niedziela, 27 marca 2016

Rozdział 06



06. Ponad siedemdziesiąt lat

Minął miesiąc odkąd przybyli do Anglii. Ava dziwiła się, że ani Digory, ani Astrid nie wystawili ich za drzwi. Ona sama miała już dość swoich przyjaciół, a co dopiero gospodarze domu musieli sobie o nich myśleć. 
Pierwszy raz odwiedzili Londyn gdy do gospodarzy przyjechał ich dwudziestoletni wnuk. Po długich namowach zgodził się zawieść gości swoich dziadków do miasta i odstawić przed domem rodziny Pevensie. Miał odjechać od razu po tym jak wysiądą, ale zagadnęła go Zuzanna. Cyntia mruczała coś pod nosem, że się mu podoba, ale Pevensie nie zwracała na to uwagi.

Zazwyczaj to trójka rodzeństwa przyjeżdżała odwiedzać przyjaciół, ale dziś Narnijczycy zadecydowali, że to oni pojadą do rodzeństwa i tak też zrobili. Przybyli do miasta wieczorem. Niebo okryło się pomarańczową barwą. Powietrze było ciepłe, wiatr nie wiał.
Rozłożyli koc na trawie w ogródku za domem Pevensiech. Rozsiedli się na nim, popijając świeżą lemoniadę.
Ava usiadła jak najdalej od Piotra, ale nie przeszkadzało jej to w ciągłym mówieniu mu jakim to jest kretynem. Liliana położyła głowę na ramieniu Edmunda. Zuzanna opowiadała o tym co stało się od tego czasu gdy ostatnio wrócili z Narnii. Powiedziała, że minęły trzy lata, a poza tym nie było większych zmian. Nie obyło się bez komentarza Avy o tym, że Piotr jest zbyt wielkim idiotą by cokolwiek zmienić. Damien, nie do końca przypadkiem, walnął ją wtedy w ramię.
Po opowieści Zuzanny nastała błoga cisza przerywana krzykiem dobiegającym z domu. Łucja kłóciła się z matką o pozwolenie na pójście do znajomych na przyjęcie. Damien zaczął mamrota pod nosem żeby tylko dziewczyna do nich nie dołączyła. Nie miał ochoty z nią rozmawiać i najwyraźniej ona również. Cieszyło go to, ale czuł pewien niepokój i był pewien, że to przez nią. Postanowił się trochę zrelaksować. Położył się na kocu i oglądał chmury, wsłuchując się w ciszę, która w końcu nastała. Najwidoczniej Łucja przestała kłócić się z matką. Nagle zwrócił uwagę na Lilianę, która pochyliła się w przód.
– Co jest? – spytał dziewczynę.
– Trawa się porusza, a nie ma wiatru – powiedziała, nie odrywając wzroku. Zdawało mu się nawet, że nie mruga. – Co to oznacza? – przeniosła wzrok na Edmunda.
– To, że zaraz możemy znaleźć się w Narnii.
Trawa zaczęła przebijać się przez koc. Nieustannie rosła i pięła się w górę. Damien próbował wstać, ale zielone pnącza owinęły się mu wokół nóg. Cyntia rozpaczliwie próbowała wyrwać swój długi, gruby, rudy warkocz. Ava i Piotr upadli gdy próbowali uciec. Trawa uwinęła się wokół ich stóp. Zuzanna uporczywie chciała wyciągnąć dłonie z zielonych pnączy. Jedyni Liliana i Edmund siedzieli bez strachu. Wkrótce trawa owinęła się wokół ciał ich wszystkich.

Światło księżyca i gwiazd przedostawało się przez gałęzie drzew. Niedaleko dało się usłyszeć muzykę i okrzyki radości. Małe miasteczko wybudowane niedaleko Ker – Paravelu było rozświetlone pochodniami.
Rodzeństwo i ich przyjaciele usłyszeli radosne krzyki. Powoli podnieśli się z ziemi, zrzucając z siebie trawę. Nie były to już wielkie pnącza, ale zwykła, nie groźna trawa. Podeszli do granicy lasu i miasta. Wyjrzeli zza drzew. Mieszkańcy oglądali walkę toczącą się na podeście. Młody, dwudziestoletni mężczyzna walczył z dużo starszym i bardziej muskularnym od siebie, a mimo to wygrywał. Liliana prychnęła i wywróciła oczami.
– Ja to bym powaliła go kilkoma ciosami, a ten starzec męczy się z nim pewnie z pięć minut – mruknęła rudowłosa, związując włosy w kucyk. – Załatwię go, nawet w tej sukience.
– Lily, zastanów się co robisz – poradził Edmund, ale nim zdążył dokończyć dziewczyna przebijała się przez tłum ciekawskich. Reszta poszła za nią.
– Kto następny ma tyle odwagi by zmierzyć się z księciem Rilianem? – tęgi, brodaty mężczyzna wydzierał się przed tłumem.
– Ja, tylko dajcie mi miecz. – Liliana przepchnęła się na przód.
– Od ponad siedemdziesięciu lat nie spotkaliśmy się z walczącą kobietą, na pewno tego chcesz, pani? – spytał książę przykucając na scenie. Uśmiechnął się do niej szelmowsko i poprawił blond włosy lewą ręką, w prawej trzymał srebrny miecz Piotra Wspaniałego. Dziewczyna zmarszczyła czoło. Od ponad siedemdziesięciu lat... Nie mogła uwierzyć. Szybko otrząsnęła się ze zdziwienia i chwyciła za miecz oparty o scenę.
– Nie zamierzam się wycofać – powiedziała i wskoczyła na scenę. Zrzuciła buty ze stóp i przyjęła pozycję idealną do walki. Rilian również się ustawił, a gdy brodaty mężczyzna dał znak rozpoczęła się walka.
Jasnowłosy zaczął pierwszy. Natarł na Lilianę z lewej. Dziewczyna zablokowała cios i okrążyła swoją bronią broń przeciwnika co spowodowało, że jego chwyt był luźniejszy. Z łatwością uniosła miecze w górę. Rilian nie chciał puścić broni, ale Liliana miała idealny plan. Waliła raz w dół, a raz w górę i okrążała swoją bronią broń przeciwnika. Gdy wyczuła odpowiedni moment, zamachnęła się mocniej. Miecz wyleciał za scenę i wbił się w ziemię tu przed Piotrem. Rudowłosa jednym kopnięciem powaliła zdziwionego księcia na ziemię i postawiła nogę na jego torsie. Rilian nie bardzo wiedział co się dzieje. Patrzył na nią z zakłopotaniem.
– Em... Przedstawienie skończone! – ryknął brodaty mężczyzna i wyrwał Lilianie miecz z ręki.
Rilian w końcu podniósł się z drewnianej sceny. Najpierw przygryzł lekko dolną wargę i odwrócił wzrok od dziewczyny.


Otrzepał się i ponownie popatrzył na rudowłosą. Otworzył usta, ale żaden dźwięk się z nich nie wydobył. Patrzył z osłupieniem na Lilianę, która miała dumę wymalowaną na twarzy.
– J... Jak ci na imię? Gdzie się tego nauczyłaś? – wydusił z siebie po długim milczeniu.
– Liliana – mruknęła, zeskakując ze sceny. – Sama się tego nauczyłam.
Sama – prychnęli cicho Damien i Cyntia, z którymi Liliana, na początku swojej przygody z mieczem, często trenowała walkę. Książę odwrócił wzrok od rudowłosej i popatrzył na Cyntię. Prawy kącik ust jakby się uniósł. Następnie przejechał wzrokiem resztę towarzyszy Liliany. Zmarszczył brwi.
– Czy ja was gdzieś nie widziałem? – spytał patrząc na Piotra, trzymającego miecz, który wbił się u jego stóp. – Elijah, zabierzmy naszych gości do zamku. Może czarodziejka coś wie. – brodacz kiwną głową, a Rilian z uśmiechem powrócił do zgromadzonych. – Chodźcie na gościnę!

Ker – Paravel. Oglądali go z uwagą. Nie znaleźli w nim wiele zmian. Jak zwykle panowały czerwień i złoto.  Za czterema tronami widniał obraz z Aslanem, za którym wymalowane były najważniejsze (radosne) momenty. Na początku widniało stworzenie krainy i pierwsi władcy, potem chłopak z huncwockim uśmieszkiem, u którego stóp była najprawdopodobniej czarownica i to nie byle jaka, bo Biała Czarownica – Jadis, a potem byli oni, rodzeństwo Pevensie. Piotr zatrzymał wzrok na tej części obrazu. Uśmiechnął się, wspominając Złoty Wiek. Szybko wyrwał się z transu. Skupił wzrok na czymś, a właściwie na kimś, innym. Na pięknej blondynce w jasnej, długiej sukni, odkrywającej jej ramiona z księgą pod pachą.
– Wzywałeś więc jestem, panie – powiedziała i dygnęła z gracją.
– Dziękuję, że przybyłaś tak szybko, Ines. Czy znasz ich może? – spytał książę, wskazując dłonią na gości. Dziewczyna uśmiechnęła się do nich. Piotr nie mógł oderwać wzroku od jej uśmiechu aż w końcu obróciła się do obrazu.
– Rilianie, synu Kaspiana X Żeglarza i Córki Ramandu, przedstawiam ci legendarnych władców Narnii, a właściwie trójkę z nich – Piotra Wspaniałego, Zuzannę Łagodną i Edmunda Sprawiedliwego – oznajmiła z dumą, a potem usiadła na podłodze rozkładając księgę, którą trzymała. Wyjęła z niej kilka obrazków i podała Rilianowi. Ponownie wstała i zaczęła mówić dalej. – A teraz przejdę do ich towarzyszy. To Avalon Wielka, dawna królowa Archenlandii, ale jej rządy ustanowiły sąsiednią krainę potęgą, której jak dotąd nie udało się nikomu pokonać. Damien to archenlandzki rycerz, pomagał walczyć z Kalormenem za rządów twego ojca. Liliana i Cyntia to siostry, które również walczyły o Narnię. Nie dziwię się, że nie dał jej książę rady. Nie bez powodu nazywają ją Lilianą Waleczną lub Nieustraszoną. Do tej pory głową się jaki przydomek jej pasuje. Jeszcze jakieś pytania?
– Tak, ja mam jedno albo dwa – wyrwał się Edmund. – Czy tam na tej trzeciej części obrazu leży Jadis? I kto ją pokonał?
– Tak, masz rację. To Jadis. Digory niestety nie pokonał jej, a jedynie opóźnił jej panowanie no i jest uznawany za tego, który najbardziej irytował Białą Czarownicę.
– Kirke?
– Owszem. Miał bardzo cięty język, umiał walczyć i był bardzo przystojnym młodym mężczyzną. Nie dziwię się, że panienka Astrid się w nim zakochała.
Rodzeństwo popatrzyło na siebie ze zdziwieniem. No może prócz Piotra, który, podobnie jak Damien, zajęci byli obserwowaniem Ines, która mówiła coś szeptem do księcia Riliana.
– Cóż, to musiał być dla was bardzo wyczerpujący dzień... Służba! Zaprowadzić gości do ich komnat i dać im nowe odzienie. Przygotujcie więcej talerzy na kolację! 


Koniec

Byli ludzie w maskach, były krwiożercze, rude wiewióry, a teraz mamy trawę (to brzmi trochę dwuznacznie).
No to przyznawać się! Kto spodziewał się Riliana? Zaraz (albo jutro) dodam go do Bohaterów. Ha! Pisałam, że nie zrobię aż takiego babińca.
Ach... Chyba będę miała przechlapane od osób lubiących Aviotra. Cóż, może postanowiłam trochę namieszać w parach i na końcu okaże się, że Lilcia będzie z Damienem, Cyntia z Piotrełem, Zuza z Rilianem (synem swojego byłego), a Edek coś ten teges z Ines, a Ava będzie forever alone? Jeszcze się przekonacie.
Do zobaczenie!

Zjawa


wtorek, 22 marca 2016

Rozdział 05


05. Witamy w Anglii

 Liliana wygramoliła się jako pierwsza. Rozejrzała się uważnie po okolicy. Nie była to Narnia, ale świat rodzeństwa nie przypominał jej wyobrażeń. Dostrzegła mały dom otoczony drzewami. Nie był od nich zbytnio oddalony. Przed domem, na ławce siedziała kobieta, czytając książkę. Miała ciemne włosy, a gdzieniegdzie siwe pasemka. Kobieta uniosła wzrok znad książki i zdawała się patrzeć Lilianie prosto w oczy. Rudowłosa popatrzyła za siebie. Wymieniła spojrzenia z Damienem i gdy zwróciła swój wzrok w stronę kobiety, tej już nie było. Zmarszczyła brwi.
– Chodźmy tam – powiedziała Lily.
– Oszalałaś? – spytali równocześnie Ava i Damien.
– Już dawno – mruknęła Cyntia i zaczęła iść przodem. Liliana ruszyła za siostrą i Archenlandczycy nie mieli już wyjście. Musieli pójść z nimi.
Podeszli bliżej domu, z którego po chwili wyszła kobieta. Właściwie to wystrzeliła jak strzała, ciągnąć za sobą siwiejącego mężczyznę w okrągłych okularach i z ołówkiem w zębach. Kobieta zatrzymała się przed przybyszami, a następnie popatrzyła na mężczyznę i wskazała nich ręką.
– No dobra, nie zwariowałaś – przyznał mężczyzna, wyjmując ołówek z ust i wkładając do go do kieszeni marynarki.
– Widziałeś tyle rzeczy, a nie uwierzyłaś mi w nastolatków z mieczami – prychnęła kobieta.
Liliana obrzuciła swoich towarzyszy spojrzeniem wyrażającym zaniepokojenie. Sama nie wiedziała czemu je odczuwała. Nie chcieli ich zabić, prawda?
– Wejdźcie. – kobieta uśmiechnęła się i zaprosiła ich do środka. – Ja idę znaleźć wam jakieś ubrania. A ty, – zwróciła się do mężczyzny – panie wszystko wiedzący profesorze Kirke, porozmawiaj z nimi – nakazała i oddaliła się w głąb domu. Mężczyzna odprowadził ją wzrokiem, mierzwiąc swoje włosy. Przeklną coś pod nosem i zwrócił się w ich stronę. Wskazał ręką na kuchnię. Cyntia pewnie weszła do pomieszczenia, a za nią cała reszta. Dziewczyna usadowiła się na drewnianym krześle przy stole, gdy tymczasem jej towarzysze stali za nią nieruchomo. Mężczyzna popatrzył na stojących i zmarszczył brwi.
– Siadajcie – mruknął, biorąc kubek z herbatą. – Jeżeli zastanawiacie się czy aż tak bardzo widać, że nie jesteście stąd, to tak, widać to. Na przyszłość radzę nie brać ze sobą broni. W Anglii się raczej tego ustrojstwa nie nosi. Jak chce się z kimś pobić to używasz do tego pięści, a nie miecza.
– Jesteśmy w Anglii? To oznacza, że się udało! Nawiasem mówiąc, to Anglia jest dość głupią nazwą – powiedziała Liliana półgłosem, tak by usłyszeli ją tylko Damien, Ava i Cyntia.
– Podobnie jak Narnia i Archenlandia czy Kalormen, ale ja nie oceniam – mruknął Kirke. Popatrzyli na mężczyzną, przechylając głowy ze zdumienia. Ich oczy przeniosły się na Lilianę, licząc, że dziewczyna uratuje sytuację od ciszy, jednak ta znieruchomiała i raczej na pewno nie miała zamiaru się odzywać.
– Co tak stoisz? Zrobiłbyś im chociaż herbaty! – Zza ich pleców rozległ się głos pani domu.
– Naprawdę nie wiem jak wytrzymujesz z trzema babami – mruknął w stronę Damiena. – A teraz siadajcie, musimy sobie wszystko wyjaśnić.
                                                                                                                           
Gdy w domu profesora przybysze z Narnii zapoznawali się z nowym otoczeniem Zuzanna kończył zmywać podłogę na korytarzu w domu rodziny Pevensie. Była już zmęczona. Rodzice pracowali do późna, bracia gdzie się zaszyli unikając przy tym sprzątania, a Łucja wyszła gdzieś ze swoimi znajomymi dobre dwie godziny temu.
W domu panowała perfekcyjna cisza, którą przerywały ciche przekleństwa Zuzanny. Nagle dziewczyna spostrzegła buty swojej siostry. Uniosła głowę. Łucja stała niewzruszona w brudnych butach na świeżo umytej podłodze.
– Przed chwilą umyłam podłogę – warknęła starsza Pevensie.
– Oj tam, oj tam. Umyjesz raz jeszcze – odpowiedziała radośnie Łucja, zdejmując buty.
– Nie – odparła Zuzanna. Wstała i rzuciła mokrą szmatą od podłogi w siostrę. – Ty umyjesz.
Zuzanna odwróciła się i poszła do kuchni zrobić sobie herbatę. Młodsza Pevensie wystawiła język do odchodzącej siostry i niechętnie zabrała się za sprzątanie.
– O proszę! Kogo ja tu widzę! Zuziu, czyżbyś zagoniła Łusię do sprzątania? – do domu wpadł wesoły jak nigdy Piotr. Wymigał się od sprzątania, więc był to dla niego wystarczający powód do szczęścia.
Wszedł do kuchni i opadł na drewniane krzesło stojące przy stole i wyjrzał przez okno. Zuzanna zmarszczyła brwi, podchodząc do niego. Chciała zobaczyć co tak bardzo zainteresowało starszego brata. Gdy się przekonała, Piotr otrzymał kuksańca.
– A to za co?! – spytał.
– Za to, że nie pomogłeś mi sprzątać i za to – mruknęła i wskazała na obraz za oknem. Edmund z krzywym uśmiechem rozmawiał z sąsiadką rodziny Pevensie. Chłopak nie wyglądał na zachwyconego rozmową z drobną brunetką. gdy tylko dziewczyna odwracała od niego wzrok, ten posyłał mordercze spojrzenie na uśmiechniętego Piotra. Zuzanna trzepnęła starszego brata w głowę i odeszła od okna.
Po pięciu minutach ktoś wszedł do domu, zatrzaskując drzwi z wielkim hukiem.
– Masz trzy sekundy na ucieczkę, Piotr!  – z korytarza dotarł krzyk zirytowanego Edmunda.
– Jeżeli poplamicie coś krwią, to ja tego nie sprzątam – powiedziała Zuzanna, idąc do salonu.
– Ja też nie – oznajmiła Łucja, myjąc dokładnie szmatę od podłogi.
– Spokojnie, ja dziś idę do profesora, więc żadnej bijatyki nie będzie – powiedział Piotr, wstając z krzesła. Pokierował się wprost do pokoju swojego i Edmunda. Po chwili wyszedł z niego z teczką pełną książek. – A wy gdzie wybywacie?
– Czemu mielibyśmy dziś gdzieś wychodzić? – zdziwił się Edmund. Zuzanna wychyliła się z salonu i również nie kryła zdziwienia.
– Rocznica rodziców. Nie mówcie, że panna idealna zapomniała! – wtrąciła Łucja, zakładając swoje ulubione, kremowe balerinki. – Dobrze, ja wychodzę na noc do Rose. Do jutra!
Łucja wyszła zatrzaskując za sobą drzwi. Pozostałe rodzeństwo popatrzyło na siebie. Zuzanna i Edmund wlepiali w Piotra proszące spojrzenia. Blondyn podrapał się po głowie i westchnął.
– Myślę, że się profesor nie obrazi – powiedział z uśmiechem i machnął ręką na znak by ruszyli się z miejsc.

W domu rozległo się stukanie do drzwi. Liliana wychyliła głowę na korytarz. Pani Astrid wyszła z kuchni i uchyliła drzwi wejściowe. Liliana słabo widziała gdyż było już dość ciemno, ale mogła przysiąc, że widzi Piotra. Schowała natychmiast głowę. Po chwili mogła przysiąc, że słyszy jego głos.
– Dobry wieczór. Profesor nic nie wspominał, że przyjadę?
– Nie, Digory nic mi nie wspominał. Wejdź, Piotr.
– Tak właściwie to ja jestem z rodzeństwem... – słychać było zakłopotanie w jego głosie.
– No już wejdźcie, może was jakoś pomieścimy. Już w sumie mamy czwórkę gości – powiedziała, a w jej głosie czuć było ciepło, jakby w ogóle nie była zła.
– Czwórkę? – Edmund. Liliana wszędzie rozpoznałaby ten głos. Uśmiechnęła się mimowolnie. Uniosła głowę. Damien przyglądał się jej znad książki. 


Nie była zachwycony możliwością pobytu w Anglii i tym, że Cyntia związała mu włosy w kucyk. Nie byłoby w tym nic strasznego, gdyby nie to, że zrobiła to sznurkiem, który potem związała na supeł.
Cyntia siedziała spokojnie, czekając aż Ava skończy pleść jej warkocz. Obie popatrzyły na wyraźnie podekscytowaną Lilianę. Dziewczyna zaczęła poprawiać rude kosmyki i zieloną sukienkę w kratę.
– Zaraz przyjdziemy, a tymczasem wy przywitajcie się z naszymi gośćmi. Za dużo mi nie zdradzili. Wiem tylko, że są z Narnii. Tam są, w tamtym pokoju – oznajmił Kirke.
Kroki z korytarza robiły się coraz głośniejsze. Liliana migiem wstała z podłogi i zasiadła na skórzanym fotelu. Damien odłożył książkę i zaczął mamrotać pod nosem coś co brzmiało jak Błagam, niech nie będzie Łucji. Zamknął oczy, a gdy je otworzył zobaczył trójkę rodzeństwa Pevensie – Piotra, Zuzannę i Edmunda. Stali zdziwieni w miejscu, ale Damien mógł odetchnąć z ulgą. Wstał i uśmiechnął się. Tak samo uczyniła reszta przybyszy z Narnii.
– Cześć – odezwała się cicho Cyntia, widząc, że starsi przyjaciele nie mają zamiaru nic z siebie wydusić.
– Witamy w Anglii, Liliano – powiedział półgłosem Edmund, łapiąc ukochaną za dłoń.

Koniec


Tadam!
Trochę czasu minęło od ostatniego rozdziału, nie dużo, ale jednak. Jeżeli myślicie, że Moniczka była zajęta czymś ważnym to się mylicie. Monika opieprzała się lamentując, że chce maj, oglądała pierdyliard razy zwiastuny filmów, na które czeka i oglądała anime, a przed chwilą skończyła oglądać 12 odcinek Agents of S.H.I.E.L.D.
Nie da się ukryć, że jestem leniwa. 
Mam nadzieję, że rozdział nie jest tragiczny i do zobaczenia w przyszłości!

Zjawa

wtorek, 15 marca 2016

Rozdział 04


04. Ines

Przyglądał się postać od stóp do głów. Bystre niebieskie oczy jego każdy, nawet najmniejszy ruch. Postać nie przypominała wojownika. Miała na sobie białą, zwiewną suknię przepasaną brązowym pasem. Blond włosy opadały na jej ramiona. Nic nie wskazywało na to, że jest wojownikiem. Trzymała niepewnie miecz w obu dłoniach. Trwali tak w milczeniu. W końcu dziewczyna otworzyła usta i wydobył się z nich miły dla ucha głos.
– Kim jesteś, aniele? – spytała.
– Jestem Damien i... Chwila... Jak mnie nazwałaś? – Popatrzył na nią marszcząc brwi.
– Nie widziałam na tej wyspie nikogo od bardzo wielu lat, więc jeżeli nie jesteś aniołem, to kim? – Usiadła na naprzeciw niego, odkładając miecz na bok.
– Pochodzę z Archenlandii, a ty coś za jedna?– dopytywał.
– Jestem Ines, pani tej wyspy.
Dziewczyna nie wyglądała na więcej niż osiemnaście, ale jej ton głosu pasowałby raczej do kobiety zahartowanej przez życie, dojrzałej i pozbawionej uczuć. Do tego nazwała siebie panią wyspy. Zmarszczył brwi i próbował znaleźć w jej twarzy coś co wskazywałoby na to, że jest starsza. Niestety nie znalazł nic takiego. Była młodą, piękną blondynką.
– Ile masz lat? Wyglądasz na osiemnaście, ale twój ton wskazuje na co innego. – Spróbował dowiedzieć się czegoś o nowej znajomej. Pomarkotniała, a ciemne obłoki przykryły niebo.
– Twa królowa ma zaledwie 20 lat, a Król Piotr Wielki miał jeszcze mniej gdy objął narnijski tron, a ja jestem starsza niż ci się zdaje! – Brzmiała tak jakby miała się zaraz rozpłakać. Damien poczuł, że trafił w jej słaby punkt, ale zastanawiało go czemu piękna osiemnastolatka miałby przejmować się swoim wiekiem. Dziewczyna wstała, zabierając miecz z ziemi. Odwróciła się do niego tyłem i przetarła oczy dłonią.
– Lepiej wracaj już to swoich towarzyszek – rzuciła chłodno. Poczuł krople deszczu spływające mu po ciele. Niebo zakryło się  jeszcze bardziej ciemnymi chmurami, z których luną deszcz. Damien zwrócił twarz w stronę wyjścia z polany, ale usłyszał ciche pociągnięcie nosem. Przewrócił oczami i wziął głęboki oddech. Nie chciał by ktokolwiek ronił przez niego łzy. Odwrócił się i złapał Ines za ramię.
– Przepraszam, nie chciałem cię urazić. Po prostu byłem ciekaw – powiedział. Dziewczyna zwróciła ku niemu zapłakane oczy. Uspokoiła się, zresztą pogoda również. Deszcz przestał padać, ale chmury nadal pozostały. – To powiesz mi o co chodzi? – Jeszcze raz spróbował swych sił, zdejmując dłoń z ramienia Ines.
– To Aslan. To On powiedział, że kiedyś będę musiała dokonać wyboru, ale teraz muszę strzec tego co tutaj ukryte. Dopóki nie spełnię swojego zadania będę nieśmiertelna i nie będę się starzeć. Żyłam w czasach, w których Narnia dopiero się kształtowała, pamiętam pierwszego króla i każdą wojnę – mówiła przez łzy. – Teraz już rozumiesz, aniele?
Chłopak kiwnął potakująco głową. Nie chciał już o nic się pytać i wytykać tego, że znowu nazwała go aniołem, gdyż mógłby ponownie doprowadzić Ines do płaczu. Trochę jej nie rozumiał. Przez wieki była młoda i widziała wszystko  to, o czym on dowiadywał się z książek Liliany, a ona mimo to była nieszczęśliwa. Ines przymocowała miecz do swojego pasa i zaczęła nawijać na palec jeden ze swoich lśniących, blond kosmyków. Co raz rzucała mu spojrzenie, jakby czekała aż się jej o coś spyta albo jakby sama chciała zadać mu jakieś pytanie. Milczeli posyłając sobie spojrzenia, żadne z nich nie ruszało się z miejsca. Nagle usłyszeli kroki. Ines dobyła miecza i wyciągnęła go przed siebie. Z krzaków wyłoniła się ruda głowa Liliany. Dziewczyna zatrzymała się jak wryta widząc Damiena. Dopiero po jakimś czasie zwróciła uwagę na blondynkę z mieczem. Popatrzyła na swoją siostrę, która przed chwilą również wyszła zza krzaków. Obie miały potargane włosy. Liliana zmarszczyła brwi.
– To te twoje duchy? – spytała. – To tylko Damien i jakaś dziewczyna. Ty też byłaś na statku? – Zwróciła się w stronę dziewczyny, która szybko kiwnęła potakująco głową. Damien popatrzył na nią pytająco, ale po chwili zrozumiał, że ich rozmowa ma pozostać tylko między nimi.
– Kapitan o mnie nie wspominał, bo to przynosi pecha. Ogółem kobieta na pokładzie przynosi pecha, więc się nie wychylałam z mojej kajuty. Miło mi widzieć kogoś z załogi. Mam na imię Ines. – Ukłoniła się i uśmiechnęła.
Liliana uważnie przyjrzała się blondynce, a potem wymieniła spojrzenia z Cyntią i Damienem. Czuła, że ukrywa przed nimi coś ważnego i nie mówi całej prawdy o sobie. Od czasu kiedy rudowłosa mieszkała w pałacu nauczyła się wyczuwać coś takiego u innych i kamuflować swoje uczucia.
– To może pójdziesz z nami? Mamy ognisko i w ogóle... – zaproponowała Liliana ze sztucznym uśmiechem na ustach. Ines nieśmiało kiwnęła głową i wszyscy poszli na plażę gdzie czekała na nich Ava smażąc ryby nad ogniem.

Do wieczora rozmawiali i jedli to co udało im się znaleźć. Jedzenie nie było takie złe, a dzięki soczystym owocom nie doskwierało im pragnienie. W końcu zmęczeni położyli się spać na piasku. Ava, Cyntia i Damien zasnęli błyskawicznie. Liliana starała się udawać sen, podejrzewała, że Ines może uciec gdzieś nocą, gdy oni będą smacznie spali. Poza tym, kto wie co czai się na tej wyspie? Wtem Liliana usłyszała ruch. Kątem oka obserwowała to co się dzieje i postanowiła śledzić dziewczynę.
Ines wstała i otrzepała się z piasku. Jasnowłosa podeszła do Damiena. Szturchnęła go lekko, na co on obrócił się w jej stronę i otworzył oczy. Dziewczyna wyciągnęła ku niemu dłoń, by pomóc mu wstać. Chłopak nie skorzystał z pomocy, ale chcąc nie chcąc Ines pociągnęła go za rękę w stronę lasu. Gdy Damien chciał coś z siebie wydusić, dziewczyna uciszała go. Pozwoliła mówić mu, gdy była pewna, że nikt ich nie słyszy (nikt poza szpiegującą ich Lilianą, o której jasnowłosa nie miała pojęcia).
– Po co kazałaś mi wstać? –spytał zaspanym głosem.
– Myślę, że to wy, że jesteście tu po to by przejść przez przejście – powiedziała, puszczając jego dłoń. Chłopak chętnie roześmiałby się, gdyby dziewczyna nie mówiła poważnie, na jego nieszczęście była śmiertelnie poważna. – Ktoś tu jest – mruknęła, rozglądając się. Nagle poczuła zimne ostrze na swojej szyi. Końcówka drugiego miecza wylądowała na szyi Damiena.
– Kim tak naprawdę jest ta dziewczyna? Wyjaśnisz mi to? – Liliana była wściekła. Mocno zacisnęła palce na trzonach mieczy. Patrzyła na Archenlandczyka z wściekłością. – Odpowiadaj! – krzyknęła zniecierpliwiona.
– Ja jestem panią tej wyspy – wydusiła Ines. – Z rozkazu Aslana pilnuję przejścia do innego świata.
– Co? Jakiego świata? – spytała rudowłosa opuszczając miecze. Stanęła między nimi.


– Z tego świata pochodzą między innymi legendarni władcy Narnii lub pierwsi jej władcy.
– Anglia... – wymamrotała pod nosem Liliana. – Damien, idź obudzić moją siostrę i Avę, mam pomysł.
– Tego się obawiałem – prychnął.
– Pozwoliłam ci mówić?
– Nie pamiętam byś mi w ogóle zakazywała.
– Idź już! – nakazała. Chłopak przewrócił oczami, ale w końcu udał się w stronę plaży. W tym czasie Liliana nie spuszczała wzroku z blondynki.  Ruchy Ines były nerwowe. Dziewczyna nieśmiało zerkała to na rudowłosą to na drogę, którą poszedł Damien. Widać było, że z nim czuje się bezpieczniej i spokojniej niż z Lilianą.
W końcu obie usłyszały kroki i narzekania niewyspanej Avy. Cała trójka wyłoniła się z krzaków. Cyntia i królowa popatrzyły na Lilianę i Ines.
– Prowadź do przejścia – nakazała Lily. Ines nieśmiało kiwnęła głową i zaczęła iść.
Szła przodem czując na karku chłodny oddech Liliany. Przedzierali się przez gałęzie drzew i krzewów. Ava wpadła w pajęczynę, a Damien potknął się kilka razy o korzeń. Ta część lasu była zdecydowanie bardziej zaniedbana przez Ines.
W końcu wyłonili się przy ogromnym drzewie, w którym znajdowała się dziura. Wydobywało się z niej światło. W oczach zapaliły się iskry. Spojrzała na stojących za nią przyjaciół. Zaczęła wyjaśniać im co to takiego.
– Nie jestem co do tego przekonana – powiedziała Ava.
– Ava, zrozum. Nie chcę sprowadzać ich tu dla siebie, ale dla całej Narnii. Muszą powstrzymać Kaspiana.
– A co jeśli... – zaczęła Cyntia, ale Liliana skutecznie jej przerwała.
– Uda nam się, jak nie nam to komu?
Wszyscy popatrzyli po sobie. Nie mieli wyjście, musieli się poddać namowom Liliany. Rudowłosa brzmiała zbyt poważnie i opanowanie jak na świra. Zgodnie kiwnęli głowami.
– Ale ja nie wiem kiedy i... – zaczęła Ines, ale Liliana, Ava i Cyntia już jej nie słuchały. Przelazły jedna po drugiej, a po nich do drzewa zaczął pakować się Damien. – Ale ja nie wiem kiedy i czy w ogóle wrócicie.
Damien popatrzył na nią zdziwiony. Wdawało im się to takie proste. Ines wyglądała na przygnębioną i jakby obwiniała się w myślach.

– Ej! Wrócimy, na pewno. Ale kiedy nas nie będzie, postaraj się pomóc w powstrzymaniu takich rządów Kaspiana, dobrze? – dziewczyna uśmiechnęła się i kiwnęła głową. Teraz chłopak mógł ze spokojem przejść do innego świata. 

Koniec

No witam!  
Mam nadzieję, że rozdział nie jest tragiczny. Jak na razie mamy tutaj babiniec, ale jak się pewnie spodziewacie, wkrótce pojawią się Edmund i Piotr oraz będzie pewnie jeszcze jeden bohater ważny dla historii, ale nie będzie Kaspian! Domyślacie się kto to może być? Nowa postać, a może ktoś z książki? Tak w ogóle to poważnie myślę nad nie wprowadzaniem sióstr Pevensie albo przynajmniej jednej z nich (chyba wiecie której).
Muszę dodać jeszcze Ines do bohaterów więc wkrótce możecie tam zajrzeć i zobaczyć ją. 
To wszystko co mam Wam do ogłoszenia.
Do zobaczenie wkrótce!

Zjawa

wtorek, 8 marca 2016

Rozdział 03


03. Wyspa

        Statek kołysał się na niespokojnych falach. Woda wlewała się na pokład. Kamienie waliły w statek. Wiatr rwał żagle, których nie udało się zdjąć. Marynarze zdawali się być opanowani, ale sztorm był coraz gorszy. Tuż obok statku, w wodę wpadła błyskawica. 


Ogromna fala wyłamała dziurę w statku i zmiotła kilku marynarzy z pokładu. Uciekinierzy próbowali im pomóc, ale na próżno. Woda była zbyt rwąca i zawzięta.
– Trzymajcie ich! – krzyczała Liliana.
– Nie dacie rady! – odkrzykiwał kapitan.
Woda nie chciała oddać im towarzyszy, ale za to silne fale podnosiły kamienie i głazy, które robiły dziury w statku. Jedna z odłamanych desek walnęła Damiena w tył głowy. Chłopak padł nieprzytomny na pokład, a woda zaczęła go zmywać. Liliana chwyciła przyjaciela za dłoń i za wszelką cenę nie chciała go puścić.
– Cyntia! Pomóż mi! – krzyknęła rudowłosa.
Cyntia podbiegła do siostry i pomogła jej trzymać chłopaka, który przed chwilą sunął wraz z wodą w otchłań morza. Nagle zrobiło się ciemniej nad nimi. Popatrzyły w górę. Potężna fala runęła na statek zmiatając wszystko do morskiej otchłani. Woda owinęła wszystko wokół.

        Kaszlnęła, wypluwając wodę z ust. Trzymała starszą siostrę za rękę. Liliana jeszcze się nie obudziła. Obie dryfowały trzymając się jakiegoś starego kufra. Cyntia nie pamiętała co stało się po tym gdy woda zmyła ją z pokładu. Ostatnie co zapamiętała było to, że Liliana złapała ją za rękę. Morze było już spokojne. W oddali dziewczyna ujrzała  wysepkę. Mogłyby tam dopłynąć, gdyby Lily nie ucinała sobie drzemki.
– Liliana! – krzyknęła nad uchem siostry.
– Jeszcze pięć minut, Edmundzie. Nie powinieneś mnie budzić tak wcześnie tylko dlatego, że wygrałam, znowu – wymamrotała, nie podnosząc nawet głowy.
– Głupia! Czy ja ci wyglądam na Edmunda?!
        Tym razem dziewczyna uniosła głowę i popatrzyła na siostrę mrużąc oczy. 
– No nie wyglądasz jak on. Edmund nie jest rudy.
– Gratuluję odkrycia, siostrzyczko, a teraz rusz ten swój leniwy tyłek i pomóż mi w dopłynięciu na tę wyspę! – nakazała Cyntia. Liliana mruknęła coś pod nosem ,ale w końcu zaczęła poruszać swoimi nogami, pchając przy tym kufer w stronę wyspy. Były osłabione, ale dawałby radę dzięki robieniu dłuższych przerw. Gdy tylko poczuły, że mogą swobodnie stać w  wodzie, czym prędzej to zrobiły i wybiegły z morza. Miały go dość. Wylały wodę z uszu i zdjęły buty. Przyjemnie ciepły piasek przesypywał się przez ich stopy. Wyciągnęły kufer z wody i usiadły na nim. Jak na razie potrzebowały solidnego wypoczynku. Nagle coś błyszczącego rzuciło się w oczy Lilianie. Powoli podeszła do znaleziska. Okazał się nim być miecz Damiena. Dziewczyna pochwyciły broń i pokazała ją Cyntii.
– Świetnie, teraz możemy zapolować na jakąś rybę albo jakąś wiewiórkę czy coś – powiedziała z uśmiechem dziewczyna.
– Racje, ale co jeśli on gdzieś tu jest? Musimy go znaleźć!
– A co jeśli to tylko jego broń? Nie możesz żyć myślą, że Aslan zawsze ci pomoże.
– Nie bądź taką pesymistką, Cyntia!
– A ty pomyśl choć raz o  sobie! Ty idź zapoluj, a ja poszukam drewna i krzemieni na ognisko. Nie będę się zbytnio oddalała.
        Liliana z niechęcią zabrała się za polowanie na ryby poprzez nabicie ich na miecz. bronią posługiwała się świetnie, ale o łowieniu ryb nie miała najmniejszego pojęcia. Raz nawet prawie wcisnęłaby sobie miecz w stopę. Uniosła głowę by popatrzeć na otaczającą ją wodę. W oddali ustrzegła kogoś dryfującego na desce. Rzuciła miecz na plażę i wbiegła głębiej w wodę. Podpłynęła do owej postaci i uniosła jej głowę. Zobaczyła nieprzytomną Avę. Natychmiast wyciągnęła ją na brzeg, wykorzystując całą swoją siłę. Po chwili przybiegła Cyntia. Miała zdziwioną minę. W dłoniach trzymała drewno i krzemienie.
– Jesteś! Zobacz kogo znalazłam. Musimy ją wybudzić. Mogłabyś wrzasnąć na nią? – powiedziała Liliana, kładąc blondynkę na piasku.
 – Lily, ktoś jest na tej wyspie i obawiam się, że ten ktoś nie jest przyjazny.


       Poczuł, że leży na pisaku. Czuł piasek w dłoniach, butach, włosach i ustach. Nie był to najprzyjemniejszy smak. Otworzył powoli oczy i ujrzał słońce, które dawało przyjemne ciepło. Nie wiedział ile dni dryfował ani kiedy tu przybył. Wszystko go bolało. A w szczególności ramię, na którym miał, czerwony od krwi, kawałek materiału z sukienki Avy. Przeszedł do pozycji siedzącej  rozejrzał się na wszystkie strony. Wokół panowała cisza. Rozpostarte przed nim morze było spokojne, jakby nigdy nic się nie zdarzyło. Na plaży leżało mnóstwo desek i beczek ze statku. Przetarł twarz dłońmi i spróbował wstać. Nie przyszło mu to łatwo. Na początku przewracał się, bo nogi odmawiały mu posłuszeństwa, ale w końcu mu się udało i stanął wyprostowany. Wypluł piasek z ust i ponownie rozejrzał się po okolicy. Po jego lewej stronie znajdowało się morze, a po prawej rósł gęsty las. Coś go w zaniepokoiło. Wytężył wzrok i ponownie spojrzał na drzewa. Wśród nich zobaczył postać, która szybko zaszyła się w gęstwinie. Miał nadzieję, że była to postać. Bo cóż innego? Duch? Pomyślał, że zapewne mu się przywidziało. Przetarł oczy i postanowił, że najpierw znajdzie jakąś broń. Podchodził do każdego blasku i grzebał w gorącym piachu, ale na próżno. Po mieczu czy chociażby nożu nie było ani śladu. Westchnął głęboko. Był spragniony i głodny. Pisku raczej nie zamierzał spożywać. Jedyną jego nadzieją był las, w którym czaił się ten duch. Popatrzył na morze, a następnie ruszył w zieloną gęstwinę. Było tam rześkie powietrze, którym jeszcze bardziej chciało się oddychać. Przez gałęzie przeciskało się światło słoneczne. O dziwo w lesie było pełno kwiatów, jakby był to  jakiś stary ogród, a nie las. Wszystko zdawało się być zadbane. Może faktycznie grasował tu jakiś duch, który lubi zajmować się ogrodnictwem? Damien ponownie się rozejrzał. Ponownie ujrzał za sobą kontur postaci, która szybko czmychnęła, gdy zauważyła, że chłopak spogląda w jej stronę. Duch nie był skory to nawiązywania kontaktów, a może po prostu nie umiał. W lesie nie było żadnej żywej duszy, a przynajmniej Damien tego nie zauważył. Jeszcze raz przetarł oczy by lepiej widzieć. Szedł przed siebie, aż trafił na małą, ale bardzo nasłonecznioną polanę. Było tam pięknie. Różnokolorowe kwiaty pięły się po drzewach, a na środku był mały stawik do którego wpadała cienka rzeka, wyłaniająca się w głębi lasu. Nagle upadł na ziemię. Podparł się łokciami i zobaczył swojego ducha. Postać mierzyła w niego mieczem, ale na ducha nie wyglądała. 

Koniec

Witam! 
Rozdział dość krótki, ale musiałam skończyć w tym momencie. Nie jesteście źli, prawda? Wszelkie spekulacje mile widziane!
To chyba tyle, widzimy się wkrótce w czymś (mam nadzieję) dłuższym :)

Zjawa

sobota, 5 marca 2016

Rozdział 02



02. Ucieczka

         Szli przed siebie w ciszy. Otaczały ich zielone łąki i lasy. Ciche podmuchy wiatru zdawały się odradzać im ucieczkę z Narnii. Oni samie nie widzieli innego wyjścia. W sumie, to Liliana widziała pewien sposób, ale powrót rodzeństwa Pevensie byłby chyba nie możliwy, a przynajmniej bez czyjeś pomocy. Natomiast Damien uważał, że należy walczyć, jednak bez armii jego rozmyślania były na nic.
        Ava z zaciekawieniem przyglądała się Lilianie. Rudowłosa nie zmieniła się tak bardzo od ich ostatniego spotkania. Może była trochę bardziej dojrzała. Dziewczyna prowadziła ich przed siebie, jakby dokładnie wiedziała dokąd zmierzać. Intrygowało to blondynkę. Co prawda była dobrą, rozsądną i władczą królową, ale gdyby ktoś postawił ją w sytuacji Liliany, nie wiedziałaby jak sobie poradzić. Avę jeszcze bardziej dziwiło to, że rudowłosa bez zadawania żadnych  pytań uciekła z nimi. Podobnie było z Cyntią. Ta również o nic nie pytała i nie żądała żadnych wyjaśnień. Ava czuła nie tylko ogromną ulgę, ale także wielką wdzięczność i uznanie. Siostry nie bały się podejmować ryzyka choć dobrze wiedziały co może je za to czekać. Była im wdzięczna, ale nie tylko im. Damien był nie tylko jej wiernym sługą, ale i przyjacielem. Ceniła go za to, że również odważył się uciec.
– Tak właściwie to gdzie nas prowadzisz? – spytała Ava z zaciekawieniem.
– Właściwie to nie mam pojęcia. Nie mamy żadnego planu, więc idę przed siebie. To chyba najlepsze wyjście – mruknęła rudowłosa, odgarniając kosmyki włosów z twarzy. – W sumie to mam pewien pomysł, ale on chyba nie wypali.
– Co to za pomysł? – zainteresował się Damien.
– Myślałam, żeby sprowadzić tu rodzeństwo. Oni zawsze coś wymyślali, a poza tym są legendarnymi władcami Narnii, czyż nie?
– No tak, są. Ale jak mielibyśmy ich tu sprowadzić? Tylko nie mów mi, że chcesz znaleźć Aslana, to szaleństwo!
– Właściwie, to taki miałam plan. Nie jest wcale taki głupi, Damien. Znajdziemy Aslana i poprosimy go o przysłanie ich tutaj. Trochę powalczymy z Kaspianem, a potem będziemy żyli długo i szczęśliwie.
        Ava przyglądała się rudowłosej z uwagą. Nie mogła uwierzyć, że Liliana mówi coś takiego. Zawsze zdawała się być bardziej męska, a jednak rudowłosa postrzegała miłość w dość prosty i dziewczęcy sposób, pomijając walkę.
– Ja się zgadzam – powiedziała Ama, patrząc krytycznie na Damiena, który teatralnie wywrócił oczami. Cyntia i Liliana zawtórowały. Na początku się upierał, ale ostatecznie poddał się. Nie zamierzał walczyć z trzema, przerażającymi dziewczynami, które były w stanie rozszarpać go gołymi rękami.

        Słońce chyliło się ku zachodowi. Jego wieczorne promienie ogrzewały ich zmęczone podróżą twarze. Czuli przyjemną bryzę. Szli w stronę morza. Stamtąd mieli wyruszyć jakimś statkiem na północ, tam gdzie przejście do Krainy Aslana. Może udałoby się im wykraść jakiś mały statek tego samego dnia, ale padali z nóg. Postanowili schronić się w jakimś lesie lub opuszczonym domu, byle blisko morza. W nocy prościej byłoby im wkraść się na statek, którego kurs prowadzi na północ.
        Dzięki umiejętnościom Damiena, włamali się do jednej z rybackich chat. Nikt już dawno w niej nie mieszkał, ale wciąż śmierdziało rybami, a po podłodze walały się stare ubrania i sieci. Domek był mały, właściwie to składał się tylko z jednej, małej izby, w której było wszystko co potrzebne do życia. Okna były zabite deskami. Przez szpary przedostawało się światło, które chciało rozświetlić pomieszczenie, jednak, zważywszy na wielkość szpar, nie było to wykonalne. Może nie było to najprzyjemniejsze miejsce na odpoczynek, ale znacznie przyjemniejsze niż las, w którym kręcą się straże Kaspiana. Musieli przemyśleć każdy ruch, ale oczy same się im zamykały. Wkrótce dziewczęta zasnęły. Jedyny Damien nie mógł spać i przewracał się tylko z boku na bok. Jego myśli odbiegły do rodzeństwa Pevensie, a właściwie do najmłodszej z nich – Łucji. Chłopak dawno uświadomi sobie, że nie chciał by dziewczyna poczuła się odrzucona. Nie czuł do niej niczego wyjątkowego. Była dla niego tylko dobrą koleżanką, ale był za mało asertywny by jej o tym powiedzieć. A co będzie jeśli się znowu spotkają? Co jej powie? Zadręczał swoją głowę licznymi pytaniami, gdy nagle usłyszał pukanie do drzwi. Podszedł do nich i wyjrzał przez szparę. Strażnicy. Popatrzył na smacznie drzemiące dziewczyny. Nie chciał ich budzić. Byłoby mu żal wybudzać je ze słodkiego snu, a poza tym była to idealna okazja na zrobienie z siebie bohatera. Pochwycił swój miecz, który miał przymocowany do pasa. Szybko wyłamał deski jednego z tylnich okien i wyskoczył przez nie. Zaszedł strażników od tyłu. gdy go zobaczyli, wyglądali bardziej na rozbawionych niż przestraszonych. Zdecydowanie nie docenili jego umiejętności, które nabył w Archenlandii. Chłopak natarł pierwszy. Strażnicy odepchnęli go, a potem podeszli bliżej. Dwóch na jednego. Damien wiedział, że czeka go nie lada wysiłek, ale nie da się tak łatwo, oj nie! Natarł i trafił w bok jednego ze strażników, natomiast od drugiego oberwał w ramię. Koszula zabarwiła się na czerwono wokół rany. Złapał się za krwawiące ramię i przeklął pod nosem. Damien zebrał całą swoją siłę. Wkrótce trzy miecze się ze sobą skrzyżowały. Chłopak przewrócił obu strażników na ziemię. 



W tym samym momencie wyszła Liliana. Rudowłosa stanęła jak wryta. Nigdy nie widziała by jej przyjaciel walczył w taki sposób. Poczuła się jakby rosła jej konkurencja w szermierce. Damien rzucił miecz na ziemię i natychmiast złapał się za krwawiące ramię. Rudowłosa podeszła do niego i podniosła miecz z ziemi.
– Dobra, nie rozpaczaj już. Nie bądź baba – powiedziała, idąc w stronę chaty.
– To piekielnie boli, nie wiem jak ty wytrzymywałaś te wszystkie rany.
– To chyba kwestia przyzwyczajenia, a teraz chodź. Nie mamy czasu. Musimy znaleźć jakiś statek płynący na północ nim ci dwaj się obudzą.
        Po chwili z chaty wyłoniły się Ava i Cyntia. Teraz cała czwórka zaczęła szukać statków. Wolnych lub płynących na północ. Okazało się, że nie było to takie trudne. Zaraz znaleźli mały statek handlowy. Weszli na niego i skryli się w kajutach. Że mieli chwilę spokoju, Ava owinęła ranę Damiena tkaniną, którą odcięła od swojej sukni. Mogli wyspać się przez noc. Ustalili warty na wypadek gdyby ktoś miał ochotę wejść do kajuty. Pierwszą wzięła Liliana. Rudowłosa usiadła na podłodze. Wpatrywała się w drzwi ze skupieniem, ale wciąż nie mogła uwierzyć, że ten łucznik, z którym przyjaźniła się od lat sam pokonał dwóch strażników w walce na miecze. Gdy go zobaczyła zauważyła, że on dobrze wie co robi. Zastanawiała się jakim cudem nauczył się takiej walki. Ona potrzebowała lat treningu, a jemu wystarczył zaledwie rok w Archenlandii. Poczuła coś w rodzaju zazdrości. Właściwie, to była to zazdrość. To co jej zajęło lata, mu przyszło z łatwością. To okropne uczucie przeszyło ją całą. To zawsze ona wszystkich broniła i nie mogła uwierzyć, że może się to w jakikolwiek sposób zmienić. Nim się obejrzała wzeszło słońce. Tak utonęła w swoich myślach, że zapomniała obudzić Avy na wartę. Rudowłosa chwyciła się za głowę i powoli wstała z podłogi. Nagle usłyszała czyjeś głosy. Podeszła bliżej wyjścia i przyłożyła ucho do drzwi. Usłyszała rozmowę dwóch mężczyzn.
– Na północ... – prychnął z pogardą pierwszy. – Ten Kaspian oszalał! Że niby my mamy sprowadzić mu jakiegoś lwa z legend!
– Już dawno uważałem, że nie nadaje się na króla, a jego rozkaz tylko utwierdza mnie w przekonaniach – mruknął drugi.  – Toż on rozumu nie ma! Ten jego cały Aslan to tylko wymysł, ale nie! Panicz musi mieć nawet to co nie istnieje!
– Nie dziwię się tej królowej Archenlandii, że zwiała. Też bym zwiał jakbym miał wyjść za takiego idiotę! Facet oszalał, ale mimo tego nikt nie chce wszcząć buntu.
– O to, to. Przyłączyłbym się do tego! Pewnie tak jak większość mieszkańców. Dziwię się, że ta ruda niczego nie zaczyna.
– Może jeszcze planuje albo zbiera armię. Pokonała króla Sprawiedliwego w pojedynku, więc z Żeglarzem ma sobie nie dać rady? A może już coś wszczęła? Słyszałem, że ktoś powalił dwóch strażników jednym ruchem, a jeśli to nie ona to kto?
        Liliana uśmiechała się pod nosem na te wszystkie pochwały. Zdarzało jej się pokonywać Edmunda w pojedynkach i nim się obejrzała była znana jako najlepsza wojowniczka w Narnii. Ale wszyscy zapomnieli już jej imię. Rudowłosa wzięła głęboki oddech i nacisnęła klamkę drzwi. Oparła się o futrynę.
– Słyszałam, że przyłączylibyście się do buntu – zaczęła. Mężczyźni popatrzyli na nią z zaskoczeniem. – To ja jestem ta ruda. Mam na imię Liliana i to nie ja pokonałam tych strażników.
        Ostatnie słowa dziewczyny zamurowały mężczyzn.
– Jeżeli nie ty, to kto? – spytał pierwszy.
– Mój przyjaciel, Damien. Jest razem ze mną na statku. Tu, w tej kajucie. – wskazała na kciukiem pomieszczenie. – Jest jeszcze moja siostra i ktoś do kogo powinniście odnosić się z szacunkiem. Królowa Avalon z Archenlandii. Szukamy statku, którym moglibyśmy udać się na północ. Chcemy przywrócić w Narnii dawne prawo. Koniec z uciskiem. To jak, pomożecie?
– My... Oczywiście! Alvar, ogłoś innym nowinę.
– Robi się kapitanie Hakon!  - krzyknął ochoczo Alvar i popędził na pokład.

        Cały dzień spędzili na zaznajomienia się ze statkiem i jego załogą. Byli to bardzo mili ludzie, choć ich wygląd na to nie wskazywał. Tędzy mężczyźni z długimi brodami, nie kojarzą się dobrze. Jednak uciekinierzy szybko się z nimi zapoznali. Podczas kolacji wszyscy pękali ze śmiechu, a radości nie było końca. Oczywiście młodzi pomagali marynarzom w ich pracy. Cyntia i Liliana zmyły pokład, Ava bawiła się w kucharza (trzeba przyznać, że nieźle jej to wyszło), natomiast Damien pomagał w zwijaniu żagli, rozwijaniu ich oraz wiosłował, gdy nie było wiatru.
        Zapadła noc. Kapitan Hakon pozwolił uciekinierom na udanie się do kabiny, w której przebywali. Ochoczo się do niej udali. Ava padła na łóżko. Gotowanie dla tak duże ilości ludzi wykończyło blondynkę. Nie żeby reszta nie była zmęczona, ale ona odzwyczaiła się od takiego trybu życia dlatego pluła sobie za to w brodę. Reszta nie zwracała na to uwagi tylko niemal natychmiast zasnęła. Gdy blondynka to zauważyła, sama udała się na sen, z którego nie mogło wybudzić jej nic. Nic prócz sztormu.

Koniec


Hejka ludziska! 

Jakie piękne powitanie wymyśliłam... Nic tylko trzasnąć się ręką w czoło.

Uświadomiłam sobie, że dalej nie zrobiłam playlisty, ale pewnie jak wstawię następny rozdział to już będzie. Obawiam się, że będziecie katowani Laną Del Rey, bo w końcu kupiłam sobie Honeymoon, a to zobowiązuje. No chyba, że macie jakieś specjalne życzenia co do muzyki. Mogę je spełnić jeśli mi napiszecie czego tam słuchacie c:
To do następnego razu!

Zjawa

*EDIT* W końcu dodałam playlistę. Chyba jest całkiem spoko. Oczywiście musiałam dowalić AC/DC, które nie pasuje do klimatu, ale jak będzie jakaś wojna czy tam pojedynek to czemu by nie ☻
.
.
.
.
.
.
template by oreuis