wtorek, 24 maja 2016

Rozdział 11


11. Ruda

Cyntia miała ochotę wyskoczyć przez okno lub dokonać zamachu na wyjątkowo upartego i ciekawskiego władcę. Rilian ciągle zadręczał ją pytaniami odnośnie podróży. Rudowłosa ukrywała się przed nim, a gdy na niego trafiła niemal natychmiast uciekała. Tak było i tym razem. Cyntia chowała się między książkami w królewskiej bibliotece. Wyjęła jedną z grubych ksiąg stojących na półce. Przez powstałą wnękę ujrzała Riliana.


– O! Tu się chowasz! – powiedział entuzjastycznie.
– Ale już uciekam – mruknęła i szybkim krokiem ruszyła w stronę drzwi, jednak Rilian ją ubiegł. Podbiegł do drzwi i zamknął je.
– Czy mi się zdaje czy ty mnie unikasz? – spytał, opierając się o drzwi.
– Spostrzegawczy jesteś – burknęła i wyciągnęła rękę ku klamce. Rilian złapał ją za dłoń.
– Powiedz w końcu co się dzieje. Powiedz co ty i twoi przyjaciele kombinujecie – warknął, zaciskając mocniej rękę na dłoni Cyntii.
– To już nie możemy mieć tajemnic? – spytała z łobuzerskim uśmiechem.
– Nie! Jestem królem! Masz mi powiedzieć, to rozkaz!
– Jeszcze aż takim pełnoprawnym królem nie jesteś, więc mam gdzieś twoje rozkazy. W sumie to nawet jakbyś był to też miałabym je gdzieś, a teraz mnie puszczaj! – warknęła, a gdy ten nadal pozostawał przy swoim kopnęła go w krocze. Rilian syknął z bólu, Rudowłosa natychmiast wybiegła z biblioteki, zatrzaskując za sobą drzwi.
Zajściem natychmiast zainteresowała się służba. Jeden ze strażników otworzył delikatnie drzwi i wślizgnął się do środka. Popatrzył na młodego króla i pomógł mu wstać.
– Łapcie ją! – nakazał.

Rudowłosa zatrzasnęła się w komnacie. Słyszała krzyk Riliana i odgłos biegających strażników. Natychmiast zamknęła drzwi na klucz, po czym zaczęła przesuwać małą komodę. Mimo, że mebel był niewielki, to ciężki. Dziewczyna prychnęła ze złości. Pod nogi komody podłożyła pierwszą lepszą koszulę. Od razu zrobiło się lżej.
Gdy przysunęła ją do drzwi, zaczęła grzebać w szufladach. Cyntia wiedziała co mógł pomyśleć sobie Rilian. Ze zrezygnowaniem oparła się o komodę. Westchnęła. Mogła powiedzieć mu prawdę.
„Głupia! Na pewno pomyślał sobie, że chodzi nam o jakiś zamach na niego. Wysłał straż, a moje wcześniejsze zachowanie w niczym nie pomoże. Pomyśli, że znowu kłamię. Głupia!” – pomyślała, przebierając się w wygodnie ubrania. Związała swoje nieokrzesane, rude włosy w niski kucyk. Do pasa przymocowała nóż, a miecz włożyła do pochwy. Do drzwi już zaczęli dobijać się strażnicy. Szybko podbiegła do okna.
„Za wysoko by skoczyć...” – pomyślała, nakładając kaptur i ciemny płaszcz. Rozglądnęła się po pokoju. Dobrze wiedziała, że nie da sobie razy z hordą uzbrojonych, tęgich facetów. Jedyne co mogła zrobić, to uciec. Gdy zobaczyła, że komoda zaczyna się przesuwać, wskoczyła do szafy. Zostawiła jedynie małą szczelinę, by widzieć strażników.
Gdy tylko usłyszała skrzypnięcie, serce zaczęło jej bić mocniej. Twarz przybrała zadziorny wyraz. Zacisnęła dłoni na rękojeści.
Strażnicy przetrząsali jej pokój. Wejrzeli nawet pod łóżko. Jeden ze strażników zbliżył się do szafy. Dziewczyna zaczęła wyciągać miecz. Drzwi szafy otworzyły się szeroko, ale nim strażnik zdążył cokolwiek powiedzieć, ostrze miecza Cyntii przejechało po jego twarzy. Rudowłosa niczym strzała wyleciała z szafy. Kopnęła jednego ze strażników, a w drugiego rzuciła nożem. Jego ostrze wbiło się w dłoń mężczyzny. Wybiegła z komnaty i skręciła w prawo, w stronę schodów. Zjechała na drugie piętro zamku po poręczy. Miała zjechać na sam parter Ker – Paravelu, gdy nagle poczuła jak jeden ze strażników chwycił ją za ramię. Dziewczyna nie poddawała się. Szarpała się i kopnęła go w twarz, ale mężczyzna ani drgnął. Cyntia nie chciał tego robić, ale nie miała wyjścia. Ręka w której trzymała miecz była  trzymana przez strażnika, dlatego szybkim ruchem wzięła broń drugą ręką i przejechała ostrzem po szyi mężczyzny. Odchylił głowę gdy zadawała cios.
Łza spłynęła po jej policzku, ale musiała uciekać dalej. Kopnęła ciało i zjechała na pierwsze piętro zamku. Postanowiła nie ryzykować i nie schodzić na parter.
Zeszła z poręczy i widząc okno, podbiegła do niego. Wyjrzała na Narnię. Na zewnątrz tyle słońca, piękna pogoda i szczęśliwi ludzie, a ona czuła się jak przestępca.
„Głupi Lennox, głupi Rilian! Dlaczego dałam się w to wciągnąć? Mogłam siedzieć w domu” – pomyślała i westchnęła. Usiadła na oknie, wystawiając nogi na zewnątrz. Pod nią znajdował się parapet, a jeszcze niżej ławka, ale rudowłosą bardziej interesowało drzewo rosnące naprzeciwko niej. Jedna z gałęzi była tak bardzo wysunięta i wyglądała na wystarczająco mocną, by ta mogła na nią wskoczyć. Tak też zrobiła. Jednak przeceniła wytrzymałość gałęzi. Drzewo zaczęło pękać. O mało nie spadła by na ziemię. Choć chyba jednak wolałaby spaść.
Przed upadkiem uchronił ją Rilian, który nie zamierzał traktować jej łagodnie. Nakazał strażnikom zakuć ją w kajdany i zamknąć w celi.

Cyntia leżała na pryczy. Cała broń została jej odebrana. Była sama wśród oprychów. Żyć nie umierać! Rudowłosa patrzyła w sufit myśląc o siostrze i przyjaciołach. Myślała o tym co zrobią gdy wrócą do zamku.
„Pewnie nakaże ich zamknąć tak jak mnie...” – pomyślała i westchnęła ciężko.
Do lochów wszedł Rilian. Pewność siebie biła od niego na kilka mil. Wziął taboret i usiadł przed celą Cyntii.
– Nie mam ci nic do powiedzenie – warknęła. – Cokolwiek robimy, nie robimy tego by cię obalić, ale by cię chronić.
– Chciałbym wam wierzyć, ale wasze tajemnice mówią same za siebie – odparł ze spokojem król.
– Nie wszystko jest takie na jakie wygląda... – westchnęła. – A teraz mnie zostaw, jestem zmęczona.

Rilian rzucił jej mordercze spojrzenie, które zignorowała. Król prychnął i wyszedł, pozostawiając dziewczynę samą sobie.  Cyntia jeszcze przez chwilę myślała o towarzyszach i wymyślała plan ucieczki, ale sen szybko ją zmorzył. 

Koniec

Witam!
Obiecałam, że będzie i jest!
Informuję, że następny rozdział napisze wróżbitka Aya. Czemu wróżbitka? Dlatego, że kiedyś zrobiła zwiastun z Evanem Petersem i jako podkład muzyczny dała cover piosenki Sweet Dreams. Kiedy w niedzielę byłam na X-Men i była popisowa scena Quicksilvera (którego grał Peters) leciała oryginalna wersja Sweet Dreams XD. To tylko takie spostrzeżenie, bo głupio mi było napisać tylko te dwie pierwsze linijki. Także ten...
Do zobaczenia!
Pozdrawiam

Zjawa

poniedziałek, 9 maja 2016

Rozdział 10


10. Łuk


 Słońce ani myślało wyjrzeć zza chmur. Lennox stał oparty o drzewo na krańcu lasu. Towarzyszyła mu Ines, która usiadła, opierając się o pień drzewa. Wpatrywała się tęsknie w głąb lasu.
– Myślisz, że zaraz będą? – spytała jasnowłosa, nie odrywając wzroku od tego co miała przed sobą.
– Powinni – odparł Lennox. Dziewczyna nic nie odpowiedziała. – Wiesz, jak nie chcesz ze mnie rozmawiać żeby jakoś zabić czas to może pogramy w szachy? Ponoć to odpręża.
– A umiesz w nie grać? – zainteresowała się, ale spojrzała na niego.
– Tylko z tym żartowałem – mruknął. – Czy tego chcemy czy nie, jesteśmy rodzeństwem, więc czemu mnie ignorujesz?
– Bo cię nie lubię, jesteś irytujący.
– Dzięki, to miłe. I takie pokrzepiające, od razu chce mi się skakać. Najlepiej z klifu na jakieś ostre skały.



Dziewczyna tylko prychnęła. Przysunęła kolana do piersi i oparła na nich głowę. Czuła się samotna, ale gorzej niż zwykle. W jej sercu była przytłaczająca pustka, która nasilała się z każdym dniem. Czuła się tak jakby przez kilka dni hodowała w swym sercu krwistoczerwoną różę, a ona nagle zwiędła, pozostawiają po sobie puste miejsce na polu nadziei.
– Gdzie byłeś? – spytała tak nagle, że Lennox prawie się przewrócił.
– Co? – odpowiedział pytaniem. Nie wiedział. Nic nie rozumiał ze słów swej siostry.
– Dlaczego oczekujesz niemożliwego? Dlaczego oczekujesz, że ci zaufam? Nie było cię, zawsze byłam sama, zdana tylko na siebie. Nikt mnie nigdy nie oswoił. Nawet gdy próbujesz zrobić to teraz, nie udaje ci się. Powinnam żyć w lesie, tak jak  przystała na kogoś nieoswojonego ze światem. Powinniście zostawić mnie na pastwę dzikiej zwierzyny. I tak nie umarłabym, to przez klątwę. Tę cholerną klątwę, którą Aslan zwał darem! Tę cholerną klątwę, która niszczy mnie od środka! – krzyknęła, płacząc rzewnymi łzami. Padła na kolana. Niebo zaczęło płakać wraz z nią. Lennox otarł twarz. Próbował podejść do siostry. Przeprosić. Pomóc. Po prostu być przy niej. Próba zakończyła się niepowodzeniem. Nadlatująca z niedaleka strzała przebiła rękaw, jego śnieżnobiałej koszuli i wbiła się w pień drzewa za Lennoxem.
– Co rzesz jej zrobił?! – głos Damiena drżał. Archenlandczyk wychylił się zza iglastego drzewa. Chciał go zabić. Wyjął z pochwy srebrny, niedawno co zaostrzony miecz. Przypatrzył się uważnie ostrzu, po którym spływały niebiańskie łzy*. Następnie spojrzał na dziewczynę. Ines klęczała, płacząc. Jego Ines... Jego ukochana Ines, o której myślał każdego dnia...
Rzucił miecz. Ostrze uderzyło o zaszyty w trawi kamień, a Damien podszedł do jasnowłosej córki czarownicy i objął ją. Gładził jej miękkie, złote włosy. Ines zdawała się go nie zauważać, ale szybko odwzajemniła uścisk.
– Już nie roń łez, jestem przy tobie i cię nie zostawię – szepnął jej do ucha.
– Dziękuję – odpowiedziała, a na jej ustach pojawił się uśmiech delikatny niczym kwiat. Przyjaciele przyglądali się im uważnie. Na twarzy rudowłosej Liliany pojawił się uśmiech. Znała Damiena jak mało kto, wiedziała, że w głębi duszy szaleje ze szczęścia.
– Wybaczcie, ale muszę wam przeszkodzić. – Cyntia wyłoniła się zza wyższych od niej przyjaciół. Mimo, że liczyła ona już siedemnaście wiosen, nie była zbyt wysoka. Nie przeszkadzało jej to jednak w eksterminacji nieprzyjaciół*. Rudowłosa podeszła do Lennoxa.
– Mamy armię, co teraz? – spytała, wskazując dłonią, stojących za nią ludzi.
– Oh! Racja! Mam dla nich mapę – odparł, wyjmując zza pasa zwinięty w rulon papirus. – Niech udadzą się tam i czekają na dalsze wskazówki i rozkazy. Ma matka jeszcze nie wcieliła swego planu w życie. Musimy poczekać.

Armia udała się w miejsce ukazane na postrzępionej na brzegach mapie Lennoxa. We wskazanym przez „X” miejscu znajdowała się obszerna posiadłość, w której mogli przebywać rycerze oraz ochotnicy. Tymczasem reszta wybrała się na Ker – Paravel by zażyć kąpieli, przebrać się i odpocząć. Rilian zasypywał ich całą masą pytań, na które sprawnie odpowiadała Cyntia. Wymyślała kłamstwa na poczekaniu. Liliana stwierdziła iż jej siostra jest istną mistrzynią w opowiadaniu nieprawdy.
– Nieraz to dobrze, a nieraz źle. – oznajmiła Edmundowi, który bez żadnego sprzeciwu wysłuchiwał jej opowieści o młodszej siostrze. Z tego co się dowiedział, Cyntia była osobą otwartą, nie stroniącą od towarzystwa.
Następnego dnia, wszyscy byli wypoczęci, weseli i gotowi do dalszych przygód. Wyruszyli razem do wioski. Tylko, dręczona ciągłymi pytaniami Riliana, Cyntia została w pałacu.
Tymczasem w wiosce, na placu odbywał się zacięty pojedynek między Lilianą, a Edmundem. Mimo iż wiele razy ich wymiana ciosów kończyła się jedynie brzdękiem stali, żadne z nich nie odpuszczało. Ava i Piotr zażarcie kibicowali Lilianie, wykrzykując jej imię.
– Dziękuję, braciszku – krzyknął młodszy Pevensie, gdy jego wzrok zrównał się ze wzrokiem brata. Jasnowłosy zaśmiał się cicho. Tymczasem Damien i Ines spacerowali po rynku oglądając stragany. Archenlandczyk po jakimś czasie przystanął przed pewnym stoiskiem. Jego oczom ukazał się najcudowniejszy łuk jaki kiedykolwiek miał okazję widzieć. Mocna cięciwa, rozciągająca się na odpowiednią długość. Oszlifowane, jasne drewno tworzące perfekcyjny łuk, z w jego środku wyryty wzór. Obok niego wisiał kołczan. Jasny, z czerwonymi zdobieniami. Wyglądał na skórzany. Oh! Ile dałby za ten łuk! Ines popatrzyła na chłopaka, wyciągając sakiewkę pełną brzęczących monet zza pasa. Z szerokim uśmiechem wyciągnęła ją w stronę handlarza. Nagle poczuła czyjąś dłoń na swoim ramieniu. Upadła, a sakiewka przepadła. Damien czym prędzej ukląkł na jednym kolanie obok Ines.
– Nic ci nie jest? – spytał, otaczając ją ramieniem.
– Gdzie pobiegł?! – Lennox stanął przed nimi z groźnym wyrazem twarzy.
– Tam – mruknął od niechcenia handlarz, wskazując palcem wschodni kraniec wioski.
– Dzięki ci, dobry człowieku. Masz to trochę złota – powiedział Lennox, rzucając małą sakiewkę tuż przed nos zdziwionego handlarza. – Pobiegnę i rozprawię się z tym rabusiem!
Lennox uniósł srebrzysty miecz i z radością dziecka pobiegł na wschodni kraniec wioski. Przepychał się między mieszkańcami, skakał po innych stoiskach, skrzyniach. Drobne kamienie skakały wokół jego stóp. W końcu dostrzegł przestępcę. Miał na sobie płaszcz z kapturem. Próbował przedostać się za kamienny mur. Gdy ujrzał rozzłoszczonego Lennoxa, w oczach przestępcy nie pojawiła się ani krztyna strachu, wręcz przeciwnie. Rabuś stanął wyprostowany i dobył swojego miecza.

niebiańskie łzy - krople deszczu
eksterminacja nieprzyjaciół - zabijanie wrogów 
Koniec

Aye!
Na potęgę posępnego czerepu, przejmuję tego bloga! Tak naprawdę to nie. Powinnam się przedstawić. Więc jestem Aya, a właściwie to Łucja. Monika chwilo cierpi na Łomemdżwi! Kapitan Ameryka był suuuuper! Bucky i Sam ♥! Nowy Spiderman taki osom, że łomemdżwi! Niedługo X-Men i MÓJ Quicksilver (♥ x pierdyliard)! Kurde, nie mam weny! To tak w skrócie. Więc, że ona jest chwilowo niedysponowana, to pozwoliła mi coś napisać ^^. Mam nadzieję, że nie jest tak źle jak w moich koszmarach. I pozwoliłam sobie wybrać Lennoxa ^^(sorki, Monika!).
No nic! Ja lepiej pójdę pomóc jakoś Monice z jej małym problemem.
Pozdrawiam


Aya


.
.
.
.
.
.
template by oreuis