czwartek, 19 listopada 2015

EPILOG


-Wiedziałem, że zdarzy się coś złego.- mruknął Edmund krzyżując ręce. Stojąca obok Liliana zmarszczyła brwi i popatrzyła na niego pytająco.
-Już czas.- rzekł Aslan swym spokojnym głosem.
-Ale... Aslanie... Nie możesz!- Zuzanna zaczęła protestować. Do jej oczu zaczęły napływać łzy. Nie chciała wracać do Anglii,  nie w takiej chwili, nie w tym dniu. Łucja popatrzyła na gości i delikatnie poprosiła ich aby weszli do zamku. Z gości została tylko królowa Archenlandii. Ava wpatrywała się w z szeroko otwartymi oczami w Wielkiego Lwa.
-Czas na was.- odrzekł cicho lew spuszczając wzrok. –Musicie wracać do waszego świata.
Rodzeństwo wymieniło spojrzenia między sobą. Zapadła cisza.
-Ma racje.- odezwał się w końcu Piotr. –To nastąpiłoby prędzej czy później.
Rodzeństwo stanęło razem z przyjaciółmi na podwyższeniu.
-Nie martwcie się. Jeszcze się kiedyś spotkacie.- powiedział Aslan widząc miny czwórki Pevensie.
-Kiedy?- spytał sucho Edmund. Nagle poczuł czyjąś dłoń na swoim ramieniu. Odwrócił się, a za nim stała Liliana. Rudowłosa, choć ze łzami w oczach, wciąż się uśmiechała.
-Nie ważne ile, ja poczekam.- powiedziała. Edmund wytarł łzę z jej policzka i pocałował ją na pożegnanie. W tym czasie Aslan ryknął dość cicho, a oczom zebranych ukazał się kamienny łuk. Pierwsza przeszła Łucja, trzymając do ostatniej chwili dłoń Damiena. Następna miała wejść Zuzanna jednak przed przekroczeniem łuku przystanęła, po czym odwróciła się i podeszła do Kaspiana.
-Tylko o mnie nie zapomnij.- szepnęła i pocałowała go czule. Odwróciła się od niego i po chwili zniknęła im z oczu. Następny chciał przejść Piotr, gdy nagle poczuł dłoń Avy na swoim ramieniu. Odwrócił się w jej stronę. Dziewczyna zdjęła koronę z głowy i rzuciła ją na ziemię. Blondyn popatrzył na nią pytająco.
-Mój król odchodzi, a ja nie chcę być samotną królową, więc zrzekam się tronu Archenlandii.- powiedziała z lekkim uśmiechem. Piotr nadal patrzył na nią z lekkim skołowaniem. –Ale to nie zmienia faktu, że jesteś idiotą.- powiedziała podchodząc bliżej chłopaka. Patrzyła mu przez chwilę w oczy, po czym pocałowała na pożegnanie. Piotr popatrzył na nią z zakłopotaniem, które szybko minęło. Przytulił ją jeszcze i przeszedł przez kamienny łuk. Ostatni był Edmund. Odwrócił się i po raz ostatni uśmiechnął się do Liliany.


W końcu przyszedł ten moment, wziął głęboki oddech i przeszedł przez ciemność. Po chwili ujrzał swoje rodzeństwo i ogród przy ich domu. Z powrotem mieli na sobie swoje stare ubrania. Wymieniali smutne spojrzenia, gdy nagle usłyszeli matkę wołającą ich do domu. Powolnym krokiem ruszyli w stronę domu, a potem pokoju Piotra i Edmunda. Usiedli w milczeniu. Wymieniali tylko spojrzenia.
-Wolałabym żeby to był tylko piękny sen.- powiedziała cicho Zuzanna wstając.
-Aslan powiedział, że tam wrócimy.- powiedziała Łucja próbując powstrzymać łzy.

-Kiedy? Kiedy w Narnii naszych przyjaciół już zabraknie? Kiedy znowu będzie jakieś niebezpieczeństwo? Może lepiej będzie zapomnieć.- powiedziała i wyszła z pokoju trzaskając przy tym drzwiami.


 Reszta rodzeństwa siedziała w milczeniu gapiąc się w podłogę. Mimo, że na początku ciężko było im się przyzwyczaić do myśli, że mogę nie zobaczyć Narnii tak szybko, to często ją wspominali. Rozmawiali o przygodach, które im się przydarzyły. Edmund przestał bać się rozmów o Jadis, chętnie rozmawiali o Złotym Wieku, o tym jak spotkali Kaspiana po raz pierwszy. Żyli spokojnie każdego dnia pamiętając o tej pięknej krainie. Wspominali ją aż do końca. Ostatecznie przekonali się, że znowu powrócą do Narnii, ale tym razem tej prawdziwej. Wszyscy się tam spotkali i przeżywali nowe, niesamowite przygody. 
________________________________________
Wiem, epilog bardzo krótki, ale w sumie o czym tu pisać? Wszystko się już skończyło. Blog oficjalnie uważam za zakończony. Oczywiście dziękuję za każdy komentarz, za każde wyświetlenie i ogółem za wszystko ♥. I ej! Nie skończyło się tak źle. Nie zapiłam ich w jakiś bolesny sposób. W sumie to jakoś nie uważam by było tu dużo krwi. Jak będę zaczynała kolejny blog to zacznie się on od pobicia (przynajmniej tak sobie zaplanowałam ). A teraz czas na mnie :).

~Zjawa

niedziela, 15 listopada 2015

ROZDZIAŁ XXX


DWA LATA (i trochę) PÓŹNIEJ
NARNIA

Była wiosna. Słońce grzało bardziej niż kiedykolwiek. A przynajmniej tak czuła Zuzanna. Świat wydawał się jej piękniejszy niż zwykle. Tańczyła i skakała po całym ogrodzie, a jej śmiech i śpiew wypełniał cały Ker-Paravel. Do ogrodu wszedł Edmund. Wyglądał na lekko zmęczonego i zirytowanego.
-Ja rozumiem Zuza, że się cieszysz, ale mogłabyś przestać fałszować? Obudziłaś cały zamek.- powiedział przecierając oczy.
-Ale jutro jest ten cudowny dzień! Nie mogę się doczekać! To będzie najcudowniejszy dzień w moim życiu, braciszku!- pisnęła podekscytowana i zmierzwiła włosy bratu.
-Naprawdę nie wiem co Kaspian w tobie widzi.- mruknął piorunując siostrę wzrokiem.
-Odezwał się. Spytajmy Liliany co ona widzi w tobie.
-Od Lili to ty się lepiej odczep.
O wilku mowa. Liliana ze śmiechem podeszła do nich.
-Odpuść jej. Jutro bierze ślub, to normalne, że się ekscytuje. Chyba normalne.- powiedziała rudowłosa obejmując Edmunda. Zuzanna uśmiechnęła się lekko i szybkim krokiem poszła do zamku, zostawiając ich samych.
-Ty też się będziesz tak ekscytowała?- spytał brązowooki.
-Pewnie tak, ale... Po co pytasz?
-Na przyszłość. Muszę zapamiętać, żeby nigdy się z tobą nie żenić. Nie chcę żebyś zachowywała się tak. Już bym wolał, żebyś mnie dziesięć razy spoliczkowała.
-Tylko dziesięć?- rudowłosa uśmiechnęła się zadziornie.
-Nie przesadzaj, chcesz żebym nie miał twarzy?- spytał nadal zirytowany zachowaniem siostry.
-Może skończmy ten żenujący dialog.- powiedziała głaszcząc chłopaka po policzku. Potem musnęła jego usta swoimi wargami. Zawsze tak robiła kiedy chciała uspokoić Edmunda. Od pewnego czasu był bardzo nerwowy i zdawał się czymś martwic, jednak sam nie wiedział czym. Przeczuwał, że stanie się coś złego, ale nie mógł powiedzieć co. Starał się pozbyć tego uczucia, ale nie potrafił.
-Może pójdziemy posiedzieć na plaży?- spytał gdy tylko dziewczyna go puściła. Rudowłosa nie miała nic przeciwko. Chwyciła go za rękę i pociągnęła za sobą.

****

Piotr przechadzał się po zamku. Korzystał z tymczasowej ciszy. Przeczuwał, że w południe przybędą pierwsi goście na ślub Zuzanny i Kaspiana. Rozpieszczone dzieci szlachciców i władców, zadufane w sobie damy i co chwila mówiący o sobie baronowie. Piotr chciałby po ich przybyciu wrócić do swojej komnaty i zamknąć się na klucz, ale nie mógł zrobić przykrości siostrze. To miał być jej dzień. Wspaniały nie mógł przyzwyczaić się do myśli, że jego przyjaciel- Kaspian –będzie mężem jego siostry. Nagle usłyszał za sobą kroki. Odwrócił się szybko i ujrzał Zuchona z dość zadowoloną miną, co wydało się dość podejrzane.
-Goście z Archenlandii przybyli.- powiedział karzeł, odwrócił się i zaczął iść w kierunku sali tronowej. Piotr udał się za nim. Gdy już byli na miejscu ujrzał uzbrojonych strażników, a za nimi jakąś postać o blond włosach. Wyciągnęli ku niemu bronie.
-Spokojnie. Idźcie zanieść moje rzeczy do komnaty. To rozkaz.- nakazała postać za nimi. Strażnicy poszli za Zuchoem, który wskazał im odpowiednią komnatę.
-Kretyn!- krzyknęła i rzuciła się na Piotra.
-Ava... Znaczy się Avalo...- w dokończeniu przerwała mu ręka dziewczyny, która walnęła go w twarz.
-Nie mów tak do mnie. Dla ciebie i dla innych Narnijczyków jestem po prosu Avą i tego się trzymajmy.- powiedziała uśmiechając się.- Brakowało mi tego walenia cię po twarzy.- oznajmiła ze śmiechem. -Tęskniłam.- dodała przyciszonym głosem.
-Ja... znaczy się my...
Popatrzył na nią. Dziewczyna wydawała się być jeszcze piękniejsza, ta którą zapamiętał. Ale przenikliwe oczy pozostały te same. Wpatrywała się w niego z lekko szyderczym uśmiechem.
-Ja tu widzę tylko ciebie.- powiedziała podchodząc niebezpiecznie blisko.
-Ekhem... My jesteśmy za wami.- usłyszeli za sobą głos Łucji. Odwrócili się natychmiast i ujrzeli siostry Pevensie wraz z Kaspianem i Damienem. Ava pokryła się lekkim rumieńcem.
-Chyba jednak nie potrzebnie im przeszkodziłaś.- mruknął Damien i pożałował tego gdy poczuł jak Zuzanna trzepnęła go po głowie.
-Ale my nic...- zaczęła blondynka, ale nie kontynuowała gdy tylko spojrzała na miny dawno nie widzianych przyjaciół. –To może grupowy uścisk na powitanie?- spytała wyciągając ku nim ręce.
-Liczyłem, że przywitasz mnie tak jak Piotra.- powiedział z sarkastycznym uśmieszkiem Archenlandczyk.
-Damien!- krzyknęła Mężna waląc chłopaka w ramię. Reszta towarzystwa zaczęła pękać ze śmiechu. W ostateczności przystali na przyjacielskich uściskach.
-A gdzie Edmund i Liliana?- spytała Archenlandzka królowa po przywitaniu. 
-Pewnie znowu gdzieś chodzą i spędzają razem słodko czas.- powiedziała Łucja z uśmiechem na twarzy.
-Taa... Albo znowu się leją.- prychnął Damien i znowu dostał po ramieniu od Łucji oraz po głowie od Zuzanny.

*****

-Dlaczego ciągle jesteś taki poirytowany?- spytała rudowłosa po raz któryś w tym tygodniu.
-Ile razy mam powtarzać, że nie wiem.- warknął Edmund. Dziewczyna przystanęła, popatrzyła a niego wrogo i skrzyżowała ręce na piersi.
-Od jakiegoś czasu kompletnie cię nie poznaję! Na wszystkich się tylko wyżywasz, ale sam nie wiesz dlaczego! Gorzej niż baba!
-Jak ci to przeszkadza do wracaj do swojej wioski przy cytadeli!- krzyknął. Liliana zrobiła krok w tył. Po policzku zleciała jej łza.
-Jak uważasz.- szepnęła i ruszył w stronę zamku. Co chwilę wycierała oczy. „Nie płacz.”- myślała, ale to nic nie dawało. Miała ochotę zawrócić i walnąć chłopaka z całej siły w twarz, ale coś ją powstrzymywało. Była równocześnie wściekła i miała ochotę go zabić, ale z drugiej strony czuła się słaba. Była rozdarta. Weszła szybkim krokiem do zamku. Nie odezwała się do nikogo choćby jednym słowem. Uśmiechnęła się tylko blado do Avy i ruszyła do swojej komnaty.
Weszła do pomieszczenia zamykając za sobą drzwi i rzuciła się na łoże. Po chwili do pokoju wszedł Edmund.
-Czego chcesz?- warknęła Liliana podnosząc się z łoża.
-Ja... Przeprosić.
-Najpierw na mnie wrzeszczysz z niewiadomego powodu, a teraz chcesz przepraszać? Czy przypadkiem nie kazałeś mi wracać do wioski?- spytała próbując powstrzymać łzy. Jednak nie wytrzymała. Zalała się łzami nie mogła ich powstrzymać, choć tak bardzo chciała. Sprawiedliwy odszedł do niej i mocno ją objął. Dziewczyna poczuła spokój, ale równocześnie nadal miała ochotę walnąć Edmunda w twarz.
-Nie płacz już.- szepnął wycierając łzy z jej policzków, a potem pocałował ją delikatnie.
-Uspokój się, proszę. Nic złego się nie dzieje. A nawet jeśli by się coś działo, to damy radę. A ja teraz lecę przywitać się z Avą. Idziesz ze mną?
-Jasne.- powiedział i uśmiechnął się blado, po czym poszedł za dziewczyną.

*****

Zuzanna od nie mogła usiedzieć w miejscu. Chodziła jak nakręcona. Łucja ganiała ją po całej komnacie by tylko upiąć jej włosy.
-Mogłabyś już przestać chodzić?- spytała zirytowana Mężna.
-Daj jej się nacieszyć.- odparła Liliana poprawiając sukienkę.
-No właśnie. To nie moja wina, że nie możesz wziąć jeszcze ślubu. A nawet gdybyś mogła to nie mogłabyś zrobić tego przede mną.- powiedziała starsza Pevensie.
-Czyli, że w ogóle bym nie mogła.- mruknęła Łucja poprawiając włosy siostrze. Nagle drzwi do komnaty otworzyły się i stanął w nich Piotr.
-Panie gotowe?- spytał z uśmiechem. Dziewczęta pokiwały głowami potakująco. –To proszę za mną.
Wyszli do ogrodu, gdzie czekali już goście. Siedzieli na białych krzesłach i przypatrywali się Zuzannie, która wyglądała olśniewająco w prostej, długiej, białej sukience. Do tego miała swoją złota koronę i złoty naszyjnik. Szła delikatnie między gośćmi z uśmiechem jakiego jeszcze nikt nigdy u niej nie widział. Nagle wszystkich oślepił blask, a z niego wyłonił się Aslan.


______________________________
Ekhem... Witam. W sumie to nie mam o czym pisać. Jak zazwyczaj mam to tym razem nie. No mogę napisać, że chcę już weekend (co z tego, że ten się jeszcze nie skończył).
To do zobaczenia w komentarzach :)

~Zjawa

środa, 11 listopada 2015

Rozdział XXIX


Nastał nowy dzień. Na oknach zamku widniał szron, a całą Narnię pokrył miękki śnieg. Mimo to było cieplej niż w nie jeden letni dzień. Liliana zeszła do jadalni gdzie siedział już jej ojciec. Mężczyzna uśmiechnął się do córki. Ta usiadła na przeciw niego i odwzajemniła gest.
-I jak podoba ci się Ker-Paravel?- spytała.


-Jest w porządku, ale tęsknię za naszym starym domem, za mamą i dziewczynami.- odparł gapiąc się w sufit.
-Możemy je zaprosić na bal jeżeli masz ochotę.- powiedziała poprawiając warkocz. Mężczyzna popatrzył w stronę drzwi. Edmund wszedł do pomieszczenia niepewnym krokiem i odsunął krzesło obok Liliany, po czym stanął nad nim. Kątem oka popatrzył na Dyzmę.
-Długo będziesz się tak zastanawiał?- spytał mężczyzna już bez uśmiechu na twarzy. Edmund szybko usiadł i zaczął gapić się w stół. Ta sytuacja sprawiła, że rudowłosa zaczęła śmiać się pod nosem. Nagle do pomieszczenia weszli pozostali. Ich wejściu towarzyszyła wymiana zdań, a raczej słów, między Piotrem i Avą.
-Dureń.
-Idiotka.
-Snob.
-Snobka.
-Kretyn!
-Czyli, że między wami już wszystko w porządku?- Edmund przeniósł wzrok na blondynów, którzy spojrzeli na niego wymownie. Liliana tym razem nie wytrzymała i wybuchła śmiechem, a za nią cała reszta.
-A tak w ogóle to o co poszło tym razem?- spytała Damien. Blondyni spojrzeli na siebie pytająco, jakby nie wiedzieli o co chodzi Archenlandczykowi.
-Czy zawsze musi o coś pójść?- Ava usiadła i popatrzyła na resztę, nieco otępiałego, towarzystwa.

*****

Edmund siedział na parapecie w swojej konacie. Oglądał jak jego rodzeństwo i przyjaciele rzucali się śnieżkami. Dziwił się, że mimo tego, ze jest ciepło śnieg nie topnieje, a do tego się lepi. Nagle do pokoju wparowała Liliana. Była wyjątkowo szczęśliwa. Miała na sobie prostą, granatową sukienkę zawiązywaną z tyłu z rękawami sięgającymi do łokci. Włosy upięła w kłos. Zupełnie nie przypominała wiecznie rozczochranej Liliany w męskich ubraniach.
-Stało się coś?- spytała zmartwiona i podeszła powolnym krokiem do chłopaka.
-Nie, a coś chciałaś?
-Przecież widzę.
-Po prostu nie lubię zimy i śniegu. Tyle.
-To przez tą całą Jadis? Pokonaliście ją, ona już nie wróci, więc nie ma się czym martwić. Chyba, że pomagałeś jej, w co wątpię, i teraz jesteś wściekły, że ta zima nie trwa wiecznie.- powiedziała siadając obok.
-Właściwie...- zaczął biorąc głęboki oddech. -to ja jej pomagałem.- Dziewczyna delikatnie odsunęła się od niego, próbując zachować normalny wyraz twarzy. –Ale spokojnie, teraz nie mam ochoty jej widzieć.- powiedział ujmując jej dłoń. Na twarzy dziewczyny pojawił się lekki rumieniec. Nagle usłyszeli krzyk.
-ZŁAŹ ZE MNIE!- Piotr krzyczał dławiąc się przy ty śniegiem, mimo to nikt nie chciał mu zbytnio pomagać. Ava w najlepsze okładała jego twarz śniegiem, śmiejąc się przy tym. Nagle poczuła jak ręce Piotra zrzucają ją na ziemię.
-Wiecie... Ja chyba pójdę przygotować się na ten bal, ale najpierw skontroluję wygląd sali. Boję się, że Zuchon i Ryczypisk jako dekoratorzy wnętrz nie są najlepsi.- powiedziała Zuzanna strzepując śnieg z sukni.
-Ja się bardziej boję, że oni się pozabijali.- oznajmiła Łucja pomagając wstać Avie. –Idę z tobą.

*****

Siostry Pevensie weszły do sali. O dziwo wszystko było w porządku, a pomieszczenie wyglądało lepiej niż przypuszczały. Na oknach zawisły czerwono-złote zasłony. W tych samych kolorach prezentował się obrus leżący na długim stole. Na podwyższeniu stały narnijskie instrumenty, którymi zajmowały się fauny. Na ścianach widniały obrazy w złotych ramach, a po obu stronach drzwi stały narnijskie zbroje.
-Dobra robota Zuchonie.- powiedziała Zuzanna podchodząc do karła.
-Racz wybaczyć miłościwa pani, ale ten tu obecny Zuchon nie ma ani krztyny gustu, więc musiałem po nim wszystko poprawiać.- oznajmił Ryczypisk wdrapując się na ramię karła.
-Dobre sobie...- mruknął Zuchon.
-Nie kłóćcie się. Chcemy mieć wszystko gotowe za dwie godziny. W tym czasie idziemy się przygotować i nie chcemy słyszeć waszych kłótni, zrozumiano?- powiedziała ostro Zuzanna.
-Oczywiście królowo.- powiedziała mysz kłaniając się.
-Świetnie. W takim razie chodź Łucja. Idziemy.

*****

Wybiła godzina balu. Goście już się zjeżdżali. Po chwili cała sala była już pełna gości. Aslan rozmawiał o czymś z Łucją, Ryczypiskiem i Zuchonem w kącie sali. Piotr, Zuzanna, Edmund i Kaspian siedzieli przy stole rozmawiając i śmiejąc się. Damien siedział podparty ręką, próbując nie słychać sióstr Liliany i Cyntii. Po chwili do sali weszła Liliana. Miała na sobie długą, ciemno zieloną suknię, odsłaniającą jej ramiona. Dziewczyna nadal chodziła wolno, jednak już nie kuśtykała. Uśmiechnęła się delikatnie i dołączyła do przyjaciół. Po chwili dosiadł się do nich ktoś jeszcze.
-Abdon! Miło cię widzieć.- uśmiechnął się Telmar patrząc na przybysza. –Abdon, jest wysłannikiem króla Archenlandii.- wyjaśnił.
-Raczej byłem.- powiedział mężczyzna odgarniając blond włosy z twarzy. –Świat ujrzał przekręty króla Naina i jego rodziny. Drobne kradzieże, powołanie tych ludzi w maskach tylko po to by zdobyć Narnię, co prawda tamci się zbuntowali i zaczęli działać samodzielnie, ale jednak. No i zataił istnienie swojej nieślubnej córki.
Wszyscy gapili się na mężczyznę z niedowierzaniem.
-I co teraz zamierzacie zrobić?- spytał Kaspian. Damien z zaciekawieniem przybliżył się do znajomych.
-Szukam jego nieślubnej córki, księżniczki Avalon. Pomyślałem, że może gdzieś się tu pałęta, a poza tym nie chciałem przegapić balu. Szukam jej od tygodnia i mam już dość. A może wy ją widzieliście?- wyciągnął kartkę papieru w ich stronę. Piotr wyrwał mu ją z dłoni i od razu otworzył. Wspaniały uśmiechnął się odkładając kartkę na stół. Wszyscy rozmówcy popatrzyli z zaciekawieniem na niego.
-To ja może pójdę.- oznajmił Piotr.
-Po co?- spytała Liliana.
-Po... nie ważne.- powiedział wstając.

*****

Ava upięła włosy w luźnego kłosa i włożyła srebrną opaskę na głowę. Przejrzała się lustrze i stwierdziła, że wygląda prawie tak jak w śnie. Może trochę lepiej. Nagle do pokoju wparował Piotr.
-Mam ci pokazać jak masz zapukać do drzwi?- spytała blondynka unosząc przy tym brew.
-Pomyślałem, że może zechcesz zejść na dół, Avalon.- mruknął. –Wiedziałaś, że szukają cię w Archenlandii?
-Nie, ale to wyjaśnia skąd znasz moje pełne imię.- oznajmiła. Chłopak popatrzył na nią zaskoczony. –Eh... Przyszedł jakiś posłaniec i powiedział, że szuka księżniczki Avalon?
-Em... Mniej więcej tak.- odpowiedział przeczesując włosy palcami.
-W takim razie chodź, nie będą czekali wiecznie, a ja chcę jeszcze z tobą zatańczyć, głąbie.- uśmiechnęła się, chwyciła go za dłoń i pociągnęła za sobą. Gdy weszli do sali, od razu podeszli do rozmawiających z Archenlandzkim wysłańcem przyjaciół. Ava popatrzyła na nich, uśmiechnęła się i usiadła. Abdon uważnie przyjrzał się uważnie narysowanej postaci, a następnie blondynce i uśmiechnął się.
-Mogłem od razu do was zawitać.- powiedział, a następnie zwrócił się w stronę Avy i wręczył jej list. Dziewczyna otworzyła kopertę. Nagle popatrzyła na posłańca ze zdziwieniem.
-Mam być... Królową Archenlandii?!- spytała znad listu.
-Owszem, wszystko jest tam opisane. Nie było cię w pobliżu, więc nie mogłaś być zamieszana w przekręty, a poza tym chcemy by rządziła nami jedna dynastia, ta do której należysz.- oznajmił. –Jutro wyjeżdżamy do Archnlandii, tam jest już wszystko gotowe na twoją koronację, a tym czasem... Baw się.- powiedział wstając od stołu. Oczy rodzeństwa Pevensie, Kaspiana, Liliany i Damiena powędrowały w stronę Avy, a może raczej Avalon. Dziewczyna siedziała z wzrokiem wbitym w podłogę. Edmund dyskretnie walą Piotra w ramię i wskazał za blondynkę.
-Może chodźmy lepiej.- powiedziała Liliana chwytając Sprawiedliwego za rękę i ciągnąc na parkiet. Zuzanna i Kaspian również poszli tańczyć, a Damien poszedł do Łucji, która ciągle rozmawiała z Aslanem.
-Czemu się nie cieszysz?- spytał Piotr przysuwając się bliżej dziewczyny.
-Czy ty naprawdę jesteś aż tak głupi?- syknęła. –Przepraszam... Nie powinnam tak naskakiwać. Po prostu przyzwyczaiłam się do Narnii i do was.- powiedziała nadal patrząc w podłogę. Wspaniały uśmiechnął się lekko, chwycił dłoń dziewczyny i pociągnął ją za sobą na parkiet. Tańczyli razem, ale w pewnej odległości. Nagle poczuł jak dziewczyna go obejmuje.
-Będę tęskniła.- szepnęła. –Nawet za tobą durniu.

*****

 Pożegnanie było trudne. Jednak trzeba było wrócić do swoich obowiązków. Nie zanosiło się na to by Aslan szybko chciał odesłać rodzeństwo Pevensie, ponieważ następnego dnia już go nie było. Przepadł tak samo szybko jak się pojawił. Mimo to rodzeństwo było szczęśliwe. Mogli cieszyć się Narnią. Nie było już Eleonory, Jasira i wrogich armii. Wszyscy przeciwnicy polegli. Narnia w końcu była bezpieczna, a oni mogli cieszyć się tym wszystkim co ich otacza.
______________________________
W sumie to nie wiem co napisać. Trzymajcie się i do zobaczenia w komentarzach :)

~Zjawa

poniedziałek, 9 listopada 2015

Małe podziękowania :)

Już najwyższy czas na jakieś podziękowania. Wiem, że mogę to zrobić pod rozdziałem, ale myślę, że jednak osoby post z nimi się Wam należy :). 
Zacznijmy od tego, że jest to mój pierwszy blog i nie liczyłam, że ktokolwiek go zobaczy. I w tym miejscu należą się podziękowania Huncwotce Vicky za polecenie mojego bloga na fejsie. Dziękuję.
Jako pierwsza mojego bloga zaobserwowała Bells i od niej też wzięła się Sara (jakby ktoś nie wiedział). No i przy okazji umieściła ileś-tam prababcię Lily w swoim opowiadanku. Nie była to duża rola, ale i tak jarkałam się z dwie godziny.
Oreuis czyli osoba, która nie mam pojęcia dlaczego tu przybyła. Pamiętam jak męczyła mnie z Casmund'em, a ja starałam się jej kulturalnie powiedzieć, że ekhem... *przepraszam za przekleństwo* :kurwa, nie! A potem zaczęło się męczenie z Edly... Ale za to ja męczyłam ją z szablonami... 
To, że wymieniłam akurta Vicky, Bells i Oreuis to nie znaczy, że nie dziękuję też reszcie np. MagicDreams, która pisała mi mega krótkie komentarze, ale one i tak radowały moje serce.
Dziękuję za każdy komentarz, każdą obserwację (nie było ich 50 tysięcy, ale liczba 6 też mnie cieszy) no i przede wszystkim dziękuję za czytanie moich marnych wypocin.
Eh... Ten post wygląda jak pożegnanie, ale to nie jest pożegnanie. Przed nami jeszcze dwa rozdziały i epilog, a co będzie potem to chyba wiecie. Nie chcę rozstawać się z pisaniem, bo za każdym razem wychodzi mi to lepiej i nie chcę tego zaprzepaścić. Co prawda nie wiążę z tym jakiejś wielkiej przyszłości, traktuję to raczej jako hobby, ale kto wie co zrobi ze mną los. Może zamiast architektem zostanę jakąś dziennikarką czy coś, a może jeszcze lepiej, pójdę do wojska! Generał An(tu reszta mojego nazwiska).
Jeszcze raz Wam dziękuję za wszystko ♥

I tradycyjnie gif nie związany z opowiadaniem :)

~Zjawa

piątek, 6 listopada 2015

ROZDZIAŁ XXVIII


W wiosce nastał dzień. Słońce ogrzewało twarze ludzi, którzy wraz z władcami Narnii i ich towarzyszami już dawno byli w drodze na Ker-Paravel. Z przodu szedł Kaspian wraz z Zuzanną i kilkoma centaurami. Omawiali ostatnie szczegóły. W środku znajdowali się Edmund, Liliana wraz z rodziną oraz Łucja i Damien. Na szarym końcu szedł Piotr do którego po chwili podbiegła Ava. Dziewczyna miała na swojej twarzy szatański uśmieszek.
-Cześć Piotruś.- powiedziała słodkim głosem.
-Czego chcesz?- spytał chłodno Piotr. Nie miał najmniejszej ochoty z nią rozmawiać, jednak Ave niespecjalnie to przeszkadzało. Była zawzięta i uparta.
-A ta twoja dziewczyna ze Złotego Wieku to tez strzelała z łuku?- spytała swoim naturalnym głosem.
-Tak, ale wolała miecze. Coś jeszcze chcesz wiedzieć?
-Nauczyłbyś mnie walczyć?- spytała. Piotr zatrzymał się na chwilę. Otępiał. Dziewczyna była coraz milsza dla niego. Po chwili oprzytomniał i ponownie zaczął iść, ale nie odpowiedział Avie na pytanie.
-Jeśli nie chcesz nie musisz.- odpowiedziała spoglądając w dół. –Pewnie dziwnie jest być znowu młodym co?
-Co masz na myśli?- odpowiedział pytaniem, cały czas patrząc w przód.
-Byłeś dorosły i miałeś żonę. A teraz musisz zaczynać wszystko od początku. Nie czujesz się z tym dziwnie?
-Trochę.- odpowiedział.
-Ciekawe...- mruknęła pod nosem Ava, a na jej twarzy pojawił się chytry uśmieszek. Piotr popatrzył w jej stronę, dziewczyna gapiła się na niego swoimi świecącymi oczami. Popatrzył na nią głupio.
-Więc ta twoja cała Sara była twoją żoną?- Piotr popatrzył na nią i przejechał palcami po włosach. Dziewczyna nadal gapiła się na niego swoimi przenikliwymi oczami i z chytrym uśmieszkiem. –Nie musisz nic mówić. Już wiem, że tak. To musiało być ciężkie... Może ja już lepiej pójdę do łuczników.- powiedział. Miała już odchodzić, gdy poczuła jak Piotr łapie ją za rękę.
-Nie musisz iść.- uśmiechnął się. –Szczerze mówiąc, to lubię twoje towarzystwo, ale wolę jak nic nie gadasz.
Dziewczyna przewróciła oczami. Po chwili doszły do nich słuchy, że wkrótce będą już na miejscu. W oddali było już widać Ker-Paravel skąpany w dziennym słońcu.


Na koronację schodzili się wszyscy, nawet Archenlandzki król Nain z rodziną. Wieśniacy tęsknym wzrokiem oglądali się za siebie. Dzieci kurczowo trzymały się spódnic swoich matek. Jasir stał dumnie na balkonie i oglądał idący ku niemu lud, po czym zniknął w pałacu. Nagle rozbrzmiała muzyka. Liliana, Edmund, Dyzma, Damien i Piotr prześlizgnęli się w śród wieśniaków do środka. Mieli czekać na odpowiedni moment by wydać rozkaz ataku. Jasir stał dumnie na podwyższeniu. Stały tam dwa trony z czego jeden był mniejszy. Zaciekawiona Liliana patrzyła cały czas w kierunku mniejszego z tronów. Od zamyśleń wyrwało ją przerwanie muzyki.
-Witaj ludu Narnii! Jesteśmy tutaj by uczcić moją koronację, ale co to za król bez krolowej, prawda?- po tych słowach, Liliana poczuła jego chłodne spojrzenie na sobie. –Dlatego też zebrałem sobie tutaj was wszystkich. Postanowiłem, że koronacja odbędzie się gdy tylko wybiorę sobie żonę, a będziesz nią... TY!- wskazał rudowłosą. Strażnicy położyli jej ręce na ramiona i zaprowadzili na podwyższenie. Dziewczyna padła na kolana i dopiero uświadomiła sobie co się stało.
-Już przede mną klękasz. Bardzo dobrze, a teraz oddaj mi to żelastwo bo cię jeszcze pokaleczysz.- odrzekł i wyciągnął rękę po miecz.
-Czy przypadkiem nie jestem za młoda?- zrobiła krok do tyłu.
-Szybciej się podporządkujesz, a teraz oddaj no ten miecz i idź ze służącymi się przebrać w coś... królews...A!- wrzasnął z bólu. W jego kolanie utkwiła strzała. Liliana poparzyła na swoich towarzyszy. Edmund trzymał w dłoniach łuk Damiena. Po chwili Archenlanczyk odzyskał swój łuk, a Sprawiedliwy wyjął miecz.
-Uciekajcie!- krzyknął Dyzma do zebranych ludzi, a ci natychmiast zaczęli wycofywać się z pałacu.
-Brać ich!- wydusił Jasir, a po chwili ponownie odczuł ból w kolanie. Liliana wbiła mu strzałę jeszcze głębiej, a zaraz po tym została powalona na ziemię przez strażnika. Zaraz do sali przepchnęli się siostry Pevensie, Kaspian, Ava i Narnijczycy. Zaczęło się od osłabienia wojsk Jasira przez łuczników. Liliana jednym ruchem pozbyła się problemu, strażnika i podbiegła do reszty.
-Za Narnię i za Aslana!- krzyknął Piotr. Armia ruszyła. Trzaski, krzyk, jęki. Tylko to było słychać. Padły trzy fauny, a po nich jeden z karłów. Cyntia wraz z Ryczypiskiem i Zuchonem zwalali Kalormeńczyków z nóg. Dosłownie. Młodsza siostra Liliany schylała się lub czołgała po podłodze i wbijała noże w nogi wrogów. Że Zuchon i Ryczypisk byli niżsi, nie musieli się wygłupiać, od razu zadawali ból nogom przeciwników. Czasami mysz wskoczyła im na ramiona i tam załatwiała sprawę.
Piotr znalazł się oko w oko z jednym z największych z armii Jasira. Rycerz zamachnął się. Wspaniały zrobił unik. Ostrze przeleciało mu tuż nad głową, obcinając przy okazji kilka złotych kosmyków. Chwilę później strażnik z którym walczył blondyn leżał na ziemi ze strzałą wbitą w plecy. Ava weszła wyżej na coś co przypominało balkon i stamtąd strzeliła. Miała idealne pole widzenia. Jej oczom umknął  jedynie Edmund, który został wepchnięty do zamkniętego wcześniej pokoju do omawiania strategii. Strażnicy odebrali mu miecz i zamknęli w pokoju wraz z Jasirem. Kalormeńczyk miał owiniętą nogę w białą tkaninę, która przesiąkła krwią. Mimo rany poruszał się świetnie. Drzwi zamknięto bezszelestnie. Jasir stanął przy drzwiach i zaczął bawić się nożem. Patrzył na Sprawiedliwego ze złośliwym uśmiechem.
-Może tak zakopać topór wojenny?- spytał w pewnej chwili. Edmund popatrzył na niego ze zdumieniem.
-Jasne. I co jeszcze?- warknął.
-Nigdy nie odpuszczasz mały?- spytał Jasir. I co jak co, ale nazwanie Edmunda „małym” nie było zbyt stosowne. Chłopak był wyższy od Jasira, ale i mądrzejszy. Jedyną różnicą między nimi był wiek. Edmund miał wkrótce skończyć 17 lat, a Kalormeńczyk z 27, a przynajmniej na tyle wyglądał.
-Odpuść. Nawet jeżeli mnie zabijesz to i tak wygramy.- powiedział z dumą brązowooki.
-A myślisz, że Liana będzie szczęśliwa?
-Ma na imię Liliana.
-Urocze imię, tak samo jak jego posiadaczka. Będzie z niej dobra królowa.
Edmund popatrzył na niego wrogo, a po chwili Jasir leżał na ziemi po drugiej stronie drzwi z nożem wyciągniętym w stronę chłopaka. Sprawiedliwy mocno chwycił jego rękę i wyrwał mu broń, po czym wbił ją prosto w jego serce. Po sali rozległ się krzyk Jasira. Wszyscy popatrzyli w jego stronę. Kaspian uśmiechnął się triumfalnie. Zdawało się, że to już koniec, ale armia przeciwników postanowiła się nie poddawać. Jeden z wrogów zepchnął Łucję z balkonu. Dziewczyna w ostatniej chwili złapała się barierki. Mężczyzna podszedł do Mężnej i popatrzył jej w oczy, po czym kopnął w dłonie. Nagle na jego plecach wylądowała Cyntia.
-Damien! Strzelaj w niego!- krzyknęła, nadal trzymając się mężczyzny i kierując go bliżej barierki. Mimo, że strasznie się szamotał, Damien trafił w niego. Przeciwnik zleciał w dół. Cyntia podeszła do Łucji złapała ją za rękę.
-Ej! Ty!- krzyknęła do stojącego nieopodal fauna. –Pomóż!
Faun podbiegł czym prędzej, krzycząc do reszty by ich osłaniali. Po chwili Łucja siedziała oparta o ścianę. Wokół niej walczyli Cyntia wraz faunem. Ale po chwili rycerzy wroga przybyło. Fauny  broniące początku padały jeden po drugim.
-Łucja... Uciekaj.- nakazała Cyntia.
-Co? Nie... Nie mogę.- powiedziała dziewczyna wstając powoli i chwytając swój łuk.
-Zuzanno! Zabierz ją stąd! Nie damy rady! Trzeba uciekać!- siostra Liliany kompletnie zignorowała słowa Mężnej. Popchnęła ją tylko w stronę Zuzanny i Avy, a sama została walczyć. Po chwili zorientowała się, że została sam na sam z wrogiem. Na dole też nie było za ciekawie, więc nikt nawet nie zwrócił uwagi na górę. Nikt prócz Liliany. Rudowłosa popatrzyła w górę. Jej siostra walczyła jak tylko mogła. Liliana w mgnieniu oka pozbyła się swoich „problemów” i pobiegła na górę.
-Ej wy! Łapska precz od mojej siostry!- krzyknęła. Kalormeńczycy odwrócili się w jej stronę. –Oh...- jęknęła. Było ich z dziesięciu. Jej siostra wspięła się na kolumnę i spadła z niej gdy tylko Lili krzyknęła do przeciwników.
-Cyntia! Uciekaj! Dam sobie radę!- krzyknęła rudowłosa robiąc zamach. Ta posłusznie uciekła z góry i od razu poleciała do Edmunda, by tan pomógł jej starszej siostrze. Liliana ledwo dawała sobie radę. Wkrótce musiała radzić sobie bez broni. Edmund przedzierał się między walczącymi, ale nie było to proste. Zaraz rudowłosa leżała na ziemi. Już zamknęła oczy, by nie widzieć jak przebijają ją mieczem. Ale nagle wszystko ucichło. Wszystkich oślepił blask wydobywający się z zewnątrz. Ów blask przedostał się do wnętrza Ker-Paravelu. Usłyszeli ryk. Był głośny, potężny. Wszyscy mimowolnie zamknęli oczy. Oczekiwali czegoś straszliwego. Oczy jako pierwsza otworzyła Ava. Blondynka rozejrzała się po wnętrzu. Wroga armia zniknęła, tak jak i szkody wyrządzone w pałacu. A przed drzwiami, w pełnym blasku stał...
-Aslan...- szepnęła Ava. Wszyscy natychmiast otworzyli oczy. Liliana wstała, otrzepała się i wyjrzała zza bariery.


-Zejdź do nas, Córko Ewy.- zwrócił się do rudowłosej. Ta powolnym krokiem, lekko kuśtykając, zeszła po schodach. Edmund podszedł do niej i dał jej rękę by mogła łatwiej podejść bliżej. Lew uśmiechnął się i zmierzył ich wzrokiem. Cieszyli się. Wszyscy prócz rodzeństwa Pevensie, które wiedziało co to oznacza, powrót do Anglii. Akurat wtedy kiedy wszystko się skończyło i mogli nacieszyć się Narnią.
-Nie martwcie się.- powiedział spokojnie Lew, uśmiechając się.
-Czy to znaczy, że nie chcesz nas odsyłać?- spytała zaciekawiona Zuzanna.
-Nie teraz. Gdy będzie odpowiedni moment.- odpowiedział. Rodzeństwo uśmiechnęło się. Mogli jeszcze pobyć w Narnii i cieszyć się tym światem. Nie wiedzieli jak długo, ale nie zamierzali marnować czasu na myślenie o tym.
-Na co czekacie moi drodzy?- spytał Aslan. –Cieszcie się.- powiedział ze śmiechem.
-W takim razie co powiecie na bal z okazji zwycięstwa? Jutro?- spytał Piotr. Odpowiedziały mu krzyki radości Narnijczyków.
-Ostatnio jak byłam na balu to dostałam zakaz wychodzenia z wioski do odwołania.- napomknęła pod nosem Liliana.
-I nie posłuchałaś się.- Dyzma popatrzył na córkę surowym wzrokiem. –Ale ostatecznie mogę pomyśleć nad tym.- powiedział z uśmiechem, a potem jego wzrok przeniósł się z twarzy córki na jej dłoń, która ściskała mocno dłoń Edmunda. Dyzma miał już coś powiedzieć, ale w porę ugryzł się w język.
-Aslanie?- odezwała się Łucja. –Czy ty też będziesz na balu?
Lew uśmiechnął się w odpowiedzi i kiwną potakująco łbem.
-To może pójdźmy lepiej się przebrać.- powiedziała Zuzanna. Armia wraz z Cyntią wyszła na zewnątrz wraz z Aslanem, a rodzeństwo, Kaspian, Ava, Damien, Dyzma i jego starsza córka zostali w środku. Rodzeństwo Pevensie, Telmar oraz Archenlandczycy ruszyli ku schodom. Liliana również zaczęła kuśtykać w ich stronę. Edmund przystanął i niepewnym krokiem zaczął iść w stronę rudowłosej by jej pomóc.
-Śmiało.- powiedział Dyzma w jego stronę. Sprawiedliwy popatrzył na niego nieco otępiałym wzrokiem, ale w końcu zebrał się w sobie. Podszedł do dziewczyny, a ona położyła mu rękę na ramieniu i podniosła nieco wyżej okaleczoną nogę. Myślała, że chłopak pomoże jej iść, ale on wziął ją na ręce i zaniósł do pokoju, po czym zostawił dziewczynę samą.

*****

Po kolacji gdy już wszyscy smacznie spali, Liliana postanowiła złożyć wizytę Edmundowi. Przykuśtykała pod drzwi jego komnaty. Dostrzegła światło wydobywające się ze szpary w drzwiach. Otworzyła delikatnie drzwi, weszła do środka i zamknęła je za sobą. Edmund czytał jakąś książkę przy świecach. Gdy dziewczyna weszła do pokoju natychmiast odrzucił książkę na bok i pomógł jej podejść do łóżka, po czym razem na nim usiedli.
-Co się stało?- spytał z zaniepokojeniem.
-Bo myślałam o tym co powiedziała Zuzanna, o tym odsyłaniu was do em... Aneglii? Angelii?
-Anglii.- powiedział.
-Właśnie. O to chodzi, że jak odejdziecie to... wrócicie tu?
-Nawet jeśli to... u nas czas biegnie inaczej niż tu. U nas może minąć rok, a tu 1300 lat. Ale nie martw się. Aslan nie powiedział kiedy nas odeśle. Może to zrobić nawet za 50 czy 70 lat, kiedy będziesz już moją królową i...- Edmund ugryzł się w język i poczerwieniał.
-Uroczy jesteś, a teraz przydaj się na coś i zanieś mnie do mojej komnaty. 
______________________________
Witajta ludziska! Udało mi się napisać rozdział na dziś! Jak wróciłam ze szkoły zachowuję się jakbym ćpała. Jak poszły mi egzaminy? A tak sobie :D.
A teraz czas na być może złe wieści. Po rozdziale XXX pojawi się epilog. A co potem? Nie mam pojęcia. Miałam pisać o tym Digorym i Poli, ale muszę to jeszcze przemyśleć, albo opiszę no nie wiem... Dobra, jestem niezdecydowana. Bardzo niezdecydowana.
To do zobaczenia w komentarzach na, które odpowiem dziś do godziny 22 albo po godzinie 23 (ponad 40 minut raju z nowym sezonem Agentów T.A.R.C.Z.Y, teraz wiecie dlaczego się tak jarkam ^^).

~Zjawa
.
.
.
.
.
.
template by oreuis