc musiałam obejrzeć coś na odreagowanie) i relacja Armina i Florence przypomina mi Usui i Misaki. Co prawda Armin nie jest zboczonym kosmitą, ale jest bardzo oddany swojemu obiektowi zauroczenia. W dodatku wszyscy sądzą, że są parą a... Główni bohaterowie nie wiedzą czego chcą ;] Właściwie to się tyczy tylko głównej bohaterki.
    "– A gdzie wy?! – krzyknął Reyos. Po chwili Savannah pokazała mu przed czym uciekli. Ojciec Florence. W dłoni miał siekierę i nie wyglądał na przyjaźnie nastawionego."
    Ej, ale czy to nie była Łucja? Może chciała wypróbować nową opcję, pobawienia się w Undertakera i szukała nowej ofiary?
    "Chłopak ponownie zobaczył TEN uśmiech."
    Moje pierwsze skojarzenie to: ( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Czyżby Armin wychodził z friendzonu?
    Ogólnie bardzo podobał mi się one shot, zwłaszcza nastrój, który towarzyszył do samego końca.Ciekawi mnie tylko jak wpleciesz Armina w losy rodzeństwa Pevensie oraz kogo zabijesz. W sumie dawno nikogo jeszcze nie uśmierciłaś w opowiadaniu...
    Życzenia co do rozdziałów? Ja nie mam żadnych. Rozdziały mi się podobają, więc... Czej... Co ty na to by zrobić psychodeliczną Łucję? Skoro dziewczyna kocha Damiena to może niech w jakiś miarę ogarnięty sposób zemści się na Ines?
    Wybacz za komentarz, ale ostatnio wena postanowiła się trzymać ode mnie z daleka.
    ~Scarlett Meadowes

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hejka!
      Ale czekaj, czekaj... Przyjaciel gej to był Alexy! Armin to jego brat! I to nie tak, że obejrzałam w chuj gameplay jak mi się nudziło, nie... No co ty... Hehe... He.
      Skąd wiesz, że nie jest zboczonym kosmitą, skąd wiesz co mu siedzi w głowie ( ͡° ͜ʖ ͡°)
      Ty też jesteś zboczonym kosmitą XD
      Armin, człowiek, który wyszedł z friendzone XD
      A kto powiedział, że ja go wplotę? To jakaś aluzja?
      Ten wielokropek mówi wszystko. Zaczynasz się bać, że zacznę wyżynać na potęgę?
      Psychodeliczna Łucja i w miarę ogarnięta zemsta? To się nie łączy. Ale jakąś zemstę wymyślę. Nawet coś mi już chodzi po głowie...
      Kolejny dowód, że wena to kapryśne stworzenie.
      Dziękuję za komentarz, zboczony kosmito ^^
      Zjawa

      Usuń
  3. O masz, spóźniona jestem. Przepraszam bardzo, ale ostatnimi czasy zapomniałam o wchodzeniu na bloggera xD
    I teraz mnie boli to, że nie wiem, co napisać żeby się nie powtarzać tego, co napisały moje poprzedniczki. Masło maślane.
    Czy tylko ja tu nie oglądam anime? Dobra, od czasu do czasu obejrzę sobie jakiś film z moją koleżanką, ale tak to nie orientuję się w temacie xD
    Florence x Armin to taka typowa para, których wszyscy shippują. Słodkie.
    Mam taką pustkę w głowie, przepraszam.
    Ale! Jak jest koncert życzeń, to skorzystam, bo czemu nie. Więcej Aviotr moments!
    Obiecuję, że pod rozdziałem 16 palnę Wam taki piękny komentarz, że hej.
    Weny,
    Bells

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj!
      Na to wygląda, jesteś jedyną osobą nieposiadającą anime, ale to nic. I tak Cię uwielbiam (i czekam na coś Twojego).
      Dobra, zemsta Łucji i Aviotr. Da się zrobić.
      No to dałaś mi motywację :). Będę dziś do późna siedziała i pisała. Wszystko dla Twojego komentarza ^^
      Dziękuję :)
      Zjawa

      Usuń

.
.
.
.
.
.
template by oreuis