środa, 21 października 2015

ROZDZIAŁ XXV


Cyntia uważała, że to niezbyt odpowiedzialne ze strony Zuchona, że dał czternastolatce ostre narzędzie. Dziewczyna mimo to czuła się dobrze, bo już nie raz miała do czynienia z bronią. Kiedyś razem z Lilianą, wymykały się wieczorami z domu, by poćwiczyć walkę. Dziewczynom nigdy nic się nie działo, jedyną osobą, która zawsze obrywała był Damien. Chłopak zawsze mógł wychodzić z domu kiedy chce. W sumie to on nawet nie miał domu. Po opuszczeniu Archenlandii znalazł pracę u jakiegoś rybaka, który nie pozwalał mu u siebie mieszkać. Chłopak włamywał się więc do stajni lub innych przydomowych budynków i tam spał. Trzy lata temu obrał sobie za cel składzik przy domu Liliany i jej rodziny. Damiena nakryła jednak Cyntia. Dziewczyna stwierdziła jednak, że mu pomoże. Jakieś dwa lata temu zapoznała go z Lilianą i młodsza musiała usunąć się w cień. Cyntia do tej pory miała żal do siostry, że ta zabrała jej przyjaciela. Nie była to oczywiście jej wina, bo Damien pewnego czasu podkochiwał się w rudowłosej Lilianie, o czym Cyntia nie wiedziała.
-Ekhem... Młoda, nie bujaj teraz w obłokach. Działaj.- szepnął Zuchon. Dziewczyna otrząsnęła się i podeszła do krat celi.
-E! Głąby!- krzyknęła. Pijani strażnicy odwrócili się niezgrabnie. –I tak nie wygracie. Wasza głupia przywódczyni nie da sobie rady z królem Kaspianem!
-A cto... nipby czem...?- wymamrotał jeden z nich.
-Bo jest jednym chodzącym uosobieniem głupoty i do tego jej podwładni to idioci!
-Tsco...?! Lepij to odsczekaj!- krzyknął drugi i podszedł do krat.
-Dalej idioto!- krzyknęła i plunęła mi na maskę. Mężczyzna rozzłościł się, otworzył celę i wszedł do środka. Próbował wyciągnąć miecz, ale po chwili jęknął z bólu. Cyntia dźgnęła go w brzuch, po czym zabrała jego klucze oraz broń i podeszła do drugiego ze strażników. Ten również jęknął i padł na ziemię.
-Lepiej wracaj do celi, jeżeli nie chcesz kłopotów.- usłyszała nad sobą głos mężczyzny. Był to Aban, który władał Narnią wraz z Eleonorą. Dziewczyna uniosła głowę i uśmiechnęła się.
-Nie.- odparła radośnie i wymierzyła mu cios w ramię. Mężczyzna spojrzał na nią ze zdziwieniem. Aban wyciągną swój miecz i natarł na dziewczynę, która zgrabnie uniknęła ciosu. Cyntia wykorzystała to, że stoi z tyłu i walnęła go rękojeścią w plecy. Mężczyzna uchylił się by złapać powietrze. Dziewczyna nie czekała na jego ruch. Rzuciła miecz, wyciągnęła nóż, który dał jej Zuchon i skoczyła Abanowi na plecy.
-Z..ze..zejdź... ze...ze mnie...e...- wydusił.
-Robi się.- odparła i przyłożyła mu nóż do szyi. Po chwili stała już na ziemi nad jego martwym ciałem. Więźniowie patrzyli na jej poplamione krwią ręce. –Sam nie mogłeś tego zrobić?- zwróciła się w stronę Zuchona. –Żaden z was nie mógł?- spytała resztę więźniów powstrzymując łzy.
-Ja mam rękę przykutą do krat.- mruknął Zuchon. Dziewczyna przyjrzała się lepiej ręce karła. Faktycznie był przykuty. Podeszła do jego celi, otworzyła ją, a następnie zajęła się kajdanami.
-Co dalej?- spytała.
-Ich też otwórz. Znam wyjścia, których ta baba nie zna.- rzekł Zuchon z ulgą. W końcu miał wolną rękę. Dziewczyna, wraz z pomocą Ryczypiska, posłusznie wypuściła więźniów, którzy są lojalni Kaspianowi. Karzeł w tym czasie zabrał bronie strażników i Abana. Zuchon rozglądał się jeszcze i postukiwał w każdą cegłę. Po chwili wygał z siebie zadowolone mruknięcie.
-Za mną.- oznajmił.
-Przez ścianę raczej nie przejdziemy.- powiedziała Cyndia, nakładając pas Abana, po czym włożyła miecz i nóż do pochwy przyszytej do paska. Zuchon uśmiechną się figlarnie i pchnął ścianę. Oczom wszystkich ukazał się tunel. Karzeł poszedł przodem, a za nim dziarsko wkroczyła Cyntia z Ryczypiskiem na ramieniu. Gdy wszyscy weszli już do tunelu, ceglane drzwi zatrzasnęły się nie robiąc praktycznie żadnego hałasu. Tunel był dość wysoki i szeroki. Cyntia przypuszczała, że stworzono go na wypadek, gdyby jacyś zbuntowani poddanie wsadzili króla do więzienia. I to zadziałało by, gdyby tylko król był w odpowiedniej celi, a była nią cela Zuchona. Ryczypisk pewnie dawno by już zwiał, gdyby nie fakt, że w celi w której był, były kraty przez które nawet dłoń Cyntii nie chciała się przecisnąć, a co dopiero ogromna mysz. Tutaj szli swobodnie za karłem. Zuchon przy każdym zakręcie przystawał i myślał, a potem zazwyczaj wybierał lewą drogę. Szli tak około dwóch godzin, aż w końcu ujrzeli schody na powierzchnię. Cyntia odepchnęła Zuchona od schodów. Sama weszła po nich i otworzyła drewnianą klapę. Do tunelu wleciało światło księżyca.
-Znam to miejsce. To las przy cytadeli. Za mną!- zarządziła i pobiegła przed siebie. Zza drzwi zobaczyła dwie męskie sylwetki. Podeszła do nich bliżej. Teraz lepiej widziała twarz Kaspiana.
-Witam waszą wysokość.- ukłoniła się zgrabnie.
-Wybacz to pytanie, ale czy ja cię skądś nie znam?- spytał stojący obok Telmara blondyn.
-Z kim wy gadacie po nocach?- głowę z jaskini wystawił do nich zaspany chłopak.
-Z jakąś dziewczyną, której imienia nie znamy.- odparł Kaspian.
-Cyntia.- odrzekła, rozpuszczając rude warkocze.
-Cyntia?!- spytał głośno i wybiegł z jaskini. Podbiegł bliżej. –Cyntia!- krzyknął znowu i odjął mocno dziewczynę.
-Damien, dusisz.- powiedziała i walnęła go w głowę. Archnalandczyk natychmiast puścił dziewczynę i złapał się za głowę. Zaraz wyszła reszta towarzyszy. Byli zaspani i źli, że ich obudzono.
-Jest środek nocy. Możecie z łaski swojej się tak nie drzeć?- wymamrotała Liliana.
-Z łaski swojej to powinnaś się cieszyć. Przyprowadziłam wam pomoc.- Cyntia uśmiechnęła się i odwróciła w stronę lasu. Między drzewami  można było dostrzec światła pochodni, a zaraz na polanie pojawił się Zuchon i Ryczypisk, a po nich reszta uwolnionych więźniów. Kaspian, Piotr i Damien otworzyli usta ze zdziwienia.
-Widać, że to twoja siostra.- szepnął Lilianie Edmund. Rudowłosa uśmiechnęła się z lekkim triumfem.
-Będziemy tak tutaj stać, czy możemy już się zdrzemnąć?- mruknął Zuchon.
-Lubię gościa.- powiedziała zaspana Ava. –Ma dobre pomysły, w przeciwieństwie do ciebie idioto.- poklepała Piotra po ramieniu i wróciła do jaskini.

*****

Ava obudziła się z samego rana, gdy wszyscy jeszcze spali. Dziewczyna przetarła tylko oczy i wstała najciszej jak mogła. Wyszła na polanę. Piękniejszego poranka nie mogła sobie wyobrazić, słońce ogrzewało jej twarz, lekki wiatr chłodził i ta cisza, którą przerywał śpiew ptaków. Jedyną rzeczą, która psuła dziewczynie ten obrazek, był Piotr stojący pod drzewem. Dziewczyna uznała, że będzie to idealna okazja by wypytać o to, kogo mu przypomina. Przybrała flirciarski wyraz twarzy i podeszła do blondyna.
-Cześć Piotruś.- powiedziała wymuszonym słodkim głosem i oparła się o drzewo.
-Piotruś?- spytał rozbawiony.
-Jesteśmy sami, więc nie muszę się hamować.- powiedziała kładąc głowę na jego ramieniu. Piotr otworzył szerzej oczy ze zdziwienia. Dziewczyna zabrała głowę z jego ramienia i zaczęła gładzić chłopaka po policzku. Przy okazji wpatrywała się w jego niebieskie oczy, które zdawały się być coraz bardziej zdziwione i przerażone, jednak im twarz dziewczyny była bliżej tym te uczucia znikały.
-To może powiesz mi kto jest tak samo uparty jak ja?- szepnęła, gdy ich usta były niebezpiecznie blisko.
-Mogłem się tego spodziewać. Ty nigdy nie jesteś miła. Sara. Miała na imię Sara. Była równie uparta co ty, ale miałyście jeszcze jedną wspólną rzecz.- powiedział odchodząc trochę od drzewa i Avy.
-Mianowicie?
-Obie próbowałyście mnie zabić. Tyle, że ona mnie nie nienawidziła, wręcz przeciwnie. Miała w tym zupełnie inny cel, ale to dość długa historia. Walczyła lepiej niż nie jeden rycerz, a przy tym dobrze wyglądała.
-Urocze.- powiedziała pod nosem.
-Co jest urocze?
-To jak o niej mówisz. Też chciałabym by ktoś tak o mnie mówił.- powiedziała z niewymuszonym uśmiechem i z lekkością w głosie. Piotr popatrzył na nią. Wyglądała zupełnie inaczej niż zwykle. Miała rozmarzony wzrok i delikatny, aczkolwiek szczery uśmiech.
-Ktoś na pewno kiedyś tak powie, wystarczy, że trochę poczekasz, no i będziesz milsza.
-Ha. Ha. Nie śmieszne. Ty to wiesz jak pocieszyć kobietę.- zaśmiała się. Rozmowę pary blondynów przerwały głosy wychodzących z jaskini towarzyszy.
-Jesteś idiotą Piotr!- krzyknęła, po czym uśmiechnęła się porozumiewawczo i podeszła do reszty. Blondyn przewrócił oczami i podszedł do nich leniwym krokiem. Wszyscy uważnie słuchali Zuzanny, która przedstawiała plan ataku. Piotr przysłuchiwał się uważnie siostrze. W Złotym Wieku zdarzało się, że pomagała mu i Edmundowi w sprawach strategicznych, więc nie specjalnie dziwił się, że coś wymyśliła. Bardziej był zaskoczony tym, że sam nie wymyśliłby lepszego planu.
-Też mogłabym pomóc.- odezwała się pewnie Cyntia.
-Nie obraź się, ale jesteś za mała na takie bitwy.- powiedziała Łucja. Edmund próbował powstrzymać śmiech na widok twarzy siostry. W oczach młodszej Pevensie tliła się zazdrość, najprawdopodobniej za wczorajszy uścisk Damiena i Cyntii. Poza tym Mężna była zaledwie o rok starsza od dziewczyny.
-Wiesz, wczoraj załatwiłam trzech mężczyzn bez niczyjej pomocy, więc chyba dam sobie radę.  Znalazła się królowa od wydawania rozkazów.- prychnęła. Liliana walnęła dyskretnie siostrę w ramię.
-Właściwie to, to jest ta legendarna czwórka władców Narnii. Czytałaś o tym.- szepnęła. Wzrok Cyntii skakał z Zuzanny na Piotra, potem na Edmunda, aż w końcu zatrzymał się na Łucji.
-I co w związku z tym? I tak mogę się przydać. Dam sobie radę.
-W to nie wątpię.- powiedział Damien. Łucja spiorunowała chłopaka wzrokiem, ale on zdawał się nie zwracać na to uwagi i kontynuował. –Zanim zleci się tu reszta Narnijczykówi to możemy trenować, a nawet musimy. Chyba, że wolicie umrzeć w co wątpię.
-Czyli postanowione. Wszyscy ruszają tyłki i trenują!- krzyknęła Zuzanna chwytając stój łuk.



*****

Zamach. Unik. I tak co chwila. Liliana i Edmund walczyli do momentu aż ktoś nie upadnie, z resztą jak wszyscy inni. Jednak od czasu kiedy zaczęli, żadne z nich nie myślało o upadaniu, mimo, że byli już bardzo zmęczeni. Edmund wziął zamach i w końcu udało mu się przewrócić dziewczynę. Rudowłosa od razu złapała się za brzuch. Przerażony brązowooki podbiegł do dziewczyny, pomógł usiąść i objął ją mocno. Nagle leżał na ziemi, a na nim siedziała Liliana z triumfalnym uśmiechem.
-Wygrałam.- powiedziała nachylając się trochę nad twarzą chłopaka.
-To było oszustwo.
-Przyznaj po prostu, że cię pokonałam.- powiedziała schodząc z Edmunda, po czym podała mu rękę. Sprawiedliwy wolał jednak wstać sam.
-Poradzę sobie.- uśmiechnął się przy okazji wpatrując się w oczy dziewczyny. Emanowała z nich radość większa niż zwykle. Z resztą nie tylko oczy, cała Liliana była szczęśliwsza niż zwykle.
-Mogę ci zadać pytanie?- spytał niepewnie.
-Oczywiście.
-Ostatnio byłaś taka przygnębiona, a teraz jesteś szczęśliwa jak nigdy i...
-Wszystko w porządku. Wiem, że Aeron nade mną czuwa. Poza tym nie chciałby bym całymi dniami płakała z jego powodu. Ja to wygram, dla niego.- powiedziała z uśmiechem na twarzy, gdy nagle przed ich oczami przeleciał nóż i wbił się w drzewo. Usłyszeli tylko jak ktoś odbiega od nich.
-Cyntia! I tak cię znajdę choćbyś ukryła się w Kalormenie!- krzyknęła rudowłosa i pobiegła szukać siostry.

*****

-Nie ruszaj się.- szepnęła Cyntia i schowała się za Damienem. –Zuchon uczył mnie jak rzucać nożem no i rzuciłam. Nawet im się nic nie stało, ale oczywiście to moja wina.- powiedziała wychodząc zza pleców chłopaka i stanęła przed nim z szerokim uśmiechem.
-Może powinienem dać ci łuk?
-Nie, wolę miecz. Czuję się wtedy pewniej.
-Ja czuję się głupio. Zachowujesz się poważniej niż ja, a to ja jestem starszy.
-Pójdziesz ze mną do wioski? Musze się przebrać i przy okazji zabierzemy coś do jedzenia i picia.- powiedziała po chwili milczenia robiąc proszącą minę, która na widok idącej w ich kierunku Łucji natychmiast zniknęła z twarzy. –To znaczy, o ile twoja paniusia ci pozwoli.- prychnęła. Mężna gdy tylko podeszła chwyciła Archenlandczyka za rękę i pocałowała w policzek, po czym spiorunowała Cyntię wzrokiem. Na młodszej siostrze Liliany nie zrobiło to jednak najmniejszego wrażenia.
-Twoja siostra cię szuka.- prychnęła Łucja.
-Wiem, a teraz przepraszam, ale idę tam gdzie ciebie nie ma.- powiedziała Cyntia, po czym odeszła od Archenlandczyka i dziewczyny. Nie zdążyła jeszcze dobrze poznać przyjaciół Liliany, a już wiedziała, że raczej ich nie polubi, szczególnie jej. Uważała ją za nadętą dziewczynę, która uważa się może nawet za samego Aslana, w którego istnienie Cyntia nie do końca wierzyła. Wydawało jej się dziwne, że tą krainą rządzi lew. Uważała to za co najmniej niedorzeczne i dziwne.
Dziewczyna obejrzała się za siebie, by zobaczyć czy Łucja już oddaliła się od Damiena. Miała rację, Mężnej już tam nie było. Cyntia przewróciła oczami. Nagle wpadła na kogoś. Poczuła najpierw materiał koszuli, a potem czyjeś ręce na ramionach, które skutecznie ją odepchnęły. Popatrzyła wyżej i ujrzała twarz Edmunda.
-Nie musisz już uciekać. Zuchon wyjaśnił sprawę i teraz Lili się na nim wyżywa, że mogłaś nas zabić i takie tam.- powiedział z uśmiechem na twarzy.
-Jasne. Przepraszam, nie powinien dawać mi ostrych narzędzi i pokazywać mi jak rzucać nożem między ludzi.- powiedziała po czym zapanowała niezręczna cisza. –To ja idę, a ty wracaj do mojej siostry.- powiedziała, cofając się delikatnie i wolno do tyłu, co po chwili zamieniło się w szaleńczy bieg. Nagle znowu poczuła czyjeś ciało przy swojej twarzy.
-Powinnam czasem patrzeć przed siebie.- mruknęła i szybko odepchnęła się od osoby na którą wpadła.
-Powinnaś, ale gdzie ty tam chciałaś iść?- spytał Damien.
-Do wioski po jakieś jedzenie i ubrania. Czyli, że idziesz ze mną?
-No tak.
-To na co czekamy. Za mną.- powiedziała i popędziła w las.

*****

Cisza opanowała całą polanę. Wszyscy byli wykończeni ćwiczeniami i ani myśleli o rozmowach. Rozkoszowali się ciszą. Zuzanna czyściła swój róg, Ava i Piotr gapili się w ziemię, Kaspian przyglądał się uważnie Łagodnej, Liliana i Edmund czyścili swoje bronie, a pozostali leżeli lub spali na ziemi. Powietrze wydawało się bardziej rześkie niż zwykle, a wieczorne słońce cieplejsze. Nawet gdy Cyntia i Damien wrócili z jedzeniem zachowywali się cicho. Dzień powoli się już kończył. Nic nie wskazywało na to, że ma się wydarzyć coś jeszcze, a jednak. Usłyszeli dudnienie. Wszyscy natychmiast się podnieśli i wzięli swoje bronie. Z lasu nie wyłonili się jednak wrogowie, ale Narnijczycy. Zaczynając od centaurów, przez karły, kończąc na mówiących zwierzętach.
-Zostaliśmy wezwani głosem Rogu Królowej Zuzanny. Przybyliśmy by odbić i chronić Narnię.- powiedział jeden z centaurów. Po tych słowach Narnijczycy pokłonili się królom i królowym.
-Nieźle...- szepnęła Ava pod nosem. Narnijczyków było mnóstwo. Ten widok zapierał dech. Wszystkich ogarnęło uczucie szczęścia. Rodzeństwo Pevensie popatrzyło na siebie.
-Wygramy to. Za Narnię i za Aslana!- krzyknął Piotr, a zaraz po nim rozległy się okrzyki radości i chęci walki.

*****

Eleonora stała nad mapą. Co chwila przesuwała jakieś oddziały. Z jej oczu biła wściekłość. Uciekli cenni więźniowie, którzy znali zamek jak mało kto, którzy wiedzieli o rzeczach niedostępnych, ukrytych gdzieś w zamku. Nie bardzo przejmowała się śmiercią Abana, wręcz przeciwnie. Cieszyła się i liczyła, że Jasir i Kalormeńczcy opuszczą już Narnię. Chciała władać krainą jak chce, a że ich władca nie żyje to po co mają się tu gnieździć. Nagle drzwi się otworzyły, a w nich stał Jasir. Wyglądał na bardzo zadowolonego.
-Witaj.- powiedział z wyjątkową radością w głosie. –Czyż to nie wspaniały dzień? Nie będziesz musiała nas już więcej widzieć!
-Czyli się wynosicie? Fantastycznie.- oznajmiła krzyżując ręce na piersiach.
-Och! Nie my! Ty się wynosisz.
-Co?!- krzyknęła. Do pomieszczenia weszło dwóch umięśnionych Kalormeńczyków. Chwycili Eleonorę. Kobieta zaczęła się szarpać, kopać, a nawet gryźć. Wszystko zdało się na nic. Mężczyźni wynieśli ją z pokoju ku uciesze Jasira. Mężczyzna zaśmiał się pod nosem i wyjrzał przez drzwi. Eleonorę prowadzono do więzienia. Było tam pełno krwi, a nawet w kącie leżały jeszcze ciała. Serce kobiety zadrżało. Więźniowie, którzy nie zostali uwolnieni, patrzyli na nią zabójczym wzrokiem. Czuła, że gdy tylko Kalormeńczycy wsadzą ją do celi i odejdą, zostanie zmasakrowana przez więźniów. Serce zaczęło bić jej szybciej. Nagle poczuła brudną, kamienną podłogę i usłyszała skrzypnięcie zamykanych drzwi. Wstała i natychmiast podeszła do nich, łapiąc za zimne, metalowe kraty.
-Wy... Wy... Głupcy! Kłamcy!- krzyknęła.
-Ta... A ty niby taka dobra jesteś?- odezwał się jeden z więźniów. Nie wyglądał zbyt przyjaźnie, z resztą tak samo jak reszta. Był otyłym, łysym mężczyzną o okropnych, świdrujących oczach. Czuła jak przeszywa ją na wylot. Serce biło jej coraz szybciej. Pobladła i usiadła w kącie na ziemi. Skuliła się i schowała głowę.
-Nie próbuj uciekać, nic ci to nie da. Gdy tylko nadarzy się okazja, gdy tylko zaśniesz... Zaśniesz na wieki.- powiedział łysy mężczyzna, po czym zaśmiał się złowrogo. –Za to co nam zrobiłaś, nam wszystkim, powinnaś cierpieć, umierać w męczarniach.- podszedł do niej, złapał za ramię i podniósł. –Rozumiesz?
-Tak...- powiedziała cicho.
-Rozumiesz?!- ryknął potrząsając kobietą.
-Tak!
-No... I tak ma być.- powiedział rzucając ją na ziemię.
-Odpuść. Jeszcze się nam przyda, do ucieczki.- odezwał się stojący przy ścianie mężczyzna. Miał potargane brązowe włosy, przysłaniające mu twarz, a jego głos był głęboki. –Oczywiście gdy tylko się stąd wydostaniemy, nie będę cię powstrzymywał. Nawet więcej, pomogę ci. Wiem, że coś zrobiła moim córkom i temu chłopakowi co u ciebie pracował. Temu Archnlandczykowi. Jak mu tam było?
-Damien.- powiedział otyły mężczyzna, drapiąc się po łysinie.
-Chodzi wam o Damiena i te dwie rude?- Eleonora podniosła na nich wzrok, a na jej twarzy pojawił się uśmiech, godny najgorszego krętacza.
-One mają imiona.- odezwał się mężczyzna o głębokim głosie.
-Nieważne, liczy się tylko to, że nie możecie mnie zabić.- uśmiechnęła się szyderczo, rozwalając przy tym swój wysoki kok.
-Niby czemu?
-Bo tylko ja wiem gdzie oni są.- oczywiście blefowała, tak samo jak oni nie miała pojęcia co dzieje się z Lilianą, Cyntią i Damienem. Chciała tylko ochronić swoje życie, a potem uciec i zaszyć się gdzieś w lesie. Nie bała się, bo nie raz już oszukiwała ludzi.
-Skoro tak, to musimy cię oszczędzić. Na razie. Gdy tylko spróbujesz nas oszukać w choćby najmniejszy sposób, pozbędziemy się ciebie. Mam nadzieję, że rozumiesz?- spytał otyły mężczyzna, przykładając pięść do jej twarzy.
-Oczywiście.- przełknęła ślinę.
-Cieszę się.- odpowiedział, oddalając pięść od jej twarzy. 
_____________________________
Serio weno? Serio? To mają być jakieś żarty? Myślałam, że przez brak weny i wieczne kartkówki w szkole pisanie tego rozdziału zajmie mi z 2 tygodnie. Pomyliłam się. Miałam wenę, a przez cały tydzień zero kartkówek. Dzięki świecie!
Dobra, dość tego. To chyba w sumie nawet lepiej, że miałam wenę. Ale nie o tym chciałam teraz pisać. Jak widać zbliża się bitwa o Narnię, a po bitwie opisze pewnie dwa, trzy dni z ich życia i będzie koniec. Kończący się koniec. No i oczywiście zastanawiam się o czym pisać dalej i czy w ogóle pisać. Mam dwie opcje, jeżeli będę. Agents of S.H.I.E.L.D albo OzN: Siostrzeniec Czarodzieja. Czyli oba są ff. Na oba mam pomysły, ale tylko do Marvelowskiego serialu mam "obsadę". Ale myślę, że brak wyglądu bohaterów do Siostrzeńca, nie robiłby aż takiego problemu. I w sumie to nie wiem o czym pisać. Chciałam was tylko powiadomić mniej więcej o moich planach :)
To do zobaczenia w komentarzach :)

~Zjawa

12 komentarzy:

  1. WYJĘ. SPOWODOWAŁO TO ZALEDWIE PARĘ SŁÓW, A TY DOBRZE WIESZ JAKIE.
    JESZCZE TUTAJ WRÓCĘ, MUSZĘ SIĘ USPOKOIĆ.
    Bells

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To... No ten... Y... Czekam XD
      ~Zjawa

      Usuń
    2. Laptop wrócił ^^
      Łucja, ty... no nie znałam Cię od tej zazdrosnej strony. Kiedy Damien przestał być wyimaginowanym chłopakiem zmieniłaś się.
      No, ale Cyntia <3 Widać, że ona i Lilka to ta sama krew.
      Końcowa scena:
      TAK, TAK, DOŁĄCZAM SIĘ DO TATUSIA RUDZIELCÓW, O TAK.
      I teraz wypadałoby się wypowiedzieć na temat przez, który wyłam xD
      "-Mogłem się tego spodziewać. Ty nigdy nie jesteś miła. Sara. Miała na imię Sara. Była równie uparta co ty, ale miałyście jeszcze jedną wspólną rzecz.- powiedział odchodząc trochę od drzewa i Avy."
      No, aż mi się ciepło na serduchu zrobiło. Naprawdę dziękuję <3
      Komentarz krótki, wybacz. No, ale skoro laptop zmartwychwstał trzeba się brać za pisanie rozdziałów do siebie.
      Nie, wcale nie będzie EPIC BIG LOVE. Wcale.
      No to tak: weny, czasu, słodyczy, dobrych ocen,
      Bells

      Usuń
    3. Musiałam zrobić taką Łucję. I tak w sumie jej nie lubię, więc czemu by nie?
      A potem, jak ogarną, że ta głupia baba kłamie, będzie wpier... ekhem.. będą się bić c:
      Cieszę się, że ci to pasowało. Serio, po twoich słowach mi również zrobiło się ciepło na serduchu ♥
      No właśnie. WRACAJ PISAĆ, BO PRZECIEŻ AVA MUSI SIĘ JESZCZE PIOTRA O SARĘ WYPYTYWAĆ (no i chcę już wiedzieć co było dalej i ogółem to... chcę nowy rozdział).
      Dziękuję ♥
      ~Zjawa

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Szkoła... Dzięki, że mi przypomniałaś, mam jutro sprawdzian z bioli!

      Usuń
    2. Lujuu, jak ja nienawidzę szkoły. Ucz się cały dzień a następnie dowiedz się.że napisałaś kartkówkę z biologi na 1! Testy, testy, wszędzie testy ;-; Zjawo, masz jusz próbne testy gimnazjalne? Zresztą nieważne. Przejdę do rozdziału. Cynthia taka fajna^^ Przypomina mi trochę moją znajomą, której jest marzeniem bycie seryjnym mordercą. Wiesz co Zuchon? U mnie ubiera się w sukience Eveneth a tu wyręcza się czternastolatką. Kajdanki... Pff.. Jasne! :D Jejku, świetnie ci wyszła scenka z Edly *.* Nie za słodkie, po prostu fragment idealnie odzwierciedlający charakter Liliany. Kurde, widziałam spojler, ale nie mogłam skomentować, gdyż uczyłam się do biologi (pacz wyżej )Uuu czyli nasz Piotreł był z Sarą? Znaczy nie tylko u Bells ale i tu? Piotr nie ma szczęścia do dzieeczyn. Piotreł wyrywa na udawanie ofiary do zabicia a Edek na przewracanie dziewczyn w lesie. Elenora powinna zginąć od razu. Gdyby mi ją wrzucili do celi.. szast prast i po sprawie. Bez zbędnego pierdolenia :D Wybacz za mój krótki komentarz, ale MUSZĘ się uczyć do biologi z jakiegoś oddychania tlenowego ( i tak dostane pałe :D )
      Weny,
      ~ Huncwotka Vicky

      Usuń
    3. Bądź mną. Nie ucz się, napisz na 3/4! HELL YEAH!
      Próbne mam w listopadzie, a potem chyba w luty i ten normalny, na który oczywiście się nie przygotuję, bo po co.
      Lubię tą twoją koleżankę.
      Oooo.... Nawiązanie do mojego komentarza pod twoim rozdziałem (wzruszyłam się c:). No kajdanki... Albo mu się tyłka nie chciało ruszać. To też bardzo prawdopodobne.
      Oj... Dziękuję C:
      No bo po co miałam mu wymyślać jakąś inną panienkę, Przecież jest wspaniała Sara!
      Chwila... Czy Edek przewrócił kiedyś Lili w lesie? Jeżeli nie, to musi to zrobić, bo inaczej to nie związek. Ej! A podryw Kaspiana na oblewanie wodą? Wszyscy o tym zapomnieli :c
      Oddychanie beztlenowe? Pff... Układ hormonalny gorszy.
      Dziękuję ♥
      ~Zjawa

      Usuń
  3. Oreuis jak zwykle ostatni... Jakoś cały czas przegapiam moment, w którym dodajesz posty...
    No, ale przeczytałam i teraz piszę.
    Podobało mi się i to bardzo mimo iż:
    1. Było mało Edly moments.
    2. Cynthia chce odbić Łucji Damiena
    3. Cynthia zachowuje się jak chłop i zabija wszystkich z zimną krwią.

    Nie jestem pewna czy wszystko dobrze zrozumiałam. Ava jednak lubi Piotra, czy tylko udawała? To trochę pogmatwane, a przynajmniej tak mi się wydaje. Albo Ava udaje, że Piotr jest głupi, mało inteligenty, brzydki i tym podobne, albo zmyśla, że najstarszy Pevensie jest super fajny i przystojny. Jestem za pierwszą wersją, bo przecież Ava i Piotr z frosty będą razem i nikt nie ma argumentów przeciw temu.
    Zaczynam coraz mniej lubić Cynthię... Jak mogła rzucić sztyletem (czy tam nożem, już nie pamiętam, a nie chce mi się sprawdzać co to było <: ) między zakochaną parę: Edmunda i Lilianę! A tak w ogóle to jak mogłaś napisać tak mało o tej dwójce w takim momencie! Tyle się mogło dziać, a ty po prostu urwałaś wątek... Chyba powinnam przywyknąć ♥
    Czy tylko ja nie przepadam za Cynthią? Dlaczego to zawsze ja mam odmienne zdanie...

    Nie możesz kończyć tego opowiadania! NIEEEEE! *oreuis lamentuje* Nigdy nie doczekam się kiedy Edly urodzi się gromadka dzieci! BUUU!!!
    Jest tyle nie wytłumaczonych rzeczy, jak ty chcesz to tak szybko zakończyć to ja nie wiem... Wiedz tylko, że cokolwiek byś nie pisała i tak będę to czytać, to znaczy... z pewnością znalazły by się jakieś wyjątki ^^

    Co do szkoły to się nie przejmuj <: Przez całą trzecią klasę gimnazjum nie uczyłam się, od czwartej klasy nie miałam świadectwa z czerwonym paskiem, a tu na koniec klasy trzeciej BUUM! Czerwony pasek i stypendium za egzaminy :)) Nie twierdzę, że masz się nie uczyć, nie, nie. Po prostu nie denerwuj się ☺ bo wszystko będzie dobrze ^^

    Pozdrawiam serdecznie c: i życzę duuuużo weny do pisania o Edly!!

    oreuis

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W przyszłym rozdziale, który piszę właśnie teraz, będzie trochę więcej Edly, bo przybędzie nie kto inny jak ojciec Lili no i... Nie. Nie powiem tego.
      Ej! Cyntia nie chce odbić Łucji Damiena! Mimi Lili chciała tylko porozmawiać, a Lucy ma jakieś wąty (według google to jest poprawna wersja).
      O Avie i Piotrze też coś będzie w przyszłym rozdziale. O to chodzi, że blondynka ZACZYNA go lubić. A udawała taką "OMG Piotreł jaki jesteś super przystojny i ogólnie taki genialny i świetny", tylko po to, żeby wyciągnąć z niego to o Sarze.
      Nie musisz jej lubić. Ona sama była mi potrzebna tylko do uwolnienia Zuchona i Ryczypiska.
      Przywyknij. To będzie dobre wyjście.
      A czy ja pisałam, że się szkołą przejmuję? Ja się przejmuję, bo nie wiem dokąd pójdę. W szóstej klasie podstawówki, przestałam się tak uczyć, a i tak miałam pasek. W pierwszej gimnazjum, totalnie olałam naukę i kto miał średnią 5,0? Tak, to ja. Tylko w drugiej mi jakoś nie poszło, a i tak nie miałam takiej niskiej średniej.
      Również pozdrawiam i dziękuję ♥
      ~Zjawa

      Usuń

.
.
.
.
.
.
template by oreuis