niedziela, 30 sierpnia 2015

ROZDZIAŁ XI


Damien wraz z kapryśną księżniczką ukryli się w porcie. Postanowili ukraść jedną z łódek lub zakraść się na statek płynący do Archenlandii. Wybrali opcję kradzieży.
-Masz.- szepnął chłopak podając księżniczce jakąś starą płachtę.
-Nie włożę tego.- szepnęła oburzona, jednak nie miała wyjścia. Jeżeli chce uciec, musi słychać się Damiena. Oboje narzucili na siebie płachty i podeszli do łódki przy której akurat nikt nie stał.
-Umiesz pływać?- spytał chłopak.
-Nie.- odpowiedziała jak zwykle kapryśna księżniczka.
-Trudno, utopisz się najwyżej.- powiedział i wepchnął ją do wody, przez co dziewczyna przewróciła łódkę.
-KTOŚ SIĘ TOPI!- krzyknął i wskoczył do wody. Złapał księżniczkę, zrzucili z siebie płachty i wynurzyli się pod łódką. Wokół wyrzuconych przez nich rzeczy zbiegło się sporo gapiów, a potem dołączyło się jeszcze więcej. Damien wraz z księżniczką odpłynęli pod łódką w bezpieczne miejsce by mogli ją obrócić i wsiąść do niej. Podpłynęli do jakiejś jaskini. W sumie to Damien płynął, księżniczka przymała się siedzenia.
-Nie wrzucaj mnie więcej do wody!- wydarła się dziewczyna.
„Niech się cieszy, że mam silną wolę, bo chętnie bym jej strzelił strzałą w ten jej zakuty łeb. Albo chociaż jej usta związać.”- pomyślał chłopka, a na jego twarzy pojawił się szatański uśmieszek, który często robiła Liliana. Damien szybko przestał o tym myśleć i zajął się obróceniem łódki. Kiedy już mu się udało wyjął z niej wiosła i wsiadł.
-A ty na co czekasz?- spytał poddenerwowany.
-Mamy tym płynąć?- spytała oburzona.
-Jak chcesz to tu zostań, dla mnie to żaden problem.- powiedział z nadzieją w głosie. Dziewczyna niestety wsiadła i wypłynęli.

*****

-Nie boisz się tak latać?- spytała Zuzanna patrząc na Lilianę latającą do góry nogami na Aeronie. Rudowłosa tylko się zaśmiała. Łagodna uznała to za „nie”. Zbliżał się wieczór i statek był już blisko Kalormenu. Liliana wraz Aeronem patrolowali morze, gdy nagle z góry zauważyli łódkę w której były dwie osoby. Gdy podlecieli bliżej rozległ się śmiech, który było słychać na statku. Po chwili na pokładzie stał Damien, księżniczka i Lili z Aeronem.
-NARESZCIE!- krzyknął Damien rzucając się na wszystkich z uściskiem.
-Stary, spokojnie.- powiedział Piotr próbując złapać powietrze.
-Ta dziewczyna to potwór!- powiedział chłopak puszczając Wspaniałego i wskazując oburzoną księżniczkę.
-Księżniczka Maria?- spytał niepewnie Kaspian, jednak dziewczyna nie odpowiedziała. Damien wzruszył ramionami i poszedł z Łucją po nowe ubranie.
-Czy ty w ogóle mówisz?- spytał Piotr.
-Owszem, jestem księżniczką Marią i tak, mówię.- powiedział Maria oglądając wszystkich po kolei.
„Ruda, gość co dba zbytnio o włosy, poważna dziewczyna, przystojny blondynek i...”- myślała spoglądając wokoło, jej wzrok zatrzymał się na Edmundzie. –„Może  jednak dobrze, że tu jestem. Ciekawe czy zgodzą się zagościć trochę w Archenlandii. On ma taki sam błysk w oku jak... Nie zadręczaj się już.”- na twarzy Marii pojawił się flirciarski uśmieszek. Edmund odwzajemnił uśmiech, jednak jego był bardziej przyjazny. Liliana popatrzyła na nich, czuła się dziwnie źle.
„Edmund to TYLKO przyjaciel! Zapamiętaj”- pomyślała idąc w stronę dziobu. Rudowłosa oparła się o poręcz i wpatrywała się w morskie dno, które było wyjątkowo ubogie. Nagle poczuła, że coś przebiegło jej po stopach. Obejrzała się i zauważyła mokre ślady prowadzące na pokład. Urwały się. Rozglądała się, ale nic nie widziała.
-AŁA! MÓJ OGON!- usłyszał czyjś głos przy swojej nodze. Popatrzyła w dół i zauważył ogromnych rozmiarów, gadającą mysz. –Patrzyłabyś pod nogi! Ten ogon to dar od Aslana!
-Ryczypisk, prawda?- spytał lekko rozbawiona.
-Skąd znasz me imię?!- waleczna mysz wskoczyła na ramię dziewczyny i przyłożyła małą szpadę do jej gardła.
-Łucja opowiadała coś o słodkiej acz walecznej myszce ze szpadą. Stwierdziłam, że to ty.- powiedziała z zakłopotaniem. Nigdy nie rozmawiała jeszcze z myszą, więc nie wiedziała jak ma się zachować. –Ale czy ty przypadkiem nie powinieneś być w Krainie Aslana?
-Aslan powiedział, że będę wam potrzebny i nagle znalazłem się pod waszym statkiem, więc postanowiłem się na nim rozgościć.- powiedział Ryczypisk schodząc z ramienia Liliany. Nagle usłyszeli czyjś przeraźliwy pisk. Rudowłosa podniosła wzrok i zauważyła przerażaną Marię, która kurczowo trzymała się Edmunda. Lili nie zauważyła, że brązowooki nie wyglądał  na zachwyconego i zapewne gdyby mógł walnąłby księżniczkę czymś ciężkim w głowę, by choć na moment się od niego odczepiła.
-Nie panikuj to, tylko przerośnięta mysz ze szpadą. Nie zrobi ci krzywdy!- próbowała wyjaśnić Liliana z zazdrością w oczach. Ryczypisk cicho zachichotał, gdy popatrzył na wzrok dziewczyny.
-Witaj Ryczypisku! Ty tutaj?- powiedział uradowany Edmund, próbując oswobodzić się z uścisku Marii.
-Może lepiej zbierzmy się tu wszyscy, nie chce mi się powtarzać tego kilka razy.- oznajmiła mysz.


*****

Nastała pora kolacji. Władcy wraz z przyjaciółmi i księżniczką zasiedli do stołu. Kaspian usiadł po środku długiego stołu, zaraz obok usiadła Zuzanna, a na przeciw niej Piotr. Przy blondynie usadowiła się Łucja, a na przeciw niej Liliana. Rudowłosa miała po swojej prawej Edmunda. Przy brązowookim przysiadła Maria posyłając mu flirciarskie spojrzenie.
-Czekaliśmy na ciebie.- powiedział Kaspian spoglądając na spóźnionego Damiena zajmującego miejsce obok Łucji. Wszyscy zabrali się do jedzenia wykwintnych narnijskich potraw. Ryczypisk cały czas opowiadał o wspaniałym Aslanie i o tym jak się tu znalazł.
-A jak mój ulubiony smok?- spytała na końcu mysz.
-W sensie Eustachy? Ma się dobrze. Często o tobie wspomina.- powiedział Edmund, przysuwając krzesło trochę bliżej Liliany, ponieważ brakowało mu miejsca przez ciągle przytulającą się do niego Marię. Brązowooki próbował już wybić księżniczce te zapędy, jednak do niej nic nie docierało. Rudowłosą coraz bardzie irytowało zachowanie archenlandzkiej księżniczki. Liliana wstała od stołu, chwyciła Marię za włosy i wyszły razem na pokład.
-Mogłabyś się z łaski swojej uspokoić?- powiedziała z irytacją w głosie rudowłosa.
-Jesteś zazdrosna o mnie i Edmunda.- stwierdziła z uśmiechem księżniczka przy okazji poprawiając swoje włosy.
-Bierz go sobie, ja po prostu uważam, że nie powinnaś się z tym afiszować.- powiedziała próbując ukryć fakt, iż jest zazdrosna.
-Może i masz rację. Lepiej, żeby osoby zazdrosne... ekhem... ty... tego nie widziały.
Świetnie.- powiedziała z uśmiechem, choć w jej głowie pojawił się plan na morderstwo idealne.

*****

Do Archenlandii dobili o świcie. Tym razem nie używali wioseł, więc dopłynięcie do krainy zajęło im nieco dłuższą chwilę. Stanęli na ziemi, kołysząc się lekko, jednak po chwili przyzwyczaili się. Ruszyli w stronę ogromnego białego zamku umieszczonego na wzgórzu. Pałac zbudowany był w stylu gotyckim. Gdy podeszli bliżej wyraźnie widzieli liczne zdobienia o motywie roślinnym. Wokoło było mnóstwo wysokich drzew i barwnych kwiatów. Maria wbiegła szczęśliwa do zamku, a Edmund odetchnął z ulgą. Gdy wszyscy weszli do sali tronowej zamiast króla i królowej zauważyli kobietę ubraną na biało, a na głowie miała wianek z niebieskich kwiatów. Siedziała na ciemnym tronie i wpatrywała się srogo w Marię.
-Czy musisz być taka głupia?! Mówili ci! Ja, JA ci mówiłam, żeby im nie ufać! Wiedziałam, że to się tak skończy!- krzyknęła kobieta. –Kim oni są?- wskazała na narnijczyków.
-Jestem Wielki Król Piotr.- powiedział blondyn i ukłonił się. –A to moje rodzeństwo i przyjaciele.
-Dziękuję za uratowanie siostry, królu Piotrze.
-To nie ja to zrobiłem, to on.- powiedział wskazując na Damiena.
-Myślę, że jesteście zmęczeni. Chętnie ugościmy was w pałacu, jeżeli zostaniecie na jutrzejszy bal.- uśmiechnęła się. –Moja siostra, księżniczka Maria szuka „szczęśliwca”, z którym spędzi resztę swych dni.- powiedziała z lekkim współczuciem w głosie.
-To świetny pomysł Marino! Służba zaprowadzić ich do pokoi!- ucieszona Maria poleciała od razu do swojej komnaty, by wybrać suknię na bal.


*****

Damien przebierał się w nie ubranie, które dostał od służby. W tym samym momencie weszła zadowolona Łucja i natychmiast zasłoniła oczy oraz stanęła tyłem do chłopaka.
-Mogłeś mnie ostrzec, że się przebierasz!
-Mogłaś zapukać i nie mam pojęcia dlaczego przestraszyłaś się mnie bez koszuli.- powiedział lekko zdezorientowany, wciągając na siebie koszulę.
-Mniejsza.- powiedziała, odwracając się do chłopaka. –Chciałam się zapytać... opowiesz mi jak tam było? Jak się wydostałeś?
-To długa historia...- powiedział z szerokim uśmiechem. Stali w niezręcznej ciszy i rozglądali się po pokoju. Był cały biały z niebieskimi akcentami, przez co wydawało się, że jest zimniej niż w rzeczywistości. Na parapecie stały niebieskie kwiaty, takie same jakie miała Marina na swej głowie. Zasłony, pościel i każdy inny materiał, również był niebieski. Pokój wyglądał na taki, w którym nie było nikogo od wieków, choć nie było w nim nawet jednej cząsteczki kurzu. Każdy w Archenlandii mieszkał w tak przytłaczającej czystości i rażącej bieli.
-Nie przeraża cię trochę ta wszędobylska biel i czystość?- spytała Łucja, która czuła się bardziej nieswojo niż zwykle w nowym otoczeniu.
-Nie, mieszkałem tak kiedyś.- odpowiedział chłopak, a Mężna popatrzyła na niego zdziwiona. –Znaczy podobnie jak tu. Ale ten pokój też pamiętam. Mój ojciec był rycerzem i często przychodziłem do niego, kiedy stał na straży. Wtedy jeszcze moja mama była, no wiesz nie była zaginiona. Teraz nawet nie wiem czy żyje. Może lepiej przestanę użalać się nad sobą jak dzieciak.- powiedział i padł na łóżko.
-To ja może lepiej pójdę... Cieszę się, że nic ci nie jest.- uśmiechnęła się Łucja i wyszła zamykając za sobą lśniące, białe drzwi. Dziewczyna również poszła do swojej komnaty by ochłonąć nieco po ostatnich wydarzeniach.
 _________________________________
No i jest. Dziś w nocy, bo czemu by nie. To ostania noc, kiedy mogę siedzieć do godziny 02:00 czy 03:00. Jestem załamana. Jakbym przestała dodawać rozdziały to najprawdopodobniej umarłam (dziękuję wam przedmioty ścisłe). Bycie w Narnii wykluczcie, bo tam mogłoby minąć z 50 lat, a ja i tak wróciłabym młoda, w tym samym dniu co się w niej znalazłam. No cóż mi pozostało więcej jak życzyć wam powodzenia w szkole. 

~Zjawa

czwartek, 27 sierpnia 2015

ROZDZIAŁ X


-Widziałeś tego głąba?- spytała Liliana, podbiegając do Edmunda.
-Tak, Piotr jest razem z Kaspianem.- odpowiedział z uśmiechem brązowooki
-Edmund bądź poważny!- krzyknęła sfrustrowana.
-Nie, nie widziałem Damiena.
Dziewczyna posmutniała. Bała się o przyjaciela z którym znała się od dziecka. Edmund by pocieszyć rudowłosą przytulił ją mocno. Dziewczyna lekko się uśmiechnęła z jej oka spłynęła pojedyncza łza.
-Widzieliście gdzieś...Łucję?- spytała Zuzanna, którą cicho zachichotała na widok przytulających się Edmunda i Liliany. Sprawiedliwy natychmiast przestał obejmować rudowłosą, a Łagodna uśmiechnęła się pod nosem, by po chwili na jej twarzy ponownie pojawiło się zaniepokojenie.
-Nie.- powiedział lekko zakłopotany Edmund. Zuzanna jeszcze bardziej się zmartwiła. Nie widziała siostry od wczoraj. Myślała, że pewnie przez cały czas siedziała w komnacie, jednak nikogo tam nie zastała.
-Okno było otwarte. Myślicie, że uciekła?- spytała Łagodna.
-Nie sądzę by Łucja miała ochotę.- powiedziała Liliana.
-Czemu?
-Może dlatego, że jej komnata jest na ostatnim piętrze zamku?- wtrącił Edmund. Zuzanna zawstydziła się. Nie miała czasu myśleć racjonalnie, zbyt martwiła się o siostrę.
-Damiana i Aerona też nie ma. Może jest z nimi?- spekulowała Liliana.

*****

-Wypuście mnie!- Łucja krzyczała z płaczem. Ręce miał całe czerwone od walenie w drzwi. Wyczerpana usiadła w kącie i myślała co się z nią stanie, co stało się z Damienem oraz Aeronem. Wpatrywała się w ścianę przed sobą. Dostrzegła w niej małą szparę.
„Może udałoby mi się zrobić dziurę przez którą się przecisnę?”- nie zastanawiała się długo. Wzięła jakiś kamień i przystąpiła to niszczenia ściany. Poczuła podmuch wiatru i ziemię pod ręką.
„Nie przypuszczałam, że będzie to takie proste!”- myślała. Na jej nieszczęście ściana w dalszych partiach była mocniejsza, więc musiałaby bez przerwy pracować do wieczora by wyjść. Mimo przeciwności Łucja nie poddawała się.

*****

-Może są na Gyfiej Wyspie?- zaproponował Kasipan.
-Nie byliby tam, aż tak długo.- powiedziała rudowłosa. Wszyscy spodziewali się najgorszego. Damien nie umiał latać na gryfie, a co dopiero Łucja. Ale przecież Aeron by ich złapał. Nie mieli już pomysłu co mogło się im stać.
-A Samotne Wyspy?- spytał po krótkiej chwili Piotr.
-Musimy to sprawdzić. Jeżeli się tam zatrzymali może być nieprzyjemnie.- powiedział Edmund. –Wyjaśnię po drodze.
Zebrali się i wsiedli na statek. Jak na statek był dość mały i wąski, lecz na wodzie unosił się lekko. By ich droga była krótsza użyli wioseł.
-Jesteś pewna, że chcesz wiosłować razem z nami?- spytał Edmund, który siedział obok Liliany. Dziewczyna pokiwała głową.
-Nie powinnaś się przemęczać. Damy radę we dwóch.- powiedział Piotr. Edmund popatrzył na brata krzywo poczym przewrócił oczami. Rudowłosa uśmiechnęła się i wiosłowała dalej.

*****

Damien był już w swoim nowym domu, a raczej więzieniu. Gdyby w pałacu nie było tak wielu żołnierzy, zabiłby Jasira i uciekł razem z innymi więźniami. Jak na razie nie był nikomu potrzebny i mógł usiąść pod ścianą.
„Brawo głąbie. Nie umiesz nawet obronić kobiety! Oby Łusi i Aeronowi nic nie było.”- myślenie przerwały mu czyjeś szlochy. Damien wstał i poszedł w jego stronę. Na podłodze siedziała dziewczyna o brązowych włosach. Chłopak lekko dotknął jej ramienia. Dziewczyna odskoczyła, ukazując chłopakowi swoją pobitą, zapłakaną twarz.
-Nie bój się. Nie zrobię ci krzywdy.- szepnął powoli. Dziewczyna nie powiedziała nic. Zrobiła wielkie oczy i pokazała palcem aby się odwrócił. Za Damienem stali Aban i Jasir. Chłopak uśmiechnął się głupio. Przełknął ślinę, wziął dziewczynę za rękę i zrobił coś czego w życiu by się nie spodziewał. Kopną Abana po czym zaczął uciekać, ciągnąc za sobą pobitą. Na korytarzu wisiało mnóstwo mieczy i łuków. Były one stare, ale sprawne. Damien nie zastanawiał się nad konsekwencjami, podał dziewczynie miecz, a sam wziął łuk i strzały.
Strzelał do ścigających, co chwila zabierał z kołczanów wiszących na ścianach strzały.
„Słaby mają gust do urządzania wnętrz”- myślał podczas ucieczki. Byli już dość daleko od Abana i Jasira, na ich drodze stanął jednak wysoki mężczyzna, który nie wyglądał na najmilszego.
„Kłamałeś już kiedyś. Dasz radę i teraz.”- pomyślał Damien i uśmiechnął się zadziornie.
-My idziemy wyczyścić te rzeczy dla pana Jasira.- powiedział. –Prawda Lili?- dziewczyna przytaknęła głową.
-Jesteście pewni?- spytał strażnik. Jego głos przypominał głos chłopca, który jeszcze nie przeszedł mutacji. Damien ledwo powstrzymał się od śmiechu.
-Tak.- powiedział chłopak nadal powstrzymując śmiech.
-Nie wierzę wam. Zawołam Aba... znaczy Tisroka.- były to ostatnie słowa strażnika. Dziewczyna wbiła miecz w jego serce. Damien spojrzał na jej drżące ręce. Wybiegli z pałacu na ulicę. Biegli najbardziej zatłoczonymi uliczkami by zgubić się w tłumie. Wiedzieli, że wysłano za nimi pościg. Przez bramę do miasta nie mogli przejść. Zostało tylko wdrapać się na mur i z niego zeskoczyć.  Weszli do jakiejś małej uliczki.
-Podsadzę cię, wdrapiesz się i spróbujesz mnie wciągnąć.- powiedział. Dziewczyna pokiwała głową przecząco. –Czy w ogóle umiesz mówić? Eh... Myślałem, że tylko z Lilianą się tak ciężko współpracuje.
-Kim jest Liliana?- spytała dziewczyna.
-To jest teraz dla ciebie najważniejsze? Co ty zazdrosna jesteś?
-Nie. Czemu miałabym?
-Bo jak wspomniałem o niej to się raczyłaś odezwać.
-Mój ojciec, król Nain nie byłby dumny z takiego szczeniackiego zachowania, jakim jest bieganie po murach.
-Zostałaś pobita, zabiłaś człowieka, a przeszkadza ci łażenie po murach?!- Damien z jednej strony był wściekły, a z drugiej bawiła go głupota Archenlandzkiej księżniczki. Dziewczyna nie kryła oburzenia, ale w końcu zgodziła się wykonywać to o co prosił ją chłopak.
-Podsadź mnie.- powiedział.
-A czy to nie ty miałeś mnie podsadzić?
-Nie denerwuj mnie i rób to o co cię proszę.
Księżniczka podsadziła Damiena,a ten wciągnął ją na górę. Zeskoczył szybko z muru i wystawił ręce by złapać kapryśną Archenlandkę.
„Myślałem, że jest lżejsza.”- myślał kiedy dziewczyna zeskoczyła z muru przewracając go.



*****

-Gadaj gdzie oni są?- powiedziała Liliana, trzymając miecz na szyi Mufida- handlarza niewolników.
-Mogłabyś być przyjemniejsza panienko.
-Ja jestem bardzo przyjemna. Jeszcze.
-Lili, może lepiej porozmawiajmy z nim?- zaproponowała Zuzanna. Liliana z niechęcią zdjęła miecz z gardła Mufida i stanęła obok Edmunda.
-Zacznijmy jeszcze raz. Chcemy odzyskać Łucję, Damiena i Aerona.- powiedział spokojnie Piotr.
-Musicie zapłacić.-uśmiechnął się Mufid.
-Nie no... Mamy płacić za siostrę i przyjaciół. No ja go chyba zabiję!- powiedziała Zuzanna zaciskając pięści i wysuwając się do przodu. Kaspian złapał ją za rękę i przyciągną do siebie. Niestety okazało się, że przydomek „Łagodna” w tym czasie nie obowiązywał. Dziewczyna wyrwała swoją rękę i podeszła do handlarza. Popatrzyła w jego parszywe oczy. Mufid uśmiechnął się i wtedy Zuzanna wycelowała pięść prosto w jego zęby. Mężczyzna schylił się i zakrył ręką usta, wtedy poczuł nogę Łagodnej pod swoim brzuchem. Piotr, Edmund i Kaspian przez dłuższą chwilę stali zdziwieni, a Liliana nie mogła powstrzymać się od śmiechu. Dopiero po jakichś trzech minutach interweniowali.

*****

Drzwi celi otworzyły się. Łucja usiadła zasłaniając dziurę którą zrobiła. Na szczęście nie była ona aż tak duża. Dziewczyna ledwo mogła wystawić przez nią rękę. Zauważyła pobitego Mufida, a za nim stało jej rodzeństwo i przyjaciele. Wstała i wpadła w ich ramiona.
-A gdzie gryf i Damien?- spytała Łucja odwracając się w stronę handlarza.
-Chłopak i gryf zostali sprzedani.- powiedział Mufid przecierając oczy.
-Dla kogo? Gdzie są?!- krzyknęła Łucja wyciągając pięść ku niemu.
-Chłopak, doradcy nowego Tisroka, a gryf jakimś ludziom z wyspy.- odpowiedział zasłaniając twarz. Był już dość pobity przez Zuzannę. Wszyscy poszli na plażę, został tylko Piotr, który odepchnął Mufida.
-Ty poczekasz, aż przyjdą po ciebie nasi rycerze.- powiedział blondyn z uśmiechem zamykając za sobą drzwi celi na klucz, który ukradkiem ukradł handlarzowi. Piotr zadowolony dołączył do reszty. Gdy blondyn już przyszedł wszyscy ruszyli na poszukiwanie Aerona. Z lasu nieopodal, wydobywała się strużka dymu. Las był dość pusty, nie było w nim ani jednego ptaka, wiewiórki, nie było nawet kamienia. Ziemię porastała trawa, a liczne drzewa skutecznie przysłaniały słońce. Po godzinnej wędrówce zobaczyli spory, wysoki na trzy metry mur z zamkniętą, drewnianą bramą po środku.
-Podsadźcie mnie.- powiedziała Liliana. –Wejdę tam i otworzę bramę.
-Mnie też. Pomogę Lili.- oznajmił Edmund. Piotr spojrzał na brata krzywo, ale mimo zazdrości pomógł przedostać się im na drugą stronę muru. Brama po chwili była już otwarta. Reszta wślizgnęła się cicho do leśnej wioski. Na ulicy nikogo nie było. Szli wolno, wtem usłyszeli okrzyki radości. Wszyscy wyciągnęli swoje bronie. Edmund, Liliana i Piotr szli na przedzie. Ujrzeli wielki plac na którym ludzie coś okrążyli. Rudowłosa weszła na plecy Piotra by zobaczyć na widok czego tak wiwatują. Oczy dziewczyny natychmiast się powiększyły.
-Kto tam jest?- szepnął Kaspian. Liliana zeszła z Piotra i ruszyła w stronę tłumu. Przepchnęła się przez wszystkich i wyszła przed pierwszy rząd.
-Kim jesteś i jak śmiesz przerywać nam nasze obrzędy?- spytał się oburzony otyły mężczyzna trzymający nóż w ręku nad głową Aerona.
-Oddawaj mi przyjaciela po dobroci albo sama go zabiorę!- krzyknęła trzymając kurczowo miecz.
-Patrzcie ludzie! Wariatka! To tylko głupie, nic nie warte zwierze!- krzyknął mężczyzna biorąc zamach nożem. Ostrze prawie wbiło się w głowę gryfa gdyby nie strzała Zuzanny, która trafiła mężczyznę w rękę. Edmund zabrał mu narzędzie i rozciął liny, którymi przywiązany był Aeron. Rudowłosa podeszła do mężczyzny i walnęła go z liścia w twarz po czym rzuciła się na szyję gryfowi.
-Dziękuję.- powiedział Aeron i dał znak Lilianie, że może na nim usiąść. Rudowłosa i gryf wrócili na statek, a za nimi wróciła reszta.
-Następny cel, Kalormen!
_________________________________
Kto wstaje tak wcześnie w wakacje? No ja, ale to pierwszy raz. Wolę, żeby moja przyjaciółka nie czekała aż się ogarnę (kto przyjeżdża o 9.00 godzinie do miasta?! No chyba tylko ona). Dobra, mniejsza o tego człowieka, który przeczytał tylko dwie części Narnii, bo były lekturą. Cały czas mam wrażenie brudnej od ołówka ręki (bądź leworęczny i rysuj, genialne). Nie wiem jak w roku szkolnym będzie z rozdziałami (znając życie będę siedziała nad książkami, nie, chwila! Piszę nadal o sobie?). W tym roku chce się trochę postarać, bo z przedmiotów ścisłych leżę (może nie tak do końca, ale chcę mieć 4 z matmy), no i do tego przydałoby się poprawić polski (nie umiem pisać rozprawek) i angielski (nie, nie niemiecki). Dobra, to na tyle z mojego wyżalania się hehe. 

~Zjawa

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

ROZDZIAŁ IX


-Ja umieram! Ja spadam w dół!- krzyczał Damien.
-Nawet się nie wznieśliśmy... Nie bądź taki strachliwy.- odrzekł gryf.
-Co robicie?- spytała Łucja która właśnie wyszła do ogrodu. Ubrana była żółtą sukienkę sięgającą jej do kolan.  Damien natychmiast przestał panikować.
-Uczę się latać na gryfie.- odparł Damien próbując zachować pozory normalności.
-Chyba raczej pozbyć się twojego lęku wysokości...- mrukną Aeron, chłopak uśmiechną się głupio.
-Masz lęk wysokości?- spytała dziewczyna.
-Ba- ba- bardziej lęk przed spadaniem.- powiedział zakłopotany Damien. Na twarzy dziewczyny pojawił się uśmiech, który próbowała ukryć zasłaniając się ręką.
-Może chciałabyś polatać z nami królowo?- powiedział Aeron po dłuższej ciszy.
-Mogę?- zwróciła się Łucja do Damiena. Chłopak przytaknął głową.


*****

 -Nie sądziłam, że to takie fajne!- krzyczała Łucja z uśmiechem. Świat wydawał się taki mały. –Możemy zlecieć trochę niżej? Chce zobaczyć co dzieje się na Samotnych Wsypach.
-Nie będzie to przeszkodą Damienie?- spytał gryf.
-Nie.
Zlecieli niżej. Ich wzrok przykuła grupa ludzi wchodząca to jakiegoś opuszczonego budynku. Wyglądali tajemniczo i rozglądali się na wszystkie strony. W końcu zamknęli za sobą ogromne, żelazne drzwi. Gryf wylądował na dachu jakiegoś domu. Łucja i Damien ześlizgnęli się z niego. Popatrzyli w stronę budynku.
-Czy to nie jest targ niewolników?- spytał chłopak.
-Chyba, ale nie jestem pewna. Mo- możemy to sprawdzić.- powiedziała Łucja z udawaną pewnością siebie.
-Boisz się?- spytał chłopak. Dziewczyna przytaknęła jednym ruchem głowy. –Spokojnie, nie pozwolę cię skrzywdzić.- uśmiechnął się. Łucja lekko się zarumieniła.

*****

Jak najciszej ześlizgnęli się na dziedziniec. Damien szedł przed Łucją z przygotowanym do walki łukiem. Gdy chłopak miał już otwierać drzwi, dziewczyna wskazała dziurę w ścianie przez którą bez problemu by się przecisnęli. Damien wślizgnął się tam pierwszy.
-Łucja...-zaczął.
-Co takiego?- spytała, kiedy weszła już do budynku.
-Uciekajmy!- krzyknął, chwycił rękę Łucji i kierował się ku dziurze. Na ich drodze stanął jednak wysoki, barczysty mężczyzna, który chwycił Mężną. Damiena chwycił inny człowiek. Był zdecydowanie niższy, lecz krzepy mu nie brakowało.
-Co z nimi robimy?- spytał wysoki.
-Dziewczynę do podziemia, a chłopaczka na aukcję.- powiedział niski.
-Nie!- protestowała Łucja, kopiąc trzymającego ją mężczyznę. Niestety nic to nie dało.
-Nie puszczę cię Łucja! Nie puszczę! Trzymaj się mocno!- krzykną Damien ściskając jej rękę mocniej. Dziewczyn jednak puściła jego rękę kiedy zobaczyła nad nią miecz. Trzymał go wysoki łysy mężczyzna.
-Łucja!- krzyczał Damien, gdy wysoki mężczyzna ją wynosił.

*****

Łucja padła na ziemię. Nim się podniosła drzwi celi były zamknięte. Dziewczyna otrzepała się z piachu.
„Wiedziałam żeby tam nie wchodzić. Wiedziałam. To samo spotkało mnie i Edmunda... Dlaczego ja się zgodziłam?!”- myślała. –„Ale co tam ja, co z Damienem? Nie mogą go sprzedać”
Łucja kopała w drzwi celi, tak długo, ile miała siły. Bała się o swoich towarzyszy. Jeżeli Aeron nie uciekł mogli go złapać i zabić. Dziewczynę co chwila przeszywały ciarki, mimo to nadal kopała w drzwi. W końcu wycieńczona i przerażona padła na ziemię.

*****

Damien siedział zakuty w kajdany pod ścianą. Nie chciał by nastąpiła jego kolej, a równocześnie chciał by to wszystko już minęło, by mógł uciec. Oglądał niebo wypatrując Aerona.
„Może już odleciał?”- myślał. –„A może... Nie... Nie myśl tak głąbie. On na pewno się wydostał by powiedzieć reszcie co się stało. Wezmą rycerzy i nas ocalą, prawda? Prawda. Oczywiście, że ocalą. Chyba.”- chłopak bił się z myślami.
-Następna sztuka!- krzyknął handlarz. Damien spojrzał na postać. Była to kobieta i wydawała się być znajoma. Jakby gdzieś już ją widział. Bardzo dawno temu, może jak był mały. Wpatrywał się w jej zapłakane oczy. Miała na sobie bogato zdobione szaty, jej włosy były upięte w niski, luźny kok. Kobieta złapała z chłopakiem kontakt wzrokowy. Oczy otworzyła za zdziwienia jeszcze bardziej. W Damienie coś zadrżało, kiedy kobieta została zlicytowana. Wreszcie przyszła kolej na niego. Stanął na podeście. Kupcy wyglądali na okrutnych. Chłopak miał przerażenie w oczach, zdecydowanie wolałby być zamknięty w jakiejś ciasnej celi razem z Łucją.
„Jest sama. Pewnie się boi, ale mniej niż ja... Dobra weź się w garść! Lili jest od ciebie bardziej męska!”- próbował podnieść się na duchu. –„Bądź mężczyzną! Ojciec nie byłby dumny z takiej postawy! Z tego, że wolisz strzelać z łuku też nie, ale mniejsza. Bądź mężczyzną!”- nie słyszał nawet krzyku kupców. W końcu ktoś go popchnął i chłopak oprzytomniał. Założono mu numer na szyi by przypadkiem nie wziął go ktoś inny.
„No i stało się, nie jestem już wolnym człowiekiem. Jeszcze do tego będę cały czas myślał o Łucji i Aeronie. Bądź mężczyzną!”- zachowywał kamienną twarz, choć było to trudne.
-Masz takie same oczy jakie miał mój syn.- powiedziała tajemnicza kobieta, która wcześniej przyciągnęła wzrok Damiena. Ten jednak nie odpowiedział. –Trafiliśmy do tego samego domu. Chciałabym cię poznać. Skąd pochodzisz?
-Z Archenlandii- odpowiedział dość niechętnie. Myśl o tym, że Łucji i Aeronowi mogłoby się coś stać nie dawała mu spokoju.
-Coś cię trapi młody Archenlandczyku?
-Moi przyjaciele. Skąd mam wiedzieć czy żyją?- powiedział z takim tonem jakby to była wina kobiety.
-Nic im nie jest. Czuję to.- chłopak spojrzał na nią dziwnie, ale czuł się spokojniejszy. Ufał iż pani z którą rozmawiał miała tak zwaną „kobiecą intuicję”. –Jakie jest twoje imię?
-Damien.
-Ja mam na imię Stella. Co cię tu przywiodło?
-Em... Gryf.
-Umiesz latać na gryfach?- kobieta wyglądała na zafascynowaną.
-Uczę się. Moja przyjaciółka umie.
-A więc ona tez tu jest?
-No nie, ja byłem tu z Łucją.
Rozmowę przerwał kupiec, którym był Jasir.
-Wstawać i za mną na statek!- rozkazał. Damien niechętnie wstał i poszedł za Jasirem.  
Chłopak wszedł posłusznie na ogromną, kalormeńską łajbę. Pokład był znacznie bardziej ozdobiony niż na narnijskich statkach. By odwrócić swoje myśli od tego, że teraz jest czyimś niewolnikiem, przypominał sobie swoje dawne życie w Archenlandii. Po jakimś czasie przypomniał sobie o wbijających się w jego ręce kajdanach.
„Jaka szkoda, że nie słuchałem Lili jak mówiła o tym przetrwaniu i kopaniu tyłków innych ludzi. Przydałoby się teraz.”- myślał próbując jakoś wygodnie się usadowić na niewygodnych deskach. –„Ciekawe kiedy zacznę gadać sam do siebie. Albo nie! Zacznę gadać obrazów, to będzie mniej dziwne, prawda? Ciekawe czy odcięcie sobie rąk boli?”- Damien czuł, że zaraz wstanie i wyskoczy na burtę. Trzeba było w końcu przełamać lęk przed spadaniem, ale chłopakowi nie spieszyło się umierać. Korzystając z chwili nieuwagi chłopak postanowił ukryć się za jakimiś beczkami i zdrzemnąć się przed rozpoczęciem prawdziwych katorg. 
______________________________
No i jest! Niestety nie ma Piotra z frosty, Edly/Eliany (czy jak to ten parring nazywacie) i Kaspianny. W zamian za to jest Łucja rebeliant i Damien (nie ma żadnego przezwiska, to po prostu Damien). 
Ogólnie rozdział jest dość krótki, ale spokojnie. Przyszłe będą bardziej rozbudowane :)
To ja tradycyjnie zapraszam do pisania jakże motywujących komentarzy ^^

Zjawa

piątek, 21 sierpnia 2015

ROZDZIAŁ VIII


Minęły dwa dni odkąd Liliana i Damien mieszkali w Ker-Paravelu. Damien codziennie ćwiczył z Łucją strzelanie z łuku pod okiem Zuzanny. Liliana walczyła raz z Edmundem, raz z Piotrem, a raz z Kaspianem. Wczesnymi wieczorami rudowłosa chodziła na plażę, tak było i tym razem. Siedziała oglądając zachód słońca. Dzienna gwiazda dawała przyjemne ciepło. Lili siedziała bardzo blisko morza, które co raz podmywało jej stopy. W szmaragdowej wodzie odbijało się słońce. Dziewczyna tak uważnie przyglądała się temu obrazkowi przez co nie zauważyła nawet, że dosiadł się do niej Edmund.
-W Narnii zachody słońca są o wiele ładniejsze niż w moim świecie.- powiedział Edmund.
-Nie zauważyłam jak tu przyszedłeś, tak się zapatrzyłam.- uśmiechnęła się dziewczyna przysuwając się bliżej brązowookiego.
-Odkąd tu mieszkacie po głowie chodzi mi tylko jedno pytanie. Nie tęsknisz za rodziną?
-I tak ich nie obchodzę. Czasami myślę, że nie są moimi prawdziwymi rodzicami. Zawsze chcieli żebym zachowywała się jak jakaś arystokratka, jak moja starsza i młodsza siostra. Tyle, że ja nie umiem. Nie chcę.
-A co z Damienem?
-Jego matka zostawiła go gdy był jeszcze mały, a ojciec nie żyje. Dlatego opuścił swój dom w Archen... Już i tak za dużo powiedziałam.- Po słowach dziewczyny zapadła cisza. Siedzieli w niej przez chwilę. Popatrzyli na siebie, ich spojrzenie się spotkały, a twarze przybliżyły się do siebie. Stało się jednak coś innego niż przewidywał Edmund. Liliana ochlapała go wodą i zaśmiała się figlarnie. Edmund uśmiechnął się tajemniczo po czym podniósł dziewczynę.
-Puszczaj!- krzyczała Lili.
-Skoro chcesz.- dziewczyna po chwili była w wodzie. Wynurzyła się, uśmiechnęła i podcięła nogi Edmundowi. Chłopak wpadł do wody z wielkim pluskiem.
-Nie taka była umowa.- powiedział brązowooki.
-A to w ogóle jakaś była?- spytała dziewczyna podając mu rękę. Jednak zamiast pomóc mu wyjść została wciągnięta do wody. Śmiali się jeszcze chwilę, ochlapując się przy okazji. Długo wesołe pluskanie nie potrwało, gdyż powiał zimny wiatr ostudzający temperamenty Lilianyi Edmunda. Oboje wyszli na brzeg. Chłopak objął dziewczynę ręką, a ona położyła swoją głowę na jego ramieniu.
-Szkoda, że nie widziałeś min tych wszystkich księżniczek, kiedy obroniłeś Piotra przed Tistokiem.- zaczęła Liliana. –Nie zdziw się, kiedy do zamku przyjedzie jakiś król ze swoimi córkami.- uśmiechnęła się blado. Chłopak nie wykazywał żadnego zainteresowania.
-Dość mam księżniczek jak na razie.- powiedział i objął rudowłosą jeszcze mocniej. Serce dziewczyny zadrżało, a przez ciało przepłyną przyjemny dreszcz.
„Czasami warto zachowywać się jak dziewczyna.”- pomyślała Liliana, wtulając się w Edmunda.


*****

Liliana i Edmund wrócili do Ker-Paravelu. Brązowooki padł uśmiechnięty na swoje łoże. Nie było ono takie jak wszystkie inne, nie posiadało baldachimu i wymyślnych kształtów. Było to duże, białe, proste łoże. O dziwo bardzo wygodne. Ściany komnaty były w ciemnozielonym kolorze, a podłogi ciemnobrązowe. Pokój rozjaśniały białe meble. Po prawej stała obszerna szafa, po lewej regał wypełniony książkami, obok którego stał wygodny brązowy fotel. Po przeciwnej stronie łóżka stało biurko nad którym zawieszone były  miecze. Obok biurka były drzwi wejściowe oraz drzwi prowadzące do łazienki. Wyczerpany miłym wieczorem Edmund już prawie zasnął, ale przerwało mu to pukanie do drzwi.
-Otwarte!- powiedział wstając z łóżka. Liczył, że to Liliana przyszła jeszcze z nim porozmawiać, ale zamiast niej do pokoju wszedł Piotr.
-Co tobie?- spytał zdziwiony, że jego brat jest niezwykle szczęśliwy. –Aż tak cieszysz się moim widokiem?
-Nie, tu chodzi o... no nieważne. Czego chcesz?- spytał uśmiechając się pod nosem. Piotr wyjął zza pleców książkę i odłożył ją na regał.
-Tylko tyle.- powiedział blondyn poczym wyszedł. Postanowił pochodzić jeszcze po zamku i zastanowić się co sprawiło, że jego brat jest taki szczęśliwy.
„Czy jest taki zadowolony, bo upokorzył mnie? A może coś planuje?”- rozmyślanie przerwał mu widok zadowolonej Liliany, która szła w jego stronę.
„Czyżby... Nie! Oni tak... Ze sobą? Przecież oni się nie lubią, prawda?”- pomyślał. Dziewczyna nawet na niego nie spojrzała. Poszła prosto do komnaty Edmunda. Blondyn nie
mógł tak tego zostawić. Postanowił ich podsłuchać. Rozmawiali o nim.
„Ja? Ja mam dziękować? Przecież dałbym sobie radę!”- myślał.
-Co robisz Piotrze?- spytał Kaspian, który od dwóch minut patrzył zdziwiony na  blondyna.
-Ja...Ja tylko sprawdzam drzwi! W zamku jest mnóstwo korników. Te drzwi są czyste...- wykręcał się Piotr. Nie mógł powiedzieć, że podsłuchuje swojego brata. Kaspian popatrzył na niego jak na idiotę, ale nie chciał już wtrącać się w sprawy rodzeństwa. Król udał więc, że pójdzie sprawdzić swoje drzwi. Wspaniałemu kamień spadł z serca, kiedy oglądał odchodzącego Kaspiana. Piotr postanowił, że nie będzie narażać się na to, że znowu ktoś go przyłapie. Uznał, że usłyszał już dość i poszedł do swojej komnaty.

*****

Zuzanna była w swojej granatowej komnacie z podłoga wyłożoną ciemnym drewnem. Siedziała na wielkim fotelu przed oknem. Za nią były drzwi do komnaty. Gdy wchodziło się do prywatnego królestwa Zuzanny po prawej stronie można było dostrzec dwuosobowe łoże z baldachimem. Po dwóch jego stronach były małe szafki nocne. Drewniane meble były pomalowane na kolor białym, a pościel i baldachim były w kolorze jasno niebieskim z akcentami srebra. Naprzeciwko łoża były drzwi, a obok nich zasłona, za którą znajdowała się garderoba. Po odsłonięciu białej zasłonki dostrzegało się ogromną toaletkę z okrągłym lustrem na której leżały perfumy i ozdoby do włosów. Po obu stronach mebla stały szklane komody z biżuterią. Reszta pomieszczenia była wypełniona wieszakami i manekinami na których były suknie. Gdy Zuzanna patrzyła przez okno z którego widać było plażę, do komnaty wszedł Kaspian. Z tyłu trzymał bukiet krwiście czerwonych róż, by Łagodna ich nie widziała. Dziewczyna odwróciła się i uśmiechnęła.
-Zazdroszczę mojemu braciszkowi.- powiedziała ponownie odwracając się w stronę okna. Kaspian podszedł do niej i stanął przy oparciu. Wyjrzał przez okno, ale nie zauważył niczego szczególnego. –Edek i Liliana... To takie romantyczne. Obserwowałam ich trochę. To było takie słodkie kiedy on wrzucił ją do wody, a potem ona jego...- powiedziała rozmarzonym głosem.
-Jeżeli chcesz to mogę przynieść wiadra z wodą to się pooblewamy.- powiedział, wyrzucając bukiet przez otwarte jeszcze drzwi. Róże trafiły w twarz Damiena, ale on postanowił nie mieszać się w relacje Kaspiana i Zuzanny, więc wziął kwiaty i wręczył je przechodzącej akurat Łucji. Młodsza Pevensie poleciała od razu wstawić bukiet do wody.
-To tak nie działa.- powiedziała Zuzanna –Chodzi o to, że. Jesteś z osobą z którą cię coś łączy. Wszyscy to widza, tylko nie wy. A przez taką zabawę, wydarzenie też to dostrzegają. To musi być spontanicznie!
-Mogę wylać na ciebie wodę z tego wiadra bardzo spontanicznie.
-Nic nie rozumiesz.- powiedziała za smutkiem dziewczyna. –A tak w ogóle to chciałeś coś?
-Nie już nic.- powiedział Kaspian wychodząc.

*****

Edmund i Liliana leżeli na łożu w komnacie chłopaka. Już dawno skończyli rozmawiać o dumie Piotra. Brązowooki opowiadał rudowłosej o Złotym Wieku, o tym jak pomogli Kaspianowi i o wężu morskim. Dziewczyna zamknęła oczy i wyobraziła sobie te wszystkie wspaniałe przygody.
-Chyba lepiej, żebym już poszła.- powiedziała Liliana wstając. Jednak Edmund chwycił ją za rękę i pociągnął na łóże.
-Będziesz miała czas, żeby jutro poćwiczyć?- spytał.
-Tak. I zanim wyjdę przypomniała mi się jedna rzecz.- powiedziała sięgając ręką do torby przy łożu. Wyciągnęła z niej koszulę.- Mówiłam, że ci ją oddam. Nie mówiłam, że całą.- zaśmiała się. Wstała, zabrała torbę i była już przy drzwiach z zamiarem wyjścia, jednak odwróciła się by podejść do Edmunda i pocałować go w policzek na pożegnanie. Dziewczyna wyszła zamykając za sobą drzwi, a brązowooki upadł na łóżko. Nie przypuszczał, że aż tak polubi się z rudowłosą.

*****

Damien spacerował po królewskim ogrodzie. Kwiaty, drzewa i krzewy nie rosły w uporządkowane. Ogród przypominał raczej opuszczony, niż taki którym zajmuje się codziennie służba. Chłopak spacerował bez celu, przyglądając się kwiatom. Nagle poczuł ręce na swojej szyi i czyjeś usta na swoim policzku.
-Dziękuję za kwiaty.- powiedziała Łucja stając przed chłopakiem i jeszcze raz go obejmując.
-Tak właściwie to dostałem nimi w twarz, a ty byłaś pod ręką i...
-Nic nie szkodzi. Są bardzo ładne.- przerwała Łucja. We włosy miała wpleciony jeden kwiat róży. –Pomógłbyś mi nazrywać kwiatów? Potrzebuję na wianek.
-Jasne... Czemu nie. Ale po co ci wianek?- spytał zdziwiony Damien.
-Codziennie kiedy był Złoty Wiek zbierałam kwiaty i robiłam wianki.- uśmiechnęła się i spojrzała na drzewa. –Śpią.- szepnęła cicho. Chłopak popatrzył na nią dziwnie, a potem na drzewo. Wydawało mu się, że jego gałęzie się poruszają, choć nie było wiatru. Damien wpatrywał się w drzewo. Oprzytomniał dopiero wtedy kiedy Łucja go lekko popchnęła. Szli razem przez uliczki w ogrodzie szukając odpowiednich kwiatów.
-A wy już nie jesteście na siebie źli?- spytał chłopak by przełamać ciszę.
-To, że się pogodziliśmy nie oznacza, że nie jesteśmy na siebie źli.- powiedziała Łucja wręczając kwiaty Damienowi. –To znaczy, ja i Zuza już się na siebie nie złościmy, ale trzeba uważać z chłopakami. Edmund i Piotr jednego dnia mogę się pogodzić, a drugiego się ze sobą bić.- wyjaśniła Łucja a zaraz potem była w ramionach Damiena. Kaspian uciekał przed mokrą Zuzanną, która niosła wiadro pełne wody. Młodsza Pevensie wraz z przyjacielem patrzyli na nich jak na wariatów, ale potem wrócili do zbierania kwiatów.


*****

-I TAK MI NIE UCIEKNIESZ!- krzyczała Zuza biegnąc za Kaspianem na plażę. Zostawiła wiadro przed wyjściem z ogrodu, a za pomocą noża który znalazła przy drzewie obcięła sobie sukienkę by mogła biec szybciej. Gdy dobiegła wskoczyła Kaspianowi na plecy i zasłoniła oczy. Upadli na piasek a potem przeturlali się do wody. Łagodna uwolniła króla z uścisku. Kaspian wynurzył się z wody i pomógł wstać Zuzannie. Myślał, że dziewczyna będzie wściekła, jednak ku jego zaskoczeniu śmiała się.
-Jesteś głupi.- powiedziała próbując powstrzymać śmiech.
-Przepraszam. Pewnie wolałabyś, żeby ktoś inny wylał na ciebie tą wodę z tego wiadra.- powiedział niepewnie. -I...
-Stanowczo za dużo mówisz.- przerwała mu Zuzanna. Łagodna przyciągnęła go do siebie i pocałowała. Piotr, który właśnie stał na balkonie i oglądał plaże zrobił wielkie oczy. Nie spodziewał się, że jego siostrę i Kaspiana coś łączy. Sprzątaczki, które zajmowały się właśnie wejściem do Ker-Paravelu chwycił się za serca. Łucja i Damien oglądali zza płotu całą scenę. Dziewczyna uśmiechnęła się, a chłopak nie wiedział jak się zachować, miał wrażenie, że zaraz się połknął.
-Przepraszam. Nie powinnam.- powiedziała Zuzanna gdy „odkleiła” się od Kaspiana. Spuściła wzrok i poszła w stronę zamku.
„Powinnaś tak robić częściej.”- pomyślał król patrząc na odchodzącą Łagodną.

*****

 Kaspian szedł powoli w stronę swojej komnaty. Myślał, że wszyscy już spali. Nagle otworzyły się przed nim drzwi, a w nich stał Piotr. Nie wyglądał zbyt przyjaźnie.
-Jeżeli ją skrzywdzisz, pożałujesz tego. Mam już zbyt wiele spraw na głowie, by jeszcze pocieszać Zuzie. Mogę pozbawić cię korony tak szybko jak ci ją oddałem. Pamiętaj.- powiedział blondyn z kamienną twarzą i zamknął drzwi. 
_________________________________
Wybaczcie, że rozdział taki przesłodzony no ale musiałam ^^. Odezwał się we mnie jakiś romantyk. Jest mała zmiana dotycząca wstawiania rozdziałów, a mianowicie będą się one pojawiały w poniedziałki i piątki. Dość tego nieogarniętego wstawiania! Jak zwykle proszę was o komentarze, bo jest ich na prawdę bardzo mało. 

Zjawa

.
.
.
.
.
.
template by oreuis