poniedziałek, 28 września 2015

ROZDZIAŁ XIX


Rodzeństwo Pevnesie, Kaspian i Ava siedzieli już przy stole. Korzystali z chwili nieuwagi Archenlandczyków.  Postanowili nie czekać na Łucję i Lilianę tylko od razu zacząć omawiać plan. Po chwili usłyszeli kroki i natychmiast umilkli.
-Witajcie. O czym rozmawiacie?- usłyszeli irytujący głos Marii.
-O niczym.- mruknął Piotr. Odwracając się w jej stronę. W tej samej chwili do sali weszła Liliana i zajęła miejsce obok Edmunda. Brązowooki popatrzył na nią kryjąc zdziwienie, ale przypomniał sobie, że dziewczyna nic nie wie. Przynajmniej tak mu się zdawało.
-Em... Zajęłaś mi miejsce.- powiedziała Maria z udawanym przymilnym uśmieszkiem.
-Nie sądzę.- odrzekła rudowłosa, kładąc nogi na stole. –Teraz to moje miejsce.
Maria próbowała ukryć gniew swoim głupawym uśmiechem.


-Przepraszam na chwilkę.- powiedziała księżniczka i wyszła z sali.
-Widział ktoś może Łucję?- spytała w końcu Zuzanna. –Powinna zejść już dawno.
-Myślałam, że jest już tutaj.- powiedziała Liliana.
-W takim razie chodźmy jej poszukać w lesie, bo po zamku by się nie pałętała.- zarządził Piotr, wstając z miejsca.
-Zabierzmy od razu swoje rzeczy.- powiedział Kaspian. Reszta przytaknęła i czym prędzej pobiegli do swoich komnat. Po jakichś dziesięciu minutach spotkali się przed zamkiem i razem ruszyli w las.
-Łucja?!- nawoływali. Zaniepokoili się zniknięciem dziewczyny i postanowili poszukać jej w lesie. W tym czasie Aeron szukał jej latając nad lasem. Co sekunda zniżał się i wzlatywał.
Długo nie szukał bo już po pięciu, może sześciu minutach dostrzegł dwie osoby idące lasem. Dziwne kształty ich sylwetek sugerowały, że mają ze sobą broń. Aeron wylądował tuż przed nimi. Ich oczom ukazali się Łucja i Damien. Lekko się zdziwił, nie na widok chłopaka, ale na widok ich złączonych rąk.
-Cześć...- powiedział zmieszany Damien.
-Wchodźcie już.- odrzekł ze zdziwieniem Aeron. Gdy tylko poczuł, że na nim usiedli ponownie wzbił się w powietrze. W czasie lotu gryf i mysz słyszeli chichoty Łucji. Jakaż była ulga Aerona gdy wylądował. Wolał raczej wysłuchiwać krzyków Zuzanny i Piotra niż słodkiego chichotu.
-Łucja! Gdzieś ty była?!- krzyknął blondyn, podchodząc do dziewczyny. –A ten zdrajca co tu robi?- spytał gdy tylko zauważył Damiena. Ręce Piotra od razu wylądowały na koszuli ukochanego młodszej siostry. Edmund miał podejść do nich z zamiarem pobicia Damiena, ale nagle poczuł na sobie czyjąś rękę. Była to ręka Zuzanny, która dała mu dyskretny znak, by o czymś przypadkiem nie zapomniał. Chłodna myśl ostudziła zapał brązowookiego.
-Puść go!- nakazała nagle Liliana. Piotr popatrzył w stronę dziewczyny, po czym wypuścił chłopaka. Rudowłosa podeszła do byłego przyjaciela.
-Słuchaj. Jeżeli jesteś tu, żeby nas szpiegować, jeżeli zrobisz komukolwiek z nas krzywdę, jeżeli znowu nas zdradzisz, a ja się o tym dowiem, to będziesz miał piekło. Znajdę cię, wydłubię ci oczy i każę ci je zjeść, odetnę kończyny, wbiję sztylet w gardło, a potem zaniosę twoje zmasakrowane ciało twojej mamusi, zrozumiałeś?- powiedziała ostro. Chłopak przytaknął głową, a w jego oczach zagościł strach.
-Świetnie.- powiedziała rudowłosa bez jakichkolwiek uczuć. Łucja lekko się przeraziła na jej słowa i chwyciła chłopaka za rękę.
-Więc co teraz robimy?- spytała, jak dotąd, cicha Ava.
-Idziemy na północ. Południe nie jest dla nas zbyt przyjazne.- zarządził Kaspian i zaczął iść w stronę Narnii.

*****

Przedzierali się powoli przez las. Łucja zostawiła w Narnii ukradzionego konia, więc musiała poruszać się na własnych nogach. Kiedy tylko Piotr nie widziała, dziewczyna szła za rękę z Damienem. Na końcu grupy szedł Aeron z Lilianą na plecach.
-Jak dobrze, że ty i Edmund nie zachowujecie się jak typowa zakochana parka. Łucji i Damiena nie dało się wytrzymać. Te ciągłe chichoty są nie do wytrzymania.- powiedział Aeron.
-Yhym...- mruknęła. Wpatrywała się cały czas w idącego przed nimi Edmunda. Gryf odwrócił łeb ku dziewczynie. Widząc jej przygnębiony wzrok, podszedł bliżej chłopaka.
-Witaj Edmundzie. Przyniosłem ci Lilianę.- odrzekł gryf i zrzucił dziewczynę z grzbietu. Brązowooki zakrył usta dłonią, by nie było widać jego uśmiechu, po czym wyciągnął rękę w stronę dziewczyny. Ta jednak podniosła się o własnych siłach, po czym otrzepała się z ziemi. Popatrzyła na Edmunda. Jej wzrok przeszywał go na wylot.
-Idziecie?!- zawołała Zuzanna. Rudowłosa odwróciła twarz od chłopaka i zaczęła iść. Serce jej pękało. Mimo, iż wiedziała, że to Maria się na niego rzuciła, nie mogła wymazać z pamięci tego obrazu. Nie mogła sobie wyobrazić, by kiedykolwiek mogła znowu pocałować usta, które całowały Marię. To było okropne. Dziewczyna miała mieszane uczucia. Z jednej strony chciała walczyć o ukochanego, ale z drugiej strony, jak jakaś zwykła dziewczyna ma konkurować z księżniczką. Nie miała komu się wygadać. Z Damienem nie chciała mieć już nic do czynienia, Aeron może i by zrozumiał, ale mógłby też powiedzieć o wszystkim Edmundowi. O rodzeństwie chłopaka lepiej nie wspominać. Lilianie zostały dwa wyjścia, zwierzyć się Kaspianowi albo Avie. Oba te wyjścia nie były zbyt komfortowe.
-Stójcie!- zarządził Kaspian. Ich oczom ukazały się góry, które odgradzamy Narnię od Archenlandii.
-Musimy iść dalej. Tu nas znajdą.- powiedziała Zuzanna, nie odrywając wzroku od Telmara.
-Zuzia ma rację. Dobra Edek, pokazuj nam to przejście.- zarządził Piotr. Sprawiedliwy podszedł do ściany góry i zaczął ją opukiwać. Gdy w końcu znalazł to czego szukał, odsunął kamień. Wszyscy prócz Aerona weszli do tunelu. Gryf był zmuszony przelecieć nad górami, lecz zanim wzbił się w powietrze zasunął wejście do tunelu. Przejście wydawało się węższe niż kiedy byli tu ostatnim razem. W końcu przedarli się do Narnii. Gdy wyszli zaczęli łapczywie wciągać rześkie powietrze.
-Teraz musimy zachować ostrożność. Mogą czaić się wszędzie.- powiedziała Ava i wysunęła się do przodu.
-Nie lepiej, żeby ktoś z nas prowadził?- spytał Piotr, łapiąc dziewczynę za ramię.
-Prowadzić czy dać prowadzić sobie? Chyba chcę jeszcze trochę pożyć. Za mną!
Blondyn otępiał i zrobił przez wszystkich uwielbianą, minę oburzonego władcy.
-Spokojnie.- Piotr poczuł klepnięcie w plecy. –Potem nauczę cię jak masz rozmawiać z dziewczynami.- zaśmiał się Edmund.
-Zajmij się lepiej swoimi sprawami.- powiedział lekko oburzony Piotr. Młodszy brat ma go pouczać? Jeszcze czego. Sam dobrze wie, co ma robić.

*****

„Przedzieranie się przez chaszcze nie należy do najprzyjemniejszych zajęć. Szczególnie jeżeli ma się na głowie zdrajcę w postaci Damiena. Nie mogę uwierzyć jak Łucja może go lubić. Chciałabym wrócić do domu, w którym nikt mnie nie potrzebuje. Mimo to i tak pragnę się tam znaleźć. Chciałabym wleźć na swoje ulubione drzewo i podziwiać nocne widoki. To szukanie schronienia chyba trochę mnie przerasta. Wszystko mnie przerasta.”
-Lili? Stało się coś?- rozmyślania dziewczyny przerwa głos Edmunda. Rudowłosa kręci głową.
„Oczywiście, że się stało! Całowałeś się z Marią i nie masz odwagi mi o tym powiedzieć. Nie masz odwagi by mnie przeprosić. Choć w sumie to go rozumiem. Kto chciałby taką wieśniaczkę, kiedy ma księżniczkę na wyciągnięcie ręki. Poza tym wieśniaczki nie mają uczuć. Przynajmniej tak mówią. Chciałabym byśmy znowu byli przyjaciółmi. Nikim więcej. Tylko przyjaciółmi, nawet jeżeli moje serce miałoby pęknąć z rozpaczy. W końcu nie raz było złamane.”- uśmiechnęła się lekko, a po jej policzki zleciała pojedyncza łza.
-Cisza.- szepnęła Ava kucając. Oczom wszystkich ukazali się strażnicy. Było ich z dziesięciu. Zmierzali powolnym krokiem w ukrywających się Narnijczyków. Byli już blisko, nagle dwóch z nich upadło. Potem kolejna trójka, znowu trójka i ostatnia dwójka. Zuzanna, Damien i Łucja strzelili im w głowy.
-Dobra, idziemy. Przygotujcie broń.- zarządziła Ava, wyciągając swój łuk.
„Czasami zdaje mi się, że Ava jest bardziej rozgarnięta od Piotra. Nie ma problemu by rządzić innymi i dobrze jej to wychodzi. Mógłby się od niej uczyć, a nie wiecznie udawać urażonego chłopca.”- myślała przedzierając się przez las. W końcu stanęli na jego krańcu. Przed nimi była już tylko otwarta przestrzeń. Byli na wyciągnięcie ręki dla zamaskowanych. Głupotą jest ucieczka przez otwartą przestrzeń, ale takich chwilach nie myśli się logicznie. Dziewczęta (prócz Liliany) podwinęły sukienki, by biegło im się lepiej. Popatrzyli na siebie ostatni raz i ruszyli przed siebie. Ważne było by się nie zatrzymywać. Przebierali nogami najszybciej jak mogli. Nad nimi leciał Aeron obserwujący wszystko. Po wrogach nie było ani śladu, ale nie mogli ryzykować. W końcu dobiegli do lasu przy Ker-Paravelu. Mimo iż byli bezpieczni, nie zwolnili. Szukali dobrej kryjówki. I w końcu znaleźli. Jaskinię. Co prawda nie był to szczyt ich marzeń, ale lepsze to niż dać się zabić. Wyjęli swoje koce rozłożyli je i natychmiast padli ze zmęczenia.

*****

Edmund obudził się z ożywczej drzemki jako pierwszy. Brak wody szybko dał mu się we znaki. Długo tak nie wytrzymają. Nagle przed oczami zobaczył złotą smugę. Chłopak natychmiast chwycił miecz i podszedł bliżej. Złoty blask pojawiał się coraz dalej. Edmund rozglądał się na wszystkie strony, jednak nikogo nie widział. Przez swoje zamyślenie wpadł do czegoś mokrego i płytkiego.
-Rzeka...- szepnął do siebie, podnosząc się. Uradowany pobiegł w stronę swojej rodziny i przyjaciół.
-Znalazłem wodę!- krzyknął uradowany.
-Gdzie?- spytał Piotr wstając i otrzepując się z ziemi.
-Pokażę, kiedy WSZYSCY wstaną.- powiedział brązowooki. Na jego władczy ton, wszyscy natychmiast się podnieśli. Edmund zaczął ich prowadzić ku rzece. Nie było tam wydeptanej ścieżki, więc przedzierali się przez liczne krzaki. W końcu ich oczom ukazał się przejrzysty strumyk. Wszyscy natychmiast rzucili się na wodę, by pokonać pragnienie. Teraz gdy sprawę picia mieli załatwioną, zostało im znalezienie jedzenia. Usiedli więc na ziemi przy strumyku, by się naradzić.
-Mogę pójść do wioski przy cytadeli.- powiedział Damien.
-Uważaj bo cię puścimy. Ale ktoś inny może iść.- powiedziała Liliana, piorunując Archenlandczyka wzrokiem.
-Ja i Lili pójdziemy.- rzucił nagle Edmund. Piotr popatrzył na brata i uśmiechnął się.
-Jesteś pewien, że sami dacie sobie...- zaczął Kaspian.
-Oczywiście, że dadzą radę sami. Tylko we dwoje. Sam na sam.- przerwał Piotr. Miał w zanadrzu jeszcze trochę synonimów, ale Zuzanna w porę walnęła go po głowie.
-Czyli postanowione. Wyruszycie wieczorem. Wtedy będzie bezpieczniej.- powiedział Kaspian wstając.

*****

Wieczór. Liliana i Edmund wyruszyli do wioski przy cytadeli. Odeszli już dobry kawał od ich obozowiska. Palące się ognisko już dawno zniknęło za drzewami, a głosy ucichły. Światło księżyca i gwiazd, oświetlało im twarze. Podczas przerażającej ciszy, która trwała między nimi miało się wrażenie, że ktoś ich śledzi. Na każdy szelest podnosił się poziom adrenaliny. Chciało się uciec od tego jak najszybciej. Liliana poczuła nagle czyjś oddech na swoim karku. Sięgała już po broń, wtem przypomniała sobie, że za nią idzie Edmund. Widocznie chłopak przyspieszył. Za każdym razem kiedy o nim myślała, miała przed oczami widok jego i Marii, całujących się pod drzewem. Miała wtedy ochotę podbiec do niego i gołymi rękami wyrwać mu serce, a potem uciec gdzieś, gdzie nikt jej nie zajdzie, gdzie będzie mogła w samotności uronić kilka łez.
-Mógłbyś nie chodzić tak blisko mnie?- szepcze Liliana, odwracając się w jego stronę. Dało się zauważyć łzy w oczach dziewczyny. –Chodźmy już lepiej.- mówi przecierając oczy.
-Czekaj. Ty wiesz, że Maria mnie pocałowała, prawda?- spytał łapiąc ją za rękę.
-Dopiero się domyśliłeś? W sumie trudno się dziwić. Wiem, że nie mam szans z Marią. Nawet jeżeli kocham cię całym moim sercem.- powiedziała, patrząc mu głęboko w oczy. Starała się nie okazywać żadnych uczuć. Chciała być twarda.
-Nie bądź głupia. Kocham ciebie i tylko ciebie.- powiedział, ściskając dłonie dziewczyny. –Ale teraz nie mamy czasu na romantyczne momenty. Musimy iść.- zaśmiał się i ponownie ruszyli w drogę. Las przestał wydawać się taki straszny. Doszli do jego końca, po czym przebiegli przez otwartą przestrzeń i z impetem wbiegli do drugiego lasu.

*****

W końcu dotarli do wioski, w której trwał jakiś festyn. Mimo fajerwerków i narnijskiej muzyki, ludzie nie wyglądali na szczęśliwych. Co chwila udawało się usłyszeć pytania o Kaspiana. Nagle jakaś postać w kapturze weszła na podest przy drzewie, przez które kiedyś rodzeństwo Pevensie wróciło do Anglii. Mieszkańcy byli tak w nią zapatrzeni, że Edmund i Liliana bez problemu kradli najpotrzebniejsze rzeczy, mimo to i tak mieli wrażenie, że ktoś ich obserwuje. Chłopakowi udało się ukraść konia, na którym będą wracać wraz ze zdobyczami. Nagle postać zdjęła kaptur. Ludziom ukazała się kobieta w białej masce. Rudowłosa i brązowooki natychmiast przenieśli się do cienia.
-Na kolana.- powiedziała, jednak na nikim nie zrobiło to wrażenia. –NA KOLANA!- wrzasnęła, a zza krzaków wyszedł orszak uzbrojonych rycerzy. Ludzie natychmiast uklękli. Tylko jedna, mała, na oko ośmioletnia dziewczynka o blond włosach stała jakby nie wzruszona.
-NIE!- krzyknęła ośmiolatka.
-Zbliż się tutaj.- powiedziała wskazując palcem na małą buntowniczkę. Dziewczynka podeszła do niej. Wyglądała jakby zupełnie nie odczuwała strachu. Kobieta schyliła się i chwyciła ją za policzki.
-Znałam jedną taką pyskatą. Jedyną jej bronią były słowa. Bała się strzelać do ludzi, bała się zranić ich ciało. Teraz sama nie żyje.- powiedziała przerażająco miłym głosem.
-Proszę, zostaw moją córkę.- odezwała się nagle matka dziewczynki. Zamaskowana stanęła jak wryta, zdjęła maskę i popatrzyła na kobietę ze zdziwieniem.
-Nie było trzeba się odzywać.- uśmiechnęła się i wycelowała w kobietę z kuszy.
-Błagam, nie rób tego i oddaj mi córkę.- kobieta zalała się łzami. Kobieta zaśmiała się i przygotowała się do strzału.

-PUŚĆ TO!- krzyknął ktoś z tłumu. –Nie słyszałaś?- z cienia wyłoniła się Ava celująca w zamaskowaną. –Puść to Eleonoro i daj odejść tej dziewczynce.- powiedziała piorunując zamaskowaną wzrokiem. 
______________________________
No dobra, jeszcze w ten poniedziałek wstawię. Ale jak to ja mam kilka zażaleń i wiadomości.
1. Chciałabym zmienić szablon. Tak dużo już się wydarzyło, że przydałby się nowy.
2. Wyświetlenia są, a komentować nie ma komu.
3. W związku z powyższym myślałam o tym by zawiesić bloga. Po co mam pisać skoro jest tak bardzo nieliczny odzew. Chyba zacznę stawiać warunki typu "5 komentarzy=następny rozdział", a uwierzcie, że tego nie chcę. Naprawdę napisanie wam samego "rozdział mi się podobał", nie zajmuje wieczności, a ja wtedy wiem, że ktoś to czyta. 
To chyba tyle. Nie wiem kiedy wstawię następy rozdział. Do zobaczenia w komentarzach, o ile jakieś będą. I tradycyjnie zapraszam do czytania i komentowania drugiego bloga >http://tajemnice-west-wood.blogspot.com/<

~Zjawa

czwartek, 24 września 2015

ROZDZIAŁ XVIII

Rozdział dedykowany wszystkim komentującym. Nawet nie wiecie jak ja was uwielbiam ^^. 
______________________________
-Łucja! Wstawaj! Zaraz idziemy!- dziewczyna natychmiast się budzi na głos Piotra. Czuje, że ma czerwone policzki i jest oblana potem.
„To był tylko sen? Śniłam o tym jak idę po Damiena?”- myślała, wstając. Złożyła koce i wyszła z jaskini. Wszyscy czekali już tylko na nią.
-Coś ty taka czerwona?- spytała się Ava.
-Miałam koszmary.- uśmiechnęła się głupio.
-Dobra, dość gadania. W drogę.- odrzekł Piotr. Po tych słowach ruszyli. Lekki wiatr mierzwił im włosy i przyjemnie chłodził. Łucja szła z tyłu zastanawiając się co ten sen miał znaczyć. Nie zwróciła nawet uwagi na to, że jest pod stałą obserwacją Avy. Blondynka miała ochotę wypytać Mężną o samopoczucie. Mimo to  starała się pokonać wścibskość. To przecież nie jej sprawa. Piotr i Zuzanna szli na czele grupy. Uważnie obserwowali otoczenie.
-Nie byłoby lepiej gdyby to Ava prowadziła? W końcu to ona jest z Archenlandii.- zaproponował Kaspian. Liczył, że Zuzanna zamieni się z blondynką i będzie szła obok niego. Telmar chciał w jakiś sposób udobruchać Łagodną. W końcu Piotr zachęcił głową Avę by szła z nimi na początku. Zuzanna jednak nadal szła z przodu. Kaspian, również postanowił pójść do przodu. Gdy tylko X poszedł do starszych z rodzeństwa Pevensie, Edmund chwycił Lilianę za rękę. Łucja nawet nie zwracała na to uwagi. Cały czas myślała o tym głupim śnie.
„To nie może być przypadek. Ja muszę tam iść. Muszę. gdy tylko Archenlandia skąpie się w blasku księżyca, zabiorę jakiegoś konia i wyruszę do Narnii.”- postanowiła Mężna.
W końcu zobaczyli biały pałac. Wokół niego było mnóstwo ludzi. Grupa musiała przepychać się między nimi by dostać się do środka. Jednak gdy już weszli nie widzieli nic prócz ludzi. Nagle w tłumie ujrzeli Marię. Miała na sobie niebieską, rozłożystą, aczkolwiek prostą suknię na ramiączkach.
-Narnijczycy!- wypatrzyła ich z tłumu. Podbiegła do nich i od razu objęła Edmunda. –Czemu jesteś taki smutny?- spytała, zapominając o reszcie.
-Może dla tego, że obejmuje go taka wywłoka jak ty?- rzuciła wrednie Ava. Brązowookiemu w końcu udało się uwolnić z silnego uścisku Marii.
-O! Kogo my tu mamy. Obalona księżniczka Ava, we własnej osobie.- oczy Narnijczyków powędrowały w stronę blondynki.
-To jest nie ważne, ważniejsze jest to, że grozi wam niebezpieczeństwo ze strony zamaskowanych. Przejęli Narnię, więc przejmą i Archenlandię.
-Służba! Proszę zaprowadzić naszych gości do ich pokoi!

*****

-Księżniczka Ava... Kiedy zamierzałaś nam powiedzieć?- spytał Piotr, który wszedł baz ostrzeżenia do pokoju dziewczyny, gdy ta próbowała poradzić sobie z gorsetem sukienki.
-To nienajlepszy moment na to byśmy zaczęli się kłócić.- powiedziała próbując ścisnąć gorset. Blondyn przewrócił oczami, podszedł do dziewczyny, chwycił sznurówki i zacisną je, po czym związał.
-Teraz możemy.- powiedział krzyżując ręce na torsie. Dziewczyna postanowiła do jednak ignorować. Zajęła się upinaniem włosów i starała się nie słuchać nalegań Piotra.
-Zamknij się w końcu i wyjdź. Nie muszę ci niczego mówić. Jakoś reszta tak nie naciska. Tylko ty  musisz być takim „panem idealnym” i wszystkich się czepiać. Daj mi już spokój półgłówku!- krzyknęła, wstała i wypchnęła blondyna za drzwi. Rozwścieczony Piotr kopnął z całej siły w drewniane drzwi, przy okazji ułamując ich róg. Po tym zdarzeniu zachował się jak typowe dziecko, gdy coś zniszczy. Po prostu sobie poszedł. Zszedł do sali tronowej i przedarł się przez tron do ogrodu. Usiadł na ławce pod drzewem klnąc na Avę w myślach. Nagle usłyszał czyjeś kroki. Natychmiast schował się za drzewem.
-Edmundzie tak się cieszę, że przybyłeś!- pisnęła uradowana Maria.
-Mów szybko to co chciałaś mi powiedzieć. Chcę już wracać do...- nie zdążył dokończyć. Archenlandzka księżniczka pocałowała go. Piotr wyglądający dyskretnie ze swej kryjówki prawie krzyknął. Młodszy Pevensie natychmiast odepchnął Marię od siebie. Mimo, że odsunął od siebie dziewczynę bardzo szybko, wręcz błyskawicznie, było to zbyt wolne. Liliana stała przed wejściem, popatrzyła na nich i weszła do pałacu. Jednak prócz Piotra, nikt rudowłosej nie zauważył.
-Nie powinieneś tego robić.- uśmiechnęła się złośliwie Maria. –Mogę was wydać zamaskowanym. To dla mnie żaden problem, więc lepiej bądź grzeczny kochany i chodźmy potańczyć.- oznajmiła, wzięła go za rękę i wciągnęła do pałacu. Piotr mógł już bezpiecznie wyjść zza drzewa. Nie mógł uwierzyć w to co się stało. Ona im grozi. Muszą jak najszybciej się stąd wyrwać. Blondyn wbiegł do sali. Od razu natknął się na Kaspiana.
-Stało się coś?- spytał Telmar.
-Musimy się stąd wynosić. Ta cała Maria szantażuje Edka. Ona nas wyda jeżeli...- przerywa mu krzyk młodszej z Archenlandzkich księżniczek. Poprosiła gości o uwagę. Wspaniały zobaczył swojego brata, którego mina prosiła o pomoc.
-Uwaga wszyscy! Mam dla was dobrą wiadomość. Ja i ten oto tu obecny Król Edmund Sprawiedliwy pobieramy się!- pisnęła. Zuzanna, która właśnie piła poncz wypluła wszystko ze zdziwienia na Łucję, która nie mogła uwierzyć w to co słyszy. Piotr i Kaspian popatrzyli na siebie.
-Jeżeli to.- dokończył Telmar. –I jak sądzę, Maria raczej nie będzie skłonna do przyjęcia odmowy. Posiedzimy tu jeszcze jeden dzień, ale następnej nocy wynosimy się stąd.
-Powiedz do Łucji i Zuzannie, ja idę do Lili i tej drugiej.- zarządził Piotr i rozeszli się w dwie strony.

*****

Blondyn zmierzał ku komnacie Avy. Drzwi do wszystkich pokoi były niemalże identyczne. Ale Piotr długo nie musiał szukać właściwych. Otworzył te, które mają wyłamany róg.
-Znowu przyszedłeś mnie denerwować?- spytała Ava. Dziewczyna siedziała na parapecie i opierała się o ścianę. Blond włosy związane miała dobierany warkocz, który owijał jej głowę i tworzył coś w rodzaju korony. Delikatna, biała sukienka i luźno puszczone kosmyki włosów powiewały od wiatru.
-Przyszedłem, żeby powiedzieć, że następnej nocy opuszczamy ten pałac.- oznajmił Piotr.
-W sensie uciekamy od Marii?- spytała i zmierzyła go swoim dociekliwym wzrokiem.
-A ty skąd wiesz?
-Mam otwarte okno, oczy i spotkałam Lilianę na korytarzu. Twój braciszek jest w niej po uszy zakochany, a ten pasz...- dziewczyna spotkała się, ze srogim spojrzeniem Piotra.- A Maria chce mieć każdego za wszelką cenę.
-Skąd wiesz jaka jest Maria?
-Odpuść. I tak nic nie powiem, a teraz się wynoś.- dziewczyna wskazała palcem drzwi. Piotr posłusznie wyszedł. Od razu przed drzwiami spotkał Lilianę. Dziewczyna nie wyglądała na złą albo przynajmniej dobrze się maskowała.
-Następnej nocy stąd uciekamy.- szepną.
-Yhym...- mruknęła rudowłosa, po czym wyminęła Piotra i szła dalej.
-Czekaj! Nie powinnaś być zła na Edka. To Maria go zaskoczyła, a ty nie widziałaś jak ją odpychał. Ona teraz go szantażuje. Dlatego uciekamy.- powiedział i wrócił do sali tronowej. Tam czekały już na niego siostry i Kaspian. Piotr oznajmił, że wszystko załatwione i rozeszli się do swoich komnat.

*****

W końcu nastał środek nocy. Łucja czym prędzej podniosła się z wygodnego łóżka. Chwyciła sztylet, kordiał, łuk i cicho otworzyła drzwi. Przechodziła delikatnie obok pokoi nie wydając przy tym żadnego dźwięku. W końcu udało jej się wyrwać z zamku.
„Chyba nie obrażą się jak pożyczę konia.”- pomyślała, idąc do stajni. Strażnicy sali opierając się na swoich  włóczniach. Nie tego dziewczyna się spodziewała. szybko jednak przestała zwracać na to uwagę. Wsiadła na konia i pogalopowała w stronę Narnii. Droga była prosta. Żadnych gałęzi, które mogłyby pozbawić Łucji głowy, żadnych ludzi, tylko ona, koń i las. Jazda sprawiała jej nie lada przyjemność. Jednak po kilku godzinach zmęczyła się już siedzeniem na koniu. Jakaż była jej radość gdy dotarła na miejsce. Stanęła na ziemi i poszła w kierunku Ker-Paravelu. Zamek lśnił we wschodzącym słońcu, a jego nowe straże były już na nogach. Łucja starała się skradać jak tylko najlepiej umie.
„Przez ogród tak jak w śnie. On musi tam być.”- myślała, przechodząc przez płot, który w śnie wydawał się niższy. Jednak gdy już przedostała się do ogrodu nakryli ją strażnicy. Łucja przełknęła ślinę. Nie miała jak uciec, więc dała się pojmać. 
„Może chociaż zobaczę znajome twarze. Razem będziemy mogli uciec z lochów”- myślała, jednak jej oczom ukazał się pusty pokój, bez okien z metalowymi drzwiami. Nie znała tej części zamku i dziwiła się po co komu taki pokój. Nim zdążyła cokolwiek zrobić została wepchnięta do środka. Było tam zimno i ciasno. Nagie, ceglane ściany zdawały się zbliżać do siebie. Łucja siedziała skulona w kącie. Nie chciała już nawet walić w drzwi, bo wiedziała, że to nic nie da. Tylko by sobie ręce pokaleczyła. Liczyła, że niedługo przybędzie ratunek, że zaraz będzie wolna, za chwilę. Nagle poczuła łzę na policzku.

*****

Damien siedział w swojej komnacie opierając się o łoże. Nagle drzwi pokoju się otworzyły. Chłopak natychmiast nasunął maskę na twarz. Jego oczom ukazała się matka.
-Mam dla ciebie zadanie. Mamy nowego wyjątkowego więźnia.
-I co w związku z tym?- spytał.
-Ty będziesz miał okazję go zabić. Proszę za mną.- powiedziała wręczając mu sztylet i wyszła z pokoju, a on za nią. Szli przez korytarz, aż w końcu dotarli do celi Łucji.
-Masz klucz. Kiedy skończysz, zajmij się ciałem i dołącz do nas na kolacji.- oznajmiła i zostawiła go ze swoim zadaniem.
Gdy otworzył celę coś w nim zadrżało. Łucja siedziała w kącie cała zapłakana. Chłopakowi zrobiło się trochę słabo, ale nie mógł wyjaśnić sobie dlaczego. Odkąd dołączył do zamaskowanych zdarzało mu się już kogoś zabić, więc taka drobna Łucja nie powinna stanowić problemu. Zdjął maskę by wziąć oddech. Czuł się bez niej dziwnie. Choć nosił ją od niedawna zdążył się przyzwyczaić. Popatrzył na maskę i nałożył ją spowrotem. Łucja natychmiast wstała. Damien wyjął nóż.
-Zaboli tylko chwilę.- powiedział udawanym bardzo niskim, wręcz nienaturalnym głosem.
-Damien, błagam. Nie zabijaj mnie.- powiedziała Mężna. –Wierzę, ze gdzieś tam w środku jest mój stary Damien.- podeszła bliżej. Mogła dokładnie przypatrzeć się jego oczom. Nie było w nich zła.
-Nie chcę. Daj mi dłoń.- powiedział zsuwając maskę na włosy. Dziewczyna posłuszni wyciągnęła rękę. Poczuła lekki ból, który szybko minął, jednak po chwili znowu powrócił. Damien owinął kawałkiem koszuli jej dłoń.
-Potrzebowałem dowodu.- wyjaśnił –Teraz choć. Póki są na uczcie możesz się stąd wyślizgnąć. Pomogę ci.
Łucja uśmiechnęła się i chwyciła go za dłoń. Czym prędzej wybiegli z pałacu. Chłopak odprowadził ją w bezpieczne miejsce, po czym uklękną i zaczął brudzić twarz ziemią.
-Co robisz?- spytała dziewczyna.
-Niech myślą, że zakopywałem zwłoki. Uciekaj już.
-A ty?
-Ja nie mogę. Chciałbym, ale nie mogę. To moja matka, nie mogę jej odmówić.
-Gdyby była twoją matką nie kazałaby ci zabijać przyjaciół. Damien ona cię wykorzystuje. Nie bądź naiwny. Chodź ze mną, reszta ci wybaczy.
-Jaką masz pewność?
-Ja ci wybaczyła.- powiedziała, podchodząc bliżej chłopaka. Jedną ręką dotknęła jego umorusanej w ziemi twarzy, a drugą zrzuciła mu maskę z głowy. Uśmiechali się do siebie i patrzyli uważnie w swoje oczy. Dziewczyna stanęła na palcach, a jej twarz zbliżyła się niebezpiecznie do twarzy Damiena.
-Gdyby twoje rodzeństwo tu było zabiłoby nas.- powiedział, łapiąc dziewczynę w talii.
-Ale ich tu nie ma.- zaśmiała się i pocałowała chłopaka. Po jej ciele przebiegł miły dreszcz oraz zrobiło jej się gorąco.



______________________________
Zjawa na straży internetów! Od teraz rozdziały będę wstawiała co tydzień w czwartki. Na olimpiadę z niemieckiego, kartkówki z EDB i sprawdziany z religii nie nauczą się w pięć minut! Dobra z tym EDB i religią to przesadziłam. Prócz tego niedługo Piotr wystartuje z grupą wsparcia dla singli!
Zdradzę, wam też mały sekret. Ten rozdział miał być mniej pogmatwany, ale wtedy przypomniałam sobie, że je to ja. A chciałam być taka dobra. Ach i chciałam was przeprosić, że w poprzednim rozdziale nie zaznaczyłam tego, że to był tylko sen. 
Tradycyjnie chamska reklama drugiego bloga >>> http://tajemnice-west-wood.blogspot.com/
Do zobaczenia w następnym rozdziale i w komentarzach ^^

~Zjawa

poniedziałek, 21 września 2015

ROZDZIAŁ XVII


Edmund czym prędzej otworzył buteleczkę. Kropla wyciągu spłynęła do ust dziewczyny. Brązowooki chwycił jej rękę by sprawdzić puls, jednak nic nie wyczuł. Liczył, że może źle przyłożył palce. Po kilku próbach zrezygnował. Puścił rudowłosą i popatrzył na nią ze łzami w oczach. Nagle poczuł na sobie czyjeś ręce, a przed sobą widział rude włosy. Edmund odwzajemnił uścisk i odetchnął z ulgą.
-Co ci się stało?- spytał puszczając Lilianę.
-Damien dołączył do nich i strzelił do mnie z łuku.- powiedział przecierając oczy. Na twarzy Edmunda pojawiła się wściekłość. Jego ręka odruchowo powędrowała na klingę miecza. Dziewczyna zabrała jego dłoń z broni i pokiwała głową.
-Nie powstrzymuj mnie! Zabije go!- krzyknął brązowooki wyrywając rękę.
-Nie możesz mnie teraz tak zostawić.- powiedziała wstając i łapiąc się za brzuch.
-A tak na prawdę?- spytał z uśmiechem.
-Nie masz już po co tam wracać. Nie było armii, więc nie mieliśmy zbytnio jak się bronić. Jeżeli tam pójdziesz zamkną cię w więzieniu albo, co gorsze, zabiją.- powiedziała rozpinając sobie dół koszuli, po czym związała ją. Na szczupłym brzuchu dziewczyny, po strzale została tylko mała, ledwo widoczna blizna.
-I co teraz?- spytał Edmund po chwili milczenia.
-Musimy dołączyć do reszty i znaleźć jakieś bezpieczne miejsce, gdzieś uciec.- powiedziała rudowłosa podchodząc bliżej Sprawiedliwego. Dziewczyna chwyciła do za dłoń i ruszyli w stronę Aerona. Chłopak skoczył na gryfa i wyciągną rękę do dziewczyny, by pomóc jej wsiąść. Gdy już oboje siedzieli na grzbiecie Aerona, a Liliana trzymała się mocno brązowookiego, ruszyli.

*****

-Czy możecie w końcu mnie posłuchać?!- krzyknęła Łucja, stojąc za starszym rodzeństwem.
-Słuchamy cię cały czas.- powiedziała Zuzanna nie odwracając się.
-Lili coś się stało. Edmund poleciał jej pomóc.- powiedziała zaniepokojona.
-Tak, umiera z tęsknoty.- powiedziała pod nosem Łagodna. Piotr popatrzył na nią i pokiwał głową, po czym odwrócił się do Łucji.
-Wiesz coś więcej?- spytał rzeczowo. Mężna zaprzeczyła i posmutniała. Nagle nad ich głowami przeleciał gryf, który wylądował nieopodal. Z jego grzbietu zeszli Edmund i Liliana. Ich miny nie były zbyt zadowolone. Łucja widząc ich odetchnęła z ulgą, że nikomu nic się nie stało, podbiegła do rudowłosej i objęła ją mocno.
-Nic ci nie jest!- krzyknęła uradowana.
-Mi nie, ale wam może coś być. Armia tego wstrętnego babsztyla i Kalormenu przejęli Ker-Paravel. Nie zdziwiłabym się gdyby chcieli was znaleźć, a potem zabić, żebyście nie wchodzili im w drogę.- powiedziała Liliana odgarniając kosmyki rudych włosów z twarzy.
-Wysłałem tam armię, kiedy tylko Łucja powiadomiła mnie o ataku.- wtrącił Kaspian. Piotr popatrzył na niego, tak jakby chciał go zabić wzrokiem. Zuzanna walnęła się ręką w czoło.
-Czy ty zgłupiałeś?! Wysłałeś lekko uzbrojoną armię na dobrze uzbrojone, połączone armie?!- krzyknęła Łagodna i  lekko walnęła go w głowę roztrzepując mu włosy, po czym odeszła od grupy przeszukiwać namioty. Piotr miał minę zawiedzionego ojca, co dość rozśmieszało Avę, jednak inni nie zwracali na to uwagi. Wpatrywali się zawiedzeni w Kaspiana. Telmar odwrócił wzrok i również poszedł. Między resztą zapadła nieprzyjemna cisza. Bez armii nie mieli szans na odbicie Narnii, ale wiedzieli, że mniejszej grupie będzie się łatwiej ukryć.
-Może...- zaczęła Ava. – Może weźmiemy kilka namiotów albo chociaż jakieś koce?
-Jak raz się z tobą zgadzam. Idźmy po koce. Namioty będą nas za bardzo spowalniały.- powiedział Piotr. Wszyscy rozeszli się poszukać potrzebnych rzeczy w namiotach. Liliana weszła do małego namiotu przy końcu obozu. Wnętrze było dość ubogie. Było tam prowizoryczne łóżko, przy którym leżały poukładane ubrania. Po drugiej stronie leżała duża, szmaciana torba w kolorowe łaty.
-Ktoś musiał ją nieźle podziurawić.- powiedziała do siebie i zajrzał do jej środka. Znalazła tam kartkę, a właściwie list, jednak nie przeczytała go od razu. Najważniejszą rzeczą było znalezienie koców, ubrań i jedzenie. Grzebiąc w stercie ubrań, Liliana znalazła dwie koszule i dwie pary spodni. Wrzuciła swoje znaleziska do szmacianej torby i zaczęła szukać dalej. Pod łóżkiem były dwa ciepłe koce. dziewczyna nie zastanawiała się długo i je również wrzuciła do torby.
-Idziemy!- usłyszała głos Piotra i natychmiast wybiegła z namiotu.

*****

-Już idzie!- krzyknęła Ava stojąc na środku obozu. Liliana podeszła do reszty.
Oczy wszystkich spoczęły na blondynie. Nie mieli gdzie się podziać, a on jako Wielki Król powinien wiedzieć co zrobić.
-Możemy udać się do Archenlandzkiego pałacu. Ostrzec Marię i Marinę.- powiedział po chwili zastanowienia. Ava przewróciła oczami. Wyglądało na to, że nie przepada za rodziną królewską, mimo to zgodziła się. Bardzo prawdopodobne było to, że pozwolą im zatrzymać się przez kilka dni w pałacu, a było to lepsze niż spanie na twardej ziemi. Była już wieczorna pora, a zamek był kilka godzin drogi stąd, a wszyscy byli już zmęczeni. Postanowili więc znaleźć bezpieczne miejsce i tam rozłożyć koce, a następnego dnia wyruszyć w drogę. Znaleźli jakąś jaskinię, która wyglądała na w miarę bezpieczną. Kaspian nazbierał drewna i rozpalił przed nią ognisko. Wszyscy usiedli na szmacianych torbach i okryli się kocami. Był to mroźny wieczór. Łucja, mimo iż już okryta kocem, weszła jeszcze pod ramię Piotra. Ava była przykryta dwoma. Liliana oddała swój koc Zuzannie, która była nadal zła na Kaspiana i nawet nie chciała na niego patrzeć.
-Jesteś pewna, że nie chcesz tego koca? Cała się trzęsiesz.- powiedziała Łagodna, patrząc na rudowłosą.
-Nie.- uśmiechnęła się lekko, gdy nagle poczuła, że ktoś jest obok niej i okrywa ją kocem. Po chwili siedziała wraz z Zuzanną pod kocami. Piotr wychylił się lekko do tłu i uśmiechnął się porozumiewawczo do młodszego brata.
-A myślicie, że Damienowi nic nie jest?- spytała po chwili Łucja.
-Wiesz on... przeszedł na ich stronę.- powiedział Edmund.
-Co?! Ale on... Nie mógłby tego zrobić... Nie mógłby, prawda Lili?- spytała z nadzieją w głosie. Rudowłosa spuściła wzrok na ziemię.
-Mógłby.- powiedziała krótko, a z jej policzka spłynęła łza. –Ja go miałam ze przyjaciela, a on wbiła mi strzałę w brzuch...
-To nie twoja wina.- powiedziała Zuzanna z lekkim uśmiechem.
-Dobra dość już tej gadaniny. Kaspian zagaś ognisko. Oddamy dziewczynom koce i nie, Ava się nie liczy.- zarządził Piotr.
-Przynajmniej wiesz jak mam na imię.- mruknęła blondynka, po czym poszła szykować posłania.


*****

Noc była chłodna. Łucja przez cały czas nie mogła zasnąć. Postanowiła więc wyjść się jeszcze trochę przewietrzyć. Gdy wychodziła z jaskini popatrzyła na swoje rodzeństwo i przyjaciół. Zuzanna spała zwinięta w kłębek przy Piotrze. Kaspian spał na siedzącą przy jakimś kamieniu. Łagodna musiała bardzo się na niego obrazić. Gdyby nie była na niego zła, pewnie spaliby przytuleni do siebie pod jednym kocem. Ava w końcu wyłudziła (bardziej ukradła) koc Piotra. Mężna kroczyła ostrożnie między nogami pozostałych, nagle przystanęła i uśmiechnęła się pod nosem. Dziewczyna wcześniej nie zauważyła, żeby Liliana dawała koc Edmundowi. Rudowłosa przykryła Sprawiedliwego, kiedy ten już zasnął. Ta sytuacja wydawała się Łucji słodka. Dziewczyna jednak szybko przestała się na nich gapić. Wzięła łuk i wyszła z jaskini. Nie było już aż tak zimno. Mogła swobodnie chodzić tylko z jednym kocem na plecach. Wpatrywała się w drzewa i wciągała zimne powietrze. Nagle spostrzegła coś dziwnego. Złoty blask bił zza krzaków.
-Aslan?- szepnęła cicho i podeszła bliżej. Za krzakiem zauważyła Ryczypiska trzymającego pochodnię. –Co ty tutaj robisz?- szepnęła.
-Udało mi się uciec od tych... „ludzi”.- powiedział z lekką pogardą. –Gdzie reszta?- Mężna wskazała jaskinię. –Czy panienka Liliana jest z wami?
-Tak. Śpi sobie słodko. Ale co z resztą? Co oni zrobili w pałacu?- wypytywała.
-Są zamknięci w lochach albo zmuszani do pracy. Straszny widok. Potrzebuję pomocy. Trzeba im pomóc!- powiedział wskakując na ramie dziewczyny.
-W takim razie szykuj miecz. Idziemy złożyć Damienowi wizytę.- zarządziła i pobiegła w stronę Narnii ze swoim towarzyszem na ramieniu. Kasztanowe włosy, związane w luźny kucyk falowały na wietrze. Gałęzie drzew zdawały się stać w miejscu, choć wiał silny wiatr. Ryczypisk ledwo dawał radę utrzymać się na ramieniu dziewczyny. Po dwudziestu minutach szybkiego biegu Łucja stanęła zasapana. Zrzuciła z siebie koc i usiadła na niego. Potrzebowała chwili odpoczynku. Żałowała, że nie zabrała ze sobą wody. Przełknęła głośno ślinę i ruszyła dalej. Ryczypisk miał wrażenie, że dziewczyna biegnie jeszcze szybciej. Przez całą drogę nie rozmawiali ze sobą. Złość przepełniająca dziewczynę, nie pozwalała jej się zatrzymać. W końcu o świcie dotarli do Narnii. Ker-Paravel był już na wyciągnięcie ręki.
-Zostań tu. Gdybym nie wróciła do południa, pobiegnij do powiadomić resztę, że poszłam na Ker-Paravel.- powiedział obejmując przyjaciela.
-Ale... Łucjo...
-Nie Ryczypisk. Muszę to załatwić sama.- powiedziała, odstawiając go na ziemię. Uśmiechnęła się i pobiegła w stronę pałacu. Zgrabnie prześlizgiwała się między krzakami.
„Jak dobrze, że jest tu tyle wysokich roślin.”- myślała.
W końcu dotarła pod pałac. Przeskoczyła przez płot do ogrodu. Straż widocznie jeszcze nie wstała.
„Głupi.”- pomyślała uśmiechając się pod nosem. Nagle usłyszała kroki. Jej serce jakby się zatrzymało. Zakłopotana padła zgrabnie na ziemię i zaczęła czołgać się do wejścia do pałacu. Nagle poczuła, że ktoś obraca ją, a potem na jej brzuchu zauważyła nogę. Łucja popatrzyła w górę. Z łuku celował w nią jeden z zamaskowanych. Dziewczyna otworzyła oczy szeroko i zaczęła przyglądać się wrogowi. Jej broń wbijała się jej w plecy, nie miała jak się bronić. Zamaskowany był dość dobrze zbudowanym, ale nie tak jak starszy mężczyzna tylko jak młody chłopak.
-Damien?- szepnęła przez łzy. Brakowało jej już trochę tchu.  
____________________________
Nowy rozdział! Podziwiajcie! A teraz wróćmy to tego, że nigdy wam jeszcze nie dziękowałam za czytanie tych moich wypocin :D. Więc dziękuję wam teraz. To dla mnie na prawdę wiele znaczy ♥.
Tak w ogóle to w tym momencie nastąpi chamska reklama http://tajemnice-west-wood.blogspot.com/ . Koniec chamskiej reklamy. 
Więc dziękuję i do zobaczenia ^^ (Tak btw. to uznałam, że nadużywam już tych serduszek, więc rogi wracają. Nie to nie są słodziutkie oczka, to są rogi.)

~Zjawa

piątek, 18 września 2015

ROZDZIAŁ XVI


Edmund zszedł ledwo żywy na śniadanie. Piotr chrapał nieustannie przez całą noc. W jadalni siedziała Liliana z nogami zarzuconymi na stół i ostrząca miecz. Dziewczyna widocznie korzystała z samotności, w której mogła zachowywać się jak chce. Odłożyła broń na stół, po czym związała włosy w luźny warkocz. Popatrzyła w prawo i od razu zdjęła nogi ze stołu. Uśmiechnęła się głupawo, po czym usiadła prosto.
-Witaj.- powiedziała i ponownie na jej twarzy pojawił się głupawy uśmiech.
-Witaj.- odpowiedział i usiadł obok. Między nimi zapanowała nieprzyjemna cisza.
-Przepraszam za wczoraj. No wiesz to w namiocie. Nie powinnam cię całować. To było głupie.- rudowłosa przerwała milczenie.
-Czemu?- powiedział Edmund i po chwili zaczął żałować, że nie ugryzł się w język. Sytuację uratowali Ava i Piotr. Blondyni weszli zaczęli kłótnię o miejsce przy stole.
-Wiecie, że jest tu pełno wolnych miejsc, prawda?- uciszyła ich zdenerwowana Liliana, która już sięgała po miecz. Piotr popatrzył na rudowłosą, po czym zajął miejsce obok Edmunda. Blondyn patrzył na Avę tak, jakby zaraz miał się z nią pobić. Zaraz do jadalni zeszła się reszta. Łucja czym prędzej usiadła do stołu, wyglądała na bardzo głodną. Zuzanna z gracją zajęła miejsce obok Avy i uśmiechnęła się do niej przyjaźnie. Kaspian zajął miejsce obok Łagodnej. Damien w wyśmienitym humorze zasiadł przy końcu stołu. Lilianie bardzo nie spodobała się jego mina. Wyglądał jakby właśnie odziedziczył ogromny majątek i do tego został królem świata.
-Co ty taki w humorze?- spytała rudowłosa, jednak nie uzyskała odpowiedzi. -Spytałam cię o coś.
-Nie muszę ci odpowiadać.- parsknął Damien.
-Za kogo ty się uważasz?
-A ty?- po słowach tych Damiena, dziewczyna chwyciła miech leżący na stole i już chciała przyłożyć mu go do gardła, ale Edmund chwycił jej rękę. Liliana rzuciła przyjacielowi wrogie spojrzenie, po czym usiadła.
-Więc Avo... Jak ci się podoba na Kre-Paravelu?- Zuzanna starała się zmienić temat.
-Jest bardzo ładnie. Macie solidnie wykonane portrety. Nawet Piotr na obrazie wygląda dobrze, choć prócz blond włosów z oryginałem nie ma nic wspólnego.- powiedziała zadziornie. Karpian złapał się za głowę.
-Proszę podać śniadanie! Szybko! Zanim zburzą ten pałac!- krzyknął Telmar.



*****

Po śniadaniu Liliana poszła posiedzieć na dworze. Liczyła, że w samotności będzie mogła ochłonąć i pomyśleć co się stało z jej przyjacielem. Wdrapała się na drzewo, jak to miała w zwyczaju, kiedy chciała być sama na świeżym powietrzu.
-Szlak by to...!- powiedziała gdy tylko rękaw jej koszuli zaczepił się o gałąź drzewa i rozdarł. Dziewczyna wzięła mały sztylet przyczepiony do jej pasa i skróciła oba rękawy. Pozostały materiał przywiązała do gałęzi drzewa, po czym spokojnie oparła się i zamknęła oczy. Powietrze było wyjątkowo rześkie, a cisza pieściła jej uszy. Ani jednej żywej duszy, tylko ona i natura... i Edmund, który wszedł właśnie do ogrodu. W sumie to chciała z nim porozmawiać. Kiedy do jadalni wparowała reszta nie zdążyła go zapytać o jego „czemu?”.
Nawet jej to pochlebiało, a kiedy była przy nim czuła dziwny spokój. Najchętniej od razu rzuciłaby mu się na szyję, ale nie wypadało. To król, a ona? Zwykła wieśniaczka, której jakimś cudem udało się zamieszkać na zamku. Dziewczyna zeskoczyła z drzewa i podeszła do niego.
-Masz jakiegoś pecha do rękawów koszul.- powiedział Edmund gdy tylko ją zobaczył.
-Jak widać.- uśmiechnęła się i odgarnęła włosy z twarzy. –Wiesz, w sumie to chciałam z tobą porozmawiać. Czy ty uważasz, że to wczoraj to no wiesz... powinno się stać?- pytanie dziewczyny zagięło go. Wpatrywał się w nią i drapał po głowie. Jego ciemne włosy rozwiewał delikatny wiatr znad morza, a do tego słońce oświetlało jego twarz. Wyglądał iście imponująco.
-Odpowiesz mi?- nalegała dziewczyna, ale gdy zobaczyła na twarzy Edmunda zakłopotanie postanowiła, że to ona zacznie. –Ja... To dla mnie też jest trudne. Uważam, że nie powinno być nic między nami. Powinieneś znaleźć sobie jakąś księżniczkę, a nie zadawać się z jakąś wieśniaczką.
-Wiesz... Ja lubię tą „wieśniaczkę”. Ona jest bystra, walczy lepiej niż nie jeden rycerz, a urodą przewyższa nie jedną szlachciankę. I nie obchodzi mnie co myślą inni.- uśmiechną się i złapał Lilianę za ramię. Dziewczyna poczuła jak się czerwieni na twarzy. Próbowała uciec jakoś spod pałacowej ściany, jednak Edmund okazał się silniejszy. Trzymał ją przy ścianie i nim rudowłosa zdążyła się zorientować całowali się, znowu. Po dziewczynie przebiegł przyjemy dreszcz.


Po dłuższej chwili Liliana odepchnęła Sprawiedliwego. Podniosła już nawet dłoń by dać mu z liścia, ale w porę się opanowała.
-Co ty wyprawiasz?!- spytała oburzona. –A co jak ktoś zobaczy?
-Co z tego, że ktoś miałby to zobaczyć? Mówiłem, że mnie to nie obchodzi.- powiedział trzymając ją za rękę i patrząc jej prosto w oczy.
-Muszę już iść. Będę na plaży z Aeronem jakbyś mnie szukał.- powiedziała i pobiegła na plażę. Gryf wygrzewał się w jesiennym słońcu. Gdy usłyszał kroki od razu odwrócił wzrok od morza. Popatrzył łagodnym wzrokiem na siadającą obok Lilianę. Dziewczyna zakryła twarz rękami i włosami.
-Stało się coś Liliano?- spytał gryf, jak zwykle opanowanym i spokojnym głosem.
-Chyba się zako...chałam...- wyszeptała podnosząc głowę. Nie wyglądała jednak na szczęśliwą.
-To chyba powinnaś się cieszyć, a nie smucić.
-Załóżmy, nie mówię, że to jest prawda, ale załóżmy, że zakochałam się w kimś... W królu i dałam mu to trochę do zrozumienia, ale potem powiedziałam, że to nie wypada. No i on wtedy dał mi do zrozumienia, że on mnie też lubi i nie mam pojęcia co teraz robić. Nie wypada mu!- wytłumaczyła, patrząc na Aerona. Gryf zaśmiał się cicho, co nie uszło uwadze rudowłosej. Spiorunowała go wzrokiem. Ona się zwierza i prosi o radę, a on się śmieje. gryf natychmiast przestał i popatrzył na rudowłosą.
-Kochana, miłość to nie grzech. A tym czasem ja już polecę. Nie chcę przeszkadzać tobie i Ed... Znaczy... Żegnaj Liliano. Przylecę jeszcze wieczorem.- odrzekł i poszybował w stronę Gryfiej Wyspy.

*****

Damien wyszedł z pałacu. Postanowił przyjąć propozycję kobiety. By nie robić hałasu i zamieszania chciał iść pieszo. Przemknął się do lasu. Uznał, że lepiej będzie chodzić najmniej dostępnymi ścieżkami, by nikt nie nakrył go na spoufalaniu się z wrogiem. Szedł uboczem, na którym rosło pełno krzaków. Po godzinnym spacerze, natrafił na bagno. Nie miał innego wyjścia, jak tylko przez nie przejść. Nie miał czasu na omijanie. Wszedł po kolana do bagna i przebiegł na drugą stronę. Teraz jedyną rzeczą jakiej potrzebował była kąpiel. Szybko jednak zapomniał o brudzie. Najważniejsze jest dojście do obozu.
„Może też dostanę taką fajną maskę...”- myślał. Musiał jednak długo czekać, by się przekonać. Dopiero wczesnym wieczorem dotarł na miejsce. Wszedł do obozu bez najmniejszych problemów. Nikt nie zwrócił na niego najmniejszej uwagi. Miał już wejść do namiotu, gdy nagle przed jego twarzą stanęła kobieta.
-A więc przyszedłeś. Doskonale. Proszę.- powiedziała i wręczyła mu białą maskę. Chłopak nasunął ją na twarz. –Pasuje idealnie.
-I co mam teraz robić?- spytał zdezorientowany.
-Nic. Czekać na zadania.- powiedziała i weszła do namiotu. Chłopak zmarszczył brwi.
„Coś tu nie gra. Trzeba to sprawdzić.”- myślał –„Kurde! Jak tak dalej pójdzie zmienię się w męską wersję Liliany.”- przeszedł po nim dreszcz obrzydzenia. Po chwili bezczynnego stania, postanowił rozejrzeć się po obozie. Inni zdawali się patrzeć na niego wrogo. Damien cały czas czuł na sobie ich wzrok. Chodził bez celu między namiotami. W końcu postanowił gdzieś przysiąść. Usiadł za namiotami na trawie, a po chwili przeszedł do pozycji leżącej i zaczął wpatrywać się w chmury. Jego oczy zdawały się robić coraz cięższe, aż w końcu zamknęły się, a chłopaka ogarnął sen.

*****

-Wiesz może gdzie jest Damien? Mieliśmy dziś strzelać z łuku.- powiedziała Łucja, wchodząc do jadalni.
-Czy ja wyglądam na jego opiekunkę?- spytała opryskliwie Liliana. Nogi miała położone na stole i wpatrywała się w ścianę.
-No nie, ale liczyłam...
-To się przeliczyłaś.- syknęła rudowłosa.
-To, że cię zdenerwował nie znaczy, że masz się na wszystkich wyżywać.- powiedział Edmund, który przechodził obok. –Jest już wieczór, a jego nie ma od czasu kiedy skończyliśmy śniadanie. Myślałem, że choć trochę się martwisz.
-Nie mów mi co mam robić.- syknęła i popchnęła go gdy wychodziła z jadalni.
-Ja nie zamierzam czekać. Coś mogło mu się stać!- powiedziała Łucja i pobiegła do Kaspiana. Edmund ruszył za nią. Zastali Telmara rozmawiającego z Zuzanną. Na twarzy Łagodnej promieniał uśmiech. Dawno nie widzieli jej tak szczęśliwej. Chichotała i co chwila trzepotała rzęsami. Romantyczny nastrój przerwała Łucja, która wleciała bez pukania do komnaty.
-W czym problem?- spytał Kaspian, próbując ukryć swoją irytację.
-Damiena nie ma od czasu śniadania, a mieliśmy dziś ćwiczyć.- powiedziała Mężna unosząc łuk wyżej. –Martwię się, a Lili nic nie wie.
Łucja popatrzyła na Telmara błagalnym wzrokiem. Zuzanna również popatrzyła na niego w ten sposób. Kaspian nie miał wyjścia.
-A wiesz chociaż gdzie może być?- spytał mrukliwie. Łucja pokręciła głową. Telmar otworzył usta, by coś powiedzieć, jednak przerwały mu krzyki. Zebrani w komnacie, zerwali się na równe nogi i pobiegli w stronę krzyków. Ava i Piotr znowu się kłócili, tym razem o  materiał na szaty. Edmund złapał się za głowę, po czym rozdzielił ich, a brata walnął w głowę.
-O co chodzi?- spytała Ava, próbując zachować pozory normalności. Zaraz po tym przybiegła Liliana, która obdarzyła resztę chłodnym spojrzeniem. Nadal była zła na przyjaciela.
-Chwila... Nie za mało was?- spytała blondynka po chwili namysłu. –Brakuje tego z łukiem...- dziewczyna zbladła i popatrzyła na resztę niespokojnym wzrokiem. –Czas ruszać.

*****

Do obozu wjechali Kalormeńczycy. Wyglądali na zadowolonych. Konie przywiązali do drzew i wyszli na środek obozu. Damien podszedł bliżej. Obok kalormeńskich żołnierzy stała zamaskowana kobieta. Miała na sobie zbroję, co mogło oznaczać, że szykują się w końcu do jakiegoś ataku.
-Szykujcie broń. Nadeszła pomoc wojsk Kalormeńskich. Ruszamy na Narnijską stolicę. NA KER-PARAVEL!- krzyknęła kobieta. Wszyscy uradowali się. Zdezorientowany Damien, również uległ radości.
-Znam skrót!- krzyknął, wychodząc przed tłum. Kobieta i stojący obok niej Aban popatrzyli na niego miło, po czym kazali mu prowadzić.  
Przedzierali się przez chaszcze. Damien z daleka, kątem oka zauważył srebrno-czerwono-brązowe plamy. Na myśl od razu przyszła mu narnijska armia w swoich zbrojach. Przełknął ślinę i prowadził dalej. W końcu trafili na Ker-Paravel. Wkroczyli do zamku. Niektórzy wdrapali się po linach na górę, a niektórzy zagrodzili wyjście z pałacu, które znajdowało się w sali tronowej. Damien znajdował się w dolnej grupie. Jego strzały co chwila wbijały się w jakiegoś narnijskiego rycerza. W pewnym momencie na jego celowniku stanęła rudowłosa, która w rękach trzymała dwa miecze. Idealnie dawała sobie radę z Kalormeńczykami. Kiedy strzała Damiena leciała już w jej stronę, zablokowała ją mieczem i podbiegła do niego. Chłopak zręcznie omijał ciosy. Wiedział jak dziewczyna walczy. W końcu przestał wyrabiać z unikami. Blokował wszystkie ciosy łukiem. Dziewczyna rzuciła go na podłogę, przez przypadek zsunęła mu maskę.
-Damien?- spytała mimowolnie. Chłopak zrzucił ją z siebie. Wycelował łukiem prosto w jej serce. Ręce mu drżały, jednak zamknął oczy i strzelił. Strzała trafiła w brzuch dziewczyny. Gdy otworzył oczy, zobaczył łzy na policzkach Liliany. Rudowłosa wstała i resztkami siły uciekła z zamku. Na zewnątrz walczył Aeron, ale gdy tylko zobaczył ją w takim stanie, rozprawił się z napastnikami szybciej niż kiedykolwiek. Wziął dziewczynę pazurami i przetransportował w bezpieczne miejsce, a dokładniej w jaskini przy plaży. Dziewczyna oparła się o ścianę.
-Zaczekaj tutaj. Zaraz przylecę z pomocą. Tu jesteś bezpieczna.- powiedział gryf i wyszedł z jaskini, po czym wzbił się w niebo. Leciał najszybciej jak mógł. Przed obozem zauważył dwie osoby. Postanowił, wylądować przed nimi. Łucja przyjaźnie uśmiechnęła się do gryfa.
-Patrz Edmund! To Aeron! Miło cię widzieć.- powiedziała przyjaźnie.
-Nie czas teraz na rozmowy królowo! Potrzebuję kordiału, a właściwie Liliana. Napadli Ker-Parave.- powiedział szybko gryf.
-Łusia, daj kordiał. Lecę z tobą.- powiedział brązowooki, wchodząc na gryfa. Mężna posłusznie podała buteleczkę z wyciągiem. Edmund wsunął kordiał za pas, po czym wzbił Aeron wzbił się w powietrze z nim na grzbiecie. Po chwili, która zdawała się trwać wieczność znaleźli się przed jaskinią. Edmund czym prędzej wbiegł do środka. Liliana siedziała skulona w kącie. Usta zaczęły jej sinieć, a powieki opadać. Całą koszulę miała ubrudzoną krwią. Chłopak podbiegł do niej i wyciągną kordiał, po czym wyjął strzałę z jej brzucha. Liliana uśmiechnęła się do niego lekko, próbując ukryć ból, po czym zamknęła oczy.
______________________________
Tak, tak, znowu się całują. Ale Edly to jedyny realny związek albo coś co przypomina związek. No jest jeszcze Kaspianna, a związek Łucji z Damienem jest wyimaginowany. 
A teraz kilka (w sumie dwa) ogłoszeń parafialnych.
1. Do końca tego miesiąca będę wstawiała rozdziały dwa razy w tygodniu, ale od października już tylko raz. 
2. Ja pisałam poprzednio myślałam o założeniu nowego bloga. NO I ZAŁOŻYŁAM! Wstawiłam tam już prolog, a pierwszy rozdział będzie pewnie jak ogarnę jakiś fajny szablon, bo jak na razie jest taki no nijaki. No mniejsza. ZAPRASZAM >>http://tajemnice-west-wood.blogspot.com/<<

~Zjawa

.
.
.
.
.
.
template by oreuis