poniedziałek, 21 września 2015

ROZDZIAŁ XVII


Edmund czym prędzej otworzył buteleczkę. Kropla wyciągu spłynęła do ust dziewczyny. Brązowooki chwycił jej rękę by sprawdzić puls, jednak nic nie wyczuł. Liczył, że może źle przyłożył palce. Po kilku próbach zrezygnował. Puścił rudowłosą i popatrzył na nią ze łzami w oczach. Nagle poczuł na sobie czyjeś ręce, a przed sobą widział rude włosy. Edmund odwzajemnił uścisk i odetchnął z ulgą.
-Co ci się stało?- spytał puszczając Lilianę.
-Damien dołączył do nich i strzelił do mnie z łuku.- powiedział przecierając oczy. Na twarzy Edmunda pojawiła się wściekłość. Jego ręka odruchowo powędrowała na klingę miecza. Dziewczyna zabrała jego dłoń z broni i pokiwała głową.
-Nie powstrzymuj mnie! Zabije go!- krzyknął brązowooki wyrywając rękę.
-Nie możesz mnie teraz tak zostawić.- powiedziała wstając i łapiąc się za brzuch.
-A tak na prawdę?- spytał z uśmiechem.
-Nie masz już po co tam wracać. Nie było armii, więc nie mieliśmy zbytnio jak się bronić. Jeżeli tam pójdziesz zamkną cię w więzieniu albo, co gorsze, zabiją.- powiedziała rozpinając sobie dół koszuli, po czym związała ją. Na szczupłym brzuchu dziewczyny, po strzale została tylko mała, ledwo widoczna blizna.
-I co teraz?- spytał Edmund po chwili milczenia.
-Musimy dołączyć do reszty i znaleźć jakieś bezpieczne miejsce, gdzieś uciec.- powiedziała rudowłosa podchodząc bliżej Sprawiedliwego. Dziewczyna chwyciła do za dłoń i ruszyli w stronę Aerona. Chłopak skoczył na gryfa i wyciągną rękę do dziewczyny, by pomóc jej wsiąść. Gdy już oboje siedzieli na grzbiecie Aerona, a Liliana trzymała się mocno brązowookiego, ruszyli.

*****

-Czy możecie w końcu mnie posłuchać?!- krzyknęła Łucja, stojąc za starszym rodzeństwem.
-Słuchamy cię cały czas.- powiedziała Zuzanna nie odwracając się.
-Lili coś się stało. Edmund poleciał jej pomóc.- powiedziała zaniepokojona.
-Tak, umiera z tęsknoty.- powiedziała pod nosem Łagodna. Piotr popatrzył na nią i pokiwał głową, po czym odwrócił się do Łucji.
-Wiesz coś więcej?- spytał rzeczowo. Mężna zaprzeczyła i posmutniała. Nagle nad ich głowami przeleciał gryf, który wylądował nieopodal. Z jego grzbietu zeszli Edmund i Liliana. Ich miny nie były zbyt zadowolone. Łucja widząc ich odetchnęła z ulgą, że nikomu nic się nie stało, podbiegła do rudowłosej i objęła ją mocno.
-Nic ci nie jest!- krzyknęła uradowana.
-Mi nie, ale wam może coś być. Armia tego wstrętnego babsztyla i Kalormenu przejęli Ker-Paravel. Nie zdziwiłabym się gdyby chcieli was znaleźć, a potem zabić, żebyście nie wchodzili im w drogę.- powiedziała Liliana odgarniając kosmyki rudych włosów z twarzy.
-Wysłałem tam armię, kiedy tylko Łucja powiadomiła mnie o ataku.- wtrącił Kaspian. Piotr popatrzył na niego, tak jakby chciał go zabić wzrokiem. Zuzanna walnęła się ręką w czoło.
-Czy ty zgłupiałeś?! Wysłałeś lekko uzbrojoną armię na dobrze uzbrojone, połączone armie?!- krzyknęła Łagodna i  lekko walnęła go w głowę roztrzepując mu włosy, po czym odeszła od grupy przeszukiwać namioty. Piotr miał minę zawiedzionego ojca, co dość rozśmieszało Avę, jednak inni nie zwracali na to uwagi. Wpatrywali się zawiedzeni w Kaspiana. Telmar odwrócił wzrok i również poszedł. Między resztą zapadła nieprzyjemna cisza. Bez armii nie mieli szans na odbicie Narnii, ale wiedzieli, że mniejszej grupie będzie się łatwiej ukryć.
-Może...- zaczęła Ava. – Może weźmiemy kilka namiotów albo chociaż jakieś koce?
-Jak raz się z tobą zgadzam. Idźmy po koce. Namioty będą nas za bardzo spowalniały.- powiedział Piotr. Wszyscy rozeszli się poszukać potrzebnych rzeczy w namiotach. Liliana weszła do małego namiotu przy końcu obozu. Wnętrze było dość ubogie. Było tam prowizoryczne łóżko, przy którym leżały poukładane ubrania. Po drugiej stronie leżała duża, szmaciana torba w kolorowe łaty.
-Ktoś musiał ją nieźle podziurawić.- powiedziała do siebie i zajrzał do jej środka. Znalazła tam kartkę, a właściwie list, jednak nie przeczytała go od razu. Najważniejszą rzeczą było znalezienie koców, ubrań i jedzenie. Grzebiąc w stercie ubrań, Liliana znalazła dwie koszule i dwie pary spodni. Wrzuciła swoje znaleziska do szmacianej torby i zaczęła szukać dalej. Pod łóżkiem były dwa ciepłe koce. dziewczyna nie zastanawiała się długo i je również wrzuciła do torby.
-Idziemy!- usłyszała głos Piotra i natychmiast wybiegła z namiotu.

*****

-Już idzie!- krzyknęła Ava stojąc na środku obozu. Liliana podeszła do reszty.
Oczy wszystkich spoczęły na blondynie. Nie mieli gdzie się podziać, a on jako Wielki Król powinien wiedzieć co zrobić.
-Możemy udać się do Archenlandzkiego pałacu. Ostrzec Marię i Marinę.- powiedział po chwili zastanowienia. Ava przewróciła oczami. Wyglądało na to, że nie przepada za rodziną królewską, mimo to zgodziła się. Bardzo prawdopodobne było to, że pozwolą im zatrzymać się przez kilka dni w pałacu, a było to lepsze niż spanie na twardej ziemi. Była już wieczorna pora, a zamek był kilka godzin drogi stąd, a wszyscy byli już zmęczeni. Postanowili więc znaleźć bezpieczne miejsce i tam rozłożyć koce, a następnego dnia wyruszyć w drogę. Znaleźli jakąś jaskinię, która wyglądała na w miarę bezpieczną. Kaspian nazbierał drewna i rozpalił przed nią ognisko. Wszyscy usiedli na szmacianych torbach i okryli się kocami. Był to mroźny wieczór. Łucja, mimo iż już okryta kocem, weszła jeszcze pod ramię Piotra. Ava była przykryta dwoma. Liliana oddała swój koc Zuzannie, która była nadal zła na Kaspiana i nawet nie chciała na niego patrzeć.
-Jesteś pewna, że nie chcesz tego koca? Cała się trzęsiesz.- powiedziała Łagodna, patrząc na rudowłosą.
-Nie.- uśmiechnęła się lekko, gdy nagle poczuła, że ktoś jest obok niej i okrywa ją kocem. Po chwili siedziała wraz z Zuzanną pod kocami. Piotr wychylił się lekko do tłu i uśmiechnął się porozumiewawczo do młodszego brata.
-A myślicie, że Damienowi nic nie jest?- spytała po chwili Łucja.
-Wiesz on... przeszedł na ich stronę.- powiedział Edmund.
-Co?! Ale on... Nie mógłby tego zrobić... Nie mógłby, prawda Lili?- spytała z nadzieją w głosie. Rudowłosa spuściła wzrok na ziemię.
-Mógłby.- powiedziała krótko, a z jej policzka spłynęła łza. –Ja go miałam ze przyjaciela, a on wbiła mi strzałę w brzuch...
-To nie twoja wina.- powiedziała Zuzanna z lekkim uśmiechem.
-Dobra dość już tej gadaniny. Kaspian zagaś ognisko. Oddamy dziewczynom koce i nie, Ava się nie liczy.- zarządził Piotr.
-Przynajmniej wiesz jak mam na imię.- mruknęła blondynka, po czym poszła szykować posłania.


*****

Noc była chłodna. Łucja przez cały czas nie mogła zasnąć. Postanowiła więc wyjść się jeszcze trochę przewietrzyć. Gdy wychodziła z jaskini popatrzyła na swoje rodzeństwo i przyjaciół. Zuzanna spała zwinięta w kłębek przy Piotrze. Kaspian spał na siedzącą przy jakimś kamieniu. Łagodna musiała bardzo się na niego obrazić. Gdyby nie była na niego zła, pewnie spaliby przytuleni do siebie pod jednym kocem. Ava w końcu wyłudziła (bardziej ukradła) koc Piotra. Mężna kroczyła ostrożnie między nogami pozostałych, nagle przystanęła i uśmiechnęła się pod nosem. Dziewczyna wcześniej nie zauważyła, żeby Liliana dawała koc Edmundowi. Rudowłosa przykryła Sprawiedliwego, kiedy ten już zasnął. Ta sytuacja wydawała się Łucji słodka. Dziewczyna jednak szybko przestała się na nich gapić. Wzięła łuk i wyszła z jaskini. Nie było już aż tak zimno. Mogła swobodnie chodzić tylko z jednym kocem na plecach. Wpatrywała się w drzewa i wciągała zimne powietrze. Nagle spostrzegła coś dziwnego. Złoty blask bił zza krzaków.
-Aslan?- szepnęła cicho i podeszła bliżej. Za krzakiem zauważyła Ryczypiska trzymającego pochodnię. –Co ty tutaj robisz?- szepnęła.
-Udało mi się uciec od tych... „ludzi”.- powiedział z lekką pogardą. –Gdzie reszta?- Mężna wskazała jaskinię. –Czy panienka Liliana jest z wami?
-Tak. Śpi sobie słodko. Ale co z resztą? Co oni zrobili w pałacu?- wypytywała.
-Są zamknięci w lochach albo zmuszani do pracy. Straszny widok. Potrzebuję pomocy. Trzeba im pomóc!- powiedział wskakując na ramie dziewczyny.
-W takim razie szykuj miecz. Idziemy złożyć Damienowi wizytę.- zarządziła i pobiegła w stronę Narnii ze swoim towarzyszem na ramieniu. Kasztanowe włosy, związane w luźny kucyk falowały na wietrze. Gałęzie drzew zdawały się stać w miejscu, choć wiał silny wiatr. Ryczypisk ledwo dawał radę utrzymać się na ramieniu dziewczyny. Po dwudziestu minutach szybkiego biegu Łucja stanęła zasapana. Zrzuciła z siebie koc i usiadła na niego. Potrzebowała chwili odpoczynku. Żałowała, że nie zabrała ze sobą wody. Przełknęła głośno ślinę i ruszyła dalej. Ryczypisk miał wrażenie, że dziewczyna biegnie jeszcze szybciej. Przez całą drogę nie rozmawiali ze sobą. Złość przepełniająca dziewczynę, nie pozwalała jej się zatrzymać. W końcu o świcie dotarli do Narnii. Ker-Paravel był już na wyciągnięcie ręki.
-Zostań tu. Gdybym nie wróciła do południa, pobiegnij do powiadomić resztę, że poszłam na Ker-Paravel.- powiedział obejmując przyjaciela.
-Ale... Łucjo...
-Nie Ryczypisk. Muszę to załatwić sama.- powiedziała, odstawiając go na ziemię. Uśmiechnęła się i pobiegła w stronę pałacu. Zgrabnie prześlizgiwała się między krzakami.
„Jak dobrze, że jest tu tyle wysokich roślin.”- myślała.
W końcu dotarła pod pałac. Przeskoczyła przez płot do ogrodu. Straż widocznie jeszcze nie wstała.
„Głupi.”- pomyślała uśmiechając się pod nosem. Nagle usłyszała kroki. Jej serce jakby się zatrzymało. Zakłopotana padła zgrabnie na ziemię i zaczęła czołgać się do wejścia do pałacu. Nagle poczuła, że ktoś obraca ją, a potem na jej brzuchu zauważyła nogę. Łucja popatrzyła w górę. Z łuku celował w nią jeden z zamaskowanych. Dziewczyna otworzyła oczy szeroko i zaczęła przyglądać się wrogowi. Jej broń wbijała się jej w plecy, nie miała jak się bronić. Zamaskowany był dość dobrze zbudowanym, ale nie tak jak starszy mężczyzna tylko jak młody chłopak.
-Damien?- szepnęła przez łzy. Brakowało jej już trochę tchu.  
____________________________
Nowy rozdział! Podziwiajcie! A teraz wróćmy to tego, że nigdy wam jeszcze nie dziękowałam za czytanie tych moich wypocin :D. Więc dziękuję wam teraz. To dla mnie na prawdę wiele znaczy ♥.
Tak w ogóle to w tym momencie nastąpi chamska reklama http://tajemnice-west-wood.blogspot.com/ . Koniec chamskiej reklamy. 
Więc dziękuję i do zobaczenia ^^ (Tak btw. to uznałam, że nadużywam już tych serduszek, więc rogi wracają. Nie to nie są słodziutkie oczka, to są rogi.)

~Zjawa

10 komentarzy:

  1. Oreuis przeczytał, a komentarz pojawi się wieczorem c:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie czekam c:

      Usuń
    2. No w końcu w domu, o jakże nieludzkiej porze... Mogę się w końcu zabrać za pisanie, skromnego, krótkiego komentarza.
      Ed idzie z odsieczą i ratuje Lily (słodko), mimo iż przez kilka sekund postawiłaś mnie w niekomfortowej sytuacji, bo Lili nie oddychała... Ale to tylko taka podpucha Zjawy♥ (niegrzeczna, bawisz się uczuciami biednego centaura oreuisa, który już nie wie czy ma wpadać w żałobę czy też nie...)
      W sumie z drugiej strony jakby ta groza (w sensie, że martwa Lily w ramionach swojego ukochanego Edmunda) trwała dłużej to też było by ciekawie - wszakże moje emocje były by zszargane i serce uderzało by mi o żebra chcąc się wydostać i wypłynąć na klawiaturę, brudząc ją krwią... (Właśnie to sobie wyobraziłam - nie polecam). Okej, czyli doszliśmy do wniosku, że wszystko jest tak jak powinno być, chociaż #EdlyMoments nigdy za mało.
      Podobało mi się to, że Lili dała Edmundowi kocyk <: Chociaż z drugiej strony co ona sobie wyobraża, powinna leżeć w ramionach Edmunda, a nie tulić się pod kocykiem do Zuzanny...
      Piotr jak zwykle wygaduje głupoty i to na bardzo wysokim poziomie (pogratulować mu tylko można).

      Teraz przejdę do drugiej części komentarza, w której to będę się żalić na zachowanie pewnej persony na literę D (w sensie, że Damien, czyli syn jego głupiej matki, której nikt nie lubi, bo ona jest zła.)
      Oczywiście zachowanie tego młodzieńca mnie przeraża, jestem zdegustowana tym co on robi. Jak on w ogóle może na siebie w lustrze (albo w jakiejś wodzie, nie zapominajmy, że Damien wychowywał się na wsi - a przynajmniej tak mi wiadomo - więc słowo lustro może być mu obce) patrzeć.
      Jednak co się stało to się nie odstanie, więc mówi się trudno. Oczywiście mam pewne przypuszczenia, co może się wydarzyć i zaraz się nimi podzielę c:

      Jak każdy wie, Łucja leży sobie teraz i patrzy jak Damien celuje do niej z broni. Chłopakowi jednak coś się tam ruszy w sercu, bo nie ukrywajmy, Łucja to jego wyimaginowana dziewczyna (nie zapomnijmy też, kto wymyślił to sformułowanie. (*oreuis wskazuje na siebie z wielką dumą*) Łucja spojrzy Damienowi głęboko w oczy i czas stanie w miejscu (oczywiście w przenośni, błagam, nikt tu z nich nie włada żadnymi mocami c: ) Damien zrozumie, że przecież nie może zabić/zranić/okaleczyć/zamordować/pozbawić życia/uszkodzić ciała/sprawić ból swojej ukochanej wyimaginowanej dziewczynie - Lucy, więc opuści swoją broń. Ujmie dłoń dziewczynie, splatając z nią swoje palce i powie: "Lucy moja, najpiękniejsza. Kocham cię bardziej niż Edmund Lilianę" (oczywiście to będzie kłamstwo, bo nikt nie kocha bardziej niż Edmund Lili ♥). Łucja się wzruszy i odpowie mu: "Mój ty męski rycerzu od siedmiu boleści, wywal tą maskę, bo wyglądasz w niej idiotycznie, jednym słowem jest nietwarzowa" Na to Damien uniesie swą brew do góry, starając się wyglądać atrakcyjnie i powie: "Chcesz mi powiedzieć, że moja twarz jest tak piękna, że skrywanie jej za maską to grzech?" Łucja zaśmieje się nerwowo, rumieniąc się.
      Po tej jakże dynamicznej i sensownej wymianie zdań, Lucy zostanie przekabacona na stronę Damiena, bo jakby to powiedzieć miłość w jej przypadku okaże się ślepa. Lucy stanie się też tą złą, bo będzie chciała być z Damienem, ale wtedy plan Damiena by zostać królem szlag trafi, bo Łucja to królowa i jak on się z nią chajtnie, to nie będzie musiał nikogo pokonywać.


      Wybacz, że dziś tak krótko, ale jest już późno (godzina 22.05, już dawno powinnam spać <: hihi )
      Pozdrawiam i życzę weny w pisaniu tego jak i drugiego opowiadania ♥
      ~oreuis

      Usuń
    3. "Krótki komentarz". Ciekawe. Od kiedy referat na pół strony to krótki komentarz. Dobra, skończę się czepiać, bo zaraz zacznę prowadzić wymianę zdań z samą sobą.
      Ale, że Piotr śmiał się z Edka, że jego dziewczyna zamiast z nim pod kocem siedzieć to z Zuzą siedzi to już nikt nie zauważył (Zjawa przechodzi załamanie, ale już jej przeszło).
      Damien z #MatkaDamienaTeam przecież nie jest aż taki zły! Nie tylko on zdradzał (persona na literę E, właśnie zrobiłam coś, czego nie powinnam robić).
      Właśnie wyobraziłam sobie to wskazywanie.
      Ta wymiana zdań. Ty na prawdę chcesz, żebym się ze śmiechu zwijała po nocach. Chciałabym potwierdzić twój ciąg wydarzeń, ale no nie mogę. Będzie inny. O! Wpadłam na pomysł! Czyli, że dziś zawalam noc na rzecz nowego rozdziału. Świetny pomysł.
      A ty do łóżka! Spać! Bo jutro nie wstaniesz! (Kiedy zmieniłam się w swoją mamę?!)
      Dziękuję ^^
      ~Zjawa

      Usuń
  2. Nie no Łucja... Iść sama do tego #@/*#$#^? Mogłabyś poczekać na Eveneth. Jedna Avada Kedavra i po sprawie^^ Rozdział mi się podobał! Tak dużo Edly *.* Ale rozwaliło mnie to że Liliana dała mu koc a nie na odwrót. Wow, w tym rozdziale stało się coś niesamowitego, ci sprawiło, że mój świat obrócił się do góry nogami! Piotreł powiedział coś mądrego :oo XD Nie wiem czemu ale bardzo lubię Avę
    Sama kiedyś była tą zamaskowaną, więc zna słabe punkty tej staruchy!
    Weny,
    ~ Huncwotka Vicky

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łucja poszła do swojego wyimaginowanego chłopaka zdrajcy. Co w tym dziwnego? Najwyżej ją zabije czy coś :D
      Lili się po prostu o niego troszczy. Poza tym dał jej kordiał i była mu winna koc.
      Planuję żeby w przyszłych rozdziałach było trochę więcej Piotreła. Taki jest zaniedbany przeze mnie i trochę mi go szkoda.
      Cieszę się, że rozdział Ci się podobał i że lubisz Avę :)
      Dziękuję ^^
      ~Zjawa

      Usuń
  3. Łucja poszła opieprzyć swojego wyimaginowanego chłopaka, ale zapomniała, że może ją zabić jednym ruchem. Ups, życie XD
    Ale ona mądra. Przecież Ryczypisk przeszedł by nie zauważony, ale ona musiała pokazać jaka jest odważna. Kochanie, jesteś Łusią, dobrą, delikatną, którą wszyscy kochają, ale nie Lilianą czy Sarą, które w tym wypadku, z pewnością nie zachowałyby się tak lekkomyślnie.
    Wow, ale długie zdanie XD
    Ogólnie to lubię Avę. Chyba nawet bardziej od Lily. Po prostu... zachowuje się bardziej, jak Sara. Już tak mam, że inne postacie zawsze porównuję do swoich. Mam w planach ( kiedyś tam) napisać, jak rodzeństwo Pevensie poznało Sarę i ona będzie taka dla Piotreła w 99% 😂😂😂
    Ja się tu rozpisuję nie o rozdziale, ale dobra XD
    Hmm... cóż mogę jeszcze powiedzieć, czekam na następny. :D
    Weny,
    Bells

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życie jest okrutne, niestety. Widać Łucja niezbyt o tym pamięta :D.
      Ja tu chciałam stworzyć postać zadziorną, wredną, nie koniecznie lubianą, a tu proszę. Wszyscy lubią Avę (albo większość). No cóż... Ups, życie :D
      Co do tego, że chcesz napisać o tym jak rodzeństwo Pevensie poznało Sarę to... Czytałabym.
      Nie ma nic złego w tym, że rozpisujesz się nie o rozdziale. Przecież sama tak czasami robię c:
      Dziękuję ^^
      ~Zjawa

      Usuń
  4. Super!! Idę czytać dalej 😍

    OdpowiedzUsuń

.
.
.
.
.
.
template by oreuis