piątek, 26 lutego 2016

Rozdział 01



01. Listy 

  
          Nowy dzień nie zapowiadał się dobrze. Burzowe chmury nadciągnęły nad Narnię. Porywisty wiatr wyginał drzewa na wszystkie strony. Ci którzy wyszli z domów, przewracali się na kamiennych dróżkach. Z niektórych dachów wiatr zrywał słabo przymocowane deski. Drewniane okiennice skrzypiały przy każdym podmuchu. Liliana nie była zbytnio zainteresowana panującą na zewnątrz pogodą. Wokół rudowłosej walał się stos zgniecionych kartek. Siedziała oparta o ścianę i pisała list, jednak jej słowa nie były składne i co raz rzucała przed siebie papierową kulkę. Wiedziała, że może mieć problem z zobaczeniem i porozmawianiem z Avą oraz Damienem. Miała im tyle do przekazanie, ale mimo usilnych starań, nie mogła ubrać tego w słowa.
– Nie, to bez sensu! – mruknęła do siebie. Zgniotła kartkę i rzuciła nią przed siebie, w tym samym momencie do pokoju weszła Cyntia. Dziewczyna chwyciła papier i rozwinęła go. Zaczęła uważnie przeglądać zawarty na nim tekst.

Damien, tak dawno cię nie widziałam. Chciałabym móc opowiedzieć ci wszystko, jednak nie wiem czy starczy mi słów i papieru. Jestem zdrowa i jedyne co mi doskwiera to brak towarzystwa i ciągła obserwacja ze strony rycerzy Kaspiana. Pan Mam idealną fryzurę wpadł w jakiś obłęd po tym jak Zuzanna, Piotr, Edmund i Łucja wrócili do swojej dziwacznej krainy. Mam ogromną nadzieję, że nie zabawią tam długo. Chciałabym by wrócili do Narnii i rozprawili się z tymi chorymi rządami Kaspiana. Mojego ojca wcielono do armii. Ja byłabym lepszym wyborem. Umiem walczyć lepiej niż mój ojciec! I Agh!

– Czemu to skreśliłaś? – spytała Cyntia, gdy oderwała wzrok od kartki. Popatrzyła z zaciekawieniem na siostrę, która tylko wzruszyła ramionami i wbiła wzrok w swoje kolana. 
– Bo nie podoba mi się to co napisałam, wolałabym spotkać się i osobiście im o wszystkim opowiedzieć, ale znając szczęście, wszystko potoczy się inaczej niż sobie zaplanowałam – powiedziała wstając. 
– To napisz to, że chciałabyś się spotkać kiedyś w nocy. Wtedy im wszystko powiemy.
– PowieMY?
– Chyba nie liczyłaś, że się mnie pozbędziesz, siostrzyczko – powiedziała, opierając się o ścianę. Liliana przewróciła oczami i podniosła się z miejsca. Gdy powiedziała siostrze o swoich planach, nie podejrzewała, że tak to się skończy, ale mogła to przewidzieć. Cyntia nie przepuściłaby takiej okazji. Liliana podeszła do łóżka i wyjęła miecz spod materaca, a następnie znalazła swój pas i pochwę od broni. 
– Niedługo powinni przybyć. Szykuj się na drobną zbrodnię. 
– Już dawno jestem gotowa. Przygotowałam też jakieś picie i jedzenie – oznajmiła z uśmiechem Cyntia. 

       Karoca podskakiwała gdy najechała na kamień i chybotała się przy większym podmuchu wiatru. Ava odgarnęła zasłonę i przyglądała się krajobrazowi Narnii. Ani jednej żywej duszy. Tylko zielone łąki i lasy. Drzewa co raz przechylały się to w prawo to w lewo. Avę szybko znużyło oglądanie krajobrazu.Zasłoniła zasłonki i położyła głowę na ręce i patrzyła na siedzącego naprzeciwko Damiena, którego, w przeciwieństwie do niej, nie nudził krajobraz Narnii. Przyglądał się wszystkiemu z ciekawością. Każdej chmurze płynącej po niebie, każdej wyginającej się gałęzi. Zauważył, że wiatr stopniowo ustępuje. Z ciemnego nieba zaczęły spadać krople deszczu. Ujrzał również Ker – Paravel. Cel był już w zasięgu ręki. Oderwał na chwilę wzrok od okna i popatrzył na Avę. Nie wyglądała na zachwyconą. Postanowił dodać jej otuchy.
– Ej, nie przejmuj się. Archenlandia nie spłonie jeśli nie przyjmiesz propozycji. – uśmiechnął się.
– Łatwo ci mówić, Damien. Ciebie poddani nie chcą zabić za brak króla i potomka – mruknęła, opierając się o miękkie siedzenie karocy. 
– Nie bądź taką pesymistką. Coś się wymyśli. 
            Dziewczyna przewróciła oczami i przejechała dłonią po twarzy. Poczuła zmęczenie. Miała ochotę jak najszybciej znaleźć się w łóżku. Powieki robiły się coraz cięższe, ale nagle usłyszała hałas otwieranych drzwi. 
           Weszli do zamku. Nie powitał ich Kaspian, a służba. Nie widzieli go nawet przelotnie, jakby zapadł się pod ziemię. Służący zaprowadzili ich go komnat. Ava nie zwracając na nic uwagi, zamknęła drzwi i padła na łoże.

         Rudowłose siostry przedzierały się przez boczne uliczki. Straży nie było zbyt wiele, wszyscy byli na zamku. Przez to Liliana i Cyntia miały idealną okazję do przedostania się na Ker – Paravel niezauważenie. Młodsza szła przodem z nożem w dłoni, a za nią starsza z mieczem przypiętym do pasa. Obie na spodnie nałożyły długie spódnice i do tego płaszcze. Wydostanie się z wioski nie sprawiło im większego problemu.
– Nie byłoby szybciej gdybyśmy wzięły konia? – spytała szeptem Cyntia, gdy wchodziły do lasu. Liliana pokręciła przecząco głową.
– Nie ufam tym zwierzętom. Poza tym, zawsze starają się mnie z siebie zrzucić. W takich chwilach jeszcze bardziej tęsknię za Aeronem – powiedziała unosząc głowę.
– Kim jest Aeron?- zaciekawiła się Cyntia. Liliana w momencie przypomniała sobie, że jej siostra nie miała okazji poznać jej ukochanego gryfa, z którym przeżyła wiele przygód.
– To gryf. Teraz nie żyje. Próbował nas chronić i zginął – powiedziała, ocierając łzę z policzka. Zrobiła to szybkim, zamaszystym ruchem, tak by jej siostra tego nie dostrzegła. – Dobra, możemy wziąć tamtego konia. – Wskazała zwierzę stojące obok mężczyzny. – Ja zajmę się strażnikiem, a ty tym piekielnym potworem.
          Cyntia uśmiechnęła się odsłaniając zęby i pobiegła w stronę drzew. Liliana wyciągnęła miecz i zrzuciła z siebie płaszcz oraz pozbyła się spódnicy.  W spodniach walczy się jej zdecydowanie lepiej. Podeszła od tyłu do strażnika, który popijał wodę i przyłożyła mu broń do gardła.
– Oddasz mi konia i nic nie powiesz Kaspianowi. Jeśli będziesz stawiał opór, oderznę ci łeb – szepnęła mu do ucha. Wtem strażnik pochwycił swoją broń i jakimś sposobem oswobodził się z uścisku Liliany. Dziewczyna zmarszczyła brwi, a po chwili uśmiechnęła się i zaczęła to w czym jest najlepsza – zaczęła walczyć. Jej miecz przeciął powietrze, a po chwili drasnął w bok strażnika. Pewnie, gdyby nie próbował zablokować jej ciosu, byłby przecięty w pół. Dziewczyna zrobiła krok w tył. Strażnik wyciągnął ku niej miecz. Na to czekała. Mężczyzna natarł z prawej. Rudowłosa w ostatniej chwili odskoczyła i zaatakowała go z lewej. Jego broń poszybowała w górę, a po chwili wbiła się w ziemię. Mężczyzna został przybity do drzewa, przy którym stał nie tak dawno koń. Zaraz podjechała do nich Cyntia z płaszczem i spódnicą siostry zawiedzonymi na torbie.
– Pamiętaj, jeżeli piśniesz choć słówko Kaspianowi, to znajdę cię i oderznę łeb, zrozumiano? – spytała Liliana. Jej głos brzmiał dumnie i władczo. Strażnik kiwnął głową potakująco. Rudowłosa uśmiechnęła się, wkładając swój miecz do pochwy. Zabrała e sobą również miecz mężczyzny i wskoczyła na konia.
        Gdy dotarły na Ker – Paravel noc nadciągnęła nad Narnię. Zostawiły konia przy drzewie i ruszyły przed siebie. Narzuciły na głowy kaptury, by były mniej zauważalne.
– Musimy się rozdzielić – szepnęła Liliana. – Tak znajdziemy ich szybciej.
             Cyntia zaczęła już iść w kierunku ogrodu, gdy siostra przyciągnęła ją do siebie.
– Gdyby mi się nie udało... – wręczyła Cyntii zwinięty w rulon papier. – Znajdź Damiena i każ przekazać to Avie, albo daj go bezpośrednio jej. Ja muszę coś jeszcze zrobić.


         Młodsza kiwnęła głową, uśmiechnęła się jakby chciała powiedzieć „Tylko nie rób głupot, Liluś!” i pobiegła do ogrodu. Od razu zobaczyła zaniedbane rośliny. Podejrzewała, że nikt nie zaglądał tu od roku. Niektóre rośliny uschły, a niektóre rządziły się własnymi prawami. Ogród wyglądał, jakby nie posiadał ogrodnika, ale czy to w ogóle był jeszcze ogród? Przypominał raczej dziki las. Cyntia oglądała dokładnie każdy skrawek i kąt tegoż „lasu”. Nagle usłyszała świsty. Strzała przeleciała tuż obok niej.
– Kto tu jest? – spytał znajomy jej głos. Dostrzegła cień celujący do niej z łuku. Uśmiechnęła się i zdjęła kaptur z głowy.
– Damien – powiedziała cicho i podbiegła do chłopaka. Archenlandczyk zdziwił się widząc ją, ale z drugiej strony ucieszył się. W końcu ktoś kogo dobrze zna. Uśmiechnął się i objął ją lekko.
– Sama tu przyszłaś? – spytał, puszczając ją.
– Liliana też tu jest, ale powiedziała, że musi coś załatwić. O! Właśnie, mam list. Przekazałbyś go Avie?
– Oczywiście. A wiesz co dokładnie twoja siostra zamierza? – spytał z zaciekawieniem, chowając list do kieszeni. Dziewczyna pokręciła przecząco głową. – W takim razie chodź, wyprowadzę cię stąd. Zaraz zacznie się obchód i chyba nie chcesz, by ktoś cię zamknął.

              W tym samym czasie Liliana zdobyła zbroję i hełm. Wykradła, a może raczej pożyczyła, je ze zbrojowni. Mogła w spokoju maszerować po zamku bez obaw, że zostanie przyłapana. Nie zmierzała jednak do Avy. Szła w stronę sali narad. Gdy tam dotarła okazało się, że drzwi są zamknięte. Na szczęście Damien nauczył ją otwierać zamki bez użycia klucza. Był w tym wprawiony, w końcu kilka lat zmuszony był kraść. Lekko popchnęła drzwi i zamknęła je za sobą, gdy weszła do środka. Było ciemno. Nawet kiedy zdjęła hełm. Po omacku szukała jakiejś pochodni, ale zamiast tego natrafiła na coś innego. Chwyciła za to i nagle wystrzeliło z tego światło. Przyjrzała się przedmiotowi. Widniały na nim litery E.P. Była pewna, że to przedmiot Edmunda. Zaczęła błądzić wśród papierów. Znalazła kilka dokumentów odnośnie wymian handlowych i ślubu Kaspiana. Na żadnej kartce nie było podpisu króla, a przynajmniej nie wyglądał on tak jak pamiętała. Poczuła, że ta informacja jest istotna. Znalazła również listę kandydatek na królową Narnii.
Potencjalne królowe:
  1. Avalon – królowa Archenlandii (wysoka pozycja, umiejętności walki) długo
  2. Estera – szlachcianka z Kalormenu (średnia pozycja, brak umiejętności walki) szybko


                Urwała czytanie, gdy usłyszała skrzypnięcie drzwi. Szybkim ruchem wciągnęła na głowę hełm. Czym prędzej otworzyła okno i wyszła przez nie. Szybkim krokiem odeszła jak najdalej zamku i gdy uznała, że oddaliła się wystarczająco daleko, zdjęła hełm i odetchnęła z ulgą, ale nie na długo. Zaczęła dręczyć ją lista. Informacje o pozycji i umiejętnościach walki. Jeszcze te dopiski długo, szybko... Zaczęła układać to wszystko w głowie. Gdy zobaczyła Cyntię ruszyła w jej stronę i obie pojechały do swojego domu.

              Ava siedziała na łożu uważnie czytając list na głos, by siedzący na fotelu Damien również mógł dowiedzieć się co Liliana chciała przekazać

Avo, jeśli to czytasz, znaczy, że mój plan zadziałał. Bardzo chciałabym cię zobaczyć, Damiena też! Niestety nie mogę, a przynajmniej za dnia. Jeśli będziecie potrzebować mojej pomocy, wiecie gdzie mnie znaleźć.                                                                                                                            Liliana

              Skończyła czytać i popatrzyła z radością na chłopaka. Liliana mogła pomóc jej uciec od ślubu, do którego dostała dziś propozycję, ale przekazał ją, w imieniu Kaspiana, doradca. Udało jej się przełożyć odpowiedź na następny dzień. Ava wstała z łoża, odkładając list. Damien przewrócił oczami, ale w końcu sam się uśmiechną i wyszedł z komnaty Archenlandzkiej królowej. Oboje musieli się przygotować. Wzięli najpotrzebniejsze rzeczy i nie zważając na nic ruszyli do wioski. Dotarli tam z samego rana. Damien zapukał do drzwi, które po kilku sekundach uchyliły się i ukazały Lilianę i siedzącą przy stolę Cyntię. Obie były zaspane, wyglądały na ledwo żywe. W końcu Ava postanowiła się odezwać.
– Potrzebujemy pomocy.

Koniec

Gotowe!
Chyba nie jest tak tragicznie.
Czy Wy też zauważyliście, że kompletnie nie umiem opisywać natury? W ogóle nie umiem opisywać, ale natury to już szczególnie. 
No to cóż, mam nadzieję, że rozdział się podobał (choć trochę).
Widzimy się w komentarzach c:!

Zjawa

Psst! Chamska reklama fajnego bloga o Narnii, na którym jest tylko prolog i który nie jest mój (zazwyczaj reklamuję tylko swoje blogi, a tu proszę! Wyjątek!), zapraszam! The Memory of Narnia

sobota, 20 lutego 2016

Część II - Prolog


00. Plany

         Było ciepło. Słońce ogrzewało całą Narnię. W wiosce przy cytadeli było niespokojnie. W całej Narnii nie działo się najlepiej, odkąd krainę opuściło rodzeństwo Pevensie. Wszędzie szwendali się strażnicy. Rozpoczęło się przymusowe wciąganie do armii. By wychodzić z wioski trzeba było mieć specjalne uprawnienia wydawane przez króla Kaspiana X. Narnia stała się zamkniętą, nieprzystępną krainą. Ludzie mieli zakaz noszenia jakiejkolwiek broni, a wieczorami w każdym domu odbywała się inspekcja. Nie przeszkadzało to jednak pewnej siedemnastoletniej, rudej dziewczynie i wymykaniu się w nocy do sąsiedniej wioski. Natomiast używania broni nie bała się jej starsza, również ruda siostra, Liliana. Dziewczyna zawsze miała przy sobie ukryte noże, miecz byłby zbyt widoczny. Jej najlepszy przyjaciel – Damien – został włączony do wojska archenlandzkiego. Archenlandią rządziła królowa Avalon, jednak dla niego była po prostu Avą, choć nie zwracał się tak do niej. Liliana nie raz chciała go odwiedzić, jednak była najbardziej pilnowaną osobą w królestwie ze względu na swoje zdolności. Umiała walczyć lepiej niż wszyscy narnijscy szermierze, jedyną osobą, z którą zdarzało jej się przegrywać był Edmund Pevensie, jeden z czwórki legendarnych władców Narnii. Łączyło ich nie tylko przyjaźń i wspólne hobby, łączyła ich miłość. Mieli wspólne plany. Domek w wiosce i gromadka dzieciaków. Zwykły plan, a jednak tak bardzo nie możliwy. Zalewała ją złość, gdy tylko pomyślała, że Aslan mógł to tak po prostu popsuć. Nie raz nawiedzała ją myśl, by opuścić swój rodzinny dom i wyruszyć w nieznane, by odnaleźć Wielkiego Lwa i kazać mu sprowadzić Edmunda spowrotem. Wiedziała, że to głupie, jednak nie mogła się powstrzymać od myślenia o tym.   
      Siedziała w kuchni przy stole i oglądała dobrze znany krajobraz widniejący za oknem. Nie zwróciła nawet uwagi na to, że jej siostra siedzi naprzeciwko i wpatruje się w nią z zaciekawieniem.
– Znowu o nim myślisz? – spytała wyrywając siostrę z zamyślenia.
– Cyntia? Skąd ty tu się wzięłaś? – zwróciła się w jej stronę z nie małym zdziwieniem.
– Ja tu mieszkam – mruknęła, przewracając teatralnie oczami.
– Myślisz, że Aslan kiedyś ich tu jeszcze przyśle? Nie mogę czekać w nieskończoność, nie zawsze będę młoda i piękna.
– A to ty kiedyś byłaś piękna? – spytała Cyntia z uśmiechem. Liliana prychnęła, a potem również się uśmiechnęła. – Ponoć ojciec ma wrócić – dodała Cyntia.
– Ojciec? Co to za okazja, że nasz wspaniały król – powiedziała ostatnie słowa z obrzydzeniem. – wysyła rycerzy do domów?
– Mogę ci to wyjaśnić o ile nie powiedz matce, że wymykam się nocami i wychodzę do sąsiednich wiosek. – uśmiechnęła się chytrze. Liliana wywinęła oczami i kiwnęła potakująco głową. – Świetnie. Kiedy ostatnio spotkałam się z moimi znajomymi ze szkoły rozmawialiśmy o tym. Kilku napomknęło, że ich ojcowie wrócili i, że nasz też wróci. Ponoć Kaspian chce by się na razie oszczędzali.
– Wcześniej nie przeszkadzało mu to, że harują jak woły. Walnął się w łeb czy jak?
– Też tak myślałam, ale tu chodzi o coś innego. Kiedy w grę wchodzi królowa Archenlandii trzeba zrobić dobre wrażenie. Avalon przyjeżdża. – na dźwięk tego imienia twarz Liliany rozpromieniała. Dla rudowłosej królowa zawsze pozostanie Avą. – Kaspian chce się z nią ożenić – dodała Cyntia, a z twarzy jej siostry znikł uśmiech.
– Czy ona w ogóle o tym wie?
– Zapewne nie. Do tego na pewno odmówi, ale jej lud nie będzie zbyt wyrozumiały. Sami ją do tego namawiają. Wybuchnie wojna, a ona będzie musiała uciekać. – wbiła wzrok w blat stołu. – Przynajmniej tak mówili znajomi – dodała.
       Liliana zmarszczyła brwi. Nie podobało jej się to. Po co Kaspian miałby starać się o rękę kobiety, która nie jest jego miłością, a poza tym Ava potrzebowałaby tylko wystarczająco ostrego narzędzia by rzucić nim w głowę narnijskiego króla. Choć pewnie samo jej zrzędzenie by go zabiło, ale to wolniejsza opcja. Rudowłosa wiedziała, że Ava się na to nie zgodzi, a wtedy nastanie wojna między krainami. Do tego blondynka zapewne zostałaby zlinczowana przez swój własny lud. Liliana intensywnie nad tym myślała, robiąc co raz to głupsze miny. Cyntia postanowiła przerwać to i przywrócić uśmiech na twarzy siostry.
– Damien pewnie też będzie. – Liliana natychmiastowo się wzdrygnęła i złapała się za brzuch. – Nadal to pamiętasz – zauważyła Cyntia.
– To nic takiego. Kiedyś mi to przejdzie. – młodsza zrobiła taką minę, jakby pytała się jej kiedy zamierza przestać tak robić. Liliana wstała i pobiegła na górę. Cyntia z zainteresowaniem poszła za siostrą i przyglądała się uważnie jej ruchom. Dziewiętnastolatka najwyraźniej czegoś szukała. Przerzucała ubrania leżące na jej łóżku z miejsca na miejsce. Nagle przystanęła i podrapała się po głowie. Chyba doznała olśnienia. Zrzuciła pościel na ziemię i podniosła cienki materac. Wyjęła spod niego zakurzony miecz. Z uśmiechem wycierała ostrze.
– Wiesz kiedy przyjeżdżają? – spytała Liliana.
– Tak jakoś za dwa dni – mruknęła, oglądając z zaciekawieniem siostrę. Dziewiętnastolatka wyglądała jakby miała szaleństwo w oczach. Cyntia dobrze wiedziała co chodzi siostrze po jej rudej głowie. – Zamierza złożyć im wizytę, prawda?
– Piszesz się na to? – spytała rudowłosa. Zdawała się być podekscytowana. Adrenalina i radość uderzyły jej do głowy. Skakała z nogi na nogę, co młodszej wydawało się dość zabawne. Były między nimi zaledwie dwa lata różnicy, obie miały rude włosy i podobne charaktery, choć Cyntia nie była skora do okazywania tego. Sama chętnie chwyciłaby za broń i popędziła zobaczyć się z Avalon i Damienem, ale starała się zachować pozory odmienności. Nie chciała być porównywana z żadną sióstr, co jest dość trudne gdy jest się najmłodszą. Na samą myśl o tym miała w głowie głosy różnych ludzi, którzy mieli do czynienia z całą czwórką. Dziewczyna głośno westchnęła i uśmiechnęła się.
– A co mi tam – powiedziała, patrząc na uradowaną siostrę.
– Wyruszamy jutro w nocy – nakazała Liliana, sprzątając walające się po podłodze ubrania.

      Noc owinęła Archenlandię. Mimo to zamek widać było wyraźnie, tak samo panujący w jego wnętrzu wystrój. Królowa nie zamieniła wszędobylskiej bieli. Zmieniła jedynie królewskie szaty oraz szaty wszystkich mieszkańców pałacu. Uznała, ze zmiany trzeba wprowadzać powoli i stopniowo. Starała się pokazać dworzanom, że jest dobrą, samodzielną władczynią, ale jej doradcy upierali się, że Archenlandia potrzebuje króla. Już dawno wyczuła, że zaproszenie do Narnii to tylko podstawienie jej pod ścianą. Ale mało kto znał jej możliwości. Nie bała się odmówić oświadczyn przy wszystkich mieszkańcach nawet jeżeli miałoby to zaszkodzić jej reputacji. Bardziej obchodził ją jej honor. Nie zamierzała wychodzić za Kaspiana. Jedynym władca Narnii, z którym mogłaby spędzić resztę życia był Piotr Pevensie, jeden z legendarnych władców tejże krainy. Jedyną osobą w archenlandzkim pałacu, z którą mogła szczerze porozmawiać był Damien. Chłopak był wyśmienitym łucznikiem, zresztą jak ona. Podczas pobytu w pałacu nauczył się również walki mieczem. Miał bardo podobny styl walki do stylu Liliany. Trudno się dziwić, spędził z nią kilka długich lat. Dziewiętnastolatek zaczął zachowywać się poważniej odkąd został rycerzem w archenlandzkiej armii. Nie oznaczało to jednak, że pozbył się swojego poczucia humoru. Nadal żartował i doprowadzał Avę do łez. Damien stał się jej najbliższym przyjacielem. Tak zamyśliła się wyjazdem, że nie zauważyła, że chłopak wszedł do jej komnaty i rozsiadł się w fotelu. Zwróciła na niego uwagę dopiero gdy chrząknął znacząco.
– O, witaj – mruknęła mierząc go wzrokiem. Miał włosy w nieładzie i brudna twarz. – Gdzieś ty był?
– A, to! Strzelałem z łuku i spotkałem dość nie miłego wilka – powiedział bez jakichkolwiek emocji. – Bardziej mnie zastanawia co zrobisz z Kaspianem. Wymyśliłaś coś?
– Nie – mruknęła krótko i podrapała się po głowie.
– Jest cień szansy, że morderstwo wchodzi w grę? – spytał z odsłaniając białe zęby w uśmiechu. Ava przewróciła oczami i zaśmiała się krótko pod nosem.
– Chyba nie – odparła. – Pomóc mógłby tylko Aslan, ale go tu nie ma.
– Ach... Przysłałby twojego Piotra i możesz brać ślub.
– I twoją Łucję – powiedziała. Damien wbił się jeszcze bardziej w fotel i zmarszczył czoło. Intensywnie myślał nad doborem odpowiednich słów.
– Ty tęsknisz za Piotrem – zaczął. – Ja za Łucją nie. Po prostu... to nie jest ta, której szukam.
Avalon popatrzyła na niego mrużąc oczy. Jeszcze rok temu biegał za Łucją i wyglądał na wielce zakochanego. Może po prostu nie wiedziała wszystkiego. Oparła głowę na dłoniach i wpatrywała się smętnie w stojącą przed nią białą szafę. Tęskniła za czasami kiedy latała z łukiem po lasach. Wolała mieszkanie w lesie niż w luksusie. Na samym początku czuła się świetnie. Pałac był ogromny i przez pierwszy miesiąc gubiła się w korytarzach, ale potem było już tylko gorzej. Wieczne obowiązki, bale, spotkania i ten wszędobylski luksus ją przytłaczały. Mimo, że jej ciało żyło to dusza już dawno obumarła. Każdego dnia robiła to samo. Monotonia ją zabijała, Damiena zresztą też. Ćwiczenia, służba, dwie godziny strzelania z łuku i tak w kółko. Oboje dziwili się w jaki sposób służący tu wytrzymywali. Było tak przeraźliwie nudno. Podejrzewali, że rycerze i służący przyzwyczaili się do panującej tu atmosfery. Avalon przeciągnęła się i zwróciła z w stronę przyjaciela.
– Wiesz, chyba muszę się z tym wszystkim przespać, mógłbyś...?
– Jasne. I tak muszę wracać usługiwać tym pacanom – powiedział Damien z uśmiechem. – Ej – powiedział stojąc w drzwiach – wymyślisz coś. W końcu jesteś Avą, czyż nie?
Dawno nikt tak do niej nie mówił. Dla większości była królową lub królową Avalon, a teraz znowu była Avą. Poczuła jakby jej dusza ponownie zaczęła żyć. Gdy chłopak wyszedł jej usta wywinęły się w uśmiech. Kto by pomyślał, że tak mało wystarczy człowiekowi do szczęścia. 

 Koniec

Jak zauważyłam, że strzeliło mi 10 000 wejść to uznałam, że prolog dodam wcześniej.  Wczoraj go skończyłam, więc co mi tam. Jakoś trzeba Was nagrodzić. Nie jest on długi, ale zdecydowanie lepszy niż ta poprzednia druga część (usunęłam ją). Trochę zmieniłam i pewnie może wydać się Wam dziwne, że no Kasp z Avą. Spokojnie, to część planu. Jak widzicie wróciłam do starej, dobrej narracji trzecioosobowej. Usunęła też muzykę, pewnie niedługo dodam ją ponownie, muszę tylko wyczaić jakieś pasujące kawałki. Dodałam też nowe zdjęcia bohaterów drugiej części. Reszta pozostaje bez zmian. Mam nadzieję, że miło się czytało (czyż to nie jest lepsze?) i do zobaczenia w rozdziale pierwszym (podejrzewam, że za jakiś tydzień) oraz w komentarzach.

Zjawa

.
.
.
.
.
.
template by oreuis