poniedziałek, 9 maja 2016

Rozdział 10


10. Łuk


 Słońce ani myślało wyjrzeć zza chmur. Lennox stał oparty o drzewo na krańcu lasu. Towarzyszyła mu Ines, która usiadła, opierając się o pień drzewa. Wpatrywała się tęsknie w głąb lasu.
– Myślisz, że zaraz będą? – spytała jasnowłosa, nie odrywając wzroku od tego co miała przed sobą.
– Powinni – odparł Lennox. Dziewczyna nic nie odpowiedziała. – Wiesz, jak nie chcesz ze mnie rozmawiać żeby jakoś zabić czas to może pogramy w szachy? Ponoć to odpręża.
– A umiesz w nie grać? – zainteresowała się, ale spojrzała na niego.
– Tylko z tym żartowałem – mruknął. – Czy tego chcemy czy nie, jesteśmy rodzeństwem, więc czemu mnie ignorujesz?
– Bo cię nie lubię, jesteś irytujący.
– Dzięki, to miłe. I takie pokrzepiające, od razu chce mi się skakać. Najlepiej z klifu na jakieś ostre skały.



Dziewczyna tylko prychnęła. Przysunęła kolana do piersi i oparła na nich głowę. Czuła się samotna, ale gorzej niż zwykle. W jej sercu była przytłaczająca pustka, która nasilała się z każdym dniem. Czuła się tak jakby przez kilka dni hodowała w swym sercu krwistoczerwoną różę, a ona nagle zwiędła, pozostawiają po sobie puste miejsce na polu nadziei.
– Gdzie byłeś? – spytała tak nagle, że Lennox prawie się przewrócił.
– Co? – odpowiedział pytaniem. Nie wiedział. Nic nie rozumiał ze słów swej siostry.
– Dlaczego oczekujesz niemożliwego? Dlaczego oczekujesz, że ci zaufam? Nie było cię, zawsze byłam sama, zdana tylko na siebie. Nikt mnie nigdy nie oswoił. Nawet gdy próbujesz zrobić to teraz, nie udaje ci się. Powinnam żyć w lesie, tak jak  przystała na kogoś nieoswojonego ze światem. Powinniście zostawić mnie na pastwę dzikiej zwierzyny. I tak nie umarłabym, to przez klątwę. Tę cholerną klątwę, którą Aslan zwał darem! Tę cholerną klątwę, która niszczy mnie od środka! – krzyknęła, płacząc rzewnymi łzami. Padła na kolana. Niebo zaczęło płakać wraz z nią. Lennox otarł twarz. Próbował podejść do siostry. Przeprosić. Pomóc. Po prostu być przy niej. Próba zakończyła się niepowodzeniem. Nadlatująca z niedaleka strzała przebiła rękaw, jego śnieżnobiałej koszuli i wbiła się w pień drzewa za Lennoxem.
– Co rzesz jej zrobił?! – głos Damiena drżał. Archenlandczyk wychylił się zza iglastego drzewa. Chciał go zabić. Wyjął z pochwy srebrny, niedawno co zaostrzony miecz. Przypatrzył się uważnie ostrzu, po którym spływały niebiańskie łzy*. Następnie spojrzał na dziewczynę. Ines klęczała, płacząc. Jego Ines... Jego ukochana Ines, o której myślał każdego dnia...
Rzucił miecz. Ostrze uderzyło o zaszyty w trawi kamień, a Damien podszedł do jasnowłosej córki czarownicy i objął ją. Gładził jej miękkie, złote włosy. Ines zdawała się go nie zauważać, ale szybko odwzajemniła uścisk.
– Już nie roń łez, jestem przy tobie i cię nie zostawię – szepnął jej do ucha.
– Dziękuję – odpowiedziała, a na jej ustach pojawił się uśmiech delikatny niczym kwiat. Przyjaciele przyglądali się im uważnie. Na twarzy rudowłosej Liliany pojawił się uśmiech. Znała Damiena jak mało kto, wiedziała, że w głębi duszy szaleje ze szczęścia.
– Wybaczcie, ale muszę wam przeszkodzić. – Cyntia wyłoniła się zza wyższych od niej przyjaciół. Mimo, że liczyła ona już siedemnaście wiosen, nie była zbyt wysoka. Nie przeszkadzało jej to jednak w eksterminacji nieprzyjaciół*. Rudowłosa podeszła do Lennoxa.
– Mamy armię, co teraz? – spytała, wskazując dłonią, stojących za nią ludzi.
– Oh! Racja! Mam dla nich mapę – odparł, wyjmując zza pasa zwinięty w rulon papirus. – Niech udadzą się tam i czekają na dalsze wskazówki i rozkazy. Ma matka jeszcze nie wcieliła swego planu w życie. Musimy poczekać.

Armia udała się w miejsce ukazane na postrzępionej na brzegach mapie Lennoxa. We wskazanym przez „X” miejscu znajdowała się obszerna posiadłość, w której mogli przebywać rycerze oraz ochotnicy. Tymczasem reszta wybrała się na Ker – Paravel by zażyć kąpieli, przebrać się i odpocząć. Rilian zasypywał ich całą masą pytań, na które sprawnie odpowiadała Cyntia. Wymyślała kłamstwa na poczekaniu. Liliana stwierdziła iż jej siostra jest istną mistrzynią w opowiadaniu nieprawdy.
– Nieraz to dobrze, a nieraz źle. – oznajmiła Edmundowi, który bez żadnego sprzeciwu wysłuchiwał jej opowieści o młodszej siostrze. Z tego co się dowiedział, Cyntia była osobą otwartą, nie stroniącą od towarzystwa.
Następnego dnia, wszyscy byli wypoczęci, weseli i gotowi do dalszych przygód. Wyruszyli razem do wioski. Tylko, dręczona ciągłymi pytaniami Riliana, Cyntia została w pałacu.
Tymczasem w wiosce, na placu odbywał się zacięty pojedynek między Lilianą, a Edmundem. Mimo iż wiele razy ich wymiana ciosów kończyła się jedynie brzdękiem stali, żadne z nich nie odpuszczało. Ava i Piotr zażarcie kibicowali Lilianie, wykrzykując jej imię.
– Dziękuję, braciszku – krzyknął młodszy Pevensie, gdy jego wzrok zrównał się ze wzrokiem brata. Jasnowłosy zaśmiał się cicho. Tymczasem Damien i Ines spacerowali po rynku oglądając stragany. Archenlandczyk po jakimś czasie przystanął przed pewnym stoiskiem. Jego oczom ukazał się najcudowniejszy łuk jaki kiedykolwiek miał okazję widzieć. Mocna cięciwa, rozciągająca się na odpowiednią długość. Oszlifowane, jasne drewno tworzące perfekcyjny łuk, z w jego środku wyryty wzór. Obok niego wisiał kołczan. Jasny, z czerwonymi zdobieniami. Wyglądał na skórzany. Oh! Ile dałby za ten łuk! Ines popatrzyła na chłopaka, wyciągając sakiewkę pełną brzęczących monet zza pasa. Z szerokim uśmiechem wyciągnęła ją w stronę handlarza. Nagle poczuła czyjąś dłoń na swoim ramieniu. Upadła, a sakiewka przepadła. Damien czym prędzej ukląkł na jednym kolanie obok Ines.
– Nic ci nie jest? – spytał, otaczając ją ramieniem.
– Gdzie pobiegł?! – Lennox stanął przed nimi z groźnym wyrazem twarzy.
– Tam – mruknął od niechcenia handlarz, wskazując palcem wschodni kraniec wioski.
– Dzięki ci, dobry człowieku. Masz to trochę złota – powiedział Lennox, rzucając małą sakiewkę tuż przed nos zdziwionego handlarza. – Pobiegnę i rozprawię się z tym rabusiem!
Lennox uniósł srebrzysty miecz i z radością dziecka pobiegł na wschodni kraniec wioski. Przepychał się między mieszkańcami, skakał po innych stoiskach, skrzyniach. Drobne kamienie skakały wokół jego stóp. W końcu dostrzegł przestępcę. Miał na sobie płaszcz z kapturem. Próbował przedostać się za kamienny mur. Gdy ujrzał rozzłoszczonego Lennoxa, w oczach przestępcy nie pojawiła się ani krztyna strachu, wręcz przeciwnie. Rabuś stanął wyprostowany i dobył swojego miecza.

niebiańskie łzy - krople deszczu
eksterminacja nieprzyjaciół - zabijanie wrogów 
Koniec

Aye!
Na potęgę posępnego czerepu, przejmuję tego bloga! Tak naprawdę to nie. Powinnam się przedstawić. Więc jestem Aya, a właściwie to Łucja. Monika chwilo cierpi na Łomemdżwi! Kapitan Ameryka był suuuuper! Bucky i Sam ♥! Nowy Spiderman taki osom, że łomemdżwi! Niedługo X-Men i MÓJ Quicksilver (♥ x pierdyliard)! Kurde, nie mam weny! To tak w skrócie. Więc, że ona jest chwilowo niedysponowana, to pozwoliła mi coś napisać ^^. Mam nadzieję, że nie jest tak źle jak w moich koszmarach. I pozwoliłam sobie wybrać Lennoxa ^^(sorki, Monika!).
No nic! Ja lepiej pójdę pomóc jakoś Monice z jej małym problemem.
Pozdrawiam


Aya


4 komentarze:

  1. Nie. Nie, nie, nie! NIE!!! Sorki, Monika tu nie wystarczy. Wiesz przecież, że nie przepadam za Aaronem :c. To już mogłam pozwolić Ci zrobić twoją em... świętą dwójcę (?). Mniejsza o to, że znowu miałabym Evana (MÓJ Quicksilver ♥ x pierdyliard) na blogu, ale... no ten... Wiesz o co mi chodzi!
    Miło, że starasz się kopiować mój styl, ale ja nie piszę takich określeń XD
    Szczerze to myślałam, że z Damiena zrobisz takiego hiroł, a tu proszę! Jednak Lennox!
    Takie pytanie, co za rabuś? Serio pytam! Nic mi o nim nie wiadomo! Co to ma znaczyć?! Łucja! Bo zamknę Cię w szafie! :D
    A co do ogółu no to lepiej ode mnie, ale w sumie to zawsze zdaje mi się, że ktoś pisze lepiej ode mnie, ale podobało mi się, więc to chyba dobrze...
    Dziwnie jest komentować rozdział na swoim blogu...
    Wow!
    Em.. weny?
    Zjawa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybacz mi, Moniko! Klękam przed twą strasznie przerażającą postacią i błagam o wybaczenie!
      Oj... Znasz mnie i moje pisanie, ale się starałam!
      Rabuś to taka niespodzianka ^^
      Dzięki?
      Aya

      Usuń
  2. Wyświetliło mi się, że pojawił się nowy rozdział u Zjawy, w związku z czym cała szczęśliwa zaczęłam czytać... a potem dotarłam do tego momentu:
    "Czuła się tak jakby przez kilka dni hodowała w swym sercu krwistoczerwoną różę, a ona nagle zwiędła, pozostawiają po sobie puste miejsce na polu nadziei."
    To mnie wbiło w fotel. Bo od jak dawna czytam, to co pisze Zjawa w internetach, jeszcze NIGDY nie przeczytałam u niej czegoś tak... górnolotnego? Dopiero w tym momencie skapnęłam się, że ktoś chwilowo przejął tego bloga xD
    "Eksterminacja nieprzyjaciół" - Zjawa wali prosto z mostu xD Pisze (albo i nie) "zamorduję cię!", a potem leje się krew i kończyny latają w powietrzu ^^
    Czy istnieje już ship Damien x Ines? Nie? No to może Danes? Albo Inien? xD
    Chciałabym żeby Łucja jakoś dostała się do Narnii i była zazdrosna o Ines. To byłoby zabawne. Łucja próbująca zniszczyć związek swojego ex chłopaka xD
    Na Kapitanie Ameryce byłam w sobotę. Uwielbiam Bucky'ego! <3 Głupi Stark! Dlaczego odciął mu metalową rękę? :(
    No to ten... weny dla obu dziewczyn? :)
    Bells

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli chodzi o pisanie to jesteśmy w tej kwestii skrajnie różne. Monika woli pisać prosto, bez zbędnych przedłużeń i "bjuti" porównań, a ja, cóż, chyba widać :)
      A to z eksterminacją to akurat Monika była inspiracją. Trochę mnie przedrzeźniała no i tak wyszło ^^
      Danes brzmi ładnie :)
      Nie wiem co na to Monika, ale ja bym chętnie to zobaczyła. Byłoby zabawnie XD
      Bucky ♥
      Dzięki! Choć nie wiem czy Monika pozwoli mi jeszcze trochę popisać na jej blogu. Jak na razie męczę się z tekstami Digory'ego ._. Tak, tam też coś piszę XD
      Jeszcze raz dziękuję :)
      Aya

      Usuń

.
.
.
.
.
.
template by oreuis