środa, 27 kwietnia 2016

Rozdział 09


Rozdział zadedykowany Bells, która zauważyła coś co ja przeoczyłam. Dziękuję! Starałam się by było ciut więcej Piotreła ^^. 

09. Jaskinia 

Szli od kilku dni. Pogoda nie dopisywała, prawie cały czas lało. Przez niesprzyjające warunki musieli robić częste postoje. Pewnego dnia Liliana miała już dość i jechali, moknąc.
– Liliano, kocham cię ponad życie, ale ja ciebie chyba kiedyś zabiję – powiedział Edmund, odgarniając ciemne włosy z twarzy.
– Jestem za szybka – mruknęła, wtulając się w chłopaka.
– Ale nie umiesz jeździć konno.
– Ale za to umiem latać na gryfach!
– A masz jakiegoś? – zażartował, ale szybko zrozumiał, że był to błąd. Dziewczyna zamilkła, a jej uścisk się rozluźnił. – Przepraszam, nie powinienem.
– Nieważne... – westchnęła. Piotr popatrzył na zakłopotanego brata. Edmund co chwila otwierał usta by coś powiedzieć.
– Słuchajcie, myślę, że moglibyśmy się rozdzielić. Lennox mówił, że to gdzieś tu. Co wy na to? – powiedział Piotr, zatrzymując swojego konia. – Rozdzielimy się na trzy grupy, jedni pójdą w prawo, drudzy w lewo, a trzeci w przód. Wyposażyliśmy się w rogi, więc gdy kogoś znajdziemy, będziemy mogli się przywołać.
– Brzmi logicznie. Nie spodziewałam się tego po tobie – mruknęła Ava.
– Świetnie, w takim razie Edek idzie z Lilianą, ty z Avą, a mi zostaje Damien – oznajmiła Zuzanna.
– Ej! Mówisz to jakbym był najgorszym złem tego świata! – oburzył się Archenlandczyk.
– Świetnie Mamy grupy i o nikim nie zapomnieliśmy! – mruknęła Cyntia, posyłając im ironiczne spojrzenie.
– Idziesz z nami, nie zamierzam być sam na sam z Piotrem– zarządziła Avalon.
– Postanowione! Ruszamy! – oznajmił Piotr nieco zadowolony z faktu, że ktoś będzie powstrzymywał Avę przed zabiciem go, a z drugiej strony chciałby być z nią sam na sam, patrzeć w jej niebieskie tęczówki i rozmawiać o tym co między nimi jest. Popatrzył na Cyntię, która puściła mu oczko jakby wiedziała czego tak naprawdę chciał. Uśmiechnął się mimowolnie.
Wszyscy zeszli ze swoich koni, uznali, że tak będzie im wygodniej i ruszyli w drogę.

Piotr, Ava i Cyntia poszli w prawo. Szli bez słowa. Ava trzymała łuk w dłoni, Cyntia noże, a Piotr miecz. Nie był to ten, który dostał podczas pierwszej wizyty w Narnii i musiał przyznać, że jest mu trochę smutno z tego powodu. Cyntia szła przodem, obserwując wszystko uważnie. Może i niektóre cechy wyglądu i charakteru były podobne do tych jej siostry, ale na dało się ukryć, że Cyntia jest bardziej władcza i dużo mniej nerwowa. Nagle coś ją zainteresowało. Nie zwracając uwagi na swoich towarzyszy ruszyła przed siebie. Piotr i Ava popatrzyli na siebie, a potem ruszyli za nią.
– Jaskinia – szepnęła Cyntia.
– To chyba przydałoby się ją sprawdzić – powiedziała Ava i ruszyła, a za nią Piotr. Rudowłosa stała patrząc na jasnowłosych towarzysz, którzy zdążyli już wejść do jaskini.
– To chyba nie jest najlepszy... – popatrzyła w górę. Szare głazy stoczyły się na ziemię. Cyntia odbiegła od jaskini, a Piotr i Ava zagłębili się w nią. Wspaniały osłonił Archenlandkę. Po chwili nastała cisza. Kamienie zasłoniły wejście jaskini.
– Czyli tak będzie wyglądał mój koniec? – mruknęła Ava.
– Spokojnie, masz przecież róg... – powiedział Piotr, a potem popatrzył na pas dziewczyny. – Cholera! Musiał wypaść gdy się osłaniałem.
– Ej! Żyjecie tam?! – krzyknęła Cyntia.
– Tak! – odpowiedzieli oboje.
– Nie pozabijajcie się tam! Poszukam pomocy! – krzyknęła i pobiegła poszukać swojej Zuzanny i Damiena. Lilianie i Edmundowi wolała nie przeszkadzać.
Piotr i Ava zostali sami, owinięci ciemnością i krępującą ciszą.
– Może wyjęlibyśmy mniejsze kamienie i wprowadzili tu trochę światła, co ty na to? – spytał Piotr. Jego głos był powolny i delikatny, jakby ważył dokładnie każde słowo.
– Dobry pomysł – zgodziła się Ava. Wspaniały tego nie widział, ale dziewczyna uśmiechnęła się. – Tak w ogóle to cieszę się, że mogliśmy się znowu zobaczyć. Tęskno mi było. Tak, za tobą też tęskniłam.
– Mówisz tak, jakbyśmy mieli się już nigdy nie zobaczyć –mruknął i spojrzał na dziewczynę. Trochę światła przedostało się do jaskini, oświetlając jej twarz. Wyglądała delikatnie. Nie biła od niej ta wieczna niechęć do Piotra, co zdziwiło trochę chłopaka.
– Em... Mogę o coś spytać?
– Już spytałeś – powiedziała z uśmiechem. – Ale jeżeli masz jeszcze jakieś pytanie to możesz śmiało mi je zadać. Zmierzę się z nim.
– Dlaczego zawsze mnie obrażasz i poniżasz? – spytał. Dziewczyna zamarła w bezruchu. Oparła się o kamienną ścianę i zaczęła się intensywnie zastanawiać.


– Byłoby dziwnie gdybym po tylu latach udawania, że cię nienawidzę nagle przestała – oznajmiła, mówiąc powoli. Dobierała każde słowo z rozwagą. – Byłoby dziwne gdybym nagle zaczęła cię lubić.
– A lubisz?
– Może.
Między nimi zapanowała głucha cisza. Słychać było tylko kapanie deszczu. Zaczął znowu lać. Oboje patrzyli się na siebie, ale żadne z nich nie zabrało głosu. Czuć było napięcie między tą dwójką, ale żadne z nich nie próbowało rozluźnić nieco sytuacji. W końcu oboje oderwali od siebie wzrok.
– Piotrek? – zaczęła w końcu Avalon.
– Co? – spytał, przenosząc wzrok z kamiennej ściany na jasnowłosą. Archenlandka chwyciła go za kołnierz koszuli i przysunęła do siebie, a potem pocałowała.
– Tylko nie myśl, że przestałam myśleć, że jesteś głupi – powiedziała z uśmiechem i ponownie oparła się o kamienną ścianę. Piotr zrobił to samo, ale nie odezwał się ani słowem.

Nie wiedzieli ile już tam siedzą, ale gdy usłyszeli głos Edmunda i Zuzanny poczuli się szczęśliwi. W końcu przybyła pomoc. Ich wybawiciele od razu zaczęli zajmować się większymi kamieniami. Słychać było ich głosy. Piotrowi zdawało się, że Liliana konkuruje z Edmundem i Damienem o to kto weźmie więcej kamieni. Słychać było, że wygrywała. Avie zdawało się, że słyszy kogoś jeszcze.
Odsiecz szybko uporała się z kamieniami i jasnowłosi mogli szybko wydostać się na zewnątrz.
– Cyntia, gdzieś ty była? – spytała wyraźnie poirytowana Ava. Ściemniało już się, a do jaskini weszli gdy było jasno.
– Musiałam ich znaleźć i przy okazji nie wystraszyć Damiena. To trudne! –oznajmiła rudowłosa.
– Dzięki – prychnął Archenlandczyk.
– Mniejsza, to jest osoba, której szukamy. Wszystko mu już wyjaśniliśmy, ale jest mały problem... – odezwała się Zuzanna.
– Mały problem? – spytał Piotr.
– On... Tak jakby nie mówi po naszemu i do tego słabo pisze. Spróbuj to przeczytać! – podał mu kartkę. Jasnowłosy chwycił ją i zaczął czytać, a raczej próbował coś przeczytać. Obracał papier w każdą z możliwych stron, ale nic nie przynosiło efektu. Były to tylko znaczki nie do rozczytania.
– Ktoś z was jeszcze próbował na to zerknąć? – spytał jasnowłosy, wyciągając kartkę ku towarzyszom. Damien zerknął na znaki
– To przypomina te znaczki ze słowników tego całego profesora Kirke. Słowniki Chinijski, Jakoński i... em... Ruskijski!
– Chiński, Japoński i Rosyjski – poprawił do Edmund.
– Mniejsza o to! Grunt, że żadne z nas nie zna żadnego z tych języków.
– A może narysujesz nam o co chodzi? – spytał Edmund. Ich nowy towarzysz ochoczo kiwnął głową, a potem gestem nakazał by szli za nim.
Po niedługim czasie byli już w jego chacie. Było tam przytulnie i ciepło. Liliana niemal od razu opadła na bujany fotel i odetchnęła z ulgą. Deszcz co chwila przestawał i ponownie zaczynał lać. Na szczęście nie byli już na zewnątrz, a pod dachem. Cyntia, Damien i Edmund zasiedli przed kominkiem i wyciągnęli nieśmiało dłonie ku ogniu. Ava krzątała się po małej kuchni. Tam było małe palenisko nad którym dziewczyna grzała wodę. Zuzanna zaoferowała jej swoją pomoc, ale Archenlandka stanowczo odmówiła.
Najstarsi z rodzeństwa Pevensie usiedli przy stole i zadawali nowemu znajomemu mnóstwo pytań. Ważyli ostrożnie każde słowo. Starali się formułować pytania w taki sposób by można było odpowiedzieć na nie tak lub nie. Gdy elf zakończył swoją pracę wszystko stało się jasne. On znał ich mowę, jednak Zielona Czarownica obcięła mu język kilka lat temu. Chciał również by to oni przekazali ich potencjalnej armii wiadomość w czasie zgromadzenia, które zorganizowaliby następnego dnia rano. Wszyscy zgodzili się na ten plan. Nie marzyli by w tej chwili zbierać armię. Teraz marzyli tylko o tym by coś zjeść i pójść spać. i tak też zrobili.

Następnego dnia poszli do wioski. Jej mieszkańcy z zainteresowaniem wyszli z domów i wysłuchali przemawiających. Piotr, Zuzanna, Edmund i Ava poczuli się jak za dawny lat gdy władali swoimi krajami.. Niektórzy mieszkańcy wybuchli gromkimi brawami, a niektórzy nie byli aż tak optymistycznie nastawieni, ale Liliana szybko załatwiła tę sprawę gdy zaczęła bawić się swoim mieczem. Podrzucała nim, robiła ewolucje i łapała bez zranienia ani zabicia nikogo. Zebrali ogromną sumę chętnych.
– Ruszamy wieczorem! – krzyknął Edmund. Trzeba było przyznać, że w jego głosie była pasja i charyzma. Zachęcony tłum krzyknął i poszedł przygotować się na wyprawę.
– To będzie męcząca podróż – mruknęła Zuzanna. Wszyscy się z nią zgodzili i również poszli się przygotować.

Wieczorem ruszyli. 

Koniec


Hejka!
Wybaczcie, że rozdział dopiero teraz. Wena mnie opuściła jeśli chodzi o Narnię, za to mam pełno pomysłów na ff z anime, które zdarza mi się obejrzeć (Fairy Tail...) albo jakieś swoie opowiadanie, ale koniecznie z postaciami w stylu mangowym (ostatnio ciągle to rysuję). Zapewne napisze coś sobie by zapełnić wolne gigabajty na moim laptopie xD.
Jeszcze raz przepraszam za tak długie spóźnienie, na Siostrzeńcu rozdział pojawił się wcześniej, ponieważ miałam więcej napisane. Także ten...
Do zobaczenia w komentarzach!

Zjawa

niedziela, 10 kwietnia 2016

Rozdział 08



08. Skup się na zadaniu

Zapadła noc.  Na niebie świeciły miliardy gwiazd. Zamek zdawał się opustoszeć. Było cicho, jedyne szmery dobiegały z komnaty Lennoxa. Liliana siedziała po turecku na jego łóżku wraz z Edmundem i Cyntią. Wlepiła w gościa swoje zielone oczy. Była bardzo podejrzliwa. Niezbyt ufała gościowi, który chciał by przyszła tylko jej młodsza siostra. Postanowiła, że nie będzie odstępowała Cyntii na krok. 
– Możesz już powiedzieć czego chcesz? – warknęła Liliana. Nie siliła się na miły lub chociaż uprzejmy ton.
– Trochę milej, ruda. Właściwie to chciałem się spytać, czy nie macie żadnych pytań?
– Czy... Czy ja cię przypadkiem już kiedyś nie spotkałam? – spytała cicho Ines, wychylając się lekko zza Damiena. Lennox uśmiechnął się lekko.
– A już myślałem, że nigdy nie spytasz, siostrzyczko. Widziałaś mnie kilka razy, może trzy albo cztery. Pewnie już dawno wyrwałabyś się z tej wyspy gdyby nasza matka nie postanowiła zamknąć mnie w podziemiu i trochę pogrzebać ci we wspomnieniach. Przyrzekłem, że będę jej pomagał, uwierzyła mi, ale nie przypuszczała, że umiem kłamać i uważa, że nie jesteś dla niej żadnym zagrożeniem. I może rzeczywiście nie jesteś, do czasu. Zapewne zastanawiacie się o co chodzi. Mówi wam coś Zielona Czarownica?
– Ona nie żyje – powiedziała cicho Ines.
– Żyje i ma się dobrze, widzieliście ją już. Chce się zemścić, gdybym nie zgodził się jej pomagać pewnie nie wypuściłaby mnie z podziemia. Byłem tam dłużej niż Rilian i nie chcę tam wrócić. To co nasza matka tam wyprawiała było straszne. Może nie ma tyle mocy co Jadis, ale również jest potężna i na pewno okrutna.
– Chwila, chwili... Czy on właśnie powiedział, że to wasza matka? – spytał Edmund, przerzucając wzrok z Lennoxa na Ines. Dziewczyna spuściła głowę i ponownie schowała się za Damienem.
– Tak właściwie, dlaczego nam to mówisz i dlaczego mamy ci ufać? – wyrwała się Ava. Dziewczyna przybrała królewski wyraz twarzy. Wyglądała wtedy jak potężny władca zdolny do wszystkiego, nawet do zamordowania Lennoxa gołymi rękami. Ines była jej wdzięczna w duchu za to, że zmieniła temat.
– Szukam armii, a że jej siostra – wskazał Lilianę – mnie śledziła to uznałem, że nie ufa mi ani osobom, z którymi przybyłem więc uznałem, że jesteśmy po tej samej stronie.
– Ale jak widzisz, my nie jesteśmy armią – mruknęła Cyntia.
– Ale możecie ją utworzyć. Mnie i Ines zaczną podejrzewać, a was nie. Nie wiem jak udowodnić wam swoją lojalność. Wyruszylibyście jutro w nocy na północ. Tam jest pewien elf, któremu udało się uciec z podziemia Zielonej Czarownicy, on udowodni moją lojalność i może wam pomóc w zbieraniu armii. O ile mi wiadomo matka ma zamiar zacząć działać za sześć dni. Mi ludzie nie zaufają, ale wam – tak. W tym czasie ja dopilnowałbym by Ines nic się nie stało, wysyłałbym wam tez wiadomości o tym co dzieje się w zamku. To jak? Wchodzicie w to?
Popatrzyli na siebie, a potem na Lennoxa. Nie wyglądał jakby kłamał, ale kto go wie. Nikt nie był do niego pozytywnie nastawiony. Nikt prócz Edmunda.
– Wchodzimy w to.
– Zwariowałeś? – Liliana zmierzyła swojego ukochanego wzrokiem.
– Nie, ale jeżeli chcieliby się nas pozbyć musieliby wiedzieć o naszym przybyciu, a o tym nikt nigdy nie wie.
– Eh... Dobrze, ale robię to tylko ze względu na ciebie – prychnęła przez zęby. Reszta również się zgodziła i wszyscy rozeszli się do swoich komnat.

Dzień zleciał szybko. Nie wychodzili praktycznie z komnat. Odpoczywali przed podróżą, do której chyba tylko Edmund był pozytywnie nastawiony. Reszta była nieufna. Nie chciało się im wierzyć, że to nie jakaś okropna pułapka. Liliana oczywiście wierzyła Edmundowi, ale to jej jakoś nie pasowało. Najbardziej zestresowana była Ines, która miała zostać w zamku. Chyba wolałaby wyruszyć z nimi. Ale z drugiej strony cieszyła się, że może w ten sposób uniknąć nieprzyjemnych dla niej rozmów. Jej postanowienia by być obojętną nijak się sprawdziły. Poczuła, że są to jej przyjaciele. Do jednej osoby może coś jeszcze innego, może jakieś głębsze uczucie. Była sobą nieco rozczarowana.
Gdy zapadł zmrok pomogła się im spakować. Oczywiście najpierw powiedzieli Rilianowi, że chcieliby zwiedzić nową dla nich Narnię za panowania jego i Kaspiana X Żeglarza. Książę zaproponował, że da im nawet konie i mimo protestów Liliany przyjęli ten ciepły i miły gest. Przygotowali potrzebne rzeczy i mogli poświęcić ostatnią godzinę na odpoczynek przed podróżą.
Jakieś piętnaście minut przed wyruszeniem Damien chodził po zamku. Miał mętlik w głowie. Chciał wypytać o wszystko Ines.
„Czyli ten koleś to jej brat, są rodzeństwem, ich matką jest ta cała czarownica. Ale dlaczego on nas ostrzega? Dlaczego nie był na wyspie? Ile on ma właściwie lat? Też żyje wiecznie? A może ta czarownica urodziła to coś kiedy była już w Narnii?” – myślał, chodząc w kółko i drapiąc się po głowie. Nie wiedział co o tym wszystkim myśleć. Przysiadł na drewnianym taborecie i rozejrzał się po pomieszczeniu. Nawet nie zauważył, że zszedł do jakiejś piwnicy. Za nim spał jakiś pijany służący. Skąd wiedział, że był pijany? Po tym, że był otoczony trzema butelkami po czerwonym winie, a czwartą trzymał mocno zaciśniętą w dłoni. Miał przyjrzeć się reszcie pomieszczenia, ale jego wzrok przykuło coś ciekawszego, a właściwie to ktoś ciekawszy. Postać schowała się szybko za drzwi.
– Widzę cię, Ines – powiedział prawie szeptem, ale głos wydawał się głośniejszy w tym pomieszczeniu. Dziewczyna wychyliła się zza drzwi. – Co tu robisz?
– Ja nie... nic... – wyjąkała, pocierając swoje ramiona.
– Co jest za tymi drzwiami?
– Nic wartego uwagi.
– Mieszkasz tam? – spytał, wskazując na pomieszczenie za drzwiami.
– Nawet jeśli, to nie powinno być twym zmartwieniem – odparła. Damien uśmiechnął się cwaniacko i zaczął iść w stronę drzwi. Ines zatrzymała go ręką. – Nie.
– Zmuś mnie, masz pięć minut. I nie myśl, że będziemy tak bezczynnie stać do czasu gdy będę musiał wyruszyć w niebezpieczną podróż. Nie wyruszę póki nie dasz mi zobaczyć co jest w tamtym pokoju lub mnie jakoś nie odwiedziesz od tego pomysłu – powiedział nadal się uśmiechając. Zrobił krok w tył. Dziewczyna rozejrzała się uważnie. Westchnęła głęboko. Damien był przygotowany na jakąś długą i nudną mowę, ale nie na to co się faktycznie wydarzyło. Ines zbliżyła się do niego. Dzieliło ich kilka centymetrów. Z każdym jej wolnym ruchem coraz mnie. W końcu ze zdecydowaniem zrobiła to co chciała zrobić. Zbliżyła do niego swoje usta, a gdy on zrobił to samo walnęła go otwartą dłonią w twarz. Damien nie koniecznie tego się spodziewał. Złapał się za twarz. Przeszył go piekący ból. Popatrzył na dziewczynę ze zdziwieniem.
– Nie pozwalaj sobie na zbyt wiele – powiedziała, opanowując emocje. Raz był bardzo zamknięta w sobie, ale czasami potrafiła twarda. Popatrzyła na ślad swojej dłoni znajdujący się na jego policzku. Zwiesiła głowę, miała wyrzuty sumienia, że to zrobiła. Jedyna osoba, która była dla niej tak dobra, a ona ją bije. – Ja... ja... przepraszam, aniele. –wyjąkała. Uśmiechnął się delikatnie na te słowa. Dziewczyna odwzajemniła gest, po czym popatrzyła na zegar stojący za nimi.
– Uważaj na siebie – szepnęła, podchodząc do niego. Tym razem nie pobiła go, zrobiła coś znacznie przyjemniejszego. Pocałowała go. 


I mogliby tak stać nawet do końca świata, ale Liliana miała co do nich inne plany. Stanęła na schodach i patrzyła na nich, całujących się, dobrą minutę nim przemówiła.
– Musimy iść – wydusiła z siebie i natychmiast ruszyła po schodach na górę. Ines i Damien zarumienili się trochę.
– Przepraszam... – wyjąkała.
– Nic się nie stało – mruknął choć wolał powiedzieć coś w stylu : „Powinnaś bić mnie częściej. Częściej musiałabyś przepraszać w taki sposób”. Ale nie powiedział tego. Oboje ruszyli po schodach na górę.

Jechali na koniach. Liliana kurczowo trzymała się Edmunda. Nie ufała tym zwierzętom. Można by powiedzieć, że nawet ją przerażały. By nie zaprzątać sobie myślą o zleceniu z tego diabelskiego zwierzęcia postanowiła skupić się na towarzyszach. Cyntia z zadowoleniu hasała na swoim koniu, Ava dumnie siedziała na śnieżnobiałej klaczy, Piotr również, a Damien z zamyśleniem wpatrywał się w przestrzeń. Miał nieobecny wzrok i lekki uśmieszek na twarzy. Dziewczyna zmarszczyła brwi.
– Mógłbyś przybliżyć się do Damiena? Muszę z nim porozmawiać o czymś dość ważnym. – spytała, szepcząc Edmundowi do ucha.
– Jasne, nie ma sprawy – powiedział z zadowoleniem i po chwili znaleźli się tuż obok Archenlandczyka. – Gadaj. – Edmund obejrzał się za siebie, ale Liliany tam nie było. Popatrzył w bok. Ruda usadowiła się za Damienem, z którym trochę odjechali. Dziewczyna wolała by była to choć trochę bardziej prywatna rozmowa. Odgarnęła włosy Damiena sprzed twarzy.
– Witaj – mruknęła. – Skup się na zadaniu.
– O czym mówisz? Jestem skupiony – odpowiedział dziwnym tonem. Liliana nie mogła odgadnąć jego uczuć. Jakby był trochę rozmarzony, zły i  niepewny równocześnie.
– Wiesz o czym mówię, nie zakochuj się. Po pierwsze, nie znasz jej. Po drugie, ona jest nieśmiertelna. Nie możesz jej ot tak ufać i się w niej zakochiwać. Skup się – powiedziała ostro, dając znak Edmundowi by podjechał bliżej, a gdy tak zrobił zgrabnie przeskoczyła z jednego konia na drugiego, posyłając Damienowi mroźnie spojrzenie. Archenlandczyk zwiesił głowę.
„Skup się na zadaniu, Damien! Skup się!” – powtarzał w duchu.

Koniec

Ja to mam wyobraźnie, nie?
Wyszło dziwnie, ale zawsze jest dziwnie, więc nic się nie zmieniło.
Najprawdopodobniej następny rozdział powinien pojawić się dopiero po testach gimnazjalnych (do których nie chce mi się uczyć).
Tak w ogóle to zapraszam na tego drugiego blogaska, bo tam też coś jest.
W każdym razie to na tyle.
Życzę powodzenia wszystkim, którzy tak jak ja będą musieli zmierzyć się z egzaminem gimnazjalnym (matmo, nadchodzę!).
Pozdrawiam,

Zjawa

niedziela, 3 kwietnia 2016

Rozdział 07


07. Goście

Gdy goście smacznie chrapali w swoich komnatach, Rilian siedział na skórzany fotelu w biurze. Na dębowym biurku miał porozrzucane mnóstwo papierów. Naprzeciw niego siedziała Ines. Dziewczyna przetarła zmęczone oczy. Czekała aż książę przemówi, ale ten milczał. 
– Em... Po co mnie wzywałeś, panie? – spytała w końcu, próbując nie ziewnąć.
– Ah... Tak... Właściwie to po co przybyli Legendarni Władcy? – spytał gdy wybudził się z zamyślenia.
– Tego nie wiem. Władcy przybywali zawsze gdy była taka potrzeba. To zazwyczaj oznacza niebezpieczeństwo, które będą musieli zwalczyć. Zawsze gdy jest to potrzebne, pojawia się ktoś z ich świata. Oni uważają to za przypadek, ale przypadkiem to nie jest. Nic nie dzieje się przypadkiem... Cóż, ale teraz zamiast zamartwiać się tym, musisz się przygotować do balu, panie. Został tylko tydzień. Przyjadą szlachcianki, księżniczki, królowie i królowe... Skoro rodzeństwo przybyło do Narnii, trzeba się przygotować i wybrać odpowiedniego sojusznika. A tymczasem, czy mogłabym wrócić już do swojej komnaty?
Rilian kiwną głową i machnął ręką na znak by szła, a on został sam w głębokim zamyśleniu.

Nikomu nie chciało się wstawać, a w szczególności dlatego, że życie w zamku budziło się wraz ze wschodem słońca. Rilian siedział na tronie, wpatrując się w przestrzeń. Głowę podtrzymywał ręką. Gdy zauważył Ines, przywołał ją do siebie, a potem nakazał przyprowadzić do siebie Piotra. Jasnowłosa kiwnęła głową i szybkim krokiem zmierzała ku krętym, drewnianym schodom. Zgrabnie szła po stopniach, stukając cicho obcasami. Przeszła przez cichy korytarz i lekko zapukała do drzwi komnaty Piotra. Gdy usłyszała pozwolenie na wejście, pchnęła drzwi, a potem zamknęła je za sobą. Uśmiechnęła się delikatnie w stronę blondyna, który siedział na łóżku w swoim swetrze, który miał w Anglii.
– Książę Rilian chciałby się z tobą widzieć, panie – oznajmiła. Piotr uniósł głowę w jej stronę. Kiwnął głową z uśmiechem.
– Jasne, zaraz do niego zejdę – powiedział, a gdy dziewczyna miała już wychodzić powstrzymał ją, chwytając za jej dłoń. – Wiesz, że nie musisz zwracać się do mnie panie, prawda? Jestem Piotr i tak masz się do mnie zwracać.
– Ja sobie życzysz, Piotrze. Ale proszę, pospiesz się. –wyrwała swoją dłoń i szybko wyszła z komnaty. A właściwie z niej wyskoczyła


Czym prędzej popędziła do Riliana. A gdy zeszła do sali tronowej zauważyła, że nie jest on sam, oczywiście nie wliczając w to strażników. Przed księciem stali mężczyzna, kobieta i chłopak wraz ze swoim dworem. Byli dla Ines bardzo znajomi, ale równocześnie nie mogła sobie przypomnieć kim są.  Odwróciła się, chcąc uciec niezauważalnie.
– Nie mówiłaś, że Baron Dara przybywa wraz ze swą żoną, synem i dworem, Ines. – Rilian zauważył dziewczynę, która odwróciła się ku nim.
– Nie wiedziałam, panie. To niezapowiedziana wizyta, a teraz przepraszam, mam mnóstwo  obowiązków – powiedziała i czym prędzej weszła do korytarza, na którego końcu znajdowały się drzwi do pałacowego ogrodu. Szła tak szybko, że nie zauważyła przed sobą Avy.
– Uważaj jak chodzisz – warknęła Archenlandka i obrzuciła ją chłodnym spojrzeniem. Dziewczyna była zła na Piotra, który wczoraj wpatrywał się w Ines jak w obrazek. Nie bardzo chciała dać to po sobie poznać, ale Damienowi, który właśnie zszedł po schodach, to zauważył. Przeszedł obok przyjaciółki i skierował się w stronę Ines. Wyjaśnianie Avie czegokolwiek nie miało sensu, szczególnie kiedy była zła. Mogłaby go zabić wazonem stojącym przy oknie. Wolał tę sytuację wyjaśnić z łagodniejszą od Archenlandki – Ines.
Otworzył drzwi do ogrodu. Od razu uderzył go zapach świeżej bryzy pomieszanej z zapachem kwiatów. Blondynka siedziała na ławce pod drzewem, opierając się o jego pień. Damien wziął głęboki oddech i powolnym krokiem podszedł do dziewczyny i usiadł obok. Popatrzyła na niego, wyglądała na zmartwioną.
– Wiesz, chciałem przeprosić za Avę. Ona... Ona jest zazdrosna o Piotra – tłumaczył.
– Dlaczego? Przecież między mną i Piotrem nie ma nawet przyjacielskich relacji.
– Bo chodzi o to, że on wczoraj się trochę w ciebie wpatrywał. No wiesz, nie dziwię się. Jesteś piękna – powiedział i po chwili ugryzł się w język. – To znaczy, no nie żebym ja coś... Ten... No...
Ines uśmiechnęła się i popatrzyła na niego. Uważała, że wygląda uroczo, gdy jest zakłopotany, ale nigdy by mu się do tego nie przyznała. Nie powiedziałaby o tym nikomu. Nie zamierzała szukać w Narnii miłości ani przyjaciół, których może stracić i już nigdy nie odzyskać. Wolała zostać co do nich neutralna dlatego poklepała go po ramieniu.
– Dobrze, aniele. Wiem o co chodzi – powiedziała z uśmiechem.
– Nie mów tak na mnie. Nie jestem żadnym aniołem, jestem po prostu Damien. Nikt ważny.
– Rozumiem, już więcej tak na ciebie nie powiem – oznajmiła, kierując wzrok na ziemię. – Chciałabym być teraz sama. Czy mógłbyś...
– Oczywiście – odparł, przerywając jej. Wstał i wrócił do zamku. W jej głosie słychać było niepokój. Wiedział, że coś się stało, ale czuł, że Ines nie do końca im ufa, że nie do końca jemu ufa. Uważał, że trzeba temu zaradzić. Odczuwał, że to może być ważne. W lepszym myśleniu zawsze pomagało mu strzelanie z łuku, ale nie wiedział gdzie są łuki, strzały i kołczan. Ba! Nie wiedział nawet czy mu to dadzą! Uznał, że watro spróbować i wybrał się na poszukiwanie łuku i strzał.

Tymczasem Cyntia zajmowała się obserwacją gości, których Rilian oprowadzał po Ker – Paravelu. Nikomu się oni nie podobali, ale tylko ona nie była zajęta całowaniem się z Edmundem, wściekaniem się na Piotra, siedzeniem w ogrodzie, szukaniem łuku i próbowaniem zrozumienia Avy. Szła za zwiedzającymi w odpowiedniej odległości. Gdy weszli do biblioteki ukryła się regałem z książkami. Nagle zauważyła czyjś ironiczny wzrok przed sobą. Dwóch książek, które powinny znajdować się na półce nie ma. To by wyjaśniało oczy.
– Nie umiesz ty śledzić ludzi. – zza regału wyłonił się syn Barona Dara. Około osiemnastoletni chłopak oparł się o ciemny regał. – Lennox – powiedział, wyciągając do niej dłoń.
– Cyntia – mruknęła, krzyżując ręce na piersi.
– Dobra, rozumiem. Próbuję być miły, a to, że musiałem tu przyjechać nie jest moją winą. Mi się tu też nie podoba, wiesz?
– Po co tu przyjechaliście? – spytała ostrym tonem.
– Ty mnie chyba nie lubisz. A przyjechaliśmy na ten cały bal i omówić sprawy polityczne. Mój ojciec ma swoje małe, ale dobrze wyszkolone wojsko, więc może zasilić Narnijską armię, o ile Rilian weźmie moją siostrę za żonę. Mam nadzieję, że tego nie zrobi.
– Nie chcesz aby Rilian włączył wasze wojsko do swojego?
– Nie, nie chcę by się biedak męczył z tą świruską.  W każdym razie, nie masz się o co martwić, nie zamierzamy was zaatakować, to znaczy ja nie zamierzam.
– O czym ty gadasz?
– To dość niebezpieczne rozmawiać o tym tutaj. O północy w mojej komnacie – powiedział i wyminął rudowłosą z zamiarem pójścia do swoich rodziców, ale Cyntia chwyciła go za ramię. Trzeba przyznać, że chwyt miała silny.
– Przyjdę z przyjaciółmi.
– Jak uważasz – mruknął i gdy Cyntia puściła jego ramię odszedł. Rudowłosa jeszcze chwilę stała, ale zaraz potem pobiegła poszukać przyjaciół i powiedzieć im o dziwnej rozmowie.

Dźwięk świszczących strzał był uspokajający. A przynajmniej dla Archenlandczyka. Strzały wbijały się w środki tarcz do ćwiczeń. Strażnicy uważnie go obserwowali. Zrobił na nich wrażenie gdy za pierwszym razem strzała wbiła się w środek tarczy, a jeszcze większe wrażenie wywarło na nich to, że zrobił to samo przy reszcie tarcz.
– Niech panienka uważa, bo strzałą dostanie! – krzyknął jeden ze strażników. Damien odwrócił się. W jego stronę szła Ines. Odłożył łuk i strzały na ziemię.
– Przepraszam, że przeszkadzam ci w treningu. Nie wiedziałam, że strzelasz z łuku, ale to teraz nie istotne. Widziałam cię z balkonu. Wyglądasz na zmartwionego i chciała się spytać czy czymś cię uraziłam. Więc, uraziłam cie czymś, Damien? – spytała swoim melodyjnym głosem.
– Nie, po prostu martwię się. Martwię się o ciebie, a właściwie o to, że nam nie ufasz.
– Ależ ufam ci! Oczywiście, twoim przyjaciołom również.
– To powiesz mi co ciebie martwi? Bo chyba nie Ava i jej dziwne zachowanie.
– Nie, nie ona. – uśmiechnęła się. – Chodzi o to, że ja skądś znam ty arystokratów, ale nie wiem skąd. Nie mogę sobie ich przypomnieć, to mnie martwi. Czuję, że zbliża się coś złego.
– Ej, nie martw się. Ćwiczę żeby cię obronić, a do tego jestem twoim aniołem, nie?
Ines zarumieniła się lekko. Czuła się dziwnie i nie wiedziała dlaczego. Nie znała tego uczucia, ale było ono miłe. Takie... ciepłe.
– Trzymaj, nauczę cię strzelać z łuku – powiedział i podał jej łuk oraz strzały. Ines uśmiechnęła się jeszcze szerzej i ochoczo kiwnęła głową. Damien stanął za nią i kierował jej rękami. Nie zwracali uwagi na otaczających ich strażników, którzy szeptali coś między sobą. Dla obojgu mogłoby to trwać w nieskończoność, ale od czego jest Liliana. Rudowłosa wleciała na plac z impetem. Chwyciła obojgu za ramiona, rozdzielając ich przy tym. Najpierw popatrzyła na Damiena unosząc brew, a potem przeszła do rzeczy. Opowiedziała obojgu skróconą wersję tego co powiedziała jej Cyntia. Oznajmiła, że wszyscy mają spotkać się przed komnatą Piotra pięć minut przed północą i stamtąd wyruszą w odwiedziny do Lennoxa. Oboje nie mogli sprzeczać się z władczym tonem Liliany. Zadowolona z siebie rudowłosa ponownie zostawiła ich samych, ale oni nie mieli już ochoty strzelać z łuku. Stracili chęci, a i nastrój gdzieś prysł. Ines postanowiła wybrać się do biblioteki, a Damien odpocząć w swojej komnacie. Znając życie, niedługo zaczną się kłopoty i długo nie pośpi sobie w wygodnym łóżku. 

Koniec

Hejka!
Dziś krótko.
Nigdy już nie obejrzę 13 odcinka 3 sezony Agentów T.A.R.C.Z.Y. Ja wiem, że Bobbi i Hunter będą mieli własny serial, ale co potem mi odbiorą? Może Fitz'a! Nie, ja się nie zgadzam.
Lennox (tak, wiem, że to głupie imię, ale w Narnii mieli dużo dziwnych imion np. Jadis, Kaspian, Rilian, Pola), aktor, pilnie potrzebny! Jeżeli mi ktoś kogoś napisze to będę szczęśliwa c:
To na tyle!
Do zobaczenia!

Zjawa


.
.
.
.
.
.
template by oreuis